Co wolno kobiecie?

Lampka się tli, w łazience schnie pranie, tylko Pozdro Techno, pozostałość po piątkowym odejściu od czci i wiary, wisi dumnie w centralnej części pokoju. Dźwięki zalewają pomieszczenie, zanurzam się w nich, nurkuję, tonę. Chcę odciąć ciało od myśli, przestawić się w tryb uśpienia, pozwolić wszystkim nierozwiązanym sprawom rozwiązać się bez mojego udziału, kiedy przez uchylone okno wpada zapach palonych liści, zapach dzieciństwa. Intensywny, duszący, ciężki. Co roku ten sam. Impuls do wymuszonego rachunku sumienia. Pieprzony listopad. Zawsze robi mi z serca jesień średniowiecza. 

 

No więc gapię się w sufit. I choć bardzo nie chcę, myślę. Gdzie jestem i czemu właśnie tu. Czy dobrze jestem, czy jestem źle? I jak powinnam być?  Ojca nie ma jeszcze, dziadka nie ma już, boga nie ma wcale. To o co ja mam się, kurwa jego mać, oprzeć?

*

Gdybym miała papierosy, to bym się o parapet oparła. I zastygła w listopadowej mgle.
Ale nie palę.

 

Oczekiwania

 

Za kilka miesięcy skończę 30 lat.

Zgodnie z tym, co mówią babcia i pani z reklamy, powinnam:

– mieć męża, narzeczonego albo przynajmniej stałego partnera
– kredyt na mieszkanie
– mieszkanie na kredyt
– oszczędności
– karierę
– dziecko
– wakacje w Tajlandii
– kostki rosołowe
– kota
– la Boutiny
– porządny krem na zmarszczki

To się chyba nazywa stabilizacja.

 

Rzeczywistość

 

Budzi mnie niewyspanie, usypia zmęczenie. Albo ramię. Męskie, damskie, damsko-męskie – to nie ma większego znaczenia, dopóki do ramienia przytwierdzony jest mózg. I jest kawa, zawsze czarna i bez cukru, parzona, z fusami, co stają w gardle. I są dziesiątki nieprzeczytanych maili, setki nieodebranych połączeń, tysiące niedokończonych rozmów o życiu nad niedopitymi butelkami wina i nadtłuczonymi popielniczkami z niedopalonymi skrętami. Saszetka z alcazeltzerem i milion zawieszonych w próżni znaków zapytania.

Ciekawe, że pytają głównie kobiety.

*

Biegniemy tak szybko, że nie zauważamy, jak kartki z kalendarza spadają. A potem budzimy się, o piątej nad ranem, zlane potem. Przerażone, że nam wyreżyserowane przez producentów kaszek życie przez palce przecieka.

 

Wzorce

 

Ludzie, a zwłaszcza kobiety, mają skłonność do porównywania. Siebie z innymi, innych do siebie. Takie już jesteśmy pojebane,  że lubimy sobie same zasadzić plaskacza w twarz, więc porównujemy się do tych dwóch typów współczesnych kobiet, które zdominowały popkulturę.

Pierwszy to niezamężna, niedzieciata korpobitch pnąca się po szczeblach kariery. Z własnym mieszkaniem, miejscem parkingowym i żelowymi paznokciami w kolorze „oczojebny róż”. Drugi to nowoczesna, zadbana matka biegająca na pilates w przerwie między kupą a przecierem z marchwi. Może nawet realizować się zawodowo, ale ważne jest, żeby była w tym wszystkim eko, trendy, yolo i swag. Żeby było ją stać na oldschoolową bluzę adidasa dla swojego trzyletniego dzieciaka, który też ma być yolo swag i złoty łańcuch. Jak przy okazji rapuje po angielsku i potrafi sam się wysadzić na nocniku, to już w ogóle zajebiście, chapeau bas, czeka Cię wywiad dla „Cosmopolitan” i świetlana przyszłość.

Jeśli wypadasz gdzieś po środku, to w zasadzie tak, jakby Cię nie było. Przezroczystaś. Przegranaś. Ani męża, ani dziecka, ani kariery. Zrób coś dla społeczeństwa i zgnij w kawalerce z kotem. Jak ci kota nie żal.

 

Kryzys męskości, kryzys kobiecości

 

Ostatnio sporo mówi się o kryzysie męskości. Że metro, że lumber, że facet to dziś biedny jest, bo z jednej strony ma mieć inteligencję, hajsy, wygląd i status społeczny, a do tego wyrozumiałość, czułość, miłość w oczach i cały ten bullshit.  I owszem, zgadzam się, nie macie dziś, panowie, lekko.

Tyle że kobiecość też przechodzi kryzys. Bo już pokazałyśmy, że potrafimy być silne i samowystarczalne. Przyzwyczaiłyśmy siebie i Was do tego, że niewiele musicie robić, bo my lepiej, bardziej, bo my same. No więc nadstawiamy te swoje twarde dupy, co to niby nimi orzechy potrafimy gnieść, a potem płaczemy w domu, w poduszkę, że za mocno, za bardzo, że boli.  5 minut później tapeta pod oczy, uśmiech na twarz i jazda. Wrażliwość i emocje chowamy po kieszeniach święcie przekonane, że jak zjawi się odpowiedni człowiek, to je po prostu wyjmiemy, wciągniemy nosem jak kokę i znów będzie ciepło, miło i różowo. Cóż.

A mężczyźni nie lubią kobiet niewrażliwych. Nieciepłych. Nieprzystosowanych do matkowania – im, czy dziecku, to już mniejsza różnica. Nie lubią kobiet niezadbanych, nieinteligentnych, niewyedukowanych. Niewyględnych. Nijakich. Z drugiej strony, tych wyględnych, ostrych, tych jakichś, trochę się boją.

I tak się mijają na ulicach, drwale i skorupy. I choć drwal siekierę ma, to na skorupie mu się ta siekiera rozpada w drobny mak.

*

No więc gapię się w sufit i o tym właśnie myślę. Że jestem kobietą i za chuja pana nie wiem, co to właściwie dzisiaj znaczy. 

 

Fot. Jacob Nizierski, Unsplash.com

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • kama

    Ciężko jest teraz zdefiniować kobietę, z tego co teraz zauważam, to one przejęły rolę samców alfa i stają się oparciem w domu. To my zarabiamy, to my stajemy się fundamentem i oparciem, stajemy się robotami wypłukanymi z uczuć wyspecjalizowane w spełnianiu zapisków z kalendarza i odhaczanie kolejnych pozycji z listy todo. Ślepo podążamy za pieniądzem bez czasu na marzenia. A gdzie czas dla nas samych a nie dla koleżanek, którym to pokazujemy, że jesteśmy trendy i śmigamy na pilates? Generalnie jest ciężko, zwłaszcza w związkach, w których kobieta zarabia więcej, staje się niezależna i staje się jednocześnie kobietą i mężczyzną w związku, Świat się cholernie zmienia i nie wiem do czego to wszystko prowadzi. Ja się tego boję. Boję się momentu, w którym spotkam faceta mojego życia i będę mu musiała uświadomić, że zarabiam dwa razy więcej niż on, bo jestem cholernie ambitna i staram się dawać z siebie wszystko. Dziwne to jest, dawniej tak nie było. No ale co poradzić…

    • leonleon

      Moja żona zarabia ode mnie 3 razy więcej (ja średnia
      krajowa) i bardzo mi z tym dobrze :)

      Nie jest to dla nas temat do bólu dupy, kto ile zarabia, bo i tak pieniądze są
      wspólne.

      Mamy czas i na „pilates” i dla siebie.

      A problemy są w każdym związku. My staramy się logicznie sobie tłumaczyć, o co
      chodzi – i zazwyczaj to jest klucz do sukcesu (co nie zmienia faktu, że
      potrafimy się obrażać i doprowadzać do furii).

      Ciężko mi zrozumieć myślenie typu: Co pomyślą ludzie? Muszę mieć lepszy
      samochód od sąsiada, muszę mieć żonę/męża, muszę robić karierę itp.

      Jest właśnie odwrotnie – żyjemy w takich czasach, że każdy może wybrać swoją
      drogę i nie będzie miał z tego powodu jęków dookoła. Ok – zawsze jesteśmy
      częścią jakiejś społeczności, mamy rodzinę itp. I od tego otoczenia będziemy
      otrzymywać oceny. Takie życie.

      I jeszcze jedno – od niedawna czytam Twojego bloga Malvino i bardzo mi się
      podoba jak piszesz i o czym. Ten tekst też daje do myślenia. Ale Twój
      dekadentyzm jest trochę przygnębiający. Ale gdybym nie był osobą wierzącą to
      chyba też bym nie był takim optymistą jakim jestem.

    • Rome must die.

      Jeśli facet Twojego życia będzie normalnym gościem, a nie zadufanym w sobie plackiem to w momencie gdy odwzajemnisz jego uczucia Twoje dużo większe zarobki przestaną mieć znaczenie. Będzie dumny, że ma tak zdolną dziewczynę. A inni normalni faceci będą mu zazdrościć.

  • No więc tak. W 30 urodziny miałam męża i cieplutki pozew rozwodowy czekający w sądzie.
    Nie miałam mieszkania ani kredytu. Więcej – nie miałam nawet wynajętego
    mieszkania tylko kawałek pokoju. Nie miałam kariery („coś tam sobie
    pisze”) ani oszczędności. Nie miałam kremu na zmarszczki, dziecka ani
    kota. Za to bardzo dobrze wiedziałam, że mam w dupie (twardej, ale 
    pokrytej cellulitem), czego ktokolwiek ode mnie oczekuje. I wiedziałam,
    że moja stabilizacja to nie jest stabilizacja z reklam.

    Poza
    tym byłam już dużą dziewczynką i dawno wyrosłam z marzeń z bycia
    księżniczką – z żelowymi paznokciami lub z różowym bobaskiem kwilącym
    cicho gdy mamusia ćwiczy jogę.

    A teraz mam 31 lat i kilka
    miesięcy. Mam swoje mieszkanie na kredyt, nawet ładne ;) Ale w nim nie 
    mieszkam, bo zakochałam się i wyprowadziłam. Budzi mnie niewyspanie,
    kiedy o 5 rano wygrzebuję się spod męskiego ramienia i biegnę do pracy. I
    nadal coś tam sobie piszę. Czytają to tysiące ludzi, więc chyba to już
    jest praca. Za to nadal nie mam oszczędności, mam dwa koty i psa.
    Dziecko może się pojawi :) Nadal nie mam stabilizacji z reklam kaszki.
    Ale jestem szczęśliwa i wiem, że nic mi przez palce nie przecieka.

    Pisze
    tego bloga jeszcze co najmniej 10 lat to zobaczymy, co napiszę pod 
    tekstem o 40 urodzinach. Bo przecież jeszcze 5 razy mogę w tym czasie
    postawić wszystko na jedną kartę, a życie na głowie.

    • m0gart

      I to jest właśnie w życiu najlepsze. Że nawet jeśli w tej chwili czujesz, że los się na tobie wyżywa, że wdeptuje cię w ziemię niczym niedopałek malborasa, że cię podtapia w stawie pełnym śmieci, to niewykluczone, że szykuje dla ciebie zwrot o 180 stopni. I że za rok o tej porze będziesz śpiewać i tańczyć ze szczęścia. Bo życie to nie constans i tak naprawdę nie ma w nim stałych elementów.

      Pionierka – świetny komentarz. Optymizm właśnie wypływa mi z monitora, idę po ręcznik ;)

      • A najlepsze jest to, że ja wcale jako 30-latka nie czułam się specjalnie nieszczęśliwa. To nie było żadne wdeptanie w ziemię. Rozstanie było trudne, ale przemyślane, a gdzie mam to, jak inni oceniają moje mieszkanie czy karierę to już napisałam :)

        • m0gart

          O wdeptywaniu i podtapianiu nie było do Ciebie, tylko ogólnie – gdybym odnosił to bezpośrednio do Twojej osoby, pisałbym Cię z dużej litery ;)

          Grunt, że miałaś plan i siłę na jego realizację. Ludzie czasami obmyślają sobie, co powinni zrobić, ale z działaniem schodzi im do emerytury.
          Albo jeszcze dłużej.

  • em

    Nic tylko się napierdolić… ale to dopiero w piątek.

    • A czy to cokolwiek zmieni?

      • Owszem. Przynajmniej będziesz napierdolona ;-)

        • Raczej mało ciekawa perspektywa, szczególnie jako środek rozwiązywania tego typu „problemów”

    • k8miciulek

      na następny dzień będzie gożej :/

  • adam_dz

    A ja zauważam jeszcze jedną prawidłowość, mianowicie taką, że kobiety dziś nadal mają mocno przyklejoną łatkę samowystarczalnej, silnej i tej z pośladkami jak dziadek do orzechów (wg mnie na własne życzenie).. A może dzisiejszy drwal „lumbercośtam” potrzebuje kogoś kto nie będzie z nim konkurował w zawodach kto lepiej dupskiem orzecha zmieli tylko pozwoli traktować się jak kobietę? Ale nie taką, która pęka dopiero jak przekroczy wszelkie granice, tylko taką, która potrafi trochę pokokietować, a trochę może przytulić, pokazać delikatną stronę.. Zamiast wiecznie wrzeszczeć jaka jest samowystarczalna i niczego jej nie potrzeba od dzisiejszego lumbersamca…

    • shelmahh

      faceci jacy by nie byli chcą być z sympatyczną, nieagresywną kobietą, miłą, w miarę ładną, taką która budzi szacunek i sama potrafi go okazać. i nic więcej w sumie :)

      nie szukamy kobiet, które lubią się lansować, muszą udowadniać światu jakie to są mądre, wyzwolone i niezależne. niech sobie będą ale raczej nikt na poważnie się nimi nie zainteresuje. oczywiście jest jakiś margines facetów, którzy lubią adrenalinę w życiu ale nie mówimy tu o jakiś naprawdę wąskich grupach.

      to nie jest kwestia delikatności u kobiet – co wspomniałaś. chodzi po prostu o brak agresji w zachowaniach i bycie po prostu miłą, sympatyczną kobietą.

      • Otóż to @shelmahh:disqus! Udało mi się przetrwać niecałe 4 lata z kobietą, która była agresywna w swoim podejściu do życia, ale również niezaradna. I to się po prostu nie sprawdza, trzeba być masochistą, aby w czymś takim trwać.

        • shelmahh

          true!

          dawno dawno temu, w studenckich czasach pojechałem z kumplem na wieś na weekend. Jego dziewczyna miała jakiś dom po rodzicach pod Białymstokiem. 6 chatek, krowy, czereśnie na drzewie i powitanie, które będę wspominał latami. Przyjechaliśmy sobie już lekko skołowani podróżą i piwkiem. Jest gorące lato. Podjeżdżamy pod nasze podwórko a tam przed bramą stoją 2 białogłowy. Obie miały po 16 lat. Jedna przeciętna, a druga miód malina, słowianka prawdziwa o niebieskich oczach, pięknej twarzy, długich włosach i miłym usposobieniu. Okazało się, że czekają na nas – na gości. Ta pierwsza trzymała w ręku baniak ze świeżym mlekiem a druga miała pachnące ciasto z truskawkami. Pytamy się o co chodzi a one jednym głosem, że przecież goście przyjechali, to jedna poszła wydoić krowę a druga upiec ciasto… Macie to Panowie?

          Mleko super, ciasto przepyszne a wspomnienia na całe życie. Młodziutkie były, nieco naiwne ale zrobiły na mnie mega wrażenie swoją skromnością, gościnnością, brakiem konwenansu, że przecież to faceci z kwiatami powinni uderzać a nie one jakieś ciasto piec.

          Spędziliśmy z nimi weekend. Bardzo miły, bez ekscesów z nimi w rolach głównych. I myślę, że to fajna akcja, kiedy kobieta nie czuje, że jest w jakiejś roli, bo szykuje ciasto dla obcych kolesi, bo świadczy to tylko i wyłącznie o jej pracowitości i gościnności. Takiej dziewczynie chce się przynieść kwiaty, pomóc jej w pracach, bo nic tu nie jest wymuszone. Brzmi jak staroświecka bajka? Być może ale i tak to jedne z najfajniejszych wspomnień z relacji damsko męskich jakie mam :)

      • adam_dz

        a czyż to nie jest tym samym?? brak delikatności jawnie przekłada się na agresję, bycie miłą i sympatyczną, mądrą, interesującą przekłada się na szeroko pojmowaną kobiecość. Mam ważenie, że jednak piszemy o tym samym, lecz w troche innych słowach. Ale myśl przyświeca jedna.
        pozdrawiam

      • Ja jestem dobra i miła dla dobrych i miłych. I to wystarcza

  • Rome must die.

    Ma mieć to, ma mieć tamto jakby nie można było wspólnie czegoś osiągnąć. I zamiast tak się mijać na ulicy, podejść, powiedzieć co serce dyktuje i nawet jeśli nic by z tego nie wyszło to przynajmniej mieć świadomość, że podjęło się „walkę”.
    Łączę się z Tobą w bólu bo sam ostatnimi czasy dużo myślę, analizuję swoje życie(kurwa wspominam melanże i momentami robi mi się wstyd) i zastanawiam się co z nim zrobić. Za chuja nie mam pojęcia!

  • Kamil Konatkowski

    Pytanie co oznacza kimś BYĆ? Przynależeć do jakiejś grupy? Iść ramię w ramię z najnowszymi trendami ? Słuchać się opinii innych? Jakiś czas temu miałem podobne przemyślenia co Ty i odkryłem, że żyjąc wzorcem nadanym odgórnie, identyfikując się z kimś lub z czymś, nie czując się do końca komfortowo z oczekiwaniami innych, jesteś zwykłym baranem, który biegnie za stadem nie wiedząc do końca dlaczego.

  • dowlinika

    hm. za 2 miesiące (niecałe bo 8 stycznia) skończę 27 lat. jeszcze robie magisterke, mieszkam z rodzicami, pracuje za marne grosze. jestem sama. w rodzinie jestem postrzegana jako ta biedna, nieszczesliwa prawie-stara panna. a ja? chodze na wieczory filmowo-dyskusyjne, zapisalam sie na CAE z angielskiego i zaczelam sie uczyc rosyjskiego. mam karnet na fitness i silownie i regularnie z niego korzystam. spotykam sie z przyjaciółmi. umiem sie zabawic. I jestem kurwa szczesliwa. tak po prostu. nie oglądam reklam i nie czytam gazet z ktorych dowiedziałabym sie ze jeszcze tylko facet, lepszza praca, moze w koncu „na swoje”. Nie. wszystko w swoim czasie. (poza tym dom moich rodziców jest duzy ;) )

    :* Twoja oddana lesbijska fanka.

  • „Kryzys męskości, kryzys kobiecości” – bardzo dobrze zdefiniowane.
    Mam czasem wrażenie, że na fali wykreowanej teorii, magików uczących życia, ludzie często przebierają się za kogoś innego. Każdy może być silny, ale nie każdemu z tą siłą po drodze. Niektórzy – będąc słabszymi, są szczęśliwsi. No i nie muszą udawać.
    Zatem, czy to nie kryzys ludzkości?

  • Porcelanowa Porcelanowa

    Kiedys mialam bloga. A w nim takie same pytania. A pozniej poznalam Jego. Przez przypadek. Mamy rodzine, psy, najwspanialszego syna i kolejne dzieci w planach. Wszystko to ‚po 30tce’. I teraz juz nie mam pytan. Mam tylko odpowiedzi :)

    • TA Porcelanowa? Zastanawiałam się gdzie znikłaś i jak się to potoczyło…
      Brzmi dobrze :)

  • Wydaje mi się, że z jednej strony staramy się żyć według narzuconych schematów i wzorców przez co raz na jakiś czas nachodzą nas myśli „czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku?”. Sam stawiam sobie takie pytanie ilekroć widuję się ze znajomymi, którzy mają już rodziny, dzieci, fajne auta na kredyt i jeżdżą na zagraniczne urlopy co wakacje.

    Z drugiej strony nie ma przecież przepisu idealnego na życie, każdy z nas postępuje wedle własnych zasad i pragnień, a to czy doprowadzi go to do momentu w którym będzie mógł śmiało powiedzieć, że jest szcześliwy, zależy od wyborów.

    Może jestem dziwny, ale już kiedyś nauczyłem się doszukiwać pozytywnych aspektów w porażkach i chociaż często wymaga to przetrwania naprawdę chujowego okresu w życiu, to uważam, że decyzje jakie podejmowałem były słuszne i prowadzą mnie w tym kierunku jaki sobie obrałem. Wiadomo, że chciałbym aby pewne rzeczy poukładały się szybciej lub nieco inaczej, ale wiem jaki mam cel w tym wszystkim i uparcie do niego dążę.

    Sedno tkwi w tym, że często staramy się być za bardzo samodzielni, niezależni i samowystarczalni. I wtedy okazuje się, że wiele spraw zaczyna nas przerastać, bądź staje się źródłem przemyśleń takich jak w tym wpisie. Akurat jestem typem z mocno indywidualnym podejściem do życia, ale potrzebuję mieć wokół siebie ludzi na których mogę liczyć, bo wtedy jestem w stanie osiągać więcej. Dlatego mam kilku przyjaciół „od wszystkiego”, a od ponad 10 lat nie potrafiłem być sam dłużej niż miesiąc i zawsze miałem jakąś kobietę przy sobie. Wydaje mi się, że to stanowi wartość i pozwala dążyć do celu z poczuciem jakiejś misji.

    Najgorzej (według mnie) mają właśnie ludzie, którzy wpisują się idealnie w schemat, który opisałaś albo takie „Igi” o których był kiedyś tekst na blogu – wydaje im się, że panują nad wszystkim, jest fajnie, bo są niezależni od kogokolwiek (bullshit) i ich życie jest dopięte na ostatni guzik. Może i tak, ale pamiętajmy o tym, że Iga od kilku lat próbuje znaleźć faceta i nic z tego nie wychodzi (a zegar tyka), a twarda dupa i podejście „dam sobie radę ze wszystkim, nie potrzebuję niczyjej pomocy” prowadzą do tego o czym napisał adam_dz – faceci w końcu odpuszczają, bo chcą mieć kobietę zaradną, ale również taką, która będzie potrzebowała oparcia w swojej drugiej połówce, a nie konkurowała na polu kto jest lepszy i lepiej sobie w życiu radzi.

    Ty swoją wartość znasz Malv, tylko odnoszę wrażenie, że czasami za bardzo próbujesz być zbyt samowystarczalna.

    Wzorce o których napisałaś nie są moim zdaniem celem jako takim, chodzi o to, aby żyć w zgodzie z samym sobą i wiedzieć co się chce osiągnąć. Brak męża, kredytu na mieszkanie, dziecka czy spektakularnej kariery nie oznacza nagle, że człowiek zjebał ostatnie X lat swojego życia, bo w tym wieku akurat można zacząć podbijać świat. Tylko dużo łatwiej się go podbija z kimś u boku niż w pojedynkę, bo efekt synergii zawsze będzie lepszy od samodzielnego działania.

    Ostatnio pisałem u siebie na blogu o wolności i to wydaje mi się być sednem sprawy – kiedy człowiek może powiedzieć, że jest wolny? Kiedy może odczuć ten błogi stan spełnienia i kontroli nad własnym życiem?

    Jeśli jesteś w stanie odpowiedzieć na to pytanie to jesteś w domu. Jeśli nadal błądzisz w poszukiwaniu własnej definicji to jest kiepsko. Bo sam fakt posiadania dziecka, męża, kariery itp. nie spowoduje nagle, że pytania nad sensem życia nagle znikną w magiczny sposób.

    • shelmahh

      Kurcze Ćmo. Czytam to mając 37 lat na karku, trójkę dzieci, rozwód za sobą, pracę, która wysysa ze mnie energię, kredyty hipoteczne, pasje, sport, cudowną rodzinę, partnerkę, dzięki której poczułem się spełniony. widzę, że o zagubieniu pod postem Malviny piszą bardzo młodzi ludzie w wieku 20-30 lat. To wręcz brzmi jak jakiś głos pokolenia. Nie mojego na szczęście. Piszę o rodzinie i jestem na celowniku, bo przecież można świadomie nie chcieć dzieci, co nie? Pewnie, że można… wszystko w zasadzie można :)

      nie ma żadnej presji społecznej na jakąś rolę. robię co chcę i nie wnikam czy ktoś tam się wkręca w moje podejście czy nie. szkoda mojego czasu na odwracanie głowy w kierunku jakiś ludzi, których zdanie niekoniecznie mnie interesuje.

      odpowiedź na pytanie Malviny znalazłem dość szybko. urodził się syn i się dowiedziałem o co chodzi w tym temacie ;) ale z drugiej strony czytam wszystkie posty i widzę, że jestem jedyny, który czuje się ok, zna odpowiedź, jedną z dróg. Czy aby na pewno ja jeden dobrze się czuję i jestem na luzie czy to faktycznie jakaś akcja, że większość młodych ludzi nikogo nie ma, walczy z życiem, nie wie kim jest i dokąd zmierza. brzmi to dość przerażająco.

      zapewniam jednak Cię, że w gronie rówieśników i starszych znajomych nie widzę takiego klimatu, więc jest szansa, że jednak to przechodzi z wiekiem :) jak to widzisz?

      • I kolejny raz nie mogę się z Tobą nie zgodzić (trochę się to zmieniło ostatnio, co nie? ;) ale może to kwestia tematu i tego jak się w nim odnajdujemy). Owszem, jesteś starszy i nie sposób tego nie dostrzec w Twoim opiniach – często są bardziej dojarzałe i kłócą się z poglądami osób w wieku 20-30 lat. Sam zaraz zmienię prefiks, więc teoretycznie wyjdę poza ten zakres, ale z drugiej strony ciągłe oceniam wszystko z perspektywy faceta, który nie ma dzieci, spieprzył poważny związek i ciągle szuka właściwej drogi. Z tym, że ja zazwyczaj staram się od razu odnajdywać rozwiązanie i je testować, chociaż nie zawsze wychodzi mi to na dobre.
        Odnośnie presji społecznej to miałem na myśli podejście ludzi jakie można zaobserwować w sieci (nie wiem czy również na żywo, w moim otoczeniu raczej rzadko) – ludzie przytakują, bo czują, że wpisują się w dany schemat, a często nie robią nic by to zmienić. I to jest smutne.

        Ja zadaję sobie pytania takie jakie stawia Malv w swoich tekstach tylko dlatego, że często muszę weryfikować swoje poczyniania i ich sens – akurat mam taki okres w życiu, że bez tego brnąłbym bez celu do przodu. A nie chcę tego i staram się realizować swoje plany. Podejrzewam, że z wiekiem to faktycznie przechodzi i na to również liczę. Z drugiej strony nie chciałbym się kiedyś obudzić ze świadomością, że w sumie to jestem w dupie i mogłem podejmować inne decyzje w życiu (czytaj: samotny facet w podeszłym wieku, bez potomstwa i żadnych realnych perspektyw na pozostawienie czegoś po sobie, jeśli nie w postaci dzieci to chociaż w postaci majątku i konkretnych osiągnięć).

        Myślę, że często rozumujemy na podobnych falach, ale Ty wygrywasz z racji na doświadczenie, które ja dopiero staram się zdobywać. Bo nie wykluczam, że moim celem nigdy nie było i nie jest bycie samotnym singlem z wyboru;)

        • shelmahh

          pewnie, że nadajemy na podobnych falach :) cieszę się. i trafiasz w sedno – to doświadczenie ale też masa przemyśleń, dramatów takich jak rozwód, śmierć spowodowały, że jestem tym kim jestem. od rodziców parasola ochronnego nie dostałem nigdy i doświadczam życia skacząc raz po raz na głęboką wodę :) warto! moje życie jest pełne zakrętów i za to je kocham. stabilizacja na bardzo niskim poziomie wbrew pozorom!

          Pozdro600 od nawiedzonego (pewnie pastora) jak mnie tu niektórzy postrzegają ;)

        • rudka

          pięknie się Was czyta tylko szkoda że zamiast gadnia czyt.pisania nic się nie robi w tym kierunku..każdy chce być kochanym..nie myśleliście o tym że kobieta staje sie silną bo musi,bo nie ma oparcia w facecie booo jest sama ..może to też zależy od faceta na jakiego trafi czy potrafi z niej wydobyć jej wrażliwość i pozwoli jej poprostu być kobieta wrażliwą delikatną ale mądrą ??????????

          • to wszystko kwestia wyborów. Owszem, wiele zależy od faceta, ale przede wszystkim od nas samych. To w jakim punkcie życia się znajdujesz wynika tylko i wyłącznie z decyzji jakie wcześniej podejmowałaś i wyborów, którymi się kierowałaś. Jeśli facet jest do dupy i ciągnie w dół, to z nim porozmawiaj, jeśli to nie daje rezultatów, to sprzedaj mu kopa w tyłek i żyj tak, aby być szczęśliwą.

  • Anett

    Kryzys męskości i kobiecości, oj tak. Dzisiaj przenosiłam się na drugie pięterko ze wszystkim służbowym staffem – tona papierów, segregatorów i innych dupereli. Czy którykolwiek z mężczyzn we firmie pomógł? Nope.

    • pan wkurw

      cóż…
      https://www.youtube.com/watch?v=E6TPEtYsbD0

      ps. Bo twoi koledzy wiedzieli, że jeśli nie pomogą to przynajmniej nie ryzykują:
      -łaty dobrego chłopca [taki nie rucha]
      -wejścia w friendzone [taki nie rucha]

      Good boys don’t fuck. Wy nas tego nauczyłyście.

      ps.2. ja jestem frajerem, pewnie bym pomógł, bo mam taki frajerski odruch

      • pan wkurw

        pod „cóż” powinien wyświetlać się link z YT, będący istotą mojej wypowiedzi.
        Wobec tego, dopowiem: YT + „Dzień Świra równouprawnienie”

    • Język służy nie tylko do seksu oralnego. Można jeszcze wyartykulowac prośbę o pomoc

  • Kiedyś pisałam Ci tu, że Ci zazdroszczę. Trafiał mnie szlag, kiedy nie mogłyśmy się spotkać, bo codzienne rodzinne pierdolety wykluczały mnie z życia społecznego. Zresztą robią to dalej.
    Po lekturze takich tekstów, nie tylko u Ciebie, ale i u innych naszych rówieśnic, którym gdzieś po drodze się popierdoliło stwierdzam, że u mnie wszystko poszło dobrze.
    Mam miłość. Nie mam już wątpliwości, że w tym jest klucz.
    Nie muszę zastanawiać się co znaczy być kobietą.
    Jeszcze nie tak dawno byłabym gotowa rzucić wszystko, żeby żyć naprawdę.
    Dziś wiem, że naprawdę siedzi mi na ramieniu.

    To broń boże nie kazanie.
    Tak tylko myślę, że frustracja wynika ze zbyt długich/intensywnych poszukiwań.

    • shelmahh

      30tka to najpiękniejszy wiek. Zainspirowałaś mnie swoimi słowami i zacząłem przeszukiwać łeb w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie kim są teraz 30 letnie kobiety i czy zadawanie pytania jest w ogóle zasadne?

      I cholera sprawa jest prosta. Jak dziewczyna ma partnera, dziecko, pracę i stuka jej 30tka, to wchodzi w etap niesamowitego spełnienia. Nagle staje mocno na nogach, wie czego chce (w końcu), czuje, że dojrzała do życia i czerpania z niego garściami a przy okazji ma jako takie doświadczenie na wielu płaszczyznach.

      Wtedy nie zadaje się sobie tego pytania o to kim jestem, tylko mówi się sobie „ja pierdziele ale super! w końcu mogę wszystko, świat należy do mnie! mam dziecko, faceta, kasę i nic mnie nie zatrzyma”.

      A singielki brną w pytanie co jest nie tak? czy wszystko jest ze mną ok? dokąd zmierza świat? jacy są teraz faceci? czy jest kryzys w relacjach?

      Kolejna panika pojawia się około 40tki gdy kobieta jest dalej sama. wtedy dogania ją zegar biologiczny i nawet jak nie myślała wcześniej o dziecku, to kuma, że raczej jest już za późno na takiego faceta, któremu się w pełni zaufa i będzie miało z nim dziecko.

      To tylko moje obserwacje a nie jakieś badania ale dostrzegam tę zależność

      • Jest dużo więcej tych kombinacji. Można np. mieć dziecko i super pracę, a nie mieć faceta. Mieć faceta i dziecko i słabą pracę. Albo nie mieć kasy, ale mieć pracę, którą się uwielbia i fajnego faceta. Poczucie spełnienia płynie tak naprawdę z wewnątrz. Z moich obserwacji wynika, że niektórzy (niektóre?) pielęgnują wieczne niezadowolenie i narzekają, a inni po prostu cieszą się z tego, co mają. A sama 30 – tka to żadna granica.

        • AlexWro

          o i ta wypowiedź jest najbliższa mojej :) tak 30-stka to żadna granica, ewentualnie jakiś „próg” w życiu. Ludzie (jednak najczęściej moim zdaniem kobiety) sami sztucznie narzucają znaczenie tym urodzinom. Jestem jedną z nich-przyznaję się bez bicia :p ale bardziej z pozytywnym nastawieniem, bo jakieś cele, etapy, marzenia spełniłam. Czas na podsumowanie i lecimy dalej. Szukam nowego, innego może i bardziej dojrzałego celu albo wręcz odwrotnie. Mam przed sobą następną dyszkę żeby „COŚ” się zadziało…. a może po drodze mi się znudzi? kij go wie :)

      • Katja

        Trochę tendencyjnie … bo zakłada, że tylko droga partner, dziecko, praca daja po 30 niesamowite spełnienie … i taka ma doświadczenie na wielu płaszczyznach… (a czy to znaczy, że niezamężna i bezdzietna nie ma doświadczenia?) poza tym dla każdego spełnienie może być zupełnie gdzie indziej …

        • shelmahh

          oczywiście to generalizowanie poparte jedynie obserwacją siebie, swojej rodziny, znajomych, zmian jakie zachodzą w nas po 30 tce – a te są wspólne dla grupy, która posiada rodzinę z dzieckiem.

          ale pytanie brzmiało o to kim jesteśmy w tym magicznym wieku i widzę, że mało kto sobie zadaje takie pytanie mając rodzinę i dziecko, w przeciwieństwie do ludzi, którzy takiej akcji nie posiadają i nie mają obowiązków z tym związanych.

          I faktem jest, że doświadczenie jakie daje posiadanie dziecka, rodziny powoduje, że jesteśmy świadomymi uczestnikami życia. zmierzyliśmy się z systemem – żłobkami, niańkami, urzędami, zmieniliśmy zupełnie swoje życie, dotyczą nas problemy dnia codziennego, stawiamy akcenty w zupełnie innych miejscach i nawet najlepszy koncert nie będzie warty tego co daje spędzenie chwil z małym berbeciem. Dla singla to jakieś obrazoburcze kwestie a dla nas rodziców to chleb powszedni. i wracając do doświadczenia. nasze życie (rodziców) zaprząta pasmo obowiązków od rana do nocy i przez to bagaż doświadczeń jest dużo większy niż u singla – chcąc nie chcąc – to wynika z tego, że rodzice żyją intensywniej niż wtedy kiedy nie mieli dzieci.

          Kim innym byli moi koledzy w wieku 30 lat będąc singlami i kim innym byłem ja mając w tym samym wieku już 2 dzieci, dom na głowie. oni dalej imprezy, wyjazdy, poszukiwanie sposobów na zabicie nudy a u mnie roller coster i permanetna akcja, gdzie słowo nuda nie istnieje od 13 lat!

          Można powiedzieć, że posiadając rodzinę i dziecko dopiero zaczynasz żyć – nie zawsze w pozytywnym klimacie, bo dziecko dramatycznie zmienia nasze życie w każdym aspekcie i nie wszyscy sobie z tym radzą. Ale takie życie powoduje, że nikt się już nie zastanawia nad tym kim jestem. Raczej, w którym miejscu jestem na swojej ścieżce kariery zawodowej, bo to jest ważniejsze niż kryzysy wartości w relacjach między płciami.

          • Sorry, Adam, ale gadasz trochę jak nawiedzony. Jakby osoby bezdzietne, przez sam fakt nie posiadania dziecka, nie żyły w pełni i nie były, jak piszesz „świadomymi uczestnikami życia”. No proszę Cię. To, że nie biegam po żłobkach i przedszkolach nie oznacza, że moje życie nie jest bogate w doświadczenia. Również te przyziemne, jak wspomniane przez Ciebie „mierzenie się z systemem”.

          • Katja

            To samo miałam napisać… Ja również uważam, że żyję świadomie i użeram się z milionem innych „urzędów” więc to dla mnie kompletnie nie trafione… jestem singlem, i tak chciałabym ułożyć sobie życie u boku fajnego faceta, ktory będzie dla mnie partnerem… ale nie wyrywam sobie włosów z głowy, że póki co tak nie do końca jest bo mam swoje życie, swoje pasje, swoją intensywność i też potrafię się zatracić w chwilach… Nie twierdzę, że założenie rodziny będzie końcem „mojego dotychczasowego życia” będzie po prostu innym doświadczeniem.
            W moim otoczeniu od jakiegoś czasu spotykam natomiast wiele osób w moim wieku, bądź ciut starszych (czyli przedział 30-40 lat), które pracują – mają kariery, firmy, założyły rodziny już jakiś czas temu i nie żyją w ogóle … są zmęczone powrotami do domu, niektóre z nich wręcz wprost mówią, że żałują, że tak im się to poukładało, że za szybko, że to nie jest to czego by oczekiwały … sa to zarówno mężczyźni jak i kobiety i to z małych miast !!! A widzę, też takie WOW u ludzi którzy świeżo weszli w relacje – dom, partnerka, dziecko – oni tak oni owszem – w tym momencie doceniają to niesamowicie … czyli mamy tych na początku takiej drogi i tych gdzieś już daleko … gdy różowa chmurka opadła ;) Uważam, że każda sytuacja ma swoje plusy i minusy i niczego nie należy porównywać do jakichkolwiek stereotypów bo dla każdego „pełnia życia” oznacza co innego i nie można tu absolutnie generalizować.

          • shelmahh

            absolutnie można generalizować w tym temacie Droga Katjo. 100% kumpli, z którymi miałem kiedyś podobne dyskusje (a byłem 1 ojcem w bandzie wariatów na imprezach) mówiło to samo co Wy. Że to pic na wodę, przecież oni też żyją pełnią życia. Minęło już wiele lat, większość ma dzieci i po kolei przyznawali mi rację w momencie narodzin potomka. Nagle pojawiła się odpowiedź na pytanie kim jestem. Nagle wszystko co się do tej pory myślało o życiu straciło zupełnie sens i wszystko zdefiniowało się na nowo. I jeśli będziesz miała kiedyś dziecko, zajrzyj na tę dyskusję i wróć z odpowiedzią czy miałem rację czy nie:) czy zrozumiałaś kim jesteś i czy prawdą jest to co napisałem powyżej.

            serdeczności

          • A.

            Hmmmm, czyli rozumiem ze ludzie bezpłodni (których jest coraz więcej) nigdy nie zrozumieją kim są, prawda? Albo też osoby, które nie spotkały w porę kogoś z kim chciałyby się rozmnożyć… Rozumiem, że tylko dziecko pozwala zrozumieć kim się jest i nadaje życiu sens? To trochę… SMUTNE. Twój sposób patrzenia na świat, w sensie.

          • shelmahh

            Dotykasz poważnego problemu, który dotyczy wielu ludzi. I znamy te historie i ludzkie dramaty za tym stojące. Piszę dramaty, bo nie znam przypadku, że jest to dla kogoś fajna i pozytywna akcja. A skoro dramaty, to trudno mówić o poczuciu spełnienia. Nie jestem w takiej sytuacji i trudno mi wypowiadać się za te osoby, ale nie wrzucałbym ich do tego samego worka co ta cała dyskusja. To oddzielna kwestia i lepiej by na ten temat wypowiadały się osoby, których to bezpośrednio dotyczy.

          • Katja

            Shelmahh ale cały czas poruszamy ten sam problem… dla Ciebie dzieci to jest dopełnienie świata, i pełnia życia ale dla kogoś innego wcale tak nie musi być… Są ludzie którzy mają dzieci, kochających partnerów i mimo początkowego łał i wywrotki swojego świata nadal zadają sobie to pytanie … w jakim punkcie życia jestem ??
            Ja potrafię bez dziecka zrozumieć, że to, że nie jeżdzę mercedesem, nie mam 5 cyfrowej wypłaty i nie spędzam wakacji na Madagaskarze to nie koniec świata :)
            A może powinniśmy sobie zadać pytanie – dlaczego Ci Twoi znajomi „od dzieci” nie zadają sobie tego typu pytań? Może zwyczajnie nie mają na to czasu pomiędzy jedną kupą a drugą, zakupami, kaszkami, odbiorem dziecka z przedszkola itd … Może to oni za parę lat usiądą i stwierdzą no super – dzieci dorosły a ja zostałem sam i nie mam nawet swojego kawałka życia, który byłby tylko mój… To, ze singiel ma na to czas hmm to dobrze być może się zastanawia czego mu brakuje, być może dojdzie do wniosku, ze właśnie tej rodzinki i gromadki dzieci, a być może wyprawy w nieznane, a być może jeszcze czegoś o czym ani ja ani Ty nie pomyślimy… i jeśli to ma być pełnią jego szczęścia i życia to jego i każdego z Nas prawo.
            Bo ja sie tak osobiście poczułam czytając Twój pierwszy post, że to, że nie mam dzieci to znaczy, ze nie wiem co to życie… tylko, że ja nigdy nie chciałam mieć dzieci… czy to znaczy, że nie wiem co to żyć pełnią życia ? Nie sądzę ;)

          • shelmahh

            myślę, że pytanie nie dotyczy pełni życia. tu chodzi o jego cel, sens, naszą rolę. mam wielu znajomych singli po 40tce i dalej nie wiedzą dokąd zmierzają. i wielokrotnie w rozmowach wychodzi kwestia tego, że oni zazdroszczą mi dzieci, bo widzą i rozumieją, że to nadaje sens (samo z siebie – taka sytuacja) a ja zazdroszczę im wyjazdów, czasu…tyle, że ja z nimi bym się jednak nie zamienił. a oni ze mną chętnie :) i może Ciebie to jeszcze nie dotyka. Młodziutka jesteś przecież, ale potem to wszystko już nie jest takie różowe… tu widzę problem, z którym zderzą się samotni ludzie w dojrzałym wieku. Oczywiście masz rację, że związek i dziecko nie gwarantuje sukcesu na tym polu. Niemniej jeśli obie osoby będą się starać, to zawojują we dwoje świat :) i tego też Tobie życzę. Samotnie lub z kimś!

            Pozdro :)

          • Ponny

            Generalnie jesli posiadanie potomstwa sprawiło ze życiowo się spełniłeś to Ci współczuje Cel sam w sobie raczej nie… jesli piszesz ze masz 3 dzieci i Twoje zycie nabrało lepszego ważniejszego i pełniejszego wymiaru z tego powodu niż singli no to sorry… Bullshit… A koledzy po czasie (ci imprezowicze ) przyznawali Ci racje haaaahaaahaaa pokaz mi chociaz jednego faceta przed 50 ktory tak powie chyba ze jest neurotycznym informatykiem ktory i tak sie modli zeby zostac w pracy po godzinach bo ma juz dość ze dzieciak non stop sie drze a Halina sie czepia i ciagle cos chce To jest rzeczywistość a jak czytam Twoje brednie to mnie mdli bo to czysta prowokacja Chyba ze jestes księdzem i tą 3 dzieci rzeczywiscie gdzieś masz…

          • shelmahh

            Malvina: pisałem o tym, że moje słowa mogą być obrazoburcze dla Ciebie i innych singli i tak zostały odebrane :)

            Niemniej nie zmienię zdania, bo mam zarówno doświadczenia z bycia singlem jak i z pozycji rodzica trójki dzieci i wiem czym się różni takie życie od życia singla. I zapewniam Cię po stokroć, że pełnia życia singla to jednak namiastka tego co odczuwają spełnieni rodzice. Ilość doświadczeń, emocji, uczuć jest niewspółmiernie większa od tego z czym Wy spotykacie się na co dzień. I to nie są tylko moje słowa. Moja M urodziła dziecko dopiero w wieku 36 lat. Do tej pory podróże po całym świecie, imprezy, znajomi, kalendarz wypełniony po brzegi i jakbyś się Ją teraz zapytała czy tamto życie było pełne i że można to porównać do tego co jest dziś, to byś się dowiedziała, że jednak dziecko dopełnia wszystko i staje się odpowiedzią na pytanie kim jesteśmy. Potem już tego pytania się nie zadaje. I powiem pewien truizm, który znają rodzice a który jest nie do ogarnięcia dla singli. Dziecko to brakujące puzzle w historyjce zwanej życie. Możesz zwiedzić świat, mieć super kontakty, mistrzowskich kochanków, dziary, koncerty, nocne rozmowy a jednak pojawienie się dziecka okazuje się brakującym elementem, z którego nie zdajemy sobie wcześniej sprawy. I nie zrozumiesz tego do momentu narodzin potomka. Wiem, że to dziwne ale tak jest :) i dla tej zmiany w życiu, dla tej odpowiedzi warto żyć.

            Stąd ta dyskusja między nami i nazywanie mnie nawiedzonym, bo nie jesteście w stanie tego ogarnąć jako single. Ja też tego nie rozumiałem ale poczułem gdy urodził się mój 1 syn. Tyle, że podobne pytanie jakie stawiasz Ty, postawiłem sobie w wieku 22 lat! ;)

            Pozdro600

          • A jeśli świadomie nie chcę mieć dziecka, to moje życie będzie niepełne?
            Odpowiadając, że tak, stwierdzasz tym samym, że jest tylko jedna słuszna droga/sposób budowania swojego życia. A to już trąca dyktatem.

          • shelmahh

            Malvina: tak, Twoje życie będzie niepełne. ale to wyłącznie Twój problem a nie społeczeństwa. Nikomu nic do tego jak tam sobie układasz życie, więc dyktat jest tu pomyłką w ocenie tego co piszę. Możesz robić co chcesz i nikt nie ma prawa tego oceniać.

            Sam nie oceniam i nie wartościuje Ciebie jako osoby przez pryzmat potomstwa. Ale widzę które grupy nie zadają sobie tego pytania co Ty. To właśnie spełnieni rodzice. I tylko tyle :)

          • A ja uważam, że nie można mówić o spełnionym życiu, jak się nie ma co najmniej sześciorga dzieci. to tylko pójście na łatwiznę. Tak naprawdę nie rozumiesz, jakie to emocje i przeżycia, kiedy ma się tyle dzieci :)

            Aha i zauważ, że można np. nie mieć dzieci, tak jak ja i nie zadawać sobie żadnego z tych pytań, jakie zadaje sobie Malwina. Ja sobie takich pytań nie zadaję. I jak to zdiagnozujesz? :)

          • Ale do cholery ja np. nie jestem singlem! Czy Twoim zdaniem każdy, kto nie spłodził potomka to singiel??? Aha, jestem zła macochą, liczy się? :) Bo gwarantuję Ci, że pełnia doznań i emocji jakie to generuje moje przewyższać Twoje emocje!
            A gadasz jak nawiedzony, bo wydaje Ci się, że Twoja odpowiedź, jest odpowiedzią na pytania zadawane przez innych ludzi. To jest tak samo niestrawna postawa, jak przekonanie niektórych bezdzietnych, że oni to mają cudowne zycie, a inni się męczą ze swoimi bachorami bez sensu. Swoją drogą znam sporo dzieciatych, którzy zadają sobie niejedno pytanie życiowe. A nawet – temat tabu – zastanawiają się, czy decyzja o rodzicielstwie na pewno była dobra.

          • Świat nie dzieli się na imprezujących singli i zapracowane rodziny. Nigdy nie latałam po imprezach, nigdy nie szukałam sposobów na zabicie nudy, bo się nie nudzę. W sumie niewiele byłam singielką, ale dzieci nie mam. To co, nie mam rodziny, dopóki nie urodzę czy jak? I wiesz, nie wszyscy ludzie tracą zdolność przemyśleń po urodzeniu dziecka. moja przyjaciółka dziecko ma i ostatnio miała sporo refleksji o relacjach między płciami.

          • Katja

            Właśnie o tym mówię… Owszem dziecko zmienia perspektywę gdy się pojawia, i staje się dla większości normalnych ludzi centrum życia, centrum ich świata… ale to, że ludzie bezdzietni szukają sposobów na nudę to spore nadużycie.. Bo to jaką kto wybiera drogę wynika z jego wewnętrznych potrzeb, jeśli ktoś robi coś dla zabicia nudy to nie będzie szczęsliwy ani mając „idealnego” partnera, gromadkę dzieci ani wspinając się w Himalajach… chodzi o własne, wew. szczęscie i jego nie wyznaczają żadne normy społeczne, a Twoje wypowiedzi sugerują, że własnie tylko model „rodzina” daje poczucie spełnienia… a co z parami homoseksualnymi, które nie chcą miec dzieci ? a co z ludźmi którzy trafiają na „tych” partnerów w wieku 50-60 lat, a wcześniej np tkwili w związkach bez emocji – oni dzieci już raczej mieć nie będą ale czy to znaczy, że nie zaznają pełni życia ?? Co z ludzmi którzy nie chcą/nie mogą mieć dzieci i wcale nie rozpaczają z tego powodu ? Czy te wszystkie osoby nie potrafią żyć pełnią życia ?? To bzdura – ja uważam, że potrafią. Na swoje pasje które mnie absolutnie uszczęsliwiają trafiłam przypadkiem – nie są sposobem na nudę, czasem muszę się ostro nakombinować aby je pogodzić z życiem codziennym, zawodowym itd ale bez nich nie byłabym sobą … i nie chciałabym również być z człowiekiem, która a) będzie żył letnim życiem b)nie zaakceptuje właśnie tej mojej „pełni” …. Wiem również jak perspektywę zmienia dziecko i jak wywraca się wówczas świat i jak definiuje się on na nowo, ale mimo to uważam, że i takie i takie życie może być pełne i prawdziwe…

            Dlaczego ludzie posiadający dzieci i będący w stałych związkach nie zadają sobie wg Ciebie Shelmahh takich pytań ? Ja myślę, że dlatego, że właśnie weszli w role które społeczeństwo wykreowało jako jedyną właściwą … czyli – tak powinieneś mieć rodzinę, pracę, kota/psa, zasadzić drzew i spłodzić syna … no i wracamy do punktu wyjścia … czyli stereotypu :)

          • shelmahh

            zacznę od końca. jestem spełniony i wiem kim jestem nie dlatego, że społeczeństwo wykreowało mi taką rolę :) nie wiedziałem, że znajdę odpowiedź na to kim jestem po narodzeniu dziecka. To przyszło samo i jest wspólnym i charakterystycznym doświadczeniem większości rodziców. To spada na nas jak grom z jasnego nieba. Wczoraj nie wiesz kim jesteś, a następnego dnia czujesz to z pełną mocą. co ma do tego społeczeństwo? nie mam pojęcia ale widać, że tu akurat błądzisz i nie czujesz tego tematu. i nie jest to nic złego. Po prostu dopóki to się nie wydarzy, to nie poczujesz tego. tak to działa niestety i nie znalazłem żadnego sposobu aby wytłumaczyć to osobie bez dzieci. Żadna rozmowa nie działa. To jest bardzo empiryczne doznanie.

            Co do pozostałych tematów.

            Mam parę przyjaciół gejów. Są ze sobą 10 lat. I mają już po 4 dychy na karku. I mówią jasno i wprost: shelmahh zazdrościmy Ci dzieci. I przez to, że ich nie mamy szukamy innych rozrywek, rzucamy się w wir wydarzeń, bo co nam zostało? Ty wrócisz do domu, lekcje, obiad, wywiadówka, zabawa, kolacja etc. A na nas czeka pies i puste mieszkanie…

            Masz to? Geje też chcieliby mieć dzieci i mocno odczuwają brak tego sensu w życiu, co popycha ich w kierunku rozrywek itd. Mam to szczęście, że są na tyle dojrzali, że mogą już mówić o takich sprawach otwarcie.

            W rodzicielstwie nie chodzi o nudę. Rodzicielstwo to wyższa forma altruizmu. To powoduje, że zmieniasz sie jako człowiek i znajdujesz w żuciu sens. Ten altruizm, oddanie siebie, postawienie się na 2 miejscu w życiu wyznacza Ci Twoją rolę. Kim jestem? Najpierw Tatą, potem partnerem a gdzieś w tym wszystkim jestem ja :)

            I teraz pytanie. Co musi zrobić 30 latek nie mający dzieci, rodziny aby wiedzieć kim jest w życiu i jaka jest jego rola? Czytając komentarze pod postem na fb, tutaj na blogu widać, że nikt nie zna tej odpowiedzi. Wszyscy przybijają piątkę Malvinie, że czyta w ich myślach ale nikt nie napisze co dalej.

            Napisałem, że najprościej jest założyć rodzinę i mieć dziecko. To jedna z tych dróg, które powodują, że znajduje się odpowiedź na pytanie odnośnie kim jesteśmy.

            Kto poda jeszcze inną w takim razie, bo w tym momencie jestem jedyny, który znalazł jedną z dróg?

            Skoro nie rodzina, dziecko, to co proponujesz?

            I nie pisz o pasji. Bo tę pielęgnuję jeszcze z czasów sprzed dziecka i ona nie stała się sensem życia ani nie dała żadnej odpowiedzi na zadane przez Malvinę pytanie.

          • Katja

            Okey, ja to rozumiem… ale cały czas próbuję Ci wyjaśnić, że to, że Ty dostałeś olśnienia po narodzinach dzieci, a Twoi znajomi geje zazdroszczą ci – klasówek, wywiadówek i obiadków, to nie znaczy, że każdemu taka rola musi pasować… I porównując taki model życia do jedynego dającego pełnię szczęścia i świadomość czym jest życie, właśnie poddajesz się tym stereotypom o których pisze Malvina.
            Myślę, że ile ludzi tyle światów i opinii a tylu spełnionych w posiadaniu dzieci ilu nie spełnionych … przynajmniej takie obserwacje ja mam na podstawie swojego środowiska … i uważam, że istnieje „milion dróg do śmierci” po prostu. Twoi przyjaciele ubolewają nad powrotem do pustego mieszkania i psa a ja uwielbiam te chwile, kiedy wracam do cichego, spokojnego domu, biorę psy na spacer i odpoczywam, odcinam się od wszystkiego… Pakuję walizki kiedy chcę, i jadę gdzie chcę … każdy ma inną „wolność” „pełnię szczęścia” dla każdego inne wartości są w życiu ważne… nie jesteśmy skserowani … dlatego Twoje stwierdzenia są krzywdzące dla wielu ludzi, którzy żyją inaczej i kochają swoje życie.
            Ja się odnoszę cały czas do tego … bo osobiście mimo, że znam wiele mam pierwszy raz spotykam się z tak tendencyjnym postrzeganiem „niesamowitego spełnienia”
            „I cholera sprawa jest prosta. Jak dziewczyna ma partnera, dziecko, pracę i stuka jej 30tka, to wchodzi w etap niesamowitego spełnienia. Nagle staje mocno na nogach, wie czego chce (w końcu), czuje, że dojrzała do życia i czerpania z niego garściami a przy okazji ma jako takie doświadczenie na wielu płaszczyznach.

            Wtedy nie zadaje się sobie tego pytania o to kim jestem, tylko mówi się sobie „ja pierdziele ale super! w końcu mogę wszystko, świat należy do mnie! mam dziecko, faceta, kasę i nic mnie nie zatrzyma”.”

          • Katja

            Ale to nie ja mam komuś podawać drogę do życia … każdy musi na to trafić sam… i tym się różnimy.

          • shelmahh

            to jest dyskusja Droga Katjo. Malvna zadaje pytanie, my odpowiadamy. nie przyklaskujemy jak fajnie pisze, nie miziamy się po cipkach jak tu fajnie. to dyskusja i masz prawo udzielić odpowiedzi jeśli znasz pytanie. więc proszę odpowiedz jakie znasz inne drogi do odnalezienia odpowiedzi na to pytanie. Moją znasz. Czekam na kolejne propozycje. może ktoś nawet skorzysta?

          • Katja

            Shelmahh droga do odnalezienia odpowiedzi jest a przynajmniej powinna być w każdym z nas… ja się realizuję w swojej pracy, wśród przyjaciół, rodziny, w mojej pasji itd i uważam, że jestem spełniona a to, że nie mam dziecka nie powoduje, że zadaję sobie pytanie „czy wszystko ze mną oK?” Zapewne gdy się pojawi również będę się czuła spełniona, i przysłoni mi to cały świat bo jedno po prostu nie wyklucza drugiego … Ja żyję tym co mam i tu odnajduję szczęście nie zastanawiam się nad tym czego nie mam bo po co ? Lepiej ściągać pozytywne ciesząc się tym co jest :)

          • Kalutka

            Np. kariera. Ale odpowiedzi jest wiele, tak jak jest mnostwo recept na szczescie, bo ludzie sa bardzo rozni. Pracowalam w Ambasadzie i kiedy ja konczylam swoja prace to odchodzila tez Pani Ambasador. Jako slowa pozegnania powiedziala mi, ze przez cala jej kariere zawodowa nic nie bylo tak spelniajace jak posiadanie dzieci.
            Dziecko daje nowe, niespotykane emocje. Moze byc Twoja pelnia szczescia, albo kula u nogi. Kazdy powinien dojsc do tego po swojemu.

          • Moim zdaniem ta drogą jest bycie świadomym i wewnątrzsterownym człowiekiem. Ty pewnie należysz do osób zeewnątrzsterownych, dlatego po urodzeniu dziecka umościłeś się wygodnie z gotowej społecznej roli rodzica. Ale samodzielnie nie potrafiłeś swojej tożsamości wypracować. Trochę mi przypominasz ludzi piszących :O jejusiu, Ania Przybylska zmarła, a była taka piękna i młoda, jej śmierć sprawiła, że rozumiem wartość życia i teraz będę częściej odwiedzać babcię…Czyli potrzeba bodźca zewnętrznego, żeby dotarło to, co ludzie o wyższej samoświadomości potrafią zrozumie ć sami.
            Ja mam 31 lat i nie mam dzieci. A mimo to doskonale wiem kim jestem i na brak spełnienia nie narzekam. Więc jak widzisz da się i bez dzieci.

          • A ja kolejny raz zgodzę się z shelmahh. Co prawda nie powiedziałbym tego w taki sposób w jaki on to przedstawił, ale uważam, że jest w tym sporo racji. Wielu moich znajomych dopiero po narodzinach dzieci zaczęło być w pełni szczęśliwych. I nie mówię tu o jakimś szczęściu objawionym, które trwa notorycznie, bo wiadomo, że każdy ma jakieś problemy i dla nich płacz dziecka, wszelkie obrzędy związane z kąpaniem, przewijaniem, zakupami itp. też stanowią problem. Jednak w obliczu tego, że mają pod swoją opieką małego człowieka, któremu będą mogli przekazać wartości, wychować go, widzieć jak dorasta i jak się zmienia, te problemy nie mają większego znaczenia. I faktycznie rzadko kiedy padają takie filozoficzne pytania typu „w jakim punkcie życia się znajduję? czy to co robię jest ok i ma sens? czy nie powinienem robić/być [wstaw dowolne]?”. To jest inny level i oczywiście nie dla każdego musi być jedyną słuszną drogą. Ale wydaje mi się, że świadoma decyzja posiadania dziecka/dzieci wiele zmienia w człowieku na lepsze.

            Sednem całej tej dyskusji jest to o czym shelmahh napisał w komentarzu powyżej: nie chodzi o głaskanie po głowie i przytakiwanie, że tekst idealnie trafia w Wasze przemyślenia nad sensem życia, bo jeśli nie zaczniecie się zastanawiać nad rozwiązaniem to to do niczego nie będzie prowadziło. Jakiś czas temu krążył po necie fajny mem, który mimo swojej prostoty idealnie mi tu pasuje (cytuje, nie chce mi się go szukać teraz):
            „żeby zmienić coś w swoim życiu trzeba zmienić coś w swoim życiu”.

            Samo zadawanie sobie pytań bez poszukiwania odpowiedzi nie spowoduje nagle, że pewnego dnia człowiek się obudzi przepełniony szczęściem i powie sobie „tak! to jest to do czego dążyłem”. Nie podoba się coś? To to zmień. Nie wiesz czy droga, którą podążasz ma sens? To ją zmień. Stanie w miejscu niczego nie zmieni. Dla jednego zmianą będzie właśnie posiadanie dziecka, dla drugiego coś zupełnie innego. Tylko warto się zastanowić co.

          • Katja

            Ja również doskonale rozumiem jego postawę i zgadzam się i podziwiam, odnalazł się w roli rodzica i spełnił na maksa … Bez ironii – ZAJEBIŚCIE !!!

            Tylko to nadal dotyczy „garstki” ludzi… a odpowiedział w taki sposób
            jakby jedyną droga do niesamowitego spełnienia kobiety w wieku 30 lat było „małżeństwo
            i rodzicielstwo” i taka kobieta już nie zadaje sobie „egzystencjalnych pytań… ale niestety takie kobiety tez sobie je zadają… być może rzadziej bo mają tą małą istotę dla której są całym światem i ona dla nich i pewnie niektóre „pierdolety” są mniej ważne w obliczu powołanego do życia dziecka… Jedyne co próbuję powiedzieć to to, że nie każdy do tego dąży (w sensie do takiego „niesamowitego spełnienia”) i nie dla każdego ta rola będzie właśnie tym, a przykłady takich ludzich mozna mnożyć nawet patrząc na życie publiczne w okól nas. Grunt to własnie – jesli z czymś mi źle to to zmieniam ;)

          • n.f.

            Niestety w Polsce istnieje przymus obyczajowo-spoleczny na posiadanie meza i potomostwa. Wynikiem sa slabe malzenstwa z zaniedbanymi dziecmi, ktore wychowuje Internet. Nie widac sladu `spelnienia`rodzicow, o ktorym chcesz nas przekonac. Nie kazdy tego doswiadcza.
            Kazdy powinien zyc tak, by byc szczesliwym. Bez narzucania, ze cos jest lepsze, a cos mniej wartosciowe, niepelne. Nie ma jednego sposobu. Po prostu nie ma. Ty jestes szczesliwy majac rodzine, cudownie! ale inny czlowiek moglby juz nie byc tak zadowolony.
            Nierozwazne plodzenie dzieci, by zaspokoic oczekiwania innych, lub gdy zegar biologiczny tyka, to nie sa dobre pobodki by zakladac rodzine.
            Zywie nadzieje, ze wiecej jest rodzicow takich jak Ty, nie tylko wirtualnie szczesliwych.
            Pozdrawiam

      • A.

        „Kolejna panika pojawia się około 40tki gdy kobieta jest dalej sama.
        wtedy dogania ją zegar biologiczny i nawet jak nie myślała wcześniej o 
        dziecku, to kuma, że raczej jest już za późno na takiego faceta, któremu
        się w pełni zaufa i będzie miało z nim dziecko.”

        I wtedy to już nic tylko się pochlastać,prawda?

        • shelmahh

          bez skrajności pls. Trzeba żyć dalej.

      • Dziub

        Bo bycie kobietą, człowiekiem to nie tylko zaspokajanie instynktu macierzyńskiego, potrzeby bezpieczeństwa, potrzeby bycia kochaną. Jak się to wszystko ma, to mimo wszystko gdzieś tam się w głowie tli, że to nie może być wszystko, że coś jeszcze jest do zrobienia, do powiedzenia, przemyślenia. Chce się czuć, że jest się kimś jeszcze niż tylko (aż!) matką, żoną, czy bizneswoman. Pewnie, że ogromną satysfakcję daje godzenie tych ról – cały dzień gugania i przewijania pieluch, a wieczorem pachnąca sexbomba. Ale to naprawdę nie może być wszystko! Jestem kimś jeszcze! Tylko przeważnie jestem zbyt pochłonięta wypełnianiem tych wszystkich ról, wiecznie zbyt zmęczona by przeczytać książkę, odkryć nową muzykę. Czasem tylko przychodzi refleksja, że może jeszcze kiedyś uda się wygospodarować trochę przestrzeni dla siebie, swoich myśli, marzeń. Czasem nie pamiętam co to znaczy JA. Tyle. Dziecko płacze muszę iść…

        Anka, spełniona 30-tka (za 7 dni), matka dwóch, ukochana jednego
        pozdrawiam

        • shelmahh

          Mój najstarszy ma 12 lat. gdyby nie najmłodsza (1,5 roku), to czasu na książki miałbym już aż nadto ;)

          Odczekaj jeszcze chwile. Zamęt mija z wiekiem dzieci.

    • A.

      Pozostaje nam w takim razie życzyć Ci, aby Twoja miłość pozostała odwzajemniona na wieki… Troszeczkę jednak uproszczona wydaje mi się ta Twoja teoria/recepta/klucz. Każdy człowiek jest inny. I każdy jest sfrustrowany z innych powodów.

      • A. Nie ma miłości na wieki. Nawet własne dziecko może się na mnie wypiąć. Żyję z tą świadomością.
        Ale byłam o krok szukania czegoś więcej. Kilka razy. Z tej perspektywy, którą mam teraz wiem, że to, że tego kroku nie zrobiłam było moją najlepszą decyzją.
        Jasne, chłop i dzieciak nie są receptą na zło świata dla każdego.
        Ale wiele kobiet odrzuca fakt, że być mogą. Bo wkoło trąbią, że najważniejsze jest JA. Nie jest. To może być mąż, dziewczyna, przyjaciel, rodzina, wolontariat. Ale tylko wtedy Ci się mnoży gdy dzielisz. Siebie. Stąd moje słowa.

        • shelmahh

          tylko wtedy Ci się mnoży gdy dzielisz :) BOSKIE!

          tyle, że tutaj w dyskusji pełno „JA” nie skorego do dzielenia… dajesz Końska odpowiedź, którą tutaj w dyskusji niewiele osób zrozumie : brak im dojrzałości i mądrości, która paradoksalnie niekoniecznie wynika z wieku. raczej z doświadczeń w życiu, które można nabyć dość wcześnie. mam takie wrażenie, że podobne myśli, przemyślenia miałem w wieku 17-18 lat. 20-30 to był czas przemian i to dość intensywnych. a tu ludzie są o 10 lat starsi niż ja wtedy i dalej są w tamtym punkcie. nie wiem w sumie czemu…

          edit: wiem! przecież to pokolenie Y :))))) Pokolenie zagubionych, bezczelnych i roszczeniowych wg opisów w necie!

          • Katja

            Myślę, że grubo nadinterpretowaleś wypowiedzi w tej dyskusji, nie znając a określając „nie skorym do dzielenia JA” … nie znasz ludzkiej drogi, ludzkiego świata ….

          • shelmahh

            i myślisz, że tak żyję dobijając niedługo 40tki bez refleksji, wiedzy, w zagubieniu totalnym? naprawdę tak myślisz? :) błąd w myśleniu polega na tym, że jestem spełnionym ojcem 3 dzieciaków, mającym czas na tacierzyństwo i realizującym się w tym. mam pasje, które stawiają akcenty w życiu, pracę, która daje mnóstwo satysfakcji, możliwości, których nie ma wiele osób i jeszcze na to wszystko sam zapracowałem. Przepraszam ale mimo wielu błędów jakie popełniam na co dzień i tak śmigam przez życie jak zły. Ludzka droga? Moje życie, to śmierć najbliższych w dość młodym wieku, brak wsparcia rodziców, dorastanie na głebokiej wodzie, małżeństwo, rozwód, 3 dzieci, ciekawość ludzi, pokora wobec wszystkiego co mnie otacza, ciągła nauka postaw i permanetny rozwój w pracy. Za krótka doba, wielogodzinne rozmowy z dziećmi. taki jestem. cały czas czekam aż ktoś napisze, że obecni trzydziestolatkowie mimo zagubienia jak pójdą tą drogą (i tu do wyboru: dziecko, kariera, podróże…), to znajdą odpowiedź kim są i dokąd zmierzają. Zaproponowałem dziecko, bo wiem, że to się sprawdza. Innej drogi obserwując ludzi nie znalazłem – niestety. Koniec końców na końcu okazuje się, że to jakaś akcja silniejsza niż rozum. Nasza biologia i ewolucja pchają nas w tym kierunku.

          • Katja

            Ale ja nie oczekuję od Ciebie spowiedzi co robisz w życiu… odniosłam się jedynie do tego, że oceniasz wypowiadających się tutaj jako „nieskłonne do dzielenia się jednostki” i mam wrażenie, że osąd ten wynika z tego, że te jednostki nie posiadają dzieci… a uważam, że to gruba nadinterpretacja ponieważ nikt z Nas nie wie jak żyje dokładnie, czym się dzieli, jak poświęca w życiu ta druga wypowiadająca się osoba… Dla mnie to osobiście bardzo krzywdzące – nie chciałam mieć nigdy dzieci, działałam w inny sposób (nie mam ochoty pisać w jaki bo to moje prywatne sprawy) i dzieliłam się sobą, swoją wiedzą, wartościami itd itp i nigdy przez moment nie pomyślałam, ze mi czegoś w życiu brakuje, ze chce czegoś więcej… Może za 10-15 lat stwierdzę ze owszem brakuje mi tego, że nie mam dzieci, a może tak nie stwierdzę ;) Sam wspomniałeś na początku, bodajże w pierwszej wypowiedzi, że swoją opinię wystawiasz na podstawie siebie i swoich znajomych – no i super, tylko że Ty i Twoi znajomi to zaledwie maleńki ułamek ludzkich losów, przemyśleń, ludzkich sposobów na życie, mało tego na tych kilka Twoich przykładów, kto inny może przytoczyć tyle samo skrajnie różnych (czyli ludzi nie odnajdujących się w roli rodziców, nie funkcjonujących dobrze w roli partnera itd itp – niestety tak też jest) … I uważam, że nikt nie ma prawa komuś mówić – Ty nie będziesz spełniony bo nie masz dzieci, a taki wydźwięk mi się rzucił w oczy. Myślę też, że całe nasze życie to jest jedna wielka droga i dopiero na końcu będziemy wiedzieli czy ją przeszliśmy żyjąc w pełni czy też nie, 30 czy 40 czy 50 to żadna granica a jeśli miałaby być to dla kogo ? chyba jedynie faktycznie dla biologii bo w pewnym wieku wiadomo na niektóre rzeczy jest już za późno, ale o tym uczą w szkołach i każdy to wie, także ma wybór … a ludzką rzeczą jest popełniać błędy, zdobywać doświadczenia czy dokonywać takich a nie innych wyborów i niech każdy popełnia swoje bo dopóki dobrze się z tym czuje to jest to jego pełnia szczęścia. Pozdrawiam.

          • gość póki co…

            … shelmahh po 5 postach gdzie piszesz to samo darowałem sobie czytanie dalszych (wybacz)… sytuacja wypisz wymaluj, jak kumpel z podstawówki, tj. pierwsze dziecko 21, przed 30 już trójka… to nie On znalazł dopełnienie życia, tylko życie zrobiło to dopełnienie jemu, bo wybacz, ale w wieku 20-22 to niewiele wiesz o życiu, bo dopiero kończysz szkołę… bo kumpel musiał pracować, żeby utrzymać rodzinkę, bo dziewczyna musiała rzucić szkołę, żeby opiekować się dzieciakami, bo… bo jakoś nie było innych opcji i tyle… więc coś chyba nie tak w tym Twoim zachwycie nad jedyną słuszną drogą…

  • joana

    No nareszcie tekst jak za starych, lepszych czasów!

    • Zdefiniuj „stare, lepsze czasy”.

      • Gohó

        Do poprzedniego posta.

  • A tak nprawdę to chyba większość jest gdzieś pomiędzy. Jak się człowiekowi w pracy układa, to w związku niekoniecznie. Jak mąż i dziecko fajne, to praca nie taka, a zdolność kredytowa żadna. Że już nie wspomnę o tym, że (o zgrozo!) męża lub dziecka można nie chcieć. Nic nie jest czarne ani białe. Jakoś nie znam tych singielek mieszkających w luksusowych apartamentowcach ani perfekcyjnie zadbanych mamuś biegających na pilates. Za to różnych fajnych babek znam całe mnóstwo!

  • Marek Paweł

    Ciekawe kto chcial zmieniac swiat na lepsze, robic rewolucje i z tego mieszania narobil strasznego syfu dla wielu ludzi i w tym swoich nastepcow, ktorzy probuja sie umiescic w modnej, nowoczesnej szufladce, bron Boze w jakiejs zasciankowej, konserwatywnej i kto teraz najglosniej placze z tego powodu, trujac zycie innym? Zwlaszcza, ze znowu wychodzi on naprzeciw wlasnej nieumiejetnosci w korzystaniu z tego co ma, ze skromnych darow codziennosci i najchetniej zrobilby kolejna rewolucje wbrew nauczce, ze najpewniej nie rozwiaze swoich problemow, a tylko narobi wiekszego syfu innym, ktorzy wiedli wzglednie ustabilizowane, spokojne i szczesliwe zycje.
    Przez rewolucje mam namysli wszelkie, a zwlaszcza prawne, regulacje, ktore sie wprowadza na sile wiekszosci (ktora tego raczej nie chce), place minimalne, rownouprawnienia, ustawy o przeciwdzialaniu przemocy, genderyzowanie wszystkiego co sie da, zakazy i nakazy przeciwzdroworozsadkowe. Po co budowac drogi szybkiego ruchu, autostrady, czy obwodnice, skoro mozna kazac pieszym nosic kamizelki odblaskowe i wprowadzac kolejne ograniczenia predkosci dla kierowcow?

    Ps.: Ucieszysz sie, ze niedlugo zeby biegac, bedziesz musiala miec „Karte Biegacza”, ciekawe na jakich warunkach przyznawana? :D

    • Tak, jasne, kiedyś to było cudownie. Oczywiście pewnie uważasz, że gdybyś żył w tamtych czasach to na pewno byłbyś dobrze urodzonym paniczem, który na kasztance objeżdżałby kresowe latyfundia, a wieczory spędzał z damami w salonie, słuchając opowieści pykającego fajeczkę pana ojca? Tyle, że biorąc pod uwagę statystyki, to większa szanse miałbyś na bycie szóstym dzieckiem robotnika, który w wieku 12 lat pomaszerowałby nie do szkoły tylko do fabryki. A ponieważ w tych szczęśliwych czasach bez zbędnych regulacji nikt nie myślał o takich głupotach, jak czas pracy czy płaca minimalna, siedziałbyś w tej fabryce jakieś 10 godzin i zarabiał jedną czwartą tego, co dorosły. Fajne były te zdroworozsądkowe czasy, co? A ja tam się cieszę, że nie jestem jak moja prababcia i nie musiałam spędzać dzieciństwa na pracy i potrafię czytać trochę sprawniej, niż przesylabizowanie artykułu w gazecie. Cieszę się, że nikt mnie nie wydał za mąż, jak miałam 17 lat i jako 18 latka nie musiałam rodzić pierwszego dziecka. I bardzo się cieszę, że gdyby mężczyzna mnie pobił, to będzie to przestępstwo, a nie „widać pani zasłużyła, bo chłop wie, co robi, więc teraz cicho siedzieć, bo się znowu zeźli”. Ale jeżeli tak bardzo jednak tęsknisz za tymi czasami to one nadal istnieją. Polecam na przykład głęboką rosyjską prowincję.

      • Marek Paweł

        Fajna bajka :) ale nie mieszalbym az tak bardzo, bo ani panicz, ani dziecko pracujace w fabryce, to nie jest i nigdy nie byla Polska :) Akurat za to kocham nasz kraj, ze kilka razy w historii byl najpiekniejszy w uwczesnej Europie i najlepszy wolnosciami i prawami. Zaszkodzilo nam wtedy to co teraz postepuje: naduzywanie wolnosci osobistej kosztem wolnosci innych, oraz zmiany (rewolucja, wtedy bolszewicka) na sile. Po tym Polacy ze swoich odwiecznych wartosci i tradycji czerpac juz nie moga, bo albo nie znaja wlasnej historii i kultury, albo zostali nauczeni tego nienawidziec . Przez analogie odpowiedz sobie co nas czeka w przyszlosci, a tego wlasnie nam nie zycze i sie temu przeciwstawiam. Wybacz, ale nie wiesz jaka byla kiedys Polska, jej prawa, (dobre) obyczaje, itd.
        Nie ciesze sie z tego „postepu”, ktory do nas teraz z zachodu dociera, a dawniej nie dotarl i dzieki ktoremu zwlaszcza mlodzi ludzie nie wiedza jak znalezc szczescie i spelnienie w zyciu. Niestety nie potrafie tego tak ujac jak shelmahh, bo brakuje mi tych lat doswiaczenia i plynacych w raz z nimi przykladow z zycia.
        Z niczego nie mozna sie tak uczyc zycia, jak z historii, czy to w mikro, czy w makro skali ;)

        • Skąd ten pomysł, że nie jaka była kiedyś Polska, jej prawa, (dobre) obyczaje, itd.? Jak przypuszczam, polską historię i kulturę znasz z dostępnych źródeł, bo o posiadanie wehikułu czasu Cię nie podejrzewam ;) Nigdy nie wiesz w internecie, kto jest po drugiej stronie… A tak się składa, że ja akurat o polskiej historii z racji zainteresowań i wykształcenia wiem sporo. Rację masz w jednym – kiedy piszę o XIX wieku to formalnie rzecz biorąc nie była to Polska. Ale fakty są takie, że moja urodzona w XIX wieku prababcia nie miała żadnych szans na wykształcenie i bardzo wcześnie zaczęła ciężką fizyczną pracę. Pradziadek miał 14 lat, kiedy zaczął pracować w fabryce. Ośmiogodzinny dzień pracy był dla nich marzeniem.
          Wiem, że Sienkiewicz, Prus, Żeromski, Zapolska czy Orzeszkowa tworzyli literaturę, ale bardzo mocno trzymali się realiów. I tak się składa, że dostrzegali fatalną sytuację tych biedniejszych części społeczeństwa. Czyli jego większości. To też Cię nie przekonuje? A panicze też bywali i kresowe gospodarstwa też były, to żadna fikcja. tylko to była mniejszość.
          No chyba, że dla Ciebie Polska skończyła się w XVII wieku. Masz rację, że nadużywanie wolności osobistej i brak myślenia o państwie wykończyły kraj, który swego czasu był potęgą a przy tym wzorem dla Europy pod wieloma względami. Tylko weź pod uwagę, że nawet wtedy, gdy magnateria i szlachta debatowała o Polsce, ktoś tyrał w dworskiej kuchni, ktoś pracował w polu i ktoś często żył na wsi w ogromnej biedzie. Nie dla wszystkich to były cudowne czasy i nie wszyscy wiedli wtedy „szczęśliwe, spokojne i ustabilizowane życie”.
          Za to dziś wiele osób takie życie wiedzie. Na przykład ja. Nie płaczę i nikomu nie truję. I wiem, że biorąc pod uwagę, z jakiej rodziny się wywodzę, mam dziś o wiele większe szanse na szczęśliwe życie niż jeszcze 100 lat temu.

  • pw

    Prawdziwy i strasznie smutny tekst.

    Takie bolesne doświadczenia mogą być owocne, jeśli się od nich nie zwieje w iluzję siły, w ramiona, tapety pod oczy, uśmiechy na twarz i jazdy. Bardzo dobrze, że to się rozsypuje.

    Jest cholernie trudno stawać na własne nogi, jeśli nie ma się oparcia ani za chuja pana nie wiadomo, co to znaczy być sobą. Ale to nie jest do końca prawda. Pod bólem, obok niego, czasem w środku – jesteś najbardziej prawdziwa Ty. Tylko kiedy bólu jest tak dużo, tego nie widać. To wymaga czasu i ciszy.

    Trzymam za Ciebie kciuki.

  • AlexLuthien

    „Ostatnio sporo mówi się o kryzysie męskości. Że metro, że lumber, że facet to 
    dziś biedny jest, bo z jednej strony ma mieć inteligencję, hajsy,
    wygląd i status społeczny, a do tego wyrozumiałość, czułość, miłość w 
    oczach i cały ten bullshit. I owszem, zgadzam się, nie macie dziś,
    panowie, lekko. ”

    że tak zacytuję – a to nie jest czasem nasza wina ?
    Naszła mnie taka refleksja – czy to czasem nie my kobiety, właśnie my jebnięte baby, które „same strzelamy sobie plaskacza w twarz” tego nie stworzyłyśmy ?
    Wydaję mi się, że nie dość że same wykreowałyśmy sobie ideał kobiety to jeszcze dodatkowo postanowiłyśmy narzucić nowe wymagania mężczyznom ? Faceci to jednak prości ludzie ( i Bogu lub innym mistycznym mocom za to dziękować !) to my baby tak naprawdę wszystko komplikujemy nie tylko im ale i sobie – do tego stopnia – że stworzyłyśmy sobie wzorce, które są bardzo ciężkie do osiągnięcia.
    Więc tak naprawdę, po co ? po jaką cholerę przejmować się tym, że kiedyś jedna idiotka usiadła z drugą i stwierdziły, że tak musi wyglądać życie „zajebiste” ! jesteś po środku, przed, za tym „kanonem ” no to tylko się cieszyć, bo to w końcu twoje życie. Jeśli się w nim spełniasz, robisz to co kochasz, baaa zapewnia ci to porządny byt to za przeproszeniem jebać wyznaczniki.
    Bo właśnie pokazujesz, że da się inaczej i wcale nie jest gorzej, masz mózg i świat w swoich rękach.

  • Lucky MeHandmade

    Malvino, nie licz na to, że przestaniesz zadawać sobie te pytania kiedykolwiek. Nie przestaniesz nawet jeśli będziesz miała faceta, kredyt, mieszkanie, dziecko, kota (niepotrzebne skreślić). Nie przestaniesz, bo taka jesteś, po prostu… Bo należysz to tej kategorii osób, które zadają sobie pytania o życie i jego sens, bo jesteś wrażliwa, a to jest cena wrażliwości.

    • Katja

      To jest chyba najbardziej trafne podsumowanie w tej dyskusji… zgadzam się w 200%. Wszystko zależy od poziomu naszej wrażliwości. Dla jednych dopełnieniem życia będzie to jak pojawi się dziecko/partner/kot/mieszkanie, innemu będzie potrzebne jeszcze zdobycie Korony Ziemii… Jeden nigdy nie zada sobie pytania „w jakim punkcie życia jestem” a inny będzie je zadawał np przed każdymi swoimi urodzinami…

      • shelmahh

        to wręcz by sugerowało, że mam niski poziom wrażliwości, bo „wystarczy” mi dziecko :) przecież to jakaś teoria wyssana z palca, bez żadnego dowodu.

        altruizm jakim jest posiadanie dziecka, świadczy o dużym poziomie wrażliwości. Świadome nie posiadanie potomka mogłoby świadczyć, że ta wrażliwość jest stępiona, dlatego na pierwszym miejscu jest JA.

        I co Ty na to Katja? :)

  • kristensenka

    dobija mnie ta prawda prawie codziennie

  • m0gart

    Wiesz co, Malv, nikt nie ma lekko, to fakt. Wszędzie tylko kryzysy – gospodarczy, męskości, kobiecości, wieku średniego, wyborczy i na Ukrainie. Gdzie się nie obejrzeć – kryzys.
    I co z tego?
    Chodźmy na piwo.

  • Ola Jaworska

    Za mną ćwierć wieku istnienia i już mam podobne myśli. Czuję się pod ciągłą presją „fejzbónia” na którym z każdej strony atakują mnie dzieci, śluby, związki a ja sobie siedzę na wynamowanym pokoju, z pracą baristy i nienapisaną magisterką. Czasem mnie to boli i łapię automatycznego doła „a bo ja taka stara a nic nie osiągnęłam” ale z drugiej strony, no zawsze mogło być gorzej:) NIe mam wielkich wymgań od życia, nie marzy mi się kariera korpo bitch, nie chce kupy forsy. Czekam tylko na jedno – żeby w końcu się tak, cholera, na serio zakochać w jakimś dobrym człowieku. I kupić tego przeklętego kota:)

  • Quo vadis świecie? Mamy obecnie już chyba kryzys wszystkiego: męskości, kobiecości, kredytów we frankach, złodziejskich polis, pracy, w której nie czujesz się jak zastraszony/ śmieć, spalonej tęczy i tak mogę wymieniać… Złoto dla tego, kto powie jak pogodzić rolę męża/żony, ojca/matki, jakiejś tam kariery, spełnienia, marzeń, które w końcu każdy ma? Gonimy za czymś, nie wiemy do końca gdzie, po co. Pogubiliśmy się i jeszcze długo się nie odnajdziemy.

    • shelmahh

      hmm mam trójkę dzieci i pogodzony jestem z tym wszystkim co napisałaś. nie robię nic wielkiego. po prostu żyję :)

  • Gohó

    Strach pomyśleć kim będę za te 15 lat. Nie, strach pomyśleć, kim będzie chciano żebym była za 15 lat…

  • Iwona

    Po odbytym treningu rozmowa pod prysznicem dwóch crossfiterek:
    Czytałaś już dzisiejszy tekst Malviny?

    -Nie
    -To nie zapomnij, bo trafiony!!!! :)
    -znowu…:)

  • Katja

    Strasznie dużo się tu wypowiadam, i trochę już powtarzam… Sorry Malvina ale faktycznie trafiłaś w temat mocno na czasie w mojej rodzinie… Dzięki.

  • Przemek Odyn

    Że tak jebnę cytatem z Bisza – „Wszyscy muszą być kimś, mi wystarcza być sobą.”

  • Idealna współczesna kobieta to coś, co nie istnieje. To taki mentalny odpowiednik idealnego kobiecego ciała stworzonego w fotoszopie. Tylko że mało kto ma odwagę przyznać się, że ma zwyczajne życie i nawet czasem coś spieprzył, wszyscy zamiast tego podkreślają tylko swoje atuty, jakby życie było niekończącą się rozmową o pracę, gdzie mamy non stop udowadniać, że jesteśmy najlepszym kandydatem czy kandydatką na to stanowisko. I wychodzi na to, że wszyscy mają kupę zalet i zero wad poza mną. To chyba tyczy się obojga płci.

    Jak dla mnie to z tego szaleńczego biegu biorą się te wszystkie pytania i wątpliwości. Dlatego, że nieustanny bieg to nie jest żadna pełnia życia i sami sobie przypominamy o tym w ten frustrujący sposób. Już sama przerwa od tego całego zapierdolu potrafi przynieść ulgę :)

  • jestem prawie żoną , matką dwójki dzieci . ich posiadanie było w moich wyobrażeniach o rodzinie, choć nie raz gryzłam kołdrę, że Ja się do tego nie nadaje…
    mam 39 lat… ani małżeństwo, ani bycie matką nie dały mi „poczucia spełnienia”… to są jakieś etapy w moim życiu, ale życie to droga i wciąż zadaje sobie pytanie „dokąd zmierzam?”..
    Myślę, że nie ma znaczenia czy jesteśmy w związku czy single, czy posiadamy dzieci czy nie…ważne aby czuć się dobrze ze samym sobą, bo można „żyć” będąc samym i być „martwym” w związku i odwrotnie…Myślę, że samemu trzeba sobie zadać pytanie „co mnie uszczęśliwia?”, „na co jestem gotowa?”; „czy chce wyjść ze swojej sfery komfortu aby spróbować czegoś nowego?”
    Trudno dawać gotowe odpowiedzi i rozwiązania, zależy na jakim etapie w życiu jesteśmy i czego tak naprawdę chcemy…My..Ja , Ty…bo żeby znaleźć odpowiedź trzeba być szczerym sam ze sobą, bez masek, iluzji, fałszywego uśmiechu, nerwowego chichotu, metalowego pancerza…

  • romuald

    Wybacz Malvi.
    Czy mogę się tak do Ciebie zwracać?

    Kobiety też nie lubią mężczyzn niewrażliwych. Nieciepłych.

    Nie lubią mężczyzn niezadbanych, nieinteligentnych, niewyedukowanych.

    Niewyględnych. Nijakich.
    Jak widzisz, obie strony mają dzisiaj pod górkę:)
    Mamy takie a nie inne oczekiwania i gdzies z tyłu głowy starch przed negatywną oceną.
    Zakładamy zbroję i gramy, bo nam zależy.
    Na czym?
    Na tym żeby spełniać nasze/cudze projekcje?
    Jestem dużo starszy od Ciebie, Młoda Damo, chociaż ciągle w wieku produkcyjnym:)
    Znam swoją wartość i doszedłem do wniosku że nie warto się aż tak napinać.
    Zajęło mi to trochę czasu żeby do tego dojść:)
    Byłem na szczycie kariery zawodowej i odpuściłem sobie ten wyścig, wiedząc jakie będą tego konsekwencje.
    Cały czas pracuję, ale mam w dupie cudze opinie na swój temat.

    Jeżeli wiesz co jest dobre a co złe, to po prostu idziesz swoją drogą.
    Nie chodzi o to żeby iśc do celu, chodzi o to by iść po słonecznej stronie:)

    Ja tego nie wymyśliłem.

    To są przemyślenia pana Marka Edelmana.
    Ja tylko wcielam je w życie.
    Pozdrawiam

  • anke

    Cześć, mogłabyś polecić jakieś książki od siebie do poczytania? Szukam ciekawych pozycji. Soszjal media to nie wszystko, ciągnie mnie do makulatury. Z góry dzięki.

  • Tomi

    Jak dla mnie każda kobietka jest inna i trochę bez sensu generalizujesz. Nie wszystko jest czarne albo białe, istnieje jeszcze co najmniej 16 777 214 innych kolorów ;)

  • dixi

    Kilka miesięcy temu pisałam pod jednym z artykułów , że znalazłam
    miłość, że jestem szczęśliwa jak nigdy…było super..było no
    właśnie…nagle facet uciekł, oszukał mnie, moich bliskich…nie miał
    nawet jaj żeby zakończyć związek…zabił mnie ciszą..domysłami…próbuję
    sie pozbierać ale nigdy tak mi ciężko nie było…planował ze mną ślub,
    dzieci, budowę domu…psychopata? Facet 37 lat, ja 33..Okazało się, że 
    nie poukładał swojego życia a zachłysnął się chyba moim tym
    stabilnym…teraz ma mnie w dupie…no i czym jest kobiecość?Zawsze
    byłam samowystarczalna bo musiałam…pokochałam to, że mam u boku
    faceta, silne ramię, że tworzymy silny tandem…Mam 33 lata i marzenia o
    rodzinie, domu…zawodowo osiągnęłam prawie to co chciałam, jestem w 
    toku…teraz się boję..samotności…tego, że rodzice nie dożyją mojego 
    wesela, nie zobaczą mojego szczęścia zanim odejdą z ego świata…brakuje
    mi miłości…a ona ubogaca kobiecość, zmęczona jestem swoją samotną
    niezależnością i paradnością…

  • Albo uwierzysz w cała tą medialną bajkę albo będziesz to pierdolić i żyć po swojemu. Jest jedna podstawowa różnica w obu przypadkach. Aby żyć po swojemu – trzeba mieć odwagę. Tobie jej nie brakuje, dlatego odwiedzam Twój blog.

    Pozdrawiam :)

  • luis

    Prawie 30… mogła byś być moją mamą

  • Paulina Pięta – paPRyczka

    Trzymam kciuki za tekst roku ;)

  • Karol

    Ale w czym problem? Po co w ogole zastanawiac sie nad tym, iz nie pasuje sie do koncepcji pani z reklamy kaszki czy babci. Powyzszy tekst, choc mega fajnie napisany i ciekawy, mozna skomentowac jednym zdaniem: „Rob swoje i nie ogladaj sie na innych. Nikomu nic nie musisz udowadniac”. m0gart ponizej napisal „los się na tobie wyżywa, że wdeptuje cię w ziemię niczym niedopałek malborasa” – jaki los :)? Zycie to konkretne i namacalne akcje i reakcje nasze i ludzi wokol. Peace out :)!

  • Ann

    Życie jest nieprzewidywalne. Cieszmy się każdym dniem, pozbądźmy się troli z naszego życia, tych realnych, które mówią że coś z nami nie tak, że nie wypada tego czy tamtego. Idzmy za głosem serca, jedyna słuszna i prawdziwa droga https://www.samotneserca.pl/single/ badzcie_szczesliwe Jak tak zrobiłam i mimo, że czasem łapie mnie dół, to wiem, że to słuszna droga, bo moja i tylko moja!!!!!!