Dajesz szansę nie temu facetowi

Bywa, że dostaję od Was maile z pytaniami: „czy to ze mną jest coś nie tak, czy może jednak z nim?” i podajecie przykłady. Że on na randki z Tobą zabiera koleżankę. Albo że wciąż nie reaguje, kiedy jego matka odnosi się do Ciebie protekcjonalnie. Że nie chce mu się z Tobą rozmawiać nawet wtedy, kiedy jest problem i od tygodnia śpicie w osobnych łóżkach. Obserwuję też kobiety z mojego otoczenia. Ich oczekiwania co do facetów oraz schemat „trzy randki i do widzenia”. I wbrew temu, co uparcie twierdzicie, drogie Panie, to nie jest tak, że „nie macie szczęścia do mężczyzn” [szczęścia można nie mieć w ruletce, a nie w relacjach z innymi ludźmi]. W związku to kobieta i mężczyzna rozdają karty i sami decydują, czy będzie poker, czy fakap. A skoro u Ciebie jest fakap, to znaczy, że wchodzisz w to nie z tymi facetami, co trzeba.

 

Mężczyzna vs siusiak


Zasady są proste:

Jeśli facet składa obietnice, z których nie chce lub nie potrafi się wywiązać, to jest siusiakiem, a nie mężczyzną.

Jeśli facet wyładowuje swoją frustrację i agresję na Tobie/dziecku/innych ludziach tudzież zwierzętach, to jest siusiakiem, a nie mężczyzną.

Jeśli facet nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje działania, ponosić konsekwencji własnych czynów i wyciągać wniosków z własnych błędów, to jest siusiakiem, nie mężczyzną.

Jeśli facet uzależnia swoje życiowe powodzenia bądź niepowodzenia od innych, a nie od siebie, to jest siusiakiem, nie mężczyzną.

Jeśli facet nie potrafi sprawić, że kobieta czuje się przy nim kochana, piękna i bezpieczna, to jest siusiakiem, nie mężczyzną.

To, co ten facet nosi, na którą głosuje partię, czy skończył studia, słucha rapu oraz zna filozofię transcendentalną Kanta, ma tu naprawdę trzeciorzędne znaczenie.

 

Kobieta vs dzida

 

Tymczasem czytając Wasze maile i prowadząc rozmowy z moimi mniej lub bardziej bliskimi koleżankami, odnoszę wrażenie, że niektórym z Was popierdoliły się priorytety w ocenie mężczyzn. Robicie problemy z tego, co tak naprawdę problemem nie jest, usprawiedliwiając zachowania, które rzeczywiście stanowią podstawę do tego, żeby poważnie zastanowić się nad sensem związku.

Przykład?

X. Przez prawie cztery lata była z facetem, który trzy razy wylatywał z pracy za spóźnienia i niewywiązywanie się z obowiązków. Ale nie rozstała się z nim dlatego, że był nieodpowiedzialny i życiowo nieogarnięty. Dla niej największym problemem był fakt, że jej Misio czasami spojrzał z uznaniem na inną kobietę.

Y. Umawia się na randkę średnio dwa razy w miesiącu, a jest sama od prawie pięciu lat. Dlaczego? Bo wciąż biega za facetami, którzy systematycznie spuszczają ją w kiblu, czyli bardziej dosłownie:  traktują jak gówno. I co z tego, że Roman tak o nią zabiegał, skoro się z nim nudziła? Nie odrzucał jej telefonów i nie oświadczał po raz czwarty w tygodniu, że to koniec, więc nie było adrenaliny, nie było emocji… Z kolei Marian nie miał w zwyczaju zaskakiwać jej małymi niespodziankami i był taki przewidywalny… A przecież wiadomo, że prawdziwy związek to pierdolnięcie, namiętność, rozdzieranie na sobie ubrań, nieprzespane noce i zapłakane oczy.

No i Zet. Januszowi wybaczyła zdradę. Andrzejowi nie była w stanie wybaczyć, że ma niższe IQ.

Zasady są proste. Jeśli kobieta nie wie, co jest dla niej dobre, oczekuje od mężczyzny, że będzie czytał w jej myślach oraz szuka takiego, który spełni wszystkie punkty z checklisty „Księcia na Białym Koniu”, to jest dzidą, a nie kobietą.

 

Kilka ważnych pytań

 

Nie wiem, czy to kwestia trafienia na odpowiedniego gościa, czy może fakt, że współczesne kobiety (i mężczyźni) dojrzewają psychicznie i emocjonalnie w okolicach trzydziestki, ale mam wrażenie, że właśnie teraz, na moment przed zmianą prefixu, mój świat z dnia na dzień staje się prosty jak konstrukcja cepa.

Żeby wiedzieć, czy dajesz szansę odpowiedniemu człowiekowi, wystarczy zadać sobie kilka prostych pytań.

Czy mu ufam?

Czy czuję się przy nim bezpiecznie?

Czy mogę liczyć na niego w kryzysowej sytuacji?

Czy jest mi z nim dobrze?

Czy chcę przy nim stawać się lepszym człowiekiem?

Bo w życiu chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Zaufanie. A na końcu o miłość.
I już.

 

Fot. Rémi Walle, Unsplash.com

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • KaEs

    „Bo w życiu nie chodzi o stabilność i bezpieczeństwo, bo życie nie jest
    stabilne I bezpieczne, cokolwiek nam się na ten temat wydaje.

    A na koniec I tak pamiętamy te rzeczy które były niestabilne i 
    niebezpieczne.”

    • Kto Ci takich głupot nagadał? :)

      • Janson

        Twój niedawny guru, Piotr P. :)
        A już dawno, z pozycji faceta pisałem Ci że Twój blog – traktujący często o tej samej tematyce(czyli macica, jej właścicielka i aspiranci, spisane językiem wysokopoziomowym, oderwanym od biologicznych faktów) – jest znacznie fajniejszy, mądrzejszy i o niebo lepiej pisany niż „pokolenieikea”. No dobra, to ostatnie akurat śmiesznie proste…

        • Piotruś nigdy nie był moim guru, ale to ma akurat najmniejsze znaczenie. Dziękuję za miłe słowo, polecam się na przyszłość :D

          • Mateusz Buchta

            „Bo w życiu chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Zaufanie. A na końcu o miłość.
            I już.” – Nie zgadzam się z tym. W życiu nie chodzi o to by dożyć spokojnie i bezpiecznie do emerytury, lecz o to by się czuło, że się żyje. By po większości, ale NIE wszystkich dniach móc powiedzieć sobie, że zrobiłem coś zajebistego, że przeżyłem ekscytującą przygodę, że poznałem wartościowych i ciekawych ludzi, nauczyłem się czegoś nowego. Tylko wtedy się człowiek rozwija, a taki jest sens naszego życia- rozwijać się i być szczęśliwym. Jeżeli jesteśmy wstanie to wszystko robić wspólnie z druga osobą to jest to prawdziwa miłość, która umożliwia nam wzniesienie się do granic naszych możliwości. Jeżeli oczekujecie drogie panie tylko bezpieczeństwa i zaufania to po prostu chcecie założyć spółę cywilną z druga osobą – czego nikomu nie życzę.

          • Mateusz, ile Ty masz lat? 16?

          • Mateusz Buchta

            Malvina, jestem twoim rówieśnikiem. Mamy zupełnie inne priorytety i tyle. Dla mnie najważniejsze jest szczęście, które zazwyczaj osiągam przez rozwijanie się, a rozwijanie się to poznawanie nowych punktów widzenia, doświadczanie nowych przeżyć, oraz dokonywanie zmian i co jest z tym nierozerwane, podejmowanie ryzyka. Dla Ciebie najwidoczniej bezpieczeństwo, zaufanie i domyślam się, że też spokój. Dla każdego dobre jest coś innego, jedni lubią sami coś tworzyć i starać się coś zmienić oraz brać z życia jak najwięcej się tylko da. Inni natomiast preferują postawę konformistyczną spełniając się będąc z druga osobą, która jest dla nich tylko lokatorem, ale jest bezpiecznie i stabilnie. Żyjąc w ułudzie bezpieczeństwa, oczekując na kolejny taki sam dzień. BTW. nie jestem trolem, zazwyczaj lubię Twoje teksty i uważam, że piszesz ciekawie ;)

          • Nie rozumiem, jak poczucie bezpieczeństwa i miłości w związku miałoby wykluczać podejmowanie wyzwań i ryzyka w życiu? Właśnie mając taką osobę obok siebie: energetyczną, znającą własną wartość, odpowiedzialną i będącą oparciem, można zajść jeszcze dalej niż w pojedynkę. Daleko mi do zasiadania w ciepłych kapciach z mężusiem przed telewizorem – skoro czytasz moje teksty, powinieneś to wiedzieć ;)

          • Mateusz Buchta

            Właśnie w tym sedno, że najpierw powinna być miłość, a dopiero później naturalnie wywodzące się z niej poczucie bezpieczeństwa w odniesieniu do związku, a nigdy na odwrót. Dlatego tak bardzo nie zgadzam się z ostatnim zdaniem Twojego tekstu.

          • Mateusz, chyba nie do końca zrozumiałeś, co autor miał na myśli. Nie wartościuję tych trzech elementów, nie przypisuję im rangi. Moim zdaniem bez poczucia bezpieczeństwa i zaufania nie ma miłości. Dlatego wymieniłam ją na końcu.

          • Na dnie Oceanu Spokojnego, w Rowie Mariańskim żyją sobie rurkowce.

            Nic nie ryzykują i nic sie nie zmieniają. I żyją sobie całkowicie bezpiecznie od milionów lat. Po prostu sobie żyją. :P (taki lewacki raj :P )

      • Michał

        Ten Pan powiedział mi coś podobnego.

        https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke

    • S

      Wydaje mi się, że w tym wypadku bezpieczeństwo odnosi się do wsparcia od drugiej osoby, a nie o bezpieczeństwo typu zagwarantowanie zatrudnienia i wyeliminowanie całkowicie zagrożenia konfliktem zbrojnym. W pierwszym wypadku takie bezpieczeństwo jest możliwe w tym drugim faktycznie nie ma takiej gwarancji. Nic nie jest wieczne.

  • Świetny tekst! Bardzo na czasie i bardzo ogarnięty. Obserwując znajomych ciągle się zastanawiam, jakie oni mają priorytety w związku, że (1) są zawsze sami, (2) są zawsze nieszczęśliwi. Ale skoro już wiemy, co tak naprawdę jest najważniejsze, to co może zrobić taka „dzida”, która potrzebuje silnych emocji ( i poryczeć przez faceta co najmniej raz w tygodniu)?….
    Pozdrawiam Malvina.pe!! Jesteś świetna w tym, co robisz!

  • rudasek

    Fajny tekst, ale nie zgadzam się z punktem o Zet i Andrzeju – niższe IQ jest wbrew pozorom poważnym problemem, bo jeśli ktoś nie rozumie Twoich żartów, aluzji czy nieco bardziej złożonych zdań, to bardzo przepraszam, ale taki związek nie ma szans się udać. Rozpadnie się prędzej czy później, bo jeśli człowiek zaczyna się nudzić intelektualnie w związku to choćby nie wiem jak było bezpiecznie i różowo, w końcu znajdzie kogoś, kto nie będzie się głupio uśmiechał słysząc słowo ‚homo sapiens’ i zrozumie, że serduszka i kucyki to nie wszystko.

    • Ja nie mówię o różnicy typu „Nie jestem zwolennikiem idealizmu platońskiego” vs „Yyyy… czy tu dajo kiełbase?”. Mówię o tym, że jej facet był trochę mniej elokwentny od niej, ale przy tym był zabawnym, interesującym i fajnym człowiekiem.

  • Asza

    Malwino, spadłaś mi z nieba, wpis tak adekwatny na dzień dzisiejszy dla mnie, że mogłabym Cię posądzić o czytanie w myślach! Masz łeb, dziewczyno :D

  • aka03

    na chwilę obecną rewelka ;) jak dla mnie dziewczyna poważnie czyta mi w myślach

  • Paulina Kuc

    też dziś o tym napisałam, tyle że po angielsku – https://littlepe.wordpress.com/2015/05/13/fast-relationship-26/ .

  • kulesz

    kolejny świetny tekst.. pozdrawiam

  • magdaalen

    „Czy chcę przy nim stawać się lepszym człowiekiem?” – i o to chodzi i o to chodzi.
    strasznie jestes madra Malvina, nie wiem skad, ale dajesz rade :)

  • jola

    Siedzę sobie z koleżanką w pracy, czytam Twój tekst, przesyłam jej fragmenty, bo już chyba czytamy sobie w myślach i ten tekst aż mi chce przypierdolić po łbie, czemu jestem taka głupia. Domyślam się, że pasuje do tysięcy kobiet, szkoda, że nie dotrze to do aż tylu, bo czasami trzeba zderzyć się ze ścianą, żeby uświadomić sobie coś wprost, a nie udawać, że jest ok. Z wiekiem uczę się, żeby życie upraszczać, bo my kobiety lubimy wszystko komplikować do bólu, a później dziwimy się, że facet NIE WIE o co nam chodzi – no bo skąd ma kurwa wiedzieć, nie jest wróżką, ale czy to znaczy, że jest zły? Nie. Radzę każdej, która ma podobny problem jak z opisu, żeby przestała się przejmować głupotami (nieumyty talerz, nieodkurzone, nie przybił gwoździa wczoraj tylko jutro), bo życie jest krótkie i lepiej cieszyć się związkiem z facetem, a nie być 30letnią rozgoryczoną marudą – takiej nikt nie zechce…

    • m0gart

      To domyślanie się i telepatia to jakaś paranoja. Ostatnio rozmawiałem z pewną kobietą, która stwierdziła, że jeśli facet jest inteligentny, to się domyśli o co jej chodzi, a ona z myślenia nie ma zamiaru go zwalniać. Dodam, że ma jakieś 33 lata i gdy spotyka jakiegoś nowego faceta, to odhacza kolejne punkty ze swojej checklisty. Na razie nie trafił się taki, który by wszystkie wymagania spełniał ;)

      • Saint

        m0gart, na to jest świetna metoda. Trzeba walczyć jej bronią. A jak zapyta co nie tak, odpowiadasz: domyśl się :D To działa, testowane na …. kobietach :D

        A co do panny z checklistą, w miarę kolejnych upływających lat…….. wiesz co :) Życzę jej powodzenia! Takie omijamy szerokim łukiem :)

        • m0gart

          Na checklisty żadne życzenia powodzenia nie pomogą ;) Szeroki łuk jest jak najbardziej stosowany. Owej kobiecie przydałaby się lektura tekstu Malviny, ale na jej wymagania chyba nawet to by nie pomogło ;)

  • A.

    Czy to jednak ZAWSZE jest proste jak budowa cepa? A jeśli ktoś zawiódł nasze zaufanie, oszukał, zdradził, ale próbuje to naprawić? Jestem teraz w takiej sytuacji- brak poczucia bezpieczeństwa, strach, brak zaufania. A jednocześnie na szali wieloletni związek i miłość, która miała wszystko zwyciężyć (ja w to wierzyłam…), i która nie chce minąć, nie chce słuchać rozsądku. Zawsze myślałam, że w takiej sytuacji się odchodzi, że tylko idiotki wybaczają.Dopóki mnie to nie spotkało. Teraz… nie wiem. On żałuje i próbuje odbudować. Nie wiem czy to jest możliwe. Myśl o odejściu sprawia jednak, że czuję się, jakbym miała rozerwać siebie na pół. Nie potrafię przestać kochać. Jednocześnie ból i brak zaufania są ze mną w każdym momencie, i nie wiem, czy kiedykolwiek mnie opuszczą. I teraz nie wiem… jestem tępą dzidą?
    Naprawdę to jest takie proste??…

    • To nie jest proste. Dlatego teraz cierpisz. Ludzie odbudowują związki po zdradach. Ja bym nie potrafiła.

      Jak już podejmiesz decyzję, poczujesz spokój. Nawet jeśli ta decyzja rozerwie Ci serce. Zrób to, co dla Ciebie najlepsze. Ściskam Cię – też przez to przechodziłam. Będzie dobrze.

      • A.

        Dziękuję Ci…

    • m0gart

      A. – naprawdę chcesz być z człowiekiem, któremu nie ufasz i z którym nie będziesz – prawdopodobnie nigdy – czuć się bezpiecznie? Ja nie chciałem i nie jestem, chociaż też bolało jak cholera.
      Dasz radę.

      • A.

        M0gart,odpowiem Ci jak jedna z tych pipek,którymi zawsze gardziłam i uważałam,że brak im honoru:kocham go.nie potrafię przestać.nie potrafię odejść,gdy on żałuje,błaga,próbuje naprawić.Z drugiej strony:nie wiem czy potrafię jeszcze kiedykolwiek być z nim szczęśliwa.nie wiem co zrobię,ale tak jak napisały i P.-tego nikt za mnie nie będzie wiedział.chodzi mi tylko o to,że już tak kompletnie się pogubiłam że nie wiem -czy jeśli milość przestaje być prosta,przestaje być miłością?co z wybaczaniem w dzisiejszych czasach-czy to frajerstwo?ZAWSZE??

        • m0gart

          Wybaczanie nie jest frajerstwem.
          Ale zobacz, co sama napisałaś: „nie wiem, czy potrafię jeszcze kiedykolwiek być z nim szczęśliwa”. A jeszcze wcześniej, że ból i brak zaufania są z Tobą w każdym momencie. Do Ciebie teraz należy odpowiedź na pytanie, czy tego właśnie chcesz od związku – lęku i nieufności? Mnie, Malvinie czy komukolwiek innemu łatwo jest Ci doradzać, bo nie jesteśmy w Twojej skórze. To Ty poniesiesz konsekwencje swojej decyzji. Ale podejmij ją i trwaj przy niej, bo inaczej wahania i niepewność Cię wyniszczą.

    • P.

      A. wiem po sobie – to zdecydowanie nie jest proste… Ja swoje małżeństwo próbowałam odbudowywać 3 lata, bo miłość, bo dziecko, bo przecież każdemu należy dać drugą szansę… Jak się rozwiodłam rozerwało mnie na pół… Ale wiesz co? Dopiero teraz tak na prawdę wiem, że żyję. Zrobisz jak uważasz, ale pamiętaj – to musi być tylko i wyłącznie Twoja decyzja. Trzymam kciuki!

  • Marta O

    Malvina, uwielbiam Cię!!!!!!!!!!! Jesteś genialna dziewczyno!!!

  • Saint

    Już sam tytuł mnie dźgnął. Kurwa łaskawe księżniczki, dają szanse :P No to walnę Malwinie. Ale po przeczytaniu nie walnę :) To w dużej mierze jest racja, tylko to taka „dobra rada” która się nie spełni, bo emocje, emocje, emocje………. ważniejsze.

    Ale tak z drugiej strony nie byłbym sobą:
    Facet vs dzida w wersji standard

    Zasady są proste:

    Jeśli kobieta składa obietnice, z których nie chce lub nie potrafi się wywiązać, to normalka.

    Jeśli kobieta wyładowuje swoją frustrację i agresję na Tobie/dziecku/innych ludziach tudzież zwierzętach, to normalka.

    Jeśli kobieta nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoje działania, ponosić konsekwencji własnych czynów i wyciągać wniosków z własnych błędów, to jest ok, bo przecież chciała dobrze, nie? :D

    Jeśli kobieta uzależnia swoje życiowe powodzenia bądź niepowodzenia od innych, a nie od siebie, to jest wykorzystywana przez drani.

    Jeśli kobieta nie potrafi sprawić, że facet czuje się przy niej bezpiecznie, jest kochany, doceniany, i nie musi wkurwiać się o byle co, to lepiej niech…….. Zmilczę.

    Oczywiście, o ile facet jest tak tępy żeby tego nie zauważyć, lub tak zakochany żeby nie chcieć tego zauważyć i toleruje taki stan rzeczy.

    Pewien gość którego szanuję napisał tak:

    „Sam mógł przenosić góry, ale góra przeniesiona samemu nie wystarczy do 
    tego by czuć spełnienie. Wystarczy, żeby ona z tyłu trzymała termos z 
    herbatą a jej wkład w przeniesienie tej cholernej góry byłby większy niż
    jego! Dlaczego żadna z nich nie potrafi tego zrozumieć? Dlaczego?!”

    Tak mało a tak dużo.
    Saint

    • Saint, Kochany :D

      Ależ oczywiście, że: „Jeśli kobieta…., to nie jest kobieta, tylko dzida”. Po prostu akurat w tym tekście nie było już miejsca na taką wstawkę.

      Tak, jak napisałam. Związek to wspólna gra – albo wygrywamy wspólnymi siłami, albo razem robimy wielki rozpierdol.

      • Saint

        Nie podlizuj się Malv :D Co się odwlecze to nie uciecze i tak się Tobie dostanie, chociażby za to, żeś kobietą… Powód wystarczający, a tylko się wypuść za daleko na facetów…..

        A tak na serio. Jak zapewnić kobiecie emocjonalne szczęście na całe jej życie?
        Być emocjonalnym psychopatą. Robić jej naprzemienne stany euforii i dołka. Z nieba o glebę. Z piekła na niebiosa. Nie szanować, lekceważyć, być wyzwaniem. Czasem pokazywać ludzkie oblicze, ale na krótko. I tak całe życie można gotować w kociołku emocjonalnym, którym żywi się podświadomość kobiet.

        Nie mylić z przemocą fizyczną.

        • Olga

          Dużo racji, wiele jest takich dziewczyn (nie kobiet), sama tego doświadczyłam na sobie i już mi się odechciało. Myślę, że to jakiś etap w dojrzewaniu emocjonalnym, który warto przejść, ale w nim nie zostawać;) Jak się to widzi, to już ma się wybór, problem jest wtedy, gdy się uważa, że tak musi być, że to jest „prawdziwe” czy „szczere”. Pozdrawiam:)

    • m0gart

      Saint, cytując Ciebie: takie omijamy szerokim łukiem. Po cholerę nam niedojrzałe, damskie wersje Piotrusia Pana, nieodpowiedzialne i z wiecznymi pretensjami? Niech dalej siedzą w swoim bajorku żalu i frustracji, czekajac na wykastrowanego księcia, który wszystko wybaczy i niczego nie będzie wymagał.

      Czyj cytat przytoczyłeś?

      • Saint

        m0gart, ja to wiem, Ty to wiesz, niektórzy też to wiedzą. Problemem jest skala tego zjawiska, a to już masówka, niestety. A ostatnimi czasami co zagadam do 30+, to od razu z kieszeni wyciąga checklistę jak papier XXL, który nigdy się nie kończy :D Chociaż tyle, że się nie kryją i za dużo czasu się nie zmarnuje na rozpoznanie ;)
        Co do cytatu, to pewien mądry człowiek na pewnym forum. Niemniej nie czuję się upoważniony, do wklejania jakichkolwiek linków na podwórku Malv. No może z wyjątkiem obrazków i filmów oddających emocje, emocje, emocje…. :D

        • m0gart

          Rozwiązanie?
          Nie zagadywać do 30+.

          • Saint

            Jasne. Rozwiązaniem jest zagadywanie do 40+, które rozsypują się jak 10 letni Fiat Uno garażowany pod chmurką? Bo przez ostatnie 20 lat miały gdzieś sensowne żywienie? Bo przez ostatnie 25 lat wsmarowywały w siebie takie ilości chemii, że skóra już dawno powiedziała: „sorry, co złego to nie ja ale przegięłaś”

            Czy może do 20+ które są wiekowo i mentalnie na poziomie mojego syna? :D

            Innych opcji nie wiedzę, bo dla mnie to mus, żeby kobieta miała faceta minimum (jeszcze raz: minimum!) 10 lat starszego, bo inaczej głupieje.
            Tak, więc kombinuj czarodzieju, o ile Tobie się chce :D

          • m0gart

            Jednym słowem nie ma lekko ;)

          • a.

            Dzięki Panowie. Po 40 ce to już tylko emerytura ? Słabiutko… Lubię potańczyć, lubię aktywność i doceniam zdrowy styl życia. Taki obrazek; knajpa okołoportowa, na Mazurach. Północ. Facet jak z obrazka od godziny gapi sie na mnie jak balujemy z jakimś przypadkowym towarzystwem. Wreszcie zagaduje, i spędzamy fajnie razem czas do rana. Od tygodnia na jachcie jestem saute- kosmetyczka z cała zawartoscią przez przypadek została w domu. Zero fryzury – bo cały dzień padało i wiało. Strój wiadomo – legginsy, jakaś powyciagana bawełniana bluzka i pepegi z jasną, przyczepną podeszwą… A facet cały zagotowany:-) Nie bedę wchodziła w szczegóły. Skończyłam 50 lat i jak mam czas pobalować to jakos tak sie zdarza, ze najfajniej z panami o 15 lat młodszymi. Ale porozmawiać to jednak wolę z rownolatkami a wiązać się ze starszymi o owe 15 lat- bo sorry ale matkowanie małolatom na dłuższą metę zabawne nie jest. Nie wiem na jakie kobiety Panowie trafialiscie ale może tam, gdzie bywacie takie panny jedynie sie trafiają?Pozdrawiam

          • Łokietek

            Rozwinę to- jest ciężko

          • Myślałem o tym przez kawałek nocy i mam podobne niestety wnioski. Mam 38 lat, podobno wyglądam na -5, jestem wege, robię 10 km w 36 minut i biorę na klatę (prawie :P ) 100. To nie jest autoreklama; po prostu nie chcę sie zadawać z dziewczyną w moim wieku, która z jednej strony wydaje fortunę na kosmetyki i spędza codziennie 2 godziny przed lustrem, a z drugiem po prostu o siebie nie dba – jak ta z dowcipu „jaki wstyd przed Ryśkiem” – opona na brzuchu, celulit na d**ie, rozstepy i nietoperze pod pachami. A takich jest przytłaczająca większość. Ale pozostaje też świadomość – że związek z dziewczyną o 10 lat młodszą nie jest żadnym rozwiązaniem, bo nie wykluczone, że ona za 10 lat, też będzie właśnie taką raszplą za którą się trzeba będzie wstydzić przed Ryśkiem. Z zawodu jestem w-fistą i wiem że to się zazwyczaj zaczyna dużo wczesniej – od zwolnień z w-f w szkole…Już nie mówię o tym że (bez obrazy) ale dzisiejsze 28-latki to zazwyczaj mają we łbach fusy i ogórki małosolne…

            No i taka patowa sytuacja.

    • A.

      Też chciałam zapytać – a z baby nie może być siusiak? Baby chyba nie mają monopolu na narzekanie co? :)

    • Genialne

  • beata

    Mój świat też od zawsze był prosty, ale mam wrażenie, że określiłabyś go tym z popierdolonymi priorytetami ;)
    Bo w związku z tym, że generalnie sama też się dobrze bawię w życiu, potrafię o siebie zadbać i poradzić sobie z każdym kryzysem – od faceta chcę czegoś innego, przede wszystkim tego pierdolnięcia i emocji towarzyszących miłości romantycznej. Taka chemia (ale żeby nie było – nie utożsamiam jej z chucią) naprawdę wskazywała mi niesamowicie wartościowe i prześwietne osoby! Bycie z fajnym, poczciwym facetem i wspólne „budowanie” miłości to dla mnie kompletnie nie ta droga…

    • Może właśnie dlatego te wartościowe i prześwietne osoby poszły dalej w swoją stronę…?

      • beata

        Myślę, że raczej potrzebowaliśmy się na określonych etapach w życiu, ale to jeszcze nie było coś na zawsze :)) A nie chcę tworzyć związku dla związku, zamiast związku z człowiekiem.
        Poza tym nie wydaje mi się, żeby któreś rozwiązanie (najpierw miłość, później zaufanie czy bezpeiczeństwo vs. najpierw zaufanie/bezpieczeństwo, później miłość) było obiektywnie lepsze czy gorsze. Mamy różne potrzeby i wszystkie są według mnie w porządku, tak długo, jak nie krzywdzimy tej drugiej osoby (ani siebie :)).

        • Nie wartościuję tych trzech elementów, nie przypisuję im rangi. Moim zdaniem bez poczucia bezpieczeństwa i zaufania nie ma miłości. Dlatego wymieniłam ją na końcu.

    • m0gart

      Jeśli ktoś jest faktycznie wartościowy i prześwietny, to w pewnej chwili dochodzi do wniosku, że chemia i miłość romantyczna nie wystarcza. Może to i sprawia frajdę, ale w końcu człowiek dojrzewa i chce czegoś więcej, chce pójść dalej, wejść na kolejny poziom. Na Ciebie też przyjdzie pora i zmienią Ci się priorytety ;)

  • Zawsze jak przeczytam Twój tekst nie mogę wymyślić żadnego sensownego komentarza, bo do głowy przychodzi mi tylko – świetny i prawdziwy! Za każdym razem czuję się jakbym doznała jakiegoś olśnienia ;)

  • m0gart

    Problem w tym, że u ludzi najpierw grają emocje, a dopiero później do głosu dochodzi rozsądek – a i to nie zawsze. Na początku jest wielkie zakochanie, och i ach, mój misio, moja żabcia. Ale czasami w pewnym momencie misio swojej kobiecie zaczyna ciągle dogadywać i docinać przy znajomych, a żabcia zaczyna mieć wieczne pretensje o najmniejsze pierdoły i wszystko zawsze wie lepiej. Wtedy czas usiąść, zrobić podsumowanie problemów i zastanowić się, co można zaradzić. Bo takie sytuacje są już objawami, a nie przyczynami. Przyczyną może być niska samoocena misia albo to, że żabcia nie potrafi artykułować tego, co naprawdę czuje. I się robi szambo, a żadne z nich nie widzi drogi wyjścia.

    Widuję masę takich związków. Ludzie są ze sobą tylko dlatego, że dawno temu było im przez chwilę fajnie, a teraz nie mają na tyle siły, żeby powiedzieć „Stop! Ja już tak nie chcę”. Nie rozmawiają o swoich emocjach, nie mówią wprost, co im przeszkadza, czego pragną, jakie mają oczekiwania i potrzeby. Mówią „daj mi, uszczęśliw mnie”, ale sami nie mają bladego pojęcia, jak to zrobić.

    To brzmi jak straszny slogan, ale naprawdę trzeba najpierw poznać dogłębnie samego siebie, żeby stworzyć pełny, zdrowy, fajny związek.

    Checklista Malviny świetna jest. Bo miłość w końcu wygasa, wbrew temu co od dzieciństwa wmawiają nam romantyczne bajeczki. Tekst „I żyli długo i szczęśliwie” to czysta hipokryzja, bo związek nigdy nie działa sam z siebie. Myślenie „kochamy się, więc jakoś to będzie” dowodzi o totalnym braku wyobraźni.

    • My z Malv sobie wypracowaliśmy system sprawnej komunikacji i rozmawiania o wszystkim co nas trapi zanim jeszcze drobnostki urosną do rangi wielkich problemów. I się to sprawdza doskonale. Nie da się funkcjonować w wiecznej euforii i uniesieniu, ale da się tworzyć szczery, otwarty i mocny związek, zbudowany na solidnych fundamentach szczerości i posiadania wiedzy o różnych niewygodnych faktach z dotychczasowego życia. Wychodzimy z założenia, że nie ukrywamy nic przed sobą, po to właśnie, aby móc to przetrawić i tworzyć wspólnie przyszłość, a nie rozgrzebywać przeszłość i różne fakty, które dziś już nie mają większego znaczenia.
      Co do „żyli długo i szczęśliwie”, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Właśnie to jest największy błąd wpajany nam od dziecka przez bajki Disneya itp. Że niby najpierw ludzie za sobą latają, ubiegają się o swoje względy, mają różnego rodzaju przeszkody i potyczki na drodze, których pokonanie prowadzi do umocnienia związku i ślubu po których następuje ta magiczna formułka. Totalny bullshit, bo nigdy nie osiąga się stanu wiecznego szczęścia i nie da się określić jednego punktu na osi czasu, od którego nagle wszystko będzie się wiodło po naszej myśli. Związek to ciągła praca nad sobą i dlatego nie należy nigdy osiadać na laurach i traktować go w kategorii „byłem, zdobyłem, teraz nie muszę nic więcej robić”.

      • m0gart

        Ludzie często powtarzają formułkę, że „komunikacja w związku jest najważniejsza”, ale równie często zupełnie tę komunikację lekceważą. Ponoszą ich emocje, obrażają się, robią sobie ciche dni, każą drugiej stronie domyślać się o co chodzi. To nie prowadzi do niczego dobrego. Tym bardziej cieszę się, że u Was to zadziałało.
        Co do rozmawiania o drobnostkach – to chyba jedyna słuszna metoda, by rozprawiać się z problemami, póki są małe. Niestety często drobne problemy odpuszczamy, bo wydaje nam się, że same się rozmyją. Co z tego, że on mnie zlekceważył na imprezie albo że ona olała mnie, gdy byłem chory? Ot, detale, odpuszczę, bo on/ona pomyśli, że się czepiam. Ale jeśli o tym nie porozmawiamy od razu, nie wypowiemy, jakie emocje przeżywamy w związku z postępowaniem drugiej strony, to tematy zamiatane pod dywan rosną w siłę, a po jakimś czasie pokonanie takiego monstrum czasami przekracza możliwości zainteresowanych.

        • No właśnie, dlatego dobrze jest mimo wszystko poruszać te drobnostki na samym początku :) Wiele zależy również od samej formy komunikacji, bo nie wszystko musi być traktowane jako czepianie się – są sposoby, żeby rozładować atmosferę i przegadać istotne sprawy bez większych problemów. Ale tutaj również potrzeba „dotarcia się” i umiejętnego żonglowania zachowaniami ;)

          • m0gart

            Trzeba po prostu chcieć pracować nad związkiem i wierzyć w dobrą wolę drugiej strony, że jest z nami, a nie przeciwko nam. Szkoda tylko, że tak wiele osób od razu na początku wychodzi z założenia, że „albo my ich, albo oni nas”.

  • kasia

    Trafiłam na tego bloga totalnie przez przypadek, ale tak mnie ‚wciągneły’ Twoje wpisy, że potrafię siedzieć i czytać nawet po kilka razy te same wpisy. Jestem po wrażeniem! Tak świetnie potrafisz wszystko opisać, a co najważniejsze normalnym językiem, nie owijasz w bawełnę, wszystko prosto z mostu. Podoba mi się! Na pewno niejednokrotnie jeszcze tu zawitam, baaa! będę tu zaglądać codziennie. czekam na kolejne wpisy.
    tak trzymać!

  • Dokładnie – to działa w dwie strony, ale ilość ludzi „nieogarniętych” życiowo po prostu powala. Niby wszystko cacy na zewnątrz, a wewnątrz totalna rozpierducha…

  • Chapeau bas Madame! Bardzo trafny tekst. Obecnie umawianie się, ocenianie osób, wysnuwanie domysłów itp. są jak Tinder – szybko, bez zobowiązań i tak jak mnie się to widzi. Przez to powstaje cała społeczność roszczeniowych księżniczek oraz mamlasów. Tak, mamlasów, bo my – faceci też mamy sporo za uszami, ale to motywuje mnie by „ugryźć” temat z męskiej strony. Pozdrawiam :)

  • Hm. No prawda. Znowu ;)

  • agencja

    Cholera czułam się bezpiecznie, mogliśmy na siebie liczyć, było nam dobrze, poznawaliśmy się, stawaliśmy się lepszymi ludźmi.. Potem zaczął się izolować i odchodzić. Mówił, „możesz się starać. może Ci się uda..”
    Tkwiłam w próżni, byłam dzidą, ale zmądrzałam.
    Danke Malvina

  • agaga

    trafiłam na wpis przez przypadek i bardzo się cieszę! fajny tekst, a co ważniejsze bardzo trafny!
    Oczywiście racje pewnie mają i Ci, którzy w komentarzach piszą o pierdolnięciu, emocjach z tym związanych, ekscytacjach itd, widocznie to jest dla nich ważniejsze. Albo im się tak jeszcze wydaje.. Jakby nie było każdy jest inny i każdy żyje po swojemu. Ja długo żyłam wyznając właśnie zasadę tzw. pierdolnięcia – wielka miłość z super przygodą z fajnym człowiekiem. I udało mi się stworzyć nawet dwa takie kilkuletnie związki. Było fajnie, nie żałuję. Po każdym rozstaniu dojrzewałam bardziej, na tyle, by zgodzić się w 100% z malvina.pe
    I zgadzam się, że z człowiekiem , któremu ufasz, przy którym czujesz się bezpiecznie, z którym starasz się rozwiązywać już te małe problemy, ,można robić wiele rajcujących rzeczy, razem i osobno poznawać nowych ludzi i nowe miejsca. To, że czasem jest trudniej nie znaczy, że nie może być inspirująco.
    Ale. zabrakło mi jednak jednej rzeczy. Seks. Nie jest to mój priorytet, choć nie ukrywam, że sprawa niezwykle dla mnie istotna. I nie mówię tu o chemii.. Bo ta nierzadko, podobnie jak miłość, przychodzi właśnie z zaufaniem, świetnym dogadywaniem się, z czasem. I to jest coś w co wierzę. Ale kurde, jak się dwie osoby w łóżku nie dogadają to chyba nic nie jest w stanie pomóc. Ja niestety nie jestem w stanie tego przeskoczyć. Z wieloma rzeczami potrafię sie pogodzić, na wiele przymknąć oczy, ale braku satysfakcji w łóżku nie potrafię przeboleć. Nie w perspektywie na wiele przyszłych lat. (I wcale nie z egoizmu.) Zresztą nie o to też chodzi.
    Dlatego nadal chcę wierzyć, że skoro do tej pory spotkałam tych kilku fajnych facetów (kilku siusiaków też się po drodze trafiło oczywiście) to i spotkam tego, z którym będę mogła stworzyć dobry związek oparty nie na odhaczonej checkliście, ale na tym co dla mnie ważne i najzwyczajniej być szczęśliwa. Tego wszystkim nam życzę ;)

  • hmm

    3 odpowiedzi „absolutnie nie” i 2 „nie wiem/raczej nie”… Chyba powinnam wnieść pozew o rozwód :D Narazie jakoś daję radę, ale sama jestem ciekawa kiedy mój związek szlag trafi.

    • Fajne podejście. Później będzie płacz i zgrzytanie zębów „straciłam przez niego X lat”.

  • Piździelec

    Siusiak rozbawiły mnie do łez:). Dawno prawda mnie tak nie rozweseliła:). Kolejność z przedostatniego zdania raczej nieistotna. Ich splot na pewno jest ważny..

    • Malkontentka

      zgadzam się, określenie „siusiak” jest urocze. Brzydkie słowo na „ch..” wszystko by zepsuło – zbyt poważne i jeszcze by delikwenta ucieszyło ;)

  • X

    Takie proste dla mężczyzn a takie skomplikowane dla kobiet ;)

  • KaZet

    Tekst jest znakomity. Kamyczek do ogrodka i facetow i kobiet. Do mojego rowniez, bywalo ze bylem siusiakiem. Czasem ciezko znalezc cienka linie miedzy szukaniem kogos wyjatkowego a zaakceptowaniem fajnego faceta/babki, z ulomnosciami jakie ma i nie doszukiwaniem sie nie wiadomo czego.

  • mrt

    No tak. Wszystko fajnie, tylko co w sytuacji, gdy po udzieleniu twierdzącej odpowiedzi na wszystkie te proste pytania, ten ktoś i tak nagle Cię zostawia?