Malvina Pe. mówi, jak nie żyć – uruchomiłam swój podcast

Ej, zrobiłam to :D 

Dziękuję Wam za wiarę, że a nuż się uda. A Marcie dziękuję z całego serduszka za tymczasową grafikę. 

Łapcie LINK do podcastu :)

Nie bójcie się dodać do obserwowanych. Obiecuję, że nie przyniosę wstydu. No, może trochę ;) 

Peace!

0 Like

Share This Story

Style
  • daario

    Czekaj, czekaj Malvina. Do Twojego poprzedniego nagrania i jakiegoś tam wpisu. Czy przypadkiem były nie dzwonił do Ciebie i nie chciał się umówić na seks mimo, że ma już partnerkę? No to tyle, jeśli chodzi o ich wielką miłość :P

    • Nie przypominam sobie sytuacji, żeby były do mnie dzwonił i chciał się umówić na seks. Chyba coś Ci się pomyliło – może podawałam przykład albo pisałam o kimś innym :)

      • daario

        Chodziło o wpis „Spis cudzołożników” i jednak był to znajomy. Przepraszam za zamieszanie.

  • Ania

    Być może to zjawisko to czysty przypadek (do tego nie wiadomo, czy byli rzeczywiście znaleźli kobiety życia), ale przekonuje mnie hipoteza druga – o tym, że sama wybierasz facetów „programowania”. Chodzi mi oczywiście o „programowanie” zbyt męczące, wykraczające poza naturalne w związkach docieranie się i sztukę kompromisu. Może trafiam jak kulą w płot, ale czy czasem nie wybierasz mężczyzn, których nie do końca akceptujesz takimi, jakimi są, i których trzeba dopiero „wychować”, aby było Ci z nimi dobrze? I wtedy, w zależności, czy im to odpowiada, czy nie, albo stosują te nawyki z nową partnerką (z czystą kartą), albo mają dość i rzeczywiście uciekają do pierwszej lepszej, która nie programuje i akceptuje bezwarunkowo. Jak by nie było, nagranie jest interesujące, prowokujące do przemyśleń i przyjemne w odbiorze – kibicuję!

  • Super, że poczyniłaś kolejny krok w swojej internetowej działalności. I mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec :)

  • Urszula

    Ja mam taką hipotezę – bierzemy sobie za partnerów osoby, które postrzegamy jako „gorsze” lub „do tuningu”, ponieważ to nam daje poczucie kontroli, sprawczości oraz przede wszystkim buduje naszą samoocenę. Kiedy mamy poczucie, że nie kontrolujemy sobie, nie możemy sobie w pełni zaakceptować, chcemy kontrolować innych, bo daje nam to poczucie pewnego balansu i wyrównuje nasze psychiczne dołki. To my jesteśmy tymi lepszymi – sprawcami, demiurgami, że się tak wyrażę po schulzowsku :) i to nam poprawia samopoczucie i łata dziurawe poczucie własnej wartości.
    Plus mamy zapędy perfekcjonistyczne (także objaw słabej samooceny) i tej samej perfekcyjności oczekujemy od innych. Oto moja hipoteza :)