Cztery seriale, które musisz zobaczyć

Dzięki bogu czy tam latającemu potworowi spaghetti, istnieje coś takiego jak Netflix i HBO. Polska w końcu weszła do grona krajów cywilizowanych, a Polki w końcu mają dostęp do nieco ambitniejszych produkcji niż „Moda na Sukces”, „M jak Miłość” czy „Seks w Wielkim Mieście”. Jakiś czas temu polecałam Wam feministyczne seriale dostępne na popularnych platformach streamingowych. Dziś polecam kolejne, bo – na szczęście dla nas, Dziewuch – Zachód już skumał, że przyszłość tej planety leży w rękach ekologii, feministek i ludzkiej samoświadomości. Gotowe na wszystko? ;)

 

#1. SMILF

 

SMILF to taki zmodyfikowany MILF. Czyli zamiast Mother I would Like to Fuck otrzymujemy Single Mother I would Like to Fuck. Ale niech nie zmyli Was tytuł. Ten serial wcale nie opowiada o samotnej matce, która bzyka na prawo i lewo (co wcale nie jest złe, po prostu w którymś momencie zrobiłoby się nudno). To raczej opowieść o kobiecie, która przeszła w życiu piekło, by na końcu zostać samotną matką i… bardzo powoli, czasami wręcz siermiężnie, odnajdywać się w tej roli. 

To też chyba pierwszy obraz (a na pewno serial), który w tak autentyczny sposób pokazuje poród, a więc cierpienie kobiety, jej walkę, ale też (o zgrozo!) robienie pod siebie, puszczanie bąków, wymioty, generalnie całą przemilczaną brzydotę procesu wydawania na świat drugiego człowieka. Obraz nie tyle kontrowersyjny, co potrzebny w czasach uśmiechniętych, perfekcyjnych mamuś z Instagrama, które nigdy nie mówią na głos o nieprzespanych nocach, rozerwanych waginach, depresji poporodowej i myślach samobójczych. 

„SMILF” obejrzycie na HBO GO.

 

#2. WORKIN’ MOMS

 

Mniej więcej o tym samym, choć w nieco bardziej pastiszowy sposób, opowiada serial „Pracujące Mamy”, który – podobnie jak „SMILF” – z dużą dawką humoru mówi o macierzyństwie i wyzwaniach oraz wyrzeczeniach z nim związanych. Bohaterkom serialu daleko do typowych „Matek Polek (Amerykanek?)”. Chcą się rozwijać, cieszyć życiem, seksem, codziennością. Chcą na przekór wszystkim poczuć i odzyskać beztroskę z czasów sprzed porodu. Czy jest to w ogóle możliwe? A jeśli tak, jaka będzie zapłata? 

Bo przecież wiadomo, że w życiu nie ma nic za darmo. A zwłaszcza w życiu matek. Zawsze jest coś do stracenia. Serialowe mamy zostają postawione przed wyborami: kariera albo rodzina. Ewentualnie: zdrowie psychiczne i fizyczne albo spełnianie oczekiwań innych. Smutne? Nie, prawdziwe. 

„Workin’ moms” zobaczycie na Netflixie.

 

#3. THE DEUCE

 

Czołówka, fabuła, gra aktorska, muzyka, scenografia… Wszystko tu jest na najwyższym poziomie. No i jakby nie patrzeć, to rzecz o rozkwicie feminizmu w USA. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy dziewczyny z nizin społecznych zarabiają na ulicy jako prostytutki w stu procentach uzależnione od swoich alfonsów, a kończy się, gdy jedna z tych właśnie dziewczyn (notabene samotna matka) od sprzedawania się na ulicy dochodzi do… reżyserowania niezależnych feministycznych filmów pornograficznych. Brzmi znajomo? Nie! Bo czegoś takiego jeszcze nie widziałyście.

„Kroniki Times Square” (taki jest polski tytuł sequela) to najlepszy serial, jaki oglądałam od czasów „Gry o Tron”. Nawet „House of Cards” przy tym wymięka. Ta produkcja nie tylko perfekcyjnie oddaje ducha lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, ale przede wszystkim pokazuje, czym tak naprawdę jest feminizm trzeciej fali. I dlaczego wszystkie bez wyjątku powinnyśmy być feministkami. 

„Kroniki…” znajdziecie na HBO GO. 

 

#4. ALIAS GRACE

 

Last but not least, serial osadzony w XIX wieku, kiedy coś takiego jak prawa kobiet czy prawa człowieka w ogóle nie istniało. Tytułowa Grace, pochodząca z ubogiej irlandzkiej rodziny służka, zostaje posądzona o zabicie swojego „pana” oraz jego „gospodyni”. Czy słusznie? Tego tak naprawdę nie dowiemy się do końca. Jedyne, czego możemy być pewni, to fakt, że jeszcze 100-200 lat temu kobiety nie miały nic do gadania, zwłaszcza te pełniące rolę służących i gospodyń. Były bite, gwałcone, wykorzystywane, a gdy pojawiał się „problem” (w postaci niechcianej ciąży albo choroby) – zostawiane same sobie.

Tytułowa Grace doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że może liczyć wyłącznie na siebie. I nie zawaha się tej jedynej broni, którą dysponuje, użyć. I bardzo dobrze. Dzięki wiedzy i świadomości Grace w czasach, gdy kobiety traktowane były jak ameby, dostajemy kawał dobrego, wciągającego i feministycznego kina.

Gdzie? Tym razem na Netflixie. 

Znacie inne dobre feministyczne seriale? Chcecie podzielić się swoją opinią? Zapraszam! 

0 Like

Share This Story

Style
  • Gwen

    the 100 – taki postapokaliptyczny obraz dla young adults, lekka rozrywka, ale nie aż taka jak Zmierzch. Za co uwielbiam i czekam na kolejną serię? Za postać Ricky’ego Whitlle, który swym ożywczym testosteronem zrobił to, co Jason Momoa w Stargate heheheszki, ale przede wszystkim za to, ze każda silną, decyzyjną rolę gra w tym serialu kobieta. Mamy przywódczynie, wojowniczki, naukowczynie, inżynierii, lekarki, negocjatorki. Mega feministyczny serial tak naprawde ;)

  • Gwen

    the 100 – taki postapokaliptyczny obraz dla young adults, lekka rozrywka, ale nie aż taka jak Zmierzch. Za co uwielbiam i czekam na kolejną serię? Za postać Ricky’ego Whitlle, który swym ożywczym testosteronem zrobił to, co Jason Momoa w Stargate heheheszki, ale przede wszystkim za to, ze każda silną, decyzyjną rolę gra w tym serialu kobieta. Mamy przywódczynie, wojowniczki, naukowczynie, inżynierii, lekarki, negocjatorki. Mega femimistyczny serial tak naprawde ;)

  • Agata Knapek

    A widziałaś The Handmaid’s Tale?

    • Oczywiście, że tak :) Kliknij w tekst, do którego linkuję.

  • Sądząc po tych wyborach, może Ci się jeszcze spodobać The Letdown – powinien być na Netflixie. Komediodramat o młodej mamie :)

  • Przyznam, że bolą mnie cycki, kiedy patrzę na to zdjęcie.