Pan i Pani Ex

pan-i-pani-ex-malvina-pe

Są dwa sposoby podejścia do nowego związku byłego partnera. Pierwszy polega na pierdolnięciu kwitami, jak to ładnie mawia mój przyjaciel, drugi – na ciągłym ich rozliczaniu. W pierwszym trzaskasz drzwiami tak, że futryna wypada, w drugim – zostawiasz je lekko uchylone, żeby móc zajrzeć od czasu do czasu, co dzieje się po drugiej stronie. Pierwszy jest domeną mężczyzn, drugi – kobiet. Bo, jak stwierdził przyjaciel nr 2, mężczyźni są od tego, żeby było prosto i klarownie, a kobiety od tego, żeby wszystko skomplikować. 

 

– Kinga przyjechała wczoraj do Piotrka po resztę rzeczy.
– I?
– I wkurwiła się, że jego nowa dziewczyna przy tym była.
– A Piotrek wiedział, że Kinga przyjedzie?
– Tak.
– No to co się dziwisz? Też bym była wściekła.
– Kaman, Pajonk. Oni nie są razem od pięciu miesięcy. To raz. Dwa – Kinga sama się z kimś spotyka. Trzy – zamiast zabrać od razu wszystkie rzeczy, ona wpada do niego już chyba trzeci raz w tym tygodniu i sobie wybiera: a to weźmie czajnik, a to parę ciuchów…
– Może tęskni i chce wrócić?
– To po chuj, z całym szacunkiem, się z nim rozstawała?

Gdzie logika?

 

Pomińmy już, kto kończy związek i z jakiego powodu. Prawda jest taka, że w 99% przypadków każda ze stron dołożyła swoją cegiełkę. Obserwuję moich znajomych, przyjaciół, znajomych znajomych, własne byłe + obecne związki i z bólem serca zauważam pewien schemat. Tuż po rozstaniu to zwykle mężczyzna zjeżdża w dół, a kobieta skacze o trzy oczka wyżej. On zapija smutki, ona zakłada mini i leci do klubu sprawdzić, czy i ilu facetów jest w stanie wyhaczyć jednego wieczoru. On żywi się kebabami i pizzą (w końcu nikt mu nie pierdoli za uszami o kaloriach), ona zapisuje się na Płaski Brzuch, TBC, ABC i inne ABS oraz przestaje jadać kolacje. On tyje i chleje, ona chudnie i kręci tyłkiem. Do czasu, kiedy oboje nie włączą myślenia.

 

Facet działa, kobieta analizuje

 

Nie wiem, jak to jest, że kiedy coś w końcu „zaskakuje” w mózgownicy obu stron, u mężczyzn jest to zwykle potrzeba zmian oraz gotowość do zamknięcia jednych drzwi i otwarcia nowych, zaś u kobiet budowanie pokracznego wehikułu czasu i powrót do przeszłości. On stwierdza „trudno, spieprzyłem, wyciągam wnioski i idę dalej”, ona zaczyna się zastanawiać, co by było gdyby… Gdyby w tamtej kłótni nie powiedziała A, tylko B. Gdyby nie strzelała fochów o jego wyjścia z kolegami. Czy byłaby w stanie jednak zaakceptować te porozrzucane skarpety? A może wszystko pękło, kiedy on zobaczył, jak ona flirtuje z tym Hiszpanem? Włochem? Hmmm…. A może to był Hindus?

Mężczyźni działają zachowawczo i wygodnie, kobiety – jak kamikadze. Oni nie pozwalają na nadszarpnięcie swojego ego, sprawnie stosując mechanizmy obronne typu wyparcie, zaprzeczenie czy projekcja, one wręcz przeciwnie – rozpamiętują, zadręczają się wyrzutami sumienia, słuchają „ich wspólnych kawałków” i celebrują własny ból osiągając level high psychicznego masochizmu.

Po rozstaniu facet pocierpi i zapomina. Kobieta do cierpienia dojrzewa.

 

Nowy fagas mojej byłej vs „ta druga”

 

Kobieta, wiedząc, że może poznać nową partnerkę swojego ex, z reguły unika ewentualnego spotkania. Dlaczego? Bo – podobnie jak kilkadziesiąt miliardów innych kobiet na świecie, cierpi na nieuleczalną chorobę pt. porównywane siebie do innych. „Ta druga” może okazać się wyższa. Zgrabniejsza. Może mieć dłuższe nogi, ładniejszy uśmiech albo po prostu zabijać intelektem.

Mężczyźni, jeśli już porównują się do nowego faceta swojej ex, zwykle równają w górę: „Łysy”. „Mógłby nad bicem popracować”. „Chodzi jak jakaś ciota”. Ewentualnie: „Wygląda na spoko gościa. Choć i tak jestem fajniejszy i na pewno dawałem jej więcej niż ten tutaj. A ta tempa dzida nic nie dostrzegała”.

Podczas gdy oni pompują ego, my spuszczamy powietrze i składamy się niczym dziurawa, gumowa lalka.
No i po co?

***

Wiecie, co powiedziała Kinga po spotkaniu z Piotrkiem?
– Jak on mógł przywlec tę wywłokę na spotkanie ze mną? Co on, kurwa, nie wie, że rani moje uczucia? Jak mógł postawić mnie w tak niezręcznej sytuacji? Czy on w ogóle myśli? Na dodatek ja byłam w dresach, a ona w szpilach i obcisłej kiecce. Może zrobił to specjalnie? W sumie on tez wygląda całkiem nieźle. Fuck. Może jednak trzeba go było nie rzucać?

Wiecie, co powiedział Piotrek po spotkaniu z Kingą?
.
.
.
.
.
.
.
Nic.

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • Kaju

    auć.. jak zawsze dobry masz timing z notka + jak zawsze az zbyt dosadnie. propsy. a teraz ide zmienic smutna playliste z ‚lato 2013′ na cos bardziej nowoczesniejszego. pozdrawiam

  • http://cruxinterpretum.blogspot.com/ paranoJa

    Ta druga jest grubsza (sporo), brzydsza (choć to akurat subiektywne), ma krzywe zęby i niezbyt szerokie spektrum zainteresowań. To ja ich ze sobą poznałam. Nic mnie tak w ich związku nie boli jak to, że przez nią musieliśmy zerwać ze sobą kontakt. A dobry rok „po” ze sobą mieszkaliśmy, przyjaźniliśmy się (tak, wierzę w to) i nikomu to nie przeszkadzało, żadnemu mojemu facetowi, któremu kręciłam dupą po rozstaniu. Baby to suki są.

  • Misia

    Smutne, ale prawdziwe. Świetny tekst!

  • J.

    TRUE. Świetny tekst, gratulacje po raz kolejny. :)

  • sasha.imago

    to nie jest to, że kobiety celebrują tego byłego. w każdej możliwej sytuacji są w stanie odczuwać ułamek miłości do jednego z wielu byłych, a nawet i niedoszłych. GDYBY …. gdybyśmy były trochę mądrzejsze i miały inne mechanizmy, może pewne rzeczy by sie nie rozpieprzyły. i tak w kółko, Pajonku.

    kocham Cię, Malv.

  • https://mrowka-o.pl Mrówka Olga

    A może to był Hindus? – Dziękuję za poprawienie nastroju! Teraz mogę iść spać i już niczego nie analizować :)

  • szav

    Większość internetowych memów jest odwrotna, ale jak w większości przypadków zgadzam się z tobą :)

  • mrt

    No i znowu przekonuję się, że choć mam cycki, to mam też jaja większe niż niejeden facet. Dzięki, Malv :-)

  • m0gart

    Nie ma reguły, że to facet działa i wyciąga wnioski, a kobieta analizuje i wspomina. Czasami jest zupełnie odwrotnie, a najczęściej te metody radzenia sobie są mocno wymieszane. Ile charakterów, tyle sposobów. A w zasadzie ile rozstań, tyle sposobów, bo każde jest inne, każde ma na nas inny wpływ. I przede wszystkim: po każdym wychodzimy nieco inni, z kolejnym nacięciem na kolbie od sztucera, bogatsi o nowe doświadczenia.

    Tyle, że doświadczenie uczy, że doświadczenie niczego nie uczy. Ja po jednym rozstaniu zapisałem się na hiszpański i taekwondo, co było świetnym sposobem na zajęcie sobie głowy i wyjście do ludzi. I teoretycznie powinienem był je zastosować przy następnym takim przypadku. Ale co z tego, że logika tak podpowiadała, skoro wolałem siedzieć w domu i zastanawiać się „co by było, gdyby”.

    Każdy sposób jest dobry, o ile działa i nie wpycha nas w szaleńczy wir rozpamiętywania win i przeżywania na nowo starych kłótni.

    • http://www.malvina-pe.pl/ Malvina Pe.

      Pewnie, że nie ma reguły – tak, jak w większości relacji międzyludzkich :) Jednak pewne schematy zachowań da się zaobserwować. A co do hiperaktywności po rozstaniu [taekwondo, hiszpański, taniec, basen, wpisz cokolwiek] vs rozpamiętywanie, to jedno nie wyklucza drugiego, niestety.

      • m0gart

        No nie wyklucza – nie da się uczyć hiszpańskiego 24 godziny na dobę ;)

  • Późne rokokoko

    Zgadzam się z m0gartem – to nie jest tak w oczywisty sposób spolaryzowane. Gdyby było w większości związków byłem mężczyzną, ale w tym dla mnie najważniejszym – gdy się skończył – byłem kobietą :D Soł… To nie takie proste Pajonku :D Po mojemu tak jak opisujesz kobiece zachowanie działa ta osoba, której w związku bardziej zależało, która się bardziej otworzyła emocjonalnie. Ale mogę się mylić. Gdybam tylko. Za mało danych.

    • A.

      Też mi się wydaje, że wiele zależy od zaangażowania emocjonalnego, nie od płci. Jeśli odchodząc kochasz, to jest po prostu ostry, zwierzęcy, fizjologiczny ból. Nie zapiszesz się wtedy na mandarynski ani na zumbę. Po prostu umierasz. A myśl o tej drugiej/ tym drugim zabija jeszcze bardziej. I tak, porównujesz się. I chcesz przestać być. I przestać czuć. A mimo to, czujesz dalej.
      Prędzej czy później, chyba to mija. Ale czasami nie do końca. Albo bardzo długo to trwa, zanim minie. Zwłaszcza, gdy skrzywdził cię ktoś, kto miał być jedynym punktem zaczepienia.

      • http://pamietnikcmybarowej.pl/ Ćma Barowa

        To kwestia podejścia. Ja na przykład zawsze wychodziłem z założenia, że nie ma sensu martwić się przeszłością, bo jej już nie zmienię i jak bardzo ktoś by mnie nie zranił, to nie pozwolę sobie, aby przeszłość wpływała na mnie negatywnie. Dlatego lubię szybkie cięcia i powrót do normalności. No, ale nie ukrywam, że pracowałem nad tym podejściem przez lata i kiedyś nie było tak łatwo. Nie mniej, ludzie są różni i każdy ma swój sposób na „wyjście z poprzedniego związku”. Chociaż w moim otoczeniu, to zazwyczaj kobiety sobie wiecznie wszystko utrudniają, faceci mają chwilowy dół, odreagowują i po chwili idą dalej przez życie. Bez rozpamiętywania i stawiania sobie głupich pytań „a co by było gdyby?”.

      • Późne rokokoko

        Oj kurwa tak dobrze powiedziane, że aż się we mnie pamięć tego bólu odezwała… Generalnie jako facet zazwyczaj miałem że tak powiem wyjebane i miałem podejście „nie pasuje Ci coś Słonko to sobie zmień”. I to ja kończyłem związki. I nie było rozpamiętywania itd. Az wreszcie trafiła się ta, w której zobaczyłem matkę moich dzieci. Za która dałbym sobie rękę uciąć i dla której poszedłbym z nożem na strzelaninę. Tym razem to ja dostałem strzała. „Muszę Ci coś powiedzieć: chyba już Cie nie kocham.” Bez ostrzeżenia. Bez psucia się związku. Bez poprzedzających awantur. Ot tak. Zgasło i nie ma. Dziękuję dowidzenia choć w zasadzie żegnaj. I mimo, że zawsze byłem zimnym skurwielem, który nie okazywał uczuć to mi totalnie odjebało. Zwariowałem z bólu. Robiłem rzeczy, których teraz się wstydzę i o które w życiu bym się nie podejrzewał. Okazuje się, że faceta to tez może zamroczyć. To było ponad 4 lata temu. Dopiero teraz wydaje mi się, że powoli odzyskuję siebie. Miałem potem jeden w sumie całkiem dobry związek ale skończyłem go gdy druga strona chciała żebym się bardziej zaangażował – to raczej nie przypadek. Ale od 2 lat jestem singlem i to też raczej nie przypadek….

        No, chyba, że zostałem kobietą (wg Pajonkowego „podziału”) – choć sikam nadal na stojąco i faceci nadal mnie nie pociągają ;P

        • http://Adresspamowy.wordpress.com Johnny Mnemonic

          Cztery lata… A ja myślałem, że to mnie dlugo „trzyma” (ponad 2 lata…) I Z tą matką moich dzieci – to dokładnie to co i ja czułem. Nigdy ne chciałem dzieci – ale z nią pomyślałem że tak. Na szczęście to faktycznie mija – tylko samemu sobie trzeba dać na to przyzwolenie.

          • shelmahh

            musi facet dostać kiedyś taki wpierdol, aby nauczył się jakich kobiet jednak nie szukać i nawet jak matką ma zostać, to nie moich dzieci ;)

            To cenna lekcja. U mnie lizanie ran zajęło 2 lata. 2 lata nauki siebie, analizy co się popierdoliło i z jakiego powodu. I po tych dwóch latach się udało. Jednakże coś wtedy pękło na tyle silnie, że raczej się tak skrzywdzić nie dam drugi raz. „Raczej”, bo ch*j go wie, co mnie jeszcze w życiu czeka ;)

          • Późne rokokoko

            Też mi się wydaje, że się więcej nie dam drugi raz, ale z drugiej strony tak bardzo się nie chcę dać, że jestem sam (jest jeszcze cała masa innych powodów oczywiście). Z trzeciej strony natomiast kosmicznie tęsknię do takiego uczucia, bo wiem, że robiło ono ze mnie lepszego człowieka, dawało energii, zmieniało optykę i nomenklaturę. Zamiast „ja” pojawiało się w moich ustach „my”, zamiast „moje” pojawiało się „nasze”. Kiedy trwało, pierwszy raz w życiu widząc na ulicy parę z dokazującym małym chłopczykiem świtało mi w głowie „w sumie to byłoby fajnie mieć takiego małego brzdąca”. Teraz już nie świta. Bo jak to napisał ktoś wcześniej: nie mam punktu zaczepienia. Pracuje nad znalezieniem go w sobie, bo to jedyne bezpieczne kotwicowisko. Tylko w ten sposób przestanę się miotać pomiędzy „chciałbym takiego uczucia” a „nie dam się już nikomu tak załatwić”.

          • Darekkk

            Czytając Twoje posty mam wrażenie jakbyś opisywał mnie. Jestem pół roku po takim właśnie rozstaniu. Tak jak nie wierzyłem nigdy w „dwie połówki tego samego jabłka”, tak wtedy myślałem, że jestem tym szczęściarzem, któremu przydarzyła się miłość z kinowego romansidła. Znajomi moi i jej twierdzili, że nigdy nie widzieli tak dobranej pary. Po ponad 2 latach związku, gdzie miałem już wybrany pierścionek, usłyszałem „już Cię nie kocham…”. Też bez większego czy mniejszego ostrzeżenia. Tak po prostu z dnia na dzień. Pierwszym etapem było tzw. „warzywo”. Przez tydzień nie wychodziłem w ogóle z domu (wziąłem zwolnienie z pracy) i patrzyłem w sufit. Po tygodniu rozkmin przyszedł czas na działanie. Z warzywa zrobiłem się robotem – 5 dni w tygodniu praca, 7 dni w tygodniu po kilka godzin trening na sali (jestem tancerzem). Do domu wracałem wtedy, kiedy wiedziałem, że nie mam siły nawet rozmyślać, tylko przybije gwoździa i obudze się rano. Tak, bałem się nawet siedzieć w domu. Wchodząc na sale zapominałem o bożym świecie. Skończyłem tak, że zamknąłem się emocjonalnie i do tej pory nikogo do siebie zbyt blisko nie dopuszczam. Najśmieszniejsze jest to, że chciałbym, tylko chyba już nie wiem jak to się robi. Z tego co widzę po komentarzach i po własnych znajomych, to dużo ludzi coś takiego przeżywało lub przeżywa. Myślę, że nie tylko liczy się to co mamy w głowie i przez co blokadę, ale liczy się też to, czy spotkamy osobę, która będzie potrafiła taką blokadę przełamać, aby każdy z nas znów mógł poczuć ” motyle w brzuchu” :)

          • Gabrysia

            „Najśmieszniejsze jest to, że chciałbym, tylko chyba już nie wiem jak to się robi” –> milion procent racji, 2 miliony zrozumienia. Niby człowiek bardzo chce, a jednak coś go blokuje. Niby dałby wszystko za to, żeby móc pokochać prawdziwie, szczerze, do końca życia, a jednak sam sobie na to nie pozwala. Niby jest się gotowym, ma się już tyle doświadczenia że nie sposób będzie coś zepsuć, a tu dalej nic…
            Tylko nie rozumiem, dlaczego to musi być takie trudne.
            „- hej, szukam stałego związku i kogoś, przy kim będę czuła się bezpieczna
            – o, ja też. To co, próbujemy?
            – a nie spierdolisz?
            – nie.
            -ok”

            Nie byłoby łatwiej?

          • NO NAME

            „Pany” nie ma co się nad sobą użalać, to jest właśnie bycie słabym, zaciskamy zęby, zamykamy „tamte” drzwi i uczymy się na nowo dostarczać sobie bodźców które sprawią, że czas w samotności też może być przyjemny ale i bardziej kreatywny. Nie ma co się mazać, każdy kiedyś będzie miał ucięte jaja i niektórym one odrosną. Będąc w podobnej sytuacji rzuciłem się w wir pracy i treningi na rowerze – 80km dziennie. Ponoć kiedy robi się coś co się uwielbia jest najlepsza szansa znaleźć kogoś ciekawego z kim już jakaś nuta nas połączy. A teraz otrzyjcie łzy, stańcie przed lustrem i powtarzacie sobie 100 razy – jestem zajebistym facetem, potrafię gotować, sprzątnąć, zrobić pranie (wybrać ulubione mocne cechy) i moja przyszła najlepsza kobieta będzie miała we mnie oparcie. Inaczej czas zamieni siusiaki na wisiorki i starzeć będziemy się w samotności. Ps. mam kumpla, który skacze za swoją żoną jak małpa po gałęziach, na zawołanie i w trybie domyślnym, nie wyjdzie nawet na piwo z kumplami, bo skoro żona jest w ciąży, to i on ma również „wgranego trojana” ;) tzn oni razem są w ciąży, teraz sobie wyobraźcie, jak może być zajebiście będąc samemu.

        • http://www.malvina-pe.pl/ Malvina Pe.

          Ciekawe jest to, co i jak piszesz. Jeśli będziesz kiedyś w Warszawie, dawaj, idziemy na kawę :)

          • Późne rokokoko

            W Warszawie raczej nie bywam, ale gdybym się wybierał nie omieszkam dać znać :) A gdybyś Ty jakimś trafem była w Krakowie to też możemy tą kawę wypić tutaj ;P

          • http://www.malvina-pe.pl/ Malvina Pe.

            Deal :)

  • oleksa

    To ja chyba jestem facetem, bo również pompuję sobie ego patrząc na byłe obecnych facetów. ;>

  • http://www.psychodietka.pl/ PSYCHODIETKA

    Story of my ex love life.
    A naiwnie myślalałam, że to działa tylko u mnie.

  • aisotka

    Zgadzam się, sama jestem po rozstaniu i minęło już pół roku! Przeanalizowałam wszystko co najmniej 5 razy nawet doszłam do wniosku, że nie pasowaliśmy do siebie, że powrót nie miałby sensu, że to bardzo dobra lekcja i trzeba iść na przód… Tyle samo razy myślałam, że „kończę temat” i już mnie nic nie obchodzi jednak wciąż przyłapuję się na typowo-kobiecym myśleniu „A gdyby jednak wrócił… „, „Ciekawe, czy kręci z tą dziewczyną..”, „A ciekawe, czy tak szybko zapomniał czy nadal o mnie myśli..”. Na prawdę nie mam już pomysłów jak powinnam przekonać się, że nie ma czego rozgrzebywać. Czy to powinno przyjść samo? Mam tego dosyć a jednak wciąż to robię.
    Tak z drugiej strony, był kiedyś taki demotywator – kobieta i facet po rozstaniu w formie ilustracji. Kobieta tuż po była załamana a z czasem szczęśliwa natomiast facet na odwrót – najpierw szczęśliwy a potem coraz gorzej. Kiedyś wydawało mi się to sensowne ale tak na prawdę wszystko zależy od osoby… Jak dla mnie faceci szybciej się „leczą” bo są raczej mniej uczuciowi niż kobiety (nie żeby to był jakiś minus, ja tam zazdroszczę) i przez to mają chyba zdrowsze spojrzenie na takie sprawy. I choć wiem, że jest to zdecydowanie lepsze podejście nie umiem tak po prostu przestać. Bycie kobietą jest czasami wkurzające. Może nawet częściej.

  • veroniki

    Czyli jednak tata miał racje – miałam być chłopcem i chyba mentalnie jestem takim facetem…
    Lepiej amputować relację niż ma się wdać gangrena i nas zabić od środka. Ja tak robię, ale ostatni motyw – ex nalegał, aby mieć „jakiś tam” kontakt… chyba jestem za mjentka, żeby powiedzieć mu na dobre „spier”… teraz, po kilku miesiącach, opowiada mi co tam u niego, ile wyciska na klatę i podsyła foty… a mnie to lotto… Kiedyś mu powiedziałam, że jak będę potrzebować przyjaciółki, to wiem gdzie go szukać. Trochę się wkurzył, ale niestety to nic nie dało. Trochę tez się obraził i spauzował jak ściemniłam, ze kogoś mam, ale teraz się wydało, ze nie mam i znów spamuje od czasu do czasu. Co robić? Panie Premierze, jak żyć? Jakieś rady?

    Co do tekstu to oczywiście są wyjątki (takie jak Malvina i jej przebojowe czytelniczki;>) ale tekst dobry. Trafny. (thumb up)
    Czytuję Cię od niedawna, masz podobne do moich spostrzeżenia w niecodziennej formie. Czekam na kolejne posty.

    Pozdrosy
    ver

  • http://www.blogczekolady.pl/ Aurora

    Może ktoś odgryzł mu język. Albo zajął usta czymś innym, niż czcze gadanie? :P
    I chwała mu za to.
    A mi za to, że w tym wypadku działałam również często jak opisany tu facet. Tylko raz nadwyrężyłam słów i emocji i był niesmaczny klops ;)

  • shelmahh

    rozstaliśmy się bez nerwów. po 10 latach, z dziećmi. było smutno, przeraźliwie, nawet kilka razy się pokłóciliśmy ale finalnie i tak nie chcieliśmy już ze sobą być. poszliśmy każde w swoją stronę. z szacunkiem, wyrozumiałością i postanowieniem, że nie ma co się kłócić o przeszłość ze względu na dzieci. winny, niewinny… who care’s? przecież i tak nie będziemy ze sobą.

    minął czas. ona spotykała się z różnymi, ja z jedną. nadszedł czas komunii, dzieci nie ochrzczone. więc ex poprosiła moją M o to, by została matką chrzestną. moja M jest wyższa, ma większe piersi, jest bardzo ładną kobietą. M została matką chrzestną.

    ex spotyka się z innymi. nie myślę o nich. nie wiem kim są. wiem, że bywają dużo młodsi ode mnie, mają lepsze samochody. i co z tego? niech się spotyka i znajdzie wielką miłość. ja już swoją znalazłem. dziewczyny nie tyle się lubią, co akceptują. widują się czasem, rozmawiają, dają sobie jakieś podarunki (bluzki, biżuterię, która nie pasuje) i jedziemy w ten sposób już wiele lat.

    wożę ex na wakacje, pomagam jej w życiu.

    piszę to, by pokazać, że model opisany przez Ciebie Malvina, w moim przypadku nie działa wcale. jest zupełnie inaczej. jest normalnie. tak jak powinno być.

    • http://www.malvina-pe.pl/ Malvina Pe.

      A dlaczego „tak powinno być”? Pewnie, że jest miło i przyjemnie, jak ludzie się rozstają w pokoju i/lub przyjaźni. Ale umówmy się: nie zawsze jest to możliwe i nie ma sensu się za wszelką cenę do takiego zachowania zmuszać. Czasami trzeba po prostu uciąć kontakt całkowicie, żeby nie zwariować. Ok, Wy macie dzieci, to trochę inna sytuacja, ale – jak zapewne zauważyłeś, ja zazwyczaj nie piszę o „dzietnych” związkach.

      • http://www.pionierka.pl/ pionierka|pionierka.pl

        „Dzietność” nie ma tu nic do rzeczy. Nie będę nigdy w jakiejkolwiek pozytywnej relacji z ex mojego partnera. Nie dlatego, że jest jego ex, ale dlatego, że jest takim człowiekiem, jakim jest.

      • shelmahh

        to nie ma znaczenia czy ma się dzieci czy nie. jedni za punkt honoru biorą sobie skopanie dupy byłemu/byłej i to niezależnie od tego czy ma się dzieci czy nie. inni tak nie mają.

        kolejny przykład z życia. do Warszawy przyjechał ex mojej M. dowiedziała się o tym i zaprosiliśmy go na śniadanie :) poznałem go, spoko koleś. zjedliśmy, zapaliliśmy, napiliśmy się i było oka.

        da się?

        z moimi byłymi mam doskonały kontakt. M też je zna, szanują się, lajkuja na fb. Da się?

        Żadnego z modeli, które opisałaś, nie wdrożyłem ani razu w życiu. Po prostu ważniejsze dla mnie było dogadanie się mimo wszystko, niż napierdalanka bez sensu, zastanawianie się nad tym z kim teraz jest moja ex itd. Skoro nie jesteśmy z kimś, to dajmy sobie spokój z porównywaniem. Szczęścia życzyłem, piątkę przybiłem i styka.

        • http://pamietnikcmybarowej.pl/ Ćma Barowa

          @shelmahh:disqus chyba jest jedna zasadnicza różnica w Twoich przykładach i w przykładach Malviny – Ty piszesz już o ustabilizowanych związkach, na długo po rozstaniu – wtedy to faktycznie nie ma znaczenia i można żyć normalnie. Jednak często na świeżo po rozstaniach, gdy są jeszcze jakieś resztki uczuć, ludzie sobie często utrudniają poprzez porównywanie się, ocenianie tych nowych/byłych i usilne podtrzymywanie kontaktu z obawy przed tym, żeby ta druga osoba nie zniknęła z ich życia (wszak do niedawna jeszcze stanowiła istotną jego część). Ja wychodzę z założenia, że „stało się, to się stało, czasu już nie cofnę i nie ma co udawać na siłę, że nam na sobie zależy albo, że możemy się przyjaźnić”, bo przyjaźnić/kumplować się można, ale po czasie, jak już wygasną uczucia i przechodzi się na stopę zwykłej znajomości, bez ciągłego wspominania wspólnych chwil, seksu itp.

          Przynajmniej ja tak to widzę :)

          • shelmahh

            u mnie normalne relacje mieliśmy od razu po rozstaniu. i zazwyczaj tak miałem. czy to były szybkie i przelotne romanse, czy poważniejsze tematy. dlatego piszę o tym tutaj, bo nie widzę różnicy w podejściu do rozwodu czy rozstania ludzi w przelotnych związkach. oczywiście targały mną różne emocje ale starałem się zawsze przejść z rozstaniem do porządku dziennego i traktować to jak kolejną (bolesną) lekcję.

            nie ma tu różnic mimo tego, że zarówno Ty i Malvina zwracacie mi na to uwagę. Jestem jednym z nielicznych przypadków gdzie żyje się z exami na luzaku. Rozwody toczą się zazwyczaj w taki sposób, że są silne emocje, wojny, nastawianie dzieci przeciwko drugiemu rodzicowi. Właśnie po tych ustabilizowanych wydawałoby się związkach, emocje są o wiele silniejsze niż te, które opisała Malv. I ja też tak mogłem skończyć (widziałem smsy pisane do mojego kolegi z wyznaniami miłości), ale postanowiłem być ponad to. I się udało.

          • http://hegemon.blog.pl/ Dawid Lasociński

            Postępowanie, które opisuje Malwina jest powszechniejsze, prawda. Lecz ja działam podobnie jak shelmahh, utrzymuję kontakty i nie mam problemu z nowymi partnerami moich ex. One chyba nie mają problemu utrzymywać dobrych relacji z moją obecną. Oczywiście od tej reguły są wyjątki. Współcześnie, gdy wieloletnie związki są rzadkością, może warto pogodzić się z faktem, że byliśmy ze sobą jakiś czas, a teraz nie jesteśmy i nauczyć się rozstawać we wzajemnym szacunku? Niełatwe, ale warto spróbować. Jeżeli byłem z jakąś kobietą kilka lat, a po rozstaniu na jej temat mam do powiedzenia tylko same inwektywy, to jak to świadczy o mnie? Fatalnie…

  • http://www.pionierka.pl/ pionierka|pionierka.pl

    No nieźle, to ja się związałam z typowym twardzielem i macho, a jak przyszło do rozstania to było dokładnie odwrotnie. Ja pod kocem tonęłam we łzach, wychodziłam tylko po to, żeby dolać sobie wina i ewentualnie wyjść z psem. Po wino oczywiście. Co godzinę wykręcałam koc do wiaderka i brałam następny. I tak przez miesiąc. Mój ex rozkwitał z nową ukochaną. Rok później. Ja rozkwitam, zdobywam świat, oczywiście nadal jadam kolację w środku nocy i nie fkam na fitnessach, bo zawsze mnie to nudziło. On? W sumie nie wiem. Wiem tylko, że co pewien czas dzwoni, żeby poopowiadać, że chyba się do związków w ogóle nie nadaje. Albo żeby zapytać w pierwszy zimny dzień, czy noszę czapkę i rękawiczki i łykam witaminy :)

    • Justyna

      Kiedyś Ci pisałam, że czasem trafiam na Twoje komentarze i bardzo je lubię. Niesamowite, w ogóle mi do Ciebie nie pasowały łzy po rozstaniu i ogólne rozbicie. (Rozumiesz, opieram się na lekturze samych komentarzy, no ale jednak ;))

      • http://www.pionierka.pl/ pionierka|pionierka.pl

        Jestem cyborgiem, ale mam wbudowany bardzo zaawansowany system wydzielania łez :) Serio wydaję się taka pozbawiona ludzkich słabości?

        • Justyna

          Czy bycie cyborgiem z definicji nie mówi o niepłakaniu? ;))
          Fajna babka z Ciebie, ot i wniosek.

    • Kalutka

      Z mojego dosiwdczenia wynika, ze do mężczyzn pózniej dochodzi, ze to już koniec i na początku to oni są twardzi, ale po jakimś czasie role sie odwracają i gdy kobieta już poszła do przodu, to wtedy facet sie rozpada i szuka kontaktu.

      • http://Adresspamowy.wordpress.com Johnny Mnemonic

        o to, to

  • Mygramatyczninazisci

    Malv, sorry za czepialstwo, ale dzida to tępa bedzie ;)

    • http://www.malvina-pe.pl/ Malvina Pe.

      To celowy błąd. Krążył po internetach. Służy wskazaniu, że ktoś jest wyjątkowo tępą dzidą :D

      • Mygramatyczninazisci

        Ależ ja nieinternetowa ostatnio ;_;
        Zwracam honory :D

  • eM

    czytam od jakiegoś czasu ale chyba pierwszy raz skomentuję ;) bo mnie rozśmieszyło, że teraz co druga pisze „to ja chyba jestem facetem, bo nie rozpamiętuje etc.”. dziewczyny – g…. prawda ;)) niech pierwsza rzuci kamień ta co to nigdy ale przenigdy nie zrobiła żadnego emocjonalnego głupstwa, nie zatelefonowała po pijaku do exa, nie wysłała rozpaczliwej wiadomości, nie wykasowała z FB (żenada roku ;)), nie żaliła się kumplom/kumpelom nad butlą wina etc.
    to, że udajemy twardsze niż jesteśmy nie wynika z „bycia chyba facetem” tylko z używania do myślenia więcej mózgu a mniej serca ;) moim zdaniem myślenie sercem jest domeną humanistów, a nie tylko kobiet ;) chociaż to zapewne też duże uogólnienie.

    • ktoś

      Soł tru :) Ex mojego faceta wpisywała do niego przez pół roku żeby do niej wrócił jak się dowiedziała, że jesteśmy razem. Później widziałam gdzieś jej wypowiedź, że ona nie ma problemu z zakończeniem związku. Że zawsze przychodzi jej to z łatwością i odcina się nie robiąc z tego dramatu :) Nie wiem kogo chciała oszukać. Chyba tylko samą siebie.

  • http://alexisross.com/ Alex Ross

    Hmn jak tak to czytam to się zastanawiam czy jestem facetem. Moja logika jest bardziej męska niż mi się wydawało. Rzeczy zabiera się raz, wspólne kawałki można usunąć etc. Nie wiem dlaczego kobiety lubią się tak katować.

  • Didi

    A ja jestem babą i trzaskami drzwiami tak że okna wywala, jedynie moje uczynne znajome uwielbiają się pastwić opowiadając z kim to mojego ex nie widziały i roztrząsać, a mi to lotto. To znaczy żem chłop nie baba? Ale z porównywaniem święta prawda i to nie tylko do obecnych, byłych. przyszłych – generalnie to pandemia na którą cierpi każda laska póki nie zacznie posuwać nogami z przeszczepionym biodrem. Mnie porównywanie się strasznie wkurza, ale samo się dzieje i choćbym nie chciała to zawsze z tyłu głowy wiem, że nogi to bym już mogła mieć chudsze a i tyłek jak tamta by nie zaszkodził…

  • ta nowa

    Jakbym czytała o ex mojego mężczyzny :) Jak mnie poznał tamta nagle sobie o nim przypomniała i chciała powrotu, chociaż kilka tygodni wczesniej był dla niej zerem…Najpierw chciała spotkania i pomocy w „psich” zakupach… (bo ma psa ale worka karmy sama nie będzie targać) Jak kilka razy ją olał zaczęły się teksty „po co udajesz że jesteś z nią szczęśliwy” „to co jest miedzy wami nie dorównuje temu co było między nami” itd … Wywody jak na rozprawce z matury :p Jak jej napisał że jest ze mną szczęśliwy i nie chce tego spierd*lic to się w końcu odczepila :)

  • OnaOna

    Hmm… ciężko powiedzieć. W moim przypadku było to chyba 50/50… z tym, że cała ta relacja ciągnęła się jeszcze rok po rozstaniu, po pewnym czasie mój ex pisał do mnie prosząc o spotkanie/zapraszając mnie do kina/na kawę w góry/spacer – zaprotestowałam mówiąc że sobie nie życzę (byłam w tedy dumna z siebie udając niedostępną a jednocześnie pewna, że nic do tego człowieka już nie czuję). Kontakt się urwał i kilka miesięcy później dowiedziałam się że w zawrotnym tempie ułożył sobie życie z jakąś dziołchom którą zna już przeszło kilka lat. W tedy dopiero odczułam jak budzą się we mnie uczucia i do tej pory zdarza mi się że myślę i wspominam…

  • kokola

    W sumie racja. Moja znajoma rozstała się z chłopakiem. Kiedy zobaczyła, że ma nową dziewczynę, czaczęła histeryzować („jak ten cham mógł ją przyprowadzić?!”), a on? Tylko na nią spojrzał i poszedł do nowej laski. Więc coś w tym jest.

  • Tomi

    Ja mam taki sposób, że traktuję czas spędzony z byłymi jak czekoladę, którą od niej dostałem: było smacznie, miło, ale się skończyło.

    Nie ma żali (no bo przecież nikt mi nic złego nie zrobił), a nawet cieszę się z tego co było i życzę byłym, żeby sobie jakoś fajnie ułożyły życia. Ale nie specjalnie się tym interesuję, bo patrząc wstecz można nie dostrzec tego co jest przed Tobą. A przecież tyle wspaniałości jeszcze na mnie czeka :P

  • lolek

    Po rozstaniu facet pocierpi i zapomina. Kobieta do cierpienia dojrzewa. – bardzo trafne. Teraz to ja mam ją gdzieś, a ona juz nie. Sęk w tym, że to ona pojechała z obcym facetem. Zrobiła głupotę i zobaczyła ze zamieniła siekierkę na kijek. I dobrze jej tak.

  • nic ważnego

    Na świecie jest ok. 7,5 miliarda ludzi – miliardy kobiet to lekka przesada ;-)

  • mii

    A ja rozpamiętuje, analizuje, dobijam się, ale nie powiedziałabym, że to takie po nic. Po pierwsze, chciałabym wyciągnąć z rozstania jakieś wnioski, sprecyzować co było źle i w którym momencie dokładnie oraz z jakiego powodu się spieprzyło, gdzie jest ta moja cegiełka. A później przejść przez problem tyle razy aż mi się zacznie nim odbijać, aby żyć bez wyrzutów w swoją stronę. Nie jest to może podejście najłatwiejsze i najmilsze, ale wydaje mi się (dla mnie!) najskuteczniejsze, aby klamka zapadła.

    Co do tempej dzidy, to widziałam jeszcze określenie tempa szczała, jako skrajnie tępa dzida ;)

    • Rozi

      Życie Ci ucieka, kobieto! :)
      Nigdy nie trafisz na takiego samego mężczyznę, o takich samych cechach charakteru, a co za tym idzie – reakcjach na pewne rzeczy. Zatem, niektóre wnioski tylko zaśmiecą Ci głowę, bo bazujesz na byłym związku, a nie potencjalnymi kolejnymi. Nie przydadzą się zupełnie do niczego.
      Koniec to koniec. Po co roztrząsać. Sama przyznajesz, że to nie najłatwiejsze podejście.
      Odpuść. I żyj.

      • mii

        Mogę robić kilka rzeczy na raz ;) to nie jest siedzenie w pokoju i słuchanie jakiejś playlisty wspomnień, czy nic w tym stylu, ale uważam, że jeśli nie przemyślę (głównie swoich) zachowań, to jest to w jakiś sposób brak szacunku dla tej drugiej strony. Pokazuję wtedy podejście „a chuj tam, było minęło”. To jest po prostu niewiarygodnie przykre, jakby ten człowiek przez tak długi czas nic tak naprawdę nie znaczył. Oczywiście, że koniec to koniec, jeśli się tak zadecydowało to nie ma odwrotu, ale naiwnie chciałabym pokazać palcem jak dziecku: tu i tu mnie skrzywdziłeś, przeproś! Dla dobrych relacji późniejszych jest mi to potrzebne, a nie dla powrotu do przeszłości. Skoro wymagam czegoś takiego od kogoś, to ciężko żebym nie wymagała od siebie, stąd wszelkie przemyślenia i przeżywanie ;)

        Masz rację, że nie trafię na drugi taki sam egzemplarz, ale zyskuję wiedzę, że jakieś moje działania mogą (choć nie muszą) być odbierane w określony sposób, na co sama bym nie wpadła. To już dużo. Uczę się też z jakimi cechami żyć nie mogę i staram się nie wpadać z deszczu pod rynnę ;)

        • http://Adresspamowy.wordpress.com Johnny Mnemonic

          To jest dla mnie osobiście chyba najważniejsza refleksja po rozstaniu – mocno sobie uświadomić co jest dla mnie absolutnie nie do zaakceptowania u drugiego człowieka. I za wszelka cenę się tego trzymać, choćby wydawało się że jest nie wiem jak zajebiście! A druga sprawa – co jest dla mnie nie do zaakceptowania we mnie samym – i wtedy po prostu zacząć to zmieniać (patrz – „Zmiana” u mnie).

          • mii

            I mocno to jest dla mnie w Twojej wypowiedzi słowo-klucz. Nie uświadomię sobie tak naprawdę, jeśli nie poświęcę temu czasu i wysiłku.===> „rozpamiętywanie”

            Patrząc na te wszystkie komentarze, w 90% mówiące o tym, że po co rozpamiętywać, po prostu boli mnie wszystko. Czemu to jest niewiarygodnie smutne tylko dla mnie? Jak można przekreślić tyle lat/miesięcy czy choćby nawet tygodni związku bez cienia wniosków? Bo łatwiej jest przejść nad tym bez refleksji? bo mniej boli, jak się nie zastanawiasz? ale czy to jest powód, aby nie pracować nad sobą?

  • Daniel B

    Tak właśnie to działa.

  • Magdalena Badura

    Nosz kurwa. Trafione w punkt. Perfect timing !

  • Paula Paulina

    Właśnie przeżywam rozstanie kompletnie odwrotne do tego wpisu czyli niestereotypowe. Oboje tak samo byliśmy zaangażowani (co może być za zaangażowanie po kilku tygodniach?). Ja przeszłam nad tym do porządku dziennego, ten rozpacza, wypytuje, wydzwania. I nie, nie wydzwania do mnie. Do innych osób pytając co u mnie. Łaj? Nie mam pojęcia.
    Ogólnie nie ogarniam takich ludzi. Nieważne czy to facet czy laska. Skoro coś kończysz to po co rozgrzebywać stare rany? Nie wiem może mam za dużo męskich pierwiastków, ale dla mnie jak temat jest skończony to jest skończony definitywnie, a nie lekko przykurzony, ale na tyle świeży, że można do niego wracać. Albo koniec albo jesteśmy nadal razem. Tu nie ma półśrodków, bo i przyjaźni po rozstaniu z reguły nie ma.

  • DeL

    Juz nie moge doczekac sie wpisu o „Ex-ach” aktualnych partnerow. Bo z tym chyba rowniez kobity maja problem, co nie? Czy to tylko ja?

  • Warrior

    Super się czyta ;) Brawo oby tak dalej. I taka prawda jak to się czyta.

  • http://Adresspamowy.wordpress.com Johnny Mnemonic

    U mnie to aktualnie wygląda tak, że generalnie to mnie mało obchodzi moja była narzeczona. Czasem mam ochotę się jakoś odegrać na niej, ale generalnie to mnie ani jej życie nie interesuje, ani jej nowy związek (wyszła za mąż dość szybko po naszym rozstaniu). Acz nie ukrywam, że odczułbym chyba złośliwą satysfakcję jakby jej się noga w życiu powinęła i chłop by jej nie pomógł. Bo tak właśnie było z nami – rozchorowałem się i straciłem pracę, a ona mnie wyrzuciła wtedy jak brudną szmatę (po 5 latach związku), nie potrafiła nawet ręki wyciągnąć żeby mi pomóc. A życie czesto jest okrutne i nie zostawia takich rachunków nie wyrównanych… W sumie to życzę jej szczęścia, tylko mam smutne przeczucie że jeszcze jej los spuści spodnie przez głowę i będzie płacz i zgrzytanie zębów.

  • mii

    A może to po prostu jest tak, że budzi się w nas kobietach tzw syndrom psa ogrodnika? Może chcemy być adorowane do końca swoich dni? Póki facet sobie nie radzi to w jakiś pokręcony sposób nam schlebia, a jak zaczyna żyć, to chcemy go z powrotem, bo już świat nie kręci się wokół nas?
    Niezbyt pochlebne stwierdzenie z ust kobiety, ale w tej wypowiedzi nie chodzi mi o to, że kobiety są be, złe i w ogóle, lepiej nie podchodź, tylko po prostu nam stereotypowo bardziej zależy, bardziej się angażujemy, stąd większe emocje przy rozstaniu?

  • Kuba3

    Specjalista od związków nie jestem ale po sobie widzę, że na sposób i długość przeżywania rozstania spory wpływ ma powód rozstania.

    Przypadek nr 1 – jeśli doszło do zdrady wydaje mi się, że wkurw… pozwala na szybsze pogodzenie się z rozstaniem. Obrzydzenie a czasami wręcz nienawiść potrafi szybko wyleczyć chyba, że osoba zdradzona jest ślepo zakochana i wybacza bez chwili namysłu.
    Przypadek nr 2 – powodem rozstania jest wygaśniecie uczucia jednej ze stron lub powody, które dla osoby odrzuconej wydaja się być błahe. Osoba, która dalej coś czuje przeważnie nie potrafi pogodzić się z rozstaniem i długo męczy się z tym a przy okazji i otoczenie.

    Dobrze ktoś z kolegów zauważył, że schemat przedstawiony przez Malwinę nie zawsze ma pokrycie z rzeczywistością i kobieta może zachowywać się jak opisany przez autorkę facet i odwrotnie.

    Co do przemyśleń nad powrotami wydaje mi się, że zazwyczaj jest tak – na początku dochodzi do zachłyśnięcia się wolnością i jeśli w tym okresie poznamy kogoś ciekawego i godnego zainteresowania to przy mniejszej lub większej odrobinie szczęścia jesteśmy w nowym związku. Jeśli zaś nowe znajomości okazują się porażkami coraz częściej przechodzi nam przez myśl chęć powrotu do ex. Bo jednak nie był/była taka zła w porównaniu do tych, których w ostatnim czasie poznaliśmy.

    życie jest przewrotne i nie przewidywalne.

  • http://jazlo.us/ Przemek Jażło

    „…kilkadziesiąt miliardów innych kobiet na świecie” – niestety obawiam się, że nie jest Was ślicznotek aż tak dużo na tym świecie ;)

  • Mr D

    So true Malvina, każda pochopnie podejmowana decyzja skutkuje potem wątpliwościami … może w tym problem a może jak napisał twój przyjaciel nr 2 … chociaż nie wierzę w ogólniki … sa zawsze wprawdziwe gdzieś jak nie u nas to u sąsiadów albo na Antarktydzie :)

  • Malwina

    …celebrują własny ból osiągając level high psychicznego masochizmu. Masz Przeteksty Malvina:D