Jak olewać ludzi i mieć wyjebane

Nie jestem biegaczką.
Nie jestem copywriterką.
Nie jestem blogerką.
Nie jestem pisarką.

Jestem Malwina Pająk.
Kumasz, Roman?

 

CZŁOWIEK – ISTOTA SPOŁECZNA

 

Zawsze wydawało mi się, że człowiek powinien otaczać się dużą liczbą ludzi, siecią nie tylko przyjaciół i rodziny, ale też znajomych wszelkiej maści, mniej lub bardziej ważnych – dla utrzymania równowagi i bikoz nie wiadomo, które znajomości i kiedy mogą okazać się przydatne… Myślałam też, że tożsamość człowieka określana jest przez przynależność do różnych grup: etnicznych, seksualnych, zawodowych, rodzinnych, hobbystycznych, etc.

Dziś już wiem, że to wszystko chuj. Nieprawdka w sensie. Jakkolwiek akceptacja przez grupy (najpierw najbliższą rodzinę, a później rówieśników) jest kluczowa w wieku dojrzewania, kontestacji, wreszcie kształtowania swojego systemu wartości, tak później już niekoniecznie. Bo widzicie, im więcej samoświadomości, tym mniejsza potrzeba równania do innych.

Im lepiej samą siebie rozumiem, czuję i akceptuję, tym mniej mam ochotę i potrzebę afiszowania swojej przynależności do jakiejś konkretnej grupy, ba – ja nawet nie za bardzo tę przynależność czuję.

Chodzę na siłownię, biegam, staram się odżywiać w miarę racjonalnie, ale czy czuję się częścią fit-społeczności? Nope. Czy definiuję swoje poczucie wartości i ogólne zadowolenie z życia przez pryzmat tego, co zjadłam, kiedy zjadłam, ile brzuszków zrobiłam albo czy przebiegłam aż 50 czy tylko 5 kilometrów? Od niedawna nie.

Pracuję jako copywriterka, piszę bloga, ale nie czuję się częścią żadnej „branżuni” – ani reklamowej ani blogerskiej ani innej. Kiedy w tym roku poszłam na galę Golden Arrow – rozdanie nagród w branży reklamowej, miałam ochotę śmiać się, płakać i rzygać w jednym czasie. To wzajemne klepanie się po pleckach, ta sztuczność, te ploteczki w kuluarach i obrabianie dupy ludziom stojącym trzy metry dalej… Poziom karaoke do kotleta. Wyszłam z gali jak z przyciasnego kombinezonu.

Od trzech lat nie byłam na Blog Forum Gdańsk, bo się jakoś nie składało. Miałam jechać w tym roku, ale wyszło, że nie mogę, bo ślub przyjaciółki, i w sumie się ucieszyłam. Zastanowiło mnie, po co w takim razie w ogóle wysłałam zgłoszenie? Może żeby sprawdzić, czy wciąż będę miała o czym rozmawiać z „tymi samymi gębami” i czy w ogóle interesuje mnie, co mają do powiedzenia i…. Eeee… No wyszło na to, że niekoniecznie. Piszę teksty na moją stronę, które czyta jakaś grupa osób, do których trafia to, co chcę przekazać. Tak widzę swoją obecność w sieci. Nie mniej, nie więcej. Nazwij to blogowaniem, tworzeniem, kreowanie, szydełkowaniem, smażeniem, pierdoleniem. Ajdontker.

Usiłuję napisać książkę. I wiecie co, nawet jak ją napiszę i wydam, nie nazwę siebie pisarką. Nie będę brandzlować się, spoglądając na swoje zdjęcie okładkowe ani popierdalać na spotkanka literackie i bawić się w warszawską czy jakąkolwiek inną bohemę. Bo tam też, jak w każdej innej grupie wzajemnej adoracji, jest klepanie się po pleckach, lizanie jajec i jakiś taki wewnętrzny ferment, zaduch, który mnie dusi.

Najbliżsi. Ludzie, których możesz nazwać swoimi przyjaciółmi, nieważne, czy mówisz o własnej matce, babie z warzywniaka, z którą codziennie gadasz o jakieś 159 minut za długo nad pęczkiem marchewek, czy kumplu, który kiedyś wyłowił cię z rwącej rzeki. To jest ta sieć, która czyni Cię istotą społeczną.

A reszta jest po prostu mało ważna.

 

MIEJ WYJEBANE, A BĘDZIE CI DANE

 

Kiedyś to hasło wydawało mi się pretensjonalne i na wyrost. Od niedawna dostrzegam jego głęboki sens :)

Kiedy zaakceptujesz najpierw siebie, a potem fakt, że jakieś 99.9% społeczeństwa nigdy Cię nie zrozumie, przestaniesz przejmować się zdaniem innych. Przestaniesz wdawać się w nic nie wnoszące dyskusje. Przestaniesz szukać aprobaty w oczach autorytetów, bo najzwyczajniej w świecie nie będziesz tych autorytetów miał. Przestaniesz się spinać na każde słowo krytyki, bo będzie Cię literalnie jebać to, co inni sądzą na Twój temat.

To, o czym piszę, to nie jest brak szacunku do innych – to po prostu szacunek do samego siebie. Swoich potrzeb, przekonań, swojego zdania, wyglądu, myśli, fantazji, wszystkiego generalnie. Jak sam siebie będziesz szanował, uszanujesz też te 99.9% ludzi, którzy Cię nie rozumieją. Ale nie pozwolisz im wejść sobie na głowę. Może ich nawet totalnie wyjebiesz ze swojego życia, jak Ci za bardzo na ten łeb będą włazić. Bo empatia, umiejętność wejścia w buty drugiego człowieka i otwarcie się na niego to nie jest to samo, co podporządkowanie i poddawanie się różnego rodzaju mniej lub bardziej wysublimowanym manipulacjom.

I tu nie chodzi o to, żeby zawsze wybierać to, co jest dla Ciebie najlepsze, ale o to, żeby zawsze wybierać to, co jest dla Ciebie najlepsze ;)  Kumasz, Roman?

Nie? Nie martw się, nie musisz.

0 Like

Share This Story

Ludzie
  • Co do autorytetów, to uznaję te naukowe. Na początku drogi studenckiej trudno uznać, którzy autorzy piszący o Oświeceniu są najlepsi, a którzy niepewni albo zwyczajnie niedouczeni, więc totalnie uznaję autorytet swoich profesorów i doktorów, nawet jeżeli za kilka- kilkanaście lat będę się z nimi żreć na śmierć i życie o jakiś tam przecinek w satyrze Krasickiego.
    Podobnie wierzę w autorytet wielu osób, np. mojej mamy w kwestii robienia jajecznicy, kumpla w kwestii kupowania nowych słuchawek czy mieszkańców osiedla w kwestii szukania fryzjera. Często szukam u ludzi sugestii, jak powinnam żyć, bo łatwo mówić „rób, co dla ciebie dobre”, kiedy ja mam dwadzieścia lat i nie wiem, co w ogóle można robić, a co z tego jest dla mnie dobre? Zasadniczo zawsze byłam takim wyrzutkiem społecznym, żeby wyrobić sobie odruch nie przejmowania się ludźmi, ale świadomość tego, co gadaj o mnie za plecami daje mi dużą wiedzę, samoświadomość i zwyczajnie duże możliwości manipulacji. Więc doceniam :P

  • Marcin Zasiwa

    z wiekiem i przeżytymi w życiu sytuacjami…
    czasem jak spojrzę wspomnieniami wstecz, co mnie kiedyś spinało, czym się przejmowałem gdy byłem młodszy.. nic tylko śmiechnąć pozostaje :)

  • Radoslao

    tak jak mówisz ;)

  • sercemcemwidziane.com

    A najlepsze w tym wszystkim, że to o czym piszesz i to co my ludzie doświadczamy dzieje się od dzieiątek, setek lat. Z pokolenia na pokolenie, każdy tego wszystkiego doznaje, tak nie każdy zrozumie. Ale ironią życia jest to, że my ludzie w 99 % nie potrafimy wykorzystać doświadczenia przekazywanego od starszych od nas, doświadczonych by ustrzec się błędów, by pójść lepszą drogą. Nie my musimy dostać w dupe, zmarnować lub nie wykorzystać 30 lat swego życia. Chciałbym mieć łeb intelgencji 37 latka w wieku 18 lat. Ile mnie ominęło, ile muszę nadrobić, ile mi zostało…

  • Zuzanna Marcinkowska

    Jak olewać ludzi, których już nie znamy – chciałoby się zaśpiewać z Grechutą ;)

  • grzegorz romanski

    I od dzisiaj ajlawiu.

  • S.

    „Bo widzicie, im więcej samoświadomości, tym mniejsza potrzeba równania do innych.”
    Informacje w trzech pierwszych akapitach uważam za kluczowe. Dobry tekst.