Możesz się śmiać z #MeToo, ale lepiej, kurwa, przestań

Akcji #MeToo nikomu chyba nie muszę przedstawiać, a jeśli muszę, to znaczy, że nie odrobiliście bardzo ważnej lekcji i natychmiast powinniście się udać do googla po wyjaśnienie. Wybaczcie, że nie wrzucam linka, ale jeśli Wy pozwalacie sobie na lenistwo, to dlaczego ja miałabym tego nie zrobić?

Mówi się, że molestowanie to jest wtedy, jak facet ci wsadzi rękę pod spódnicę albo jak bez Twojego pozwolenia wpakuje Ci chuja do cipki. Pardon my french, to nie będzie przyjemny tekst. A jednak, mylicie się. Molestowanie jest też wtedy, kiedy facet patrząc na Ciebie mówi „ruchałbym”. Kiedy stawia ultimatum typu: „albo łóżko, albo rola w filmie/praca w korpo/mieszkanie dla ciebie i dziecka”. Bo molestowanie zdarza się tez w związkach. Na przykład kiedy Ty nie masz ochoty, a Twój partner kładzie się na Tobie i mówi „musisz się ze mną kochać, to twój obowiązek jako żony/dziewczyny/kochanki” to też jest molestowanie. Wszystko, na co nie wyrażasz zgody, a co dzieje się wbrew Twojej woli, jest molestowaniem.

 

DLATEGO MUSISZ MÓWIĆ „NIE”

 

Możesz powiedzieć „nie chcę”. Albo „spierdalaj”. Możesz go kopnąć w jaja. Psiknąć mu w oczy gazem pieprzowym. Możesz krzyczeć. Nagrać to, co do Ciebie mówi i zanieść do prokuratury. Możesz zrobić wszystko, co uratuje Twoją godność, poczucie wartości, Twoje JA. Ciebie. Bo to TY w tych sytuacjach jesteś najważniejsza. Rozumiesz? TY. I tu nie ma miejsca na żadne kompromisy. Bo jeśli my same nie zatrzymamy tej fali cichego przyzwolenia na ciche łapanie za cycki/dupę/wpisz cokolwiek, nikt tego za nas nie zrobi. Bo tak już ten świat został stworzony, że każdy martwi się o siebie.

 

#METOO

 

Doznałam tego wiele razy. Raz chłopak, z którym byłam, zaczął mnie dusić, bo nie chciałam uprawiać z nim seksu. Przypierdoliłam mu w oko pięścią, bo nie widziałam innego wyjścia. Drugim razem jakiś typ w kapturze wszedł za mną do klatki. Nawet go nie zauważyłam. Wracałam do domu rozstrzęsiona, bo dowiedziałam się o tragedii bliskiej osoby. Był listopad, było ciemno, zimno, a ja byłam nieprzytomna z bólu. No więc wszedł za mną do klatki, założył mi jedną rękę na szyję, drugą wsadził pod spódnicę. Zapomniał, że wciąż mogę krzyczeć. I kopać. Więc wydarłam się na całą klatkę, a przy okazji usiłowałam go kopnąć, nadepnąć mu na stopę, cokolwiek. Przestraszył się, uciekł. Ale mógł mieć przy sobie nóż. Kilka dni później znów widziałam go pod swoją klatką. I wiedziałam, że nie mogę nic zrobić. W bloku nie było monitoringu. Musiałam się wyprowadzić. 

Tylko dlatego, że oni wciąż biologicznie mają więcej siły. A społecznie mają władzę. Ale to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy. Nie możemy pozwolić sobie na bycie ofiarami. Dlatego akcja #MeToo jest tak ważna.

 

SKUTKI

 

Bardzo wielu spośród moich kolegów i przyjaciół płci męskiej po akcji #MeToo było w szoku. Bo w życiu by nie powiedzieli, że to zjawisko na taką skalę. Bo sobie uświadomili, że w wielu sytuacjach nie zrobili absolutnie nic, nie zareagowali, kiedy na ich oczach działa się krzywda kobiecie.

Ostatnio w internecie jakiś mężczyzna napisał, że widział pijanego faceta zaczepiającego w pociągu dziewczynę. „Dwa tygodnie temu nie zrobiłbym nic, tydzień po aferze #MeToo podszedłem do niego i powiedziałem: Spierdalaj, odczep się od niej, bo się tobą zajmę”. Cały tekst TU).

Dla mnie sens #MeToo leży właśnie tu – w uświadamianiu, otwieraniu oczu. 

 

I JESZCZE JEDNO, NA KONIEC

 

Dlaczego tak wiele ofiar molestowania, osób publicznych, powiedziało o tym dopiero teraz? Po 10, 20 latach milczenia? 

Bo, kurwa, mogły. Bo przeżyły traumę. Bo to nie jest, do chuja, opowieść o kolejnej nieudanej randce na Tinderze, która dobrze zażre w social media, kumasz?

To jest coś, co nosisz w sobie, czasami przez lata. Ogromny ciężar, kamień u nogi, szyi. Niektóre kobiety nie są w stanie powiedzieć o tym, że były molestowane, przez całe życie. Bo to one [sic!] odczuwają wstyd. To one [nie ofiara!] boją się społecznego linczu. Bo w wielu krajach to one ponoszą karę za to, że zostały zgwałcone [a Polska zmierza dokładnie w tym samym kierunku]. Bo wyparły te zdarzenia, a to była ich jedyna droga, żeby nie zwariować. I mają do tego zasrane prawo, bo są tylko ludźmi. Ten fragment tekstu dedykuję Fit Matce Wariatce, która ostatnio na swoim fanpejdżu wypisywała takie dyrdymały, że aż mi cycki opadły do ziemi i już nie wróciły.

Tak więc odpierdolcie się raz na zawsze od ofiar molestowania, wy tempe dzidy, a skupcie się na sprawcach. 

Akcja #MeToo otworzyła bardzo ważne drzwi. I miliony zastawek w sercach. I nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziękować inicjatorce całej akcji, Alyssie Milano. I wszystkim kobietom, które odważyły się na głos powiedzieć o swojej traumie.

 

Fot. Chris Barbalis, Unsplash.com

0 Like

Share This Story

Ludzie
  • Henrietta91

    Najbardziej rozwalila mnie nasza Dzoana Krupa ktora stwierdzila: wiekszosc osob chce sie wybic na tej aferze, zyskac na slawie. Lol. Amerykanski portal plotkarski (chyba celebichy) podsumowal jej wypowiedz w pieknym stylu: czy takiej Angelinie Jolie ktora dolaczyla sie do #metoo naprawde zalezy na wybiciu sie i dlatego o tym glosno mowi. I don’t think so. Na koniec kazali sie Asi przymknac i nazwali piece of trash. Lepiej bym tego nie ujela.

  • Kasia Kołodziej

    kilka lat temu wszystko było dla mnie w tej kwestii oczywiste tak jak dla Pani. dziś mam trochę dystansu i nie mogę powiedzieć, że w pełni się z Panią zgodzę.

    Co do #MeToo: Wszyscy wiedzą, że takie rzeczy są a porządku dziennym. to wiadomo od zawsze, nie od akcji zapoczątkowanej przez p.Milano. Wszyscy z kręgów Hollywood od lat wiedzieli, że Weinstein to robi. czy ktoś coś zrobił? Nie.
    Ale wszyscy teraz udają, że są zaskoczeni. że to taka skala. nosz kurna, przecież to jest wia-do-me.

    Co #MeToo zmieni? Nic. Trochę się o tym pomówi, trochę się ludzie powstrząsają, czasem jakiś chłopak uratuje dziewczynę z rąk nachalnego samca, bo tak głośno o tym, to trzeba pomóc. ale za pół roku znów wszystko będzie tak jak było. Nie widzę sensu w tej akcji.

    Mówienie o tym jest dobre, ale bezsensowne gdy nie ma przykładu. Gdy media szeroko rozumiane promują tak gówniany świat, gdzie facetom wolno wszystko.

    To temat rzeka, mogłabym się rozpisać, ale w sumie nie wiem od czego zacząć. W każdym razie jedno wiem na pewno – gadanie i udawanie wstrząśniętych nie zmieni nic.
    Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego mężczyźni czują, że wszystko im wolno? i tu można pisać, i pisać, i pisać… i tak naprawdę baardzo wiele czynników się na to składa.

    • I tu się, Kasia, mylisz, bo akcja już bardzo dużo zmieniła. Faceci zaczęli otwierać oczy.

      • shelmahh

        moja partnerka najwięcej niepokoju odczuwa gdy biegnie rano obok jakiś budów. spuszcza głowę, udaje, że nie widzi i nie słyszy. A obok faceci wlepiają gały, gwiżdżą, komentują, zacierają ręce.

        nie wiem czy korzystają z netu… nie wiem czy słyszeli o #metoo

        to co piszesz, to piękna bańka i bajka o internetach. skoro było postowane #metoo setki tysięcy razy, to pewnie te obleśne typy o tym usłyszały. błąd polega na tym, że mimo wszystko nie wszyscy są na fejsie, nie każdy śledzi trendy, hasztagi. I do większości – do tej, o której często się tu pisze jednak komunikat nie dotrze.

        Jedna rzecz: biegnę sobie ostatnio i mijam przystanek, na którym siedzi zgraja nastolatków – tak z 18 lat. Oni siedzą, one stoją. Oni palą elektroniczne papierosy, one się hihoczą. Oni dmuchają im w twarze z bezczelnością, arogancją, wyższością a one? dalej się hihoczą…

        One aspirują, bo oni na tych deskorolkach, w modnych butach. One chcą być w tym towarzystwie, więc jak jeden z drugim pomolestuje, to świat się nie zawali. Najwyżej jedna drugiej powie, że tamten to burak, ale za to jaki słodki…

      • Kasia Kata

        ależ im nie trzeba otwierać oczu, bo doskonale o tym wiedzą. teraz jedynie udają zaskoczonych. w ogóle wszyscy teraz udają zaskoczonych.
        każdy w otoczeniu ma jakieś patologiczne małżeństwa, gdzie wiadomo co się dzieje, każdy słyszał różne historie tego typu, historie dotyczące znajomych, ludzi z sąsiedztwa, ludzi, których znamy „z widzenia”. tu nikogo nie trzeba uświadamiać, bo każdy już jest od dawna uświadomiony, baa, większość ludzi uważa to za coś normalnego. więc trzeba pójść o krok dalej a nie jakieś #MeToo

        • Tak, facetom trzeba otwierać oczy. Jestem facetom i uważam, że bardzo trzeba im przypominać, że to się dzieje na porządku dziennym. Żeby zdali sobie sprawę, że to co sami robią, nie zawsze jest ok. Że to co oni uznali za żart, gdy skierowane byłoby przez kogoś obcego do ich kobiety/córki/matki/przyjaciółki, wkurwiłoby ich. Masz zbyt dobre zdanie o facetach. Mężczyźni dobrze wychowani często są dobrymi ludźmi, ale nawet ich trzeba co jakiś czas uwrażliwiać. Zaś Ci niewychowani powinni być, moim zdaniem, siłą „uwrażliwiani”. Trzeba pójść krok dalej niż #MeToo, ale samą akcję chwalę i popieram. I jestem facetem, który spotkał wiele typów kobiet; tych które chętnie dawały tyłek do macania i tych, które by Ci dały za to po mordzie. I nawet wskakując po pijaku do łóżka z obcą dziewczyną, nie traktowałem jej jako kogoś podrzędnego, tylko kogoś kto z własnej woli zrobił to co ja – czyli chciał uprawiać szybki seks pod wpływem alkoholu. Nie zmuszałem, cieszyłem się, poszedłem za popędem i po całej akcji i tak traktowałem ją z szacunkiem, na równi ze sobą. Z kolei kiedyś dostałem solidnie w pysk od koleżanki, po tym jak ją klepnąłem w tyłek. I co? Przeprosiłem, bo nie zachowałem się w porządku. A później siedzieliśmy i rozmawialiśmy jak znajomi. Popieram akcję #MeToo, bo faceci często są pieprzonymi idiotami bez wychowania i bez wrażliwości i powinni otrzymywać za to największe możliwe kary.

          • Kasia Kata

            nie trzeba nikomu przypominać, faceci akceptują ten świat i wygodny dla nich jest fakt, że to jest na porządku dziennym (bo sami mogą czasem potraktować kobietę jak śmiecia i czuć się bezkarnym). i takich ludzi akcja w żaden sposób nie ruszy, a o to chyba chodzi, czyż nie?

          • Jako facet wciąż trzymam się zdania, że trzeba przypominać. Każdemu. I ta akcja ma to a celu i całkowicie ją popieram. Ludzie całe życie się uczą i jakkolwiek nie wiem, co siedzi w głowie facetom, którzy są takim gównem, jak wspomniany przez Malwinę gnój z windy, to nie jestem na tyle wszechwiedzący, żeby uznać, że ich taka akcja w ogóle nie ruszy. Mnie, osobie wrażliwej, otworzyła w pewnym stopniu oczy. Ponadto w kwestii traktowana kobiet jak śmieci i poczucia bezkarności – sądzę, że to tyczy się również traktowania w ten sposób innych facetów przez tych „bezkarnych”. Mężczyzna, który nie posiada szacunku wobec kobiet, nie może posiadać szacunku wobec mężczyzn, a najwyżej strach przed nimi czy jakąś formę uniżenia, bo nie pojmuje on co to szacunek do drugiego człowieka, jeśli rozdziela on szacunek na ten dla mężczyzn i dla kobiet. Wygodna jest możliwość poczucia, że „mi tak można”. A tak jak wspomniałem w poprzednim poście, faceci akceptują taki świat, póki bliskiej im kobiety ktoś tak nie potraktuje.

    • Anna Kaczmarska

      To nie jest tak, że wszyscy wiedzą, że takie sytuacje zdarzają się na każdym kroku. Mnóstwo ludzi teraz właśnie zdaje sobie sprawę, że to nie dzieje się tylko w filmach. Choćby dlatego akcja ma sens. Proszę pamiętać też o ofiarach, dla których często to napisanie kilku liter było krokiem milowym, na który trudno się zdobyć, a baaardzo uwalniającym. Bynajmniej nie sposobem na lans – takie pomysły trudno mi nawet komentować.

    • shelmahh

      wydaje mi się, że postawy kobiet są niejednoznaczne.

      w necie jedna z drugą chętnie pisze, że ciacho, że ru***ałabym, że daje mu 9 na 10, albo, że z łóżka by takiego nie wygoniła. Uprzedmiotowienie facetów to trend wznoszący, który trwa w najlepsze. I żaden facet nie pisze, że to molestowanie i lipa na maxa.

      do tego tinder i laski gotowe spotykać się pierwszym lepszym, który przecież nie będzie się bawił w subtelności – wszak sprawa jest jasna dla obu stron.

      I mamy 2 bieguny. Dziewczyny znające swoją wartość i piszące konkretnie na temat #metoo i dziewczyny, które w zasadzie to same nie wiedzą, bo jak by się tak opierały, to żadnego faceta by w życiu nie znalazły a tak jak pójdą do klubu, to jest spora szansa na seks i nieco szaleństwa w tym życiu! wszak YOLO!

    • szef

      od tego metoo mam kamerę w biurze bo miałem parę razy że kobieta ,napraszała się za. prace,no i dzięki temu nie mam pozwów za molestowanie (sic) Polecam kamerke

  • Siri

    Widziałam tez na Twoim fanpage’u, jakie głupoty potrafili ludzie – o, zgrozo, również kobiety – pisać i naprawdę aż się coś w żołądku przewraca. A już najbardziej śmieszą mnie te oburzone głosy ludzi, którzy przez to, że jakaś ofiara molestowania odważyła się powiedzieć, co ją spotkało ze strony jakiegoś aktora, nie dostanie nowego sezonu ulubionego serialu (tak, mówię teraz o Kevinie Spacey wywalonym z House of Cards). Nie wiem, czy ci ludzie słyszą samych siebie – jak śmiesznie brzmią.

    • Kasia Kata

      śmiesznie to brzmią te wszystkie głosy sławnych osób, które potępiają zachowanie Weinsteina i jednocześnie od lat wiedziały o jego naturze. kwestia tego, że teraz to wyszło szerzej, stąd muszą go „zdetronizować”, innego wyjścia nie ma.
      ale to nie ma nic wspólnego ze współczuciem, z autentycznym oburzeniem.

  • Martyna Kubicka

    Nie mówię, że laska, której mietek z pod sklepu skomentuje dupę nie może czuć się pokrzywdzona. Ma prawo się wkurwić, puścić w jego kierunku soczystą wiązankę, głośno mówić, że się na to nie zgadza. Natomiast uważam, że stawianie tej sytuacji na jednej szali z gwałtem, czy nawet z historią z gnojem na klatce, którą opisujesz jest absurdalne i krzywdzące, a do tego ta akcja, mam wrażenie, się sprowadza.

    • Marta

      To nie jest to samo. Ale tym samym może się skończyć. Jeśli taki mietek jest bezrefleksyjnym bucem (a pewnie w większości przypadków jest), to w sytuacji przyzwolenia społecznego na molestowanie werbalne może posunąć się o kroczek dalej, potem dwa, potem trzy… Te granice są przesuwane dyskretnie, powoli, przez całe społeczeństwo. Potem dziewczyna słyszy, że gdyby nie ubierała się jak dz**ka, to nic by się jej nie stało – ona temu winna. To jest wdrukowany w naszą patriarchalną mentalność brak szacunku dla kobiet, na który wiele osób się po prostu godzi. Już nie wspomnę o tym, że dla Ciebie teksty od mietka pod sklepem to nic wielkiego, ale być może dla innej młodej kobiety budującej dopiero swoją tożsamość mogą być powodem cierpienia. I nie każda dziewczyna umie puścić wiąchę… Każdy z nas jest inny, każdy ma tę granicę gdzie indziej. A skala tych tekstów, niewinnych i ponoć mało krzywdzących (a moim zdaniem społecznie niebezpiecznych) naprawdę powinna zastanawiać…

    • anna baron

      Kradzież długopisu to nadal kradzież, ale oczywiście strata jest nieporównywalnie mniejsza, niż taka rzędu kilku milionów złotych. Opisywany przypadek uważam za analogiczny, z tym, że mowa o stratach moralnych, a więc o czymś, co z natury jest bardziej kontrowersyjne. Niemniej, #MeeToo uświadamia, że kradzież jest zła w każdym wymiarze i w każdym aspekcie. I że nie może być na nią społecznego przyzwolenia dlatego, że: „To przecież tylko długopis”, ani dlatego, że: „On ten długopis zostawił specjalnie, żeby mnie kusił!”. Przepraszam za takie uproszczenie sprawy, ale to porównanie wydaje mi się obrazowe i dosyć trafne.

  • Aż mi smutno, że nie wierzę w to, że pisanie może zmienić świat. Czytam o tej akcji już zapewne setny raz i nadal ja popieram, ale w gruncie rzeczy nie ja powinnam o tym czytać – młoda, brzydka, chodząca w glanach i raczej ogarniająca obronę osobistą – powinny to czytać te kobiety, które z jakiegoś powodu mają problemy z własną wartością. Może zostały tak wychowane, może uważają że kobieta powinna taka być, może mają złych facetów wokół siebie. I one nie czytają. Mam wrażenie, że takie akcje rozbijają się o ludzie, którzy już wiedzą, którzy dodatkowo zaczynają się kłócić o drobne szczegóły, robić gównoburze i coraz większe zamieszanie. Ostatnio znajomy tłumaczył mi, że nie popiera tej akcji, bo jest ona pożywką dla radykalnych środowisk feministycznych, które atakują mężczyzn za wszystko. Nie widzi już głównego sensu akcji, widzi tylko cały syf, który narósł dookoła.
    Wiem, że jestem mocno dekadencka, ale wierzę też, że to dojdzie do niektórych osób, że kogoś zmieni. Sama widzę np. jak się ostatnio reklamują szkoły samoobrony kobiet, widzę poradniki o tym, jak się bronić. Ale do mojej wsi rodzinnej i tak to nie dojdzie, a jak dojdzie zostanie ocenione jako „głupie celebrytki, nie mają co robić to histeryzują”.

  • FormaAbstrakcji

    A ja bym wolala wiedzieć, kim jest Fit Matka Wariatka, coby unikać nieudolnej jednostki. :P

  • Miętówka

    Zgodnie z najnowszymi badaniami socjologicznymi, aż 97% kobiet było molestowanych seksualnie. Przy czym uznano, że molestowaniem jest też przemoc słowna taka jak lubieżne żarty. Powinnyśmy o tym głośno krzyczeć, aż do wszystkich to dotrze !!!

    • kaczka

      podaj link do tych badań

  • shelmahh

    ze wszystkim się zgadzam oprócz kwestii dotyczącej molestowania w związku.

    napisałaś, że gdy chłopak kładzie się na dziewczynie i wciska jej jakiś kit o obowiązku. nie wiem czy ktoś tak mówi. w każdym razie to cienka granica. Ty masz ochotę, partnerka niekoniecznie. Więc zaczynasz tę grę, która ją wkurwia. Ty namawiasz, ona, że nie nie nie, Ty namawiasz a ona, że nie nie nie. W końcu buzi buzi, ona mięknie i mamy seks. Z jednej strony można by powiedzieć, że to klasyczny przykład molestowania. Było nie nie nie i to powinno wystarczyć. A jednak się udało przekonać partnerkę, że może jednak tak.

    Dlaczego o tym piszę. Bo to działa też w drugą stronę ale jest jeszcze trudniejsze. Bo ona chce, a on zmęczony, nie do życia. Ona mówi: no chodź, wchodzi na niego, skacze a on nie nie nie – zmęczony jestem. Ona się nie poddaje i on w końcu ulega, by nie wyjść na mięczaka.

    To jest już molestowanie? Ciekawy jestem, bo takie sytuacje są jak najbardziej na porządku dziennym. Faceci też mogą nie chcieć się kochać mimo miłości, pożądania itd.

    • Not me

      Hej, wypowiem się bo mam doświadczenie w temacie. Trzy lata związku, z czego seks za moją zgodą miał miejsce kilka razy, na początku. Potem już musiałam bo chłopak nie pozwalał mi zasnąć jeśli się nie zgodziłam, ugniatał piersi, wciskał penisa, ocierał się, nie było „nie”. Stosunki trwały długo, tak długo, że miałam obtarcia i krwawienia, po każdym stosunku miałam infekcje układu moczowego. Teraz, w obecnym związku, z kochającym, czułym partnerem, nawet po długiej grze wstępnej, jestem sucha i zaciskam wszystkie mięśnie w odruchu z którym sobie nie radzę. Panikuję, nie mam chęci na seks, radość ze stosunku to jakaś totalna abstrakcja. Lata terapii za mną i kolejne przede mną. Nie polecam

  • AK

    #metoo
    do bardzo niedawna nie przykładałam do tej akcji zbyt wiele uwagi. Nie sądziłam, że ona tak naprawdę pomoże mi samej poukładać sobie w głowie i poradzić z sytuacjami w jakich się znalazłam. Do niedawna.

    Nie mówię tu o jakże powszechnych prostackich zagrywkach typków z parku czy spod sklepu, nigdy mnie one nie ruszały i nie wpływały na to jak odbieram samą siebie. Nie sądzę też, żeby zachowania tych typków po akcji zmieniły się w jakimkolwiek stopniu.

    Tym, co jednak zwróciło moją uwagę na akcję i na jej wagę, tym, co mną wstrząsnęło, zachwiało moim poczuciem wartości, sprawiło, że poczułam się upokorzona, były dwie sytuacje, zupełnie ze sobą niezwiązane, gdzie faceci, których znałam i szanowałam, których zawsze postrzegałam jako mężczyzn inteligentnych, mężczyzn z klasą, z którymi nigdy nie łączyło mnie nic poza bardzo dobrymi relacjami w pracy, przekroczyli w rozmowie granice nieprzekraczalne.

    Bo nic, absolutnie nic – wypity alkohol, swobodna atmosfera i żarciki na imprezie – nie są w stanie usprawiedliwić tekstów typu „wyruchałbym cię” skierowanych w moim kierunku. Wśród innych, w moim służbowym środowisku..

    W obu tych sytuacjach wyszłam, nie wiedząc jak mam się zachować, robiąc dobrą minę do złej gry, ale wczoraj, pod drugiej z tych sytuacji, z wściekłości aż poryczałam się w taksówce. Z wściekłości, a może z bezradności, własnej nieudolności, albo i przez to, że nikt nie zareagował, nie powiedział „hold your horses, kurwa”. Nie wiem.

    Ale w tej taksówce właśnie dotarło do mnie, że ta cała akcja jest skierowana właśnie do tych inteligentnych, dobrze ubranych, pewnych siebie facetów „z klasą”, którzy często jednak, jak widać, tę klasę gdzieś gubią… Zapominają, że słowa potrafią spowodować takie same spustoszenie jak czyny…

  • Cholera, kobieto, aż mnie ciarki przeszły po tym tekście. Strasznie boli, że to zjawisko okazało się być tak powszechne. Sama niestety doświadczyłam nieprzyjemnych rzeczy z tym związanych i dopiero po terapii odważyłam się o tym mówić – i przestać siebie obwiniać. Bałam się, że ktoś stwierdzi, że nagle wszyscy blogerzy są feministkami/feministami(jakby to było jakieś pejoratywne określenie…) bo oto fajna akcja #metoo i można się wypowiedzieć i napisać kolejną notkę. Jeszcze nie spotkałam się z krytyką tej akcji – chociaż pewnie po prostu nie chce jej zobaczyć, bo mogłabym wpaść w szał. Cieszy mnie każdy tekst w którym odnajduję hasztag metoo. Chciałabym, żeby coraz więcej dziewczyn czytało takie mądre słowa. Dzięki!

  • Kokos

    Najbardziej w tej całej akcji, poza kontrargumentami takimi jak „pierdu pierdu” czy „srutututu pęczek drutu”, bolą mnie głosy, mówiące, że „trzeba odpyskować albo kopnąć w jaja, a nie płakać na facebooku”.
    Cześć, jestem Kokos i jestem nieśmiała. Może nie skrajnie, ale zdecydowanie bardziej niż rumieniące się na dźwięk sprośnych żartów kobiety z amerykańskiego kina.
    Jestem nieśmiała, to znaczy, że kiedy ktoś obcy krzyknie za mną na ulicy, to zaczynam się trząść i mam instynktowną potrzebę uciec. Jestem nieśmiała, to znaczy, że przeważnie nie jestem w stanie przełamać bariery odezwania się do obcej osoby. To znaczy, że w takich chwilach nie odpyskuję, bo stracę głos w gardle, nie będę w stanie przełamać strachu, a nawet jeśli mi się jakimiś cudem uda, to ze stresu najpewniej zaleję się łzami albo nie będę w stanie ułożyć sensownego zdania. Prawdopodobnie ucieknę pod wpływem impulsu albo obawy, że konfrontacja skończy się napadem paniki na środku ulicy, a w tym stanie i tak nic bym nie wskurała.
    I nie chcę się żalić na to, że jestem życiową sierotą, chcę powiedzieć, że nie można liczyć, że każda kobieta sobie poradzi. Bo zakaz naruszania czyjejś strefy osobistej, czy to przez dotyk czy zaczepki słowne nie jest dla tych, którzy sobie radzą. Jest dla wszystkich. I dlatego każdy krok w stronę wyeliminowania tych zjawisk jest ważny. Każdy jeden hasztag.
    No.

  • Ola

    Mnie osobiście bardzo dotknęła ta akcja. Noc, dziewięcioletnia ja i wujek w sypialni, w której spałam u dziadków- „tylko” raz i „tylko” mnie dotykał. Nie powiedziałam nikomu, wstydziłam się. Dalej się wstydzę, ale pod wpływem tej akcji powiedziałam przyjaciółce. Obie płakałyśmy. Dopiero, kiedy powiedziałam o tym na głos zrozumiałam, jak wielki wpływ wywarło na mnie to wydarzenie i jakie piętno pozostawiło, chociaż minęło już 15 lat.
    A potem czytam wpis na fejsiku Fit Matki Wariatki- notabene kobiety z moich okolic- i dowiaduję się, że nie mam prawa czuć się źle, bo molestowana kobieta to tylko ta zgwałcona i zastanawiam się, kim ja jestem, żeby mówić o tym, co mnie spotkało, przecież to tylko… Dzięki, że o tym piszesz, dzięki że opadły Ci cycki. Dzięki.