Związek toksyczny

Stefan na Mariolkę nigdy głosu nie podniósł, nie mówiąc już o ręce. A Mariolka sobie lubiła pierdolnąć pięścią w stół. Laptopem w ścianę, talerzem o podłogę. Charakterna kobita. Stefan jej z okazji PMS-a śledzie w oleju kupował i czekoladę. I nie pytał, co zacz. Mariolka jadła, uśmiechając się pięknie, bo ładna była, to i Stefanowi serce topniało. Po trzech dniach wracała do siebie. Tu kurwą rzuciła, tam szklanką, generalnie w pewnym momencie Stefan zainwestował w plastikowe zestawy grillowe za 3,99. Aż któregoś dnia jakoś tak wyszło, że Mariolce w pysk dał.

 

To jest moment. Mikrosekunda. Błysk. Czasami żałujesz, że robisz to, co robisz, zanim jeszcze skończysz robić. Ale podniesionej dłoni nie da się już cofnąć. Tak, jak wykrzykiwanych słów, które summa summarum z Tobą zostają. Ty się z nimi będziesz musiał później układać. No chyba, że pójdziesz na detoks.

 

Dr Jekyll & Mr Hyde

 

Mam takiego przyjaciela. Niezwykle inteligentny, dobry, niekonfliktowy człowiek. I nie pizda. Rzadka kombinacja. Do tego kocha zwierzęta, rozumie ludzi i tym ludziom zawodowo pomaga. Jest mężem fajnej żony, a ich wzajemne porozumienie, lojalność i – nie bójmy się tego słowa – miłość, są na tyle mocne, że po prostu razem sobie płyną przez życie. Brakuje tylko chodzenia po wodzie i wskrzeszania zmarłych.

No więc ten mój święty święty święty pan bóg zastępów przyjaciel, wspominając pewnego razu jakieś tam swoje stare miłości, powiedział znad kubka herbaty, że już nigdy więcej nie zwiąże się z kobietą, która doprowadzi go do stanu, gdy on przypiera ją do ściany za szyję, ostatkiem sił walcząc ze sobą, żeby nie zrobić suce krzywdy.

Czujecie dysonans?

To teraz pytanie za 100 punktów: na ile toksyczna relacja z drugim człowiekiem jest w stanie wyzwolić w Tobie skurwysyna? Kiedy następuje ten moment przemiany Dr Jekylla w Mr Hyde’a? I przede wszystkim: czy możemy swoje mniej ludzkie zachowania tłumaczyć nieludzkim zachowaniem innych?

 

Człowiek & Toksyna

 

Nie wierzę w podział na dobro i zło –  to pojęcia względne, rozmyte, kwestia systemu wartości w zestawieniu z/kontrze do społecznie przyjętych zasad. Temat na inną dyskusję. Wierzę jednak w bagaż doświadczeń.

Toksyczni ludzie nie biorą się znikąd. Poziom ich wewnętrznego skurwienia rośnie wprost proporcjonalnie do siły pokoleniowego obciążenia.

Jeśli Mariolka ciska człowiekiem o podłogę, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że u niej w domu ktoś, matka bądź ojciec, też o tę podłogę ciskał. Np. ją. Jej brata. Albo siebie nawzajem. A to ciskanie swój początek miało w babci Mariolki, która do swojej córki, czyli Mariolki matki, zwykła mówić „wstawaj suko, nie gnij w wyrze”. Albo „ty mała kurwo, znów krwią pościel poplamiłaś”. A mówiła tak dlatego, że jej ojciec, a Mariolki pradziadek, przez 15 lat wkładał swojej córce rękę pod sukienkę. I tak dalej.

Moglibyśmy to drzewo genealogiczne rozwijać do 10 pokoleń wstecz, ale nie w tym rzecz, żeby teraz Mariolkę z jej potłuczonych talerzy i rozbitych żyć tłumaczyć.

Bardziej zastanawia mnie, czy gdyby Stefan poślubił, dajmy na to, Baśkę – ciepłą, miłą, serdeczną kluchę, to czy by tę Baśkę kiedykolwiek potraktował pięścią?

 

Reakcja chemiczna

 

Gdyby istniał jeden z góry określony algorytm łączenia ludzi w pary, świat byłby lepszy, a z całą pewnością prostszy. Tyle, że ludzie od matematyki wolą zabawy w alchemika. Wiecie. Szczypta tego, garść tamtego. Zamieszać, spróbować. Sprawdzić, czy wybuchnie…

Z toksycznymi relacjami jest jak z ćpaniem – pakują się w nie zwykle ludzie „z bagażem”, o określonym rysie osobowościowym. Tu introwersja, tam wysoka otwartość na doświadczenie. Niedostateczna lub nadmierna samokontrola. Skłonność do kompulsji. I pewnie jeszcze parę innych ciekawych rzeczy. Ciężko się z tego wyplątać. Bo jakkolwiek wodą toksynę rozrzedzisz, tak kiedy zmieszasz ze sobą dwie substancje żrące… Well. Swój ciągnie do swego. Toksyczni ludzie przyciągają ludzi z problemami. Efekt jest taki, że gdyby Stefan poślubił Baśkę, prędzej czy później wywinąłby jej w mordę, aż miło.

 

Detoks

 

Przyjaciel, ten od chodzenia po wodzie, też by pewnie dzisiaj trzymał jakąś sukę za włosy, cedząc jej słowa prosto do ucha, a potem zostawiając, stłamszoną, rozprutą, bezradną na podłodze. Jakoś tak wyszło, że w porę zrozumiał, jakim jest chujem.

Jego detox trwał długo. Sześć lat konfrontacji z przeszłością, odcinania się od dysfunkcyjnej rodziny. Sześć lat cotygodniowych leżanek na kozetce. Sześć lat koszmarów sennych, lęków, rozpaczliwych prób ucieczki od samego siebie. Sześć lat samotności. Poznał ją dopiero, kiedy poskladał samego siebie.

I to jest jedyny sposób na toksyczny związek. Odstawić. Wyrzygać. Przecierpieć. Zbudować siebie na nowo.

Miłego wieczoru.

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • Miłego wieczoru. Pozdrowienia od zbudowanej na nowo.

  • Anka

    Wyrzygać. Przecierpieć. Zbudować siebie na nowo.
    „Wyrzygać. Przecierpieć. Zbudować siebie na nowo.” – idealnie powiedziane. Inne słowa by nie ukazały tego w tak odpowiedni sposób.

  • Zgodze sie jednakże jak wiadomo wszystko wynosimy z domu jesli ojcien np leje matke to dziecko uzna to za normalne kwestia jest na jakich ludzi trafi w życiu bo może trafić na takich którzy pokaża dziecku ze to nie jest normalne. Niektórzy natomiast przez problemy w domu nie są w stanie otworzyc sie na drugą osobe i gdy tyko na ich drodze staje osoba która chce im pomóc w pewnej chwili uciekają przed otwarciem sie na ta osobe z obawy.

    Co do przyczyn bycia chujem uważam ze różne typy ludzi są jedni sa rasowymi chujami inni zbierając w sobie. Zakladając ze mam taką Mariolkę to by było do czasu. przelało by sie w końcu i nastąpiła eksplozja bo ile można znosić po czym bym wyszedł i tyle by było co do związku z Mariolką. Natomiast są też ludzie którzy poddaja sie tyrani i tak żyją w takich toksycznych związkach bo boją sie samotności. Sam znam pare osób które tkwią w takich związkach i zawsze jest odpowiedz ta sama ,, Boje się zostać sama” ,, może sie ułoży”.

    Tak jak napisałas jeśli zwiazek jest toksyczny to nie m co w nim trwać należy porzucić go dla własnego dobra i komfortu psychicznego. Odreagować i poznac kogoś normalnego kto bedzie Cie szanował a nie traktował jak szmatę, śmiecia. Bo przecież i tak nie odejdziesz.

    • stefan

      Powiem tak. Pochodzę z patologicznej rodziny ale czy to ma wpływ na moje zachowania?
      Na pewno tak. W życiu nie chciałbym tego samego dla swoich dzieci.
      I myślę,że głównie problem polega na tym, czy ktoś daje się złamać czy po prostu jest silny psychicznie.
      Człowiek naprawdę dużo potrafi przejść
      Każdego owszem cechuje dobro i zło.
      Jak ktoś jest dobry to dobry będzie pomimo cierpień, tkwienia w chujowych relacjach czy to ze względu na to,że tego kogoś system wartości jest zaniżony i czy boi się być sam.
      Każdy się boi. Nasze kruche życie przecież składa się z radości i smutku.
      A ludzie są tak naprawdę okropni.
      Co do metaforycznego przesłania artykułu.
      Co potrafi z osoby dobrej zmienić ją w złą?
      Nie wiem, wydaję mi się,że jakby ktoś zabił kogoś kogo kocham wtedy by coś we mnie pękło. Inaczej nie wyobrażam sobie faktu,że jestem chujem bo dostałem nie raz po dupie. Padasz, podnosisz się idziesz dalej i szukasz kogoś normalnego.
      Co do relacji. Trzeba próbować, nie poddawać się ale też trzeba myśleć.
      Nie powiem,że sam nie popełniam błędów bo robię ich setki ale staram się odbijać od patologii, toksycznych relacji. Walka toczy się nie raz pomiędzy sercem a rozumem.
      Ludzie uczą nas nowych rzeczy, przez doświadczenia te dobre i złe, poznajemy samych siebie. Wiele się już nasłuchałem płaczów, żali i odwrotnego podejścia do życia niż ja.
      Osoby toksyczne są pozbawione optymizmu, obarczają nas tylko swoimi problemami, którymi nie raz nie chcemy słuchać.
      Ryją banie w chuj.
      Ja akurat też mam taką skłonność,że przyciągam jak magnes takich ludzi.
      I zawszę zadaje sobie pytanie.
      Czy człowiekowi nie warto pomóc?
      Do czego zmierzam.
      Robimy to co robimy.
      Ludzie miewają problemy i będą je mieli zawsze.
      Ale to nie my mamy być ich terapeutami czy ludźmi od chorych zwierzeń.
      Poświęcać się dla kogoś, nie mając własnego życia!
      Ostatnio nasłuchałem się takich rzeczy,że wolałbym nawet o tym nie wiedzieć.
      Myślę tak z doświadczenia,że od razu na wstępie trzeba odbijać od takich relacji dla własnego komfortu psychicznego, dobra itp. Jak już niżej ktoś pisał.
      Chociaż z drugiej strony.
      Jestem osobą skłonną wyciągać rękę, wysłuchać, wesprzeć i pomagać.
      Życie jest szkołą. W której najważniejszą naukę jaką możemy wyciągnąć to:
      kto na to zasługuje a kto nie, który most przekraczać a który mieć już bezpiecznie za sobą :)

  • Rana

    Rodzice- klucz do wszystkiego. Niestety wiem to z doswiadczenia :/
    Leżenie na kozetce uskuteczniam co tydzień, próbując nie być taka matką dla mojego dziecka, jaką była moja matka. Przykład: ja odrabiająca lekcje, nos w książce, moja matka przechodzi i głową wyjebała mi o biurko „następnym razem się wyprostujesz” No nauka super!
    I czasami jak widze, że moje dziecko nie rozumie podstawowych rzeczy, nóż w kieszeni mi sie otwiera i czerwona lampka się zapala „nie bądz taka suką jak twoja matka”
    Przykładów mam milion. Sama szybko się denerwuję, wybucham już w 15-20 sekund a nie w sekunde.
    Nienawidzę jak ktoś krzyczy, nienawidzę się kłócić. Staram się bardzo zbudować siebie na nowo. Idzie mi dobrze :)

    • Evelajna

      Ostatnimi czasy również przeżułam i wyrzygałam siebie na nowo. Dość
      trafne określenie na zmianę schematów myślowych zakorzenionych przez 
      toksycznych starych. W moim przypadku ojciec walił moją głową o biurko a
      matka patrzyła na to z boku, typowa relacja kat i ofiara. Moje związki
      zaczynały się dobrze, kończyły się źle, ja kzb, on uciekł, albo kat.
      Wyciągam wnioski, spoglądam cieniom w oczy i zaczynam żyć własnym życiem i w końcu jest to moje życie :) Pozdrawiam

    • Olka

      Prawda, rodzice mają ogromny wpływ na to, jak ich potomek będzie się zachowywał w przyszłości, bo jak ma dziecko wiedzieć, co jest normalne do powiedzmy 18 roku życia (bo szczerze, wcześniej nawet mając 16 jeszcze mamy kaszę manną w głowie). Wszystko praktycznie zależy od rodziców.

      Poznałam osobę, która miała problemy podobne do Twoich. Przemoc fizyczna z byle powodu, a o psychicznej już nie mówię.
      I w tym momencie mi się ten nóż w kieszeni otwiera. Bo tych rodziców to bym za włosy wytargała do psychologów, bo to oni na kozetce powinni się położyć.
      A serce boli, bo przez chorych rodziców nowe pokolenia kształtują się w podobny sposób.

      Rana… Szczerze mi jest strasznie przykro, że Ciebie czy kogokolwiek to spotyka.
      Mam nadzieję, że uporasz się z ‚syndromem matki’ i Twoje dziecko będzie miało wspaniałe dzieciństwo, a ty spokojne życie. Trzymaj się!

      Malvina pe. Ci powiem… ciężki temat wybrałaś. Ale dobrze. Bo o tym się powinno mówić.

    • Kalutka

      Ale brawo za to, ze chcesz z tym walczyc, rozpoznajesz swoje slabosci i chcesz zmieniac sie na lepsze. Sa tacy, ktorzy wad u siebie nie widza.

      Ja tez jestem straszna choleryczka i bywam agresywna, wiec wiem jak ciezko sie kontrolowac.
      Powodzenia! :)

    • Mika, jak co dzień wracała ze szkoły, ale…
      No właśnie…
      To ale zawsze zwodziło ją na manowce.

      Koleżanka zaprosiła, a Mika miała przecie iść do domu, ale… zapomniała o tym po drodze, gdyż zapomnieć chciała. Gdyż była kilkuletnim dzieckiem.

      U koleżanki było wspaniale. Ciepły domek, pachnący jedzeniem i mama jakoś tak uśmiechnięta. Nie spieszyło jej się do własnej chatynki, więc siedziała aż do
      wieczora. Wieczorem mama koleżanki odesłała ją do miejsca zamieszkania i tu w drodze zaczęły krążyć nad jej kilkuletnią głową demony strachu i świadomość tego, co czeka w rodzinnym budynku.

      Tam był skórzany pas z klamrą (pamiątka taty z wojska), a gdy pas się zapodział, mogła liczyć zawsze na smycz dla psa, bądź kabel do żelazka (wtedy był jeszcze
      wtykany do urządzenia, nie przytroczony na stałe).
      Im mniej kroków dzieliło ją od rodzinnej furtki, tym większe przerażenie paraliżowało członki, a wraz z nimi i umysł kilkulatki.
      Będzie wpierdol, gdyż tak właśnie załatwia się u niej sprawę nieposłuszeństwa.

      Perswazja zastąpiona biciem. Słowa zamienione w bluzgi…

      Mika szła i płakała, gdyż wiedziała, co wydarzy się w domu. Będzie ból, ale to nie ból
      jest najgorszy. O wiele straszniejszy jest strach przed nim.

      Dziś Mika jest matką i jeszcze w wieku dziecięcym podjęła decyzję, że nie zaserwuje nigdy i nikomu poniżenia, oraz strachu, który dostała w „prezencie” dorastania.

      Swoje starsze dziecko uderzyła raz, gdy będąc w ciąży (6ty miesiąc) z drugim bajtlem, to pierwsze wbiegało w morskie bałwany morza, podczas wakacyjnego spaceru i
      początku sztormu.
      Nie słuchało próśb i nakazów, a przecież kilkulatka taki bałwan łyka, jak świeży popcorn i nie wypluwa już nigdy. Ewentualnie w rozłożonej wersji.
      Mika wiedziała, że z wielorybim bandziochem nie wskoczy w szalejącą wodę i nie uratuje tonącego dziecka, z drugim dzieckiem w brzuchu. Spanikowała i puściły nerwy.
      Puściły, gdyż tak najłatwiej…
      Strach obciążył dłoń ciężarnej i odcisnął czerwony ślad na młodym tyłku, a tym samym w młodej psychice.

      Starszak ma w tej chwili trzynaście lat i do dzisiejszego dnia wypomina jej przyciężkiego klapsiura…

      Podsumowując.

      Byłam bita, jako dziecko do momentu, gdy potrafiłam się już sama obronić, czyli zasłoniłam się przed mamą pięścią. Zobaczyła ona w moich oczach wkurw i szał, nie podjęła wyzwania i przestała bić. Miałam wtedy naście lat i budziła się we mnie sucz.
      Sucz żyje do dziś i ma się coraz lepiej :D

      To, jacy jesteśmy, kształtujemy sami. Możemy zwalać winę na zeszłe pokolenia i ułomności wyssane z mlekiem matki (nawet przez smoczek butelki w wersji instant), ale
      jeśli jesteśmy myślącymi istotami, to nie będziemy skurwielami, gdyż tak mieliśmy wczytane dzieciństwem.

      Jeśli zawalczymy z „genetycznymi” ułomnościami, wygramy.

      Na jednej z wizyt u kumpeli – psycholożki wyszło, że mam fchuj kieliszków (alkoholików) w rodzinie, więc powinnam być alko. Lubię wytrawne wino i latem zimne piwo, ale nie zalewam pały.

      Moja rodzina była obciążona nałogami, przemocą i zdradami.
      Też tak powinnam?

      Mam na to wyjebane i zerwałam z bezmyślnym kontynuowaniem autodestrukcji.

      Jeśli myślisz, czujesz i chcesz coś zmienić w schemacie, zrobisz to.
      Jeśli chcesz…
      No chyba, że wolisz się usprawiedliwiać (lub kogoś).

      Jesteś na szczycie drabiny rozwoju, więc myśl (lub giń).

      • leśna

        soł faking tru

  • Nie pamiętam już dokładnie szczegółów, bo psychologią bechawioralną interesuję się z doskoku, w ramach analizowania świata, który mnie otacza i ludzi z którymi mam do czynienia, ale już kiedyś zostało potwierdzone to, że ludzie mają skłonności do przyciągania do siebie anty-wzorców, bardzo często występujących w rodzinie. Wystarczy spojrzeć na rodziny alkoholików w których, np. ojciec non stop chodzi najebany jak szpadel i co wieczór w ramach rekreacji lubi sprzedać kilka garści swojej żonie i/lub dzieciom. Taki dzieciak potem powtarza sobie „nigdy nie będę taki jak on, nie zniżę się do takiego poziomu” po czym w dorosłym życiu powiela wiele tych schematów. Utrwalane przez lata wzorce zachowań, sposób wychowania, otoczenie w jakim człowiek dorasta, tłumienie ambicji i rozwoju powodują, że wiele tego typu zachowań zakorzenia się w głowach tych ludzi i po latach działają oni w analogiczny sposób podświadomie.

    „Taki już jestem, zawsze tak traktowałem ludzi, przecież to oczywiste”.

    Nie, kurwa, to nie jest oczywiste i sedno tkwi w tym, żeby uświadomić sobie, że to co według nas może wydawać się normalnym, „domyślnym” zachowaniem często jest właśnie powielaniem błędów z młodości (naszych lub naszych bliskich). Do tego często dochodzi też poczucie winy drugiej strony (poszkodowanej), które tylko zwiększa poziom toksyny w takiej relacji. Nie bez powodu kobiety, które są napierdalane przez swoich mężów zamiast cokolwiek z tym zrobić, zakładają ciemne okulary i udają, że nic się nie dzieje („kocham go mimo wszystko, to co się dzieje wieczorami u mnie w domu to nie wasza sprawa”). Znak kilka takich przypadków osobiście i z jednej strony jest mi przykro i żal mi tych ludzi a z drugiej strony zastanawiam się jak bardzo uległym trzeba być, aby nie umieć wyjść z takiej sytuacji i ją akceptować.
    Zawsze podobał mi się fragment z jednego kawałka hiphopowego, który idealnie to przedstawia:
    „Sama sobie sprawiasz taki los, bo skoro kochasz go, to kochasz jego cios.
    Zobacz to jeśli chcesz to widzieć, jeśli nie to ja milczę, bo to Twoje życie.”

    https://www.youtube.com/watch?v=U94x_1M9p9c

    Sam często łapię się na tym, że z wiekiem zaczynam powtarzać pewne zachowania, które jeszcze kilka lat temu uważałem za totalnie niemożliwe w moim wykonaniu. Staram się to korygować i eliminować, ale nie jest to proces, który trwa moment; często wymaga to wielu lat zmiany nawyków, zachowań i – przede wszystkim – własnego systemu wartości. Ale nie wyobrażam sobie jaką granicę ktoś bliski musiałby przekroczyć, abym go uderzył. To przekreśla wszystko moim zdaniem.

    Bardzo dobry tekst Malvina.

  • yamka

    Uwielbiam Cię Malvino Pe. Za większą część Twojej twórczości, a ten tekst mnie szczególnie ruszył. Brawo :)

  • Moja droga, nawet nie wiesz, jak bliska mi ta filozofia.

    Albo nie, w sumie to wiesz.

  • Kinga K.a

    powoli się uzależniam od Twoich tekstów…
    końcowa wyliczanka rzeczywiście chyba najlepszym podsumowaniem, nie tylko w kwestii toksycznych związków, ale różnych zawiłych sytuacji życiowych,terapia czasochłonna,bolesna, ale skuteczna

  • jerry

    a u mnie toksyczny jestem ja. 9 lat temu kobieta z ktora bylem, zakorzenila we mnie swoja toksyne, a pozniej zostawila stlamszonego dla starszego, bogatszego. teraz mam napady wscieklosci, wybucham po chwili, w nerwach nie panuje nad soba, krzycze, kiedys rzucalem rzeczami, teraz mi przeszlo. ale ostatnio popchnalem tez ja, moja zone. pijany bylem. tak na mnie wtedy dziala – chyba nie wierze, ze mnie kocha, ciagle mysle, ze mnie zostawi jak tamta, choc jest ze mna od 8 lat, w malzenstwie od 5.

    to nigdy nie byla romantyczna milosc, bardziej moja fascynacja nia, na studiach ja zobaczylem, kumpela z roku. na emigracji zaprosilem ja do siebie. z czasem jakos samo sie zaczelo, bez fanfarow, motylkow i romantycznych uniesien, po prostu, samo. trwalo, raz lepiej, raz gorzej. ale powiedziala „kocham”. slub, dziecko. i wtedy kariera nie wypalila. kryzys szlag trafil wszystko, 5 lat sie zbieram z tego. 5 pierdolonych lat walki ze wszystkim, z kazdym, o kazdy pieprzony grosz. to wyniszcza.

    zyjac za granica cala odpowiedzialnosc spadla na mnie, bo ja wiem gdzie, co jak i kiedy. potem pomoganie innym bliskim, bo oni nie poradni. chcialem wyc. a ona potrafila wybuchac, o brak uwagi, o brak kasy, o wszystko. i kiedys zlamalem reke. nie na niej. na slupie sygnalizacji swietlnej. ona stala obok. to bylo pierwszy raz gdy chcial sie spakowac.

    drugi raz byl, gdy trafilem w poduszke obok jej glowy, choc krew mi oczy zalala i chcialem udusic kobiete ktora kocham. matke moge syna. dziewczyne, ktora potrafi byc cudowna, choc coraz mniej nas laczy. chyba juz tylko chce, zeby bylo dobrze, ale oboje wiemy ze nie jest.

    w piata rocznice slubu po drugiej butelce wina umawialismy sie, ze 10-ta spedzimy na wiezy eiffla, ona dodala, nawet gdy nie bedziemy razem, to tam sie spotkamy…

    bylem u psychologa, powiedzial – nie pij, pracuj nad soba. pije bo mnie stres zabija. nie pracuje nad soba, bo nie mam kurwa na to czasu. nie wiem co to relaks, czas wolny, ksiazka, telewizja, spacer. pracuje i probuje prowadzic dzialalnosc bo musze wyjsc z dlugow. trace przy tm kobiete, bo ona codziennie zasypia sama. juz sie przyzwyczaila i woli poduszke ode mnie… a mnie szlag trafia i chce zabic.

    i nie wiem kurwa co dalej…

  • Paulina

    Czekałam na ten tekst. Dzięki!

  • Tomasz Wiszkowski

    Pomoz mi, prosze, zrozumiec logike tej wypowiedzi. Rozumiem, ze sygnalizujesz, ze Mariola jest fajna, a Stefan to ch*j, bo Marioli puszczaja nerwy regularnie i jest charakterna (wiec ma do tego prawo), a Stefanowi tylko raz, bo normalnie jest opanowany (wiec w rezultacie musi byc niezrownowazony). Stefan stara sie zadbac o to, zeby comiesieczne wybuchy Marioli nie powodowaly szkod materialnych i staje na glowie, zeby zalagodzic sytuacje. W koncu nie wytrzymuje.
    Stefan trafia na detoks, bo jest tak zdziczaly i nieobliczalny (tym, ze raz puscily mu nerwy), ze kolejnych 6 lat musi sie leczyc (tymczasem Marioli puszczaja nerwy ale na kogos innego). Jest tak nieobliczalny, ze na pewno bedac w towarzystwie osoby zrownowazonej zmienil by sie w osobe gorsza niz sama Mariola, pewnie tluklby Basie raz w miesiacu przez 3 dni z rzedu, bo.. bylo by lepiej, gdyby Basia byla rownie charakterna co Mariolka? naprawde?
    Wiesz, widze to tak – w oparciu o ten artykul sa 2 kategorie ludzi:
    1 – ci, ktorzy nigdy w zyciu sie nie zdenerwowali. nie puscily im nerwy. nie powiedzieli ani nie zrobili niczego, czego by potem zalowali
    2 – ci, ktorzy sa tacy sami jak Stefan.

    czego nie zrozumialem?

    • Tomasz Wiszkowski

      Sam do siebie. Czytać uważniej.
      Nie o Stefana chodzi. Ani nie o człeka od chodzenia po wodzie.
      Chodzi o to, co druga osoba potrafi z tych ludzi wywlec i w jaki sposób.
      Dzięki za artykuł – kiedy to wskoczyło – wszystko nabrało sensu…

      • Maszete

        Bardziej o to co pozwolisz z siebie wywlec (czego wcześniej nie przepracowałeś).

  • połamane pióro

    Najgorsze, jest to, że często dopiero po czasie zauważa się u siebie te same mechanizmy, wyniesione z domu schematy, podobne reakcje. Mimo setki, ba, tysiące razy powtarzanych: „nie będę taka/taki…”. Dotarło do mnie jaki mam problem z wyrażaniem emocji i samokontrolą plus (to niejedyna zasluga patologicznej, rodziny) jestem przewrażliwiona na swoim punkcie (jak wiekszosc ludzi z niska samooceną) i osiągnęłam moment, gdy po prawie 10 latach związku, gdy dostalam absolutnej furii, gdzie tylko milisekundy dzieliły mnie od zaj*bania swojemu facetowi w pysk za jakąś tam pierdołę. Bo wydawało mi się, że każde jego słowo to sztylet w me serce i nóż w tętnice. Dziesiątki przeplakanych nocy, setki wykrzyczanych bez potrzeby słów, których później żałuję. Żałuję i mam moralniaka jak mój stary po weekendzie.. I nagle dotarło do mnie,że robię to samo. Nie umiem rozmawiać, tłumię uczucia, emocje a jak jest problem to wybucham, zmiatając po drodze wszystko co sie nawinie i brnę w to bez opamiętania.
    Ale juz wiem… I pracuje nad sobą. I tylko dzięki NIEMU ten związek jeszcze istnieje. Choć sama siebie bym zostawiła po takich atrakcjach. Jak zaczynaliśmy wiedzieliśmy, ze oboje jesteśmy pokiereszowani i z bagażem. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że ze mną tak źle.
    Czeka mnie terapia, mam świadomość i decyzję.
    Nie chce się stać swoja matka albo ojcem, których życie przerosło. Nie chce zlamac zycia sobie i JEMU. Chce byc dobrym człowiek.. Kochana i fajna mama dla naszych dzieci.
    Ehh, a miałabym takie ładne „usprawiedliwienie publiczne”….

    • trevor

      A ja właśnie wychodzę ze związku z kobietą o podobnym do Twojego charakterze. Fragment Twojej wypowiedzi to idealny jej opis: „Nie umiem rozmawiać, tłumię uczucia, emocje a jak jest problem to 
      wybucham, zmiatając po drodze wszystko co sie nawinie i brnę w to bez 
      opamiętania.” Już mam dosyć ciągłego tłumaczenia zaistniałych sytuacji, niezmiennego wyciągania ręki po kłótni, bezustannego proszenia o otwartość, o to, by mówiła mi co ją boli, czego chce, co czuje. I już nie mam dalej siły ani ochoty tego ciągnąć, bo nic się w jej zachowaniu nie zmienia, a na terapię ona się nie wybierze, bo nie widzi takiej potrzeby. Ja sam mam bagaż swoich problemów i doświadczeń, ale kilka miesięcy temu zacząłem spotkania z psychologiem i powoli dochodzę do tego, skąd się wzięły moje pokrzywienia i jak je krok po kroku prostować. Ale nie daję rady starać się o związek za dwoje, zwłaszcza że nie widzę z drugiej strony podobnych starań. Też czasami potrzebuję wsparcia, czułości i troski, i to bez dodatkowego tłumaczenia po co i dlaczego mam taką potrzebę.
      Wychodzenie z takiego związku to cholerny ból.

      • bernedetta

        Mowisz, że wychodzisz czy już dawno wyszedles z tego związku? Czy nie było przypadkiem tak, że to ona walczyła za Was dwoje ale nie miała odzewu z Twojej strony? W pewnym momencie coś pęka, zgadzam się ale to nie znaczy, że nie jest możliwe do sklejenia. Czy faktycznie prosiles ja aby poszła na terapię czy też było to efektem Twojego zaangażowania w swoje własne problemy, podczas których ona stała za Tobą murem zapominając o sobie i skupiając się wyłącznie na Twoim dobrze? A może i ona potrzebowała wsparcia, czułości i troski, którą Tobie przez lata dawała ale niczego w zamian nie otrzymywala, co potegowalo jej frustrację i narastajacy ból? A może to ona czekała na Ciebie abyś Ty zrozumiał swoje zachowania i ich wpływ na Wasz związek? Wiem, że wszystko łatwo jest zrzucić na ta druga osobę ale czy rzeczywiście, z pełną świadomością, możesz powiedzieć, ze wasze problemy to wylacznie jej wina a Ty jesteś jedynie ofiarą tego związku? Wydaje mi się, że obarczyles ja całym złem, zapominając po drodze co ona przechodziła z Tobą (zacząłeś spotkania z terapeta zatem był mu temu jakiś ważny powód), a to nie jest w porządku. Może sam zniszczyles cos, co mogło być czymś extraordinary.

  • najgorzej gdy wydaje nam sie, ze esxtesmy madrzy, wyciagamy wnioski i kazdy kolejny raz jest juz lepiej a ten juz bedzie do pozniej 80.
    A potem znow pierdut i dociera do Ciebie ze od paru razu scenariusz niby zmieniony ale wyglada zbyt podobnie do siebie. najpierw 2 ;lata, potem trzy potem 6.. a koniec ten sam.
    I ze problem tkwi w Tobie i czas zabrac sie i zrobic cos z nim, zeby sie za kolejne 10 nie obudzic w jeszcze wiekszym szambie niz sie jest teraz.

  • hakobola

    zgadzam się jedynie z podsumowaniem. doświadczenie mam w temacie bogate ;o

  • Cóż mogę powiedzieć. Ludzie – są głupsi od zwierząt. Przede wszystkim, widzimy zachowania u innych, na ogół przejmujemy te złe zachowania, ludzie bardzo inteligentni z tych złych zachowań wyciągają wnioski, i się uczą. Mądrze powiedziałaś, nie ma tu sensu szukać winy u babci czy prababci i rozkopywać całego drzewa genealogicznego, wina jest tu i teraz, winni jesteśmy na ogół my. Jeśli baba dostaje w ryj – zapewne na to zapracowała, jeśli facet wali w ryj – również na to pracował. Wina leży po środku, a jeśli już ludzie zaczną tego typu chore scenariusze wplatać w swoje życie, potrzeba mocnego tąpnięcia by to się zmieniło, jednak nawet to mocne tąpnięcie załagodzi skutki tylko na chwilę. Tu mogę przytoczyć pewną historię, by odpowiednio zobrazować temat. Był sobie człowiek, który znęcał się nad całą rodziną. Codziennie do domu wracał pijany, codziennie prał żonę, a jak miał dobry dzień to i dzieci. Pewnego jednak dnia zachorował na raka, dostał wyrok – 3 miesiące życia. Przeżył, wyleczyli go. Wszystko się zmieniło, nagle stał się kochającym ojcem, i przykładnym mężem. Jednak i ta sielanka nie trwała zbyt długo, w końcu po kilku latach usłyszał od lekarza – jest Pan zupełnie zdrowy. Wtedy horror powrócił, i powraca do tej pory. Ludzie, wokół tego mężczyzny nadal nie wyciągnęli wniosków.

    Czasami kiedy widzę taką patologię zastanawiam się, czy my postronni ludzie coś możemy zmienić, czy w ogóle mamy wpływ, i coraz częściej dochodzę do wniosków – nie mamy, chyba że powybijamy całą patologię. Nie mamy, i nigdy nie będziemy mieć, bo ten sport siedzi w nas. Niestety nieudolność w myśleniu, oraz głęboko zakorzenione wzorce, które kochamy powielać sprawiają, że życie jest jakie jest, i w tym temacie niewiele się zmieni.

    Czy jakoś tak ;P

  • Bardzo fajny tekst. Malvina, jak zwykle mocno na temat, prosto w mordę! Lubię. Sama jestem napędzana i konsumowana przez agresję, czuły punkt trafiony.

  • Gab

    ,,Toksyczni ludzie nie biorą się znikąd. Poziom ich wewnętrznego skurwienia rośnie
    wprost proporcjonalnie do siły pokoleniowego obciążenia ”
    Poruszasz mega ważne kwestie, trudno się tu z Tobą nie zgodzić. To przejrzenie na oczy o którym piszesz na końcu i częściowe burzenie tego, z czego się człowiek składa na rzecz położenia fundamentu pod ,,nowe ja” jest najcięższe. Ale wykonalne.
    Tekst ,,z jajami”, jak zwykle!

  • Michał Sz

    Wszyscy jesteśmy niegrzeczni, tylko nieliczni nad tym panuja.

  • Beata Amelia Oliferuk

    „I to jest jedyny sposób na toksyczny związek. Odstawić. Wyrzygać. Przecierpieć. Zbudować siebie na nowo.”

  • Kuba

    zakochalem sie w twoim ja :), a tak po za tym to 10 lat byłem z taką Mariolką (imię zmieniłem), do dzisiaj ciesze się, że budzę się w swoim łóżku a nie w celi więziennej bo czasami było bardzo blisko :) jak to ona określała wychodzi z Ciebie wilkołak :). O jej zła kobieta była strasznie zła, talerze to nie był jej klimat lubiła mnie zresetować tak po prostu raz w miesiącu wybuchałem z tego co pamiętam to zawsze była moja wina :))). Teraz jestem innym człowiekiem boże jak mi siebie brakowało :))). fajny artykuł, Pozdrawiam Kuba

  • DzoDi

    …mocny tekst. Lata szukania odpowiedzi, a tu proszę…. Malvina, dzięki!

  • Malwina

    Inni mogą zrobić z ciebie chama – choćbyś nie wiem jak się starał… Jeśli regularnie i z premedytacją gnoją cię, gnębią, choćbyś nie wiem ile się starał i bronił rękami i nogami, w końcu coś w tobie pęknie i zachowasz się tak, jak nie przypuszczałbyś, że możesz się zachować… Nasze zachowanie jest nie tylko efektem charakteru, wychowania, wartości, doświadczeń, ale też właśnie interakcji z innymi…