Związek to nie walka

– Wiesz, czego nie mogę sobie najbardziej wydarować? – zapytałam B. jakieś dwa lata temu, tuż po rozstaniu z Jak-Mi-Się-Wtedy-Wydawało-Mężczyzną-Mojego-Życia.

Czego? – B. uniósł brwi ironicznie, oczywiście nie wypowiadając przy tym ani słowa. 

– Że nie walczyłam o niego, o nas, wystarczająco mocno. Że nie zrobiłam absolutnie wszystkiego, żebyśmy byli razem.

B. westchnął, podrapał się po głowie, następnie tą głową pokręcił i rzekł: – Dziecino… Kto ci tych głupot naopowiadał, hę? Że związek to ma być flaków wypruwanie, duszy umartwianie, żywot wieczny ament? Że to rejtanowskie darcie koszuli na piersiach i rzucanie się do rzeki z kamieniem u szyi? Że to jest jakaś, kurwa, walka jest? Związki, udane związki, są nieskomplikowane. Bywa trudno, wiadomiks, ale generalnie jak ludzie się kochają i są normalni, to tworzą łatwe i przyjemne relacje – powiedział B. i popatrzył na mnie tak, że nie śmiałam zaprotestować. Po prostu w sekundzie zrozumiałam, że gość ma absolutną rację.

A potem zaczęłam rozmyślać: skąd bierze się w nas przekonanie, że żeby mieć dobry związek, trzeba o niego walczyć?

 

Mesjanizm, Wallenrodyzm i całe to romantyczne pierdolenie

 

Kto chodził do szkoły, ten wie, co za manianę odjebał Kordian i dlaczego Konrad powinien dostać w mordę. A w zasadzie to nie on, a cała banda polskich wieszczów, których dzieła od kilku stuleci wciąż doskonale sprzedają romantyczny bełkot, zgodnie z którym:

a) jesteśmy narodem wybranym (gówno prawda),
b) życie zawsze polega na walce w imię wyższego dobra (gówno prawda),
c) szczęście, żeby było wartościowe i „zasłużone”, powinno być okupione cierpieniem (gówno prawda).

Ja wiem, że wzniosłe idee są w życiu potrzebne i generalnie „w coś trzeba wierzyć”, ale błagam, skończmy już z tą cierpiętniczą nomenklaturą i zacznijmy w końcu uczyć młodych ludzi, jak żyć dniem, wykorzystywać swój potencjał i doceniać to, co TU I TERAZ. Oczywiście, tradycję należy pielęgnować, historię znać, o przyszłości pamiętać, ale dopóki nie zrozumiemy, że bycie zadowolonym (lub dążenie do zadowolenia) z siebie, ze swojego życia i z otoczenia, w którym na co dzień przebywamy, jest stanem normalnym, dopóty będziemy społeczeństwem smutnych, pogubionych i sfrustrowanych cierpiętników. A smutny, pogubiony i sfrustrowany cierpiętnik nie jest w stanie stworzyć udanego związku. Bo cierpienie wcale nie uszlachetnia. Cierpienie boli, krzywdzi, czasami uczy, ale niekoniecznie czyni nas lepszymi i bardziej wartościowymi ludźmi. 

My jako społeczeństwo, naród z taką, a nie inną historią, mamy olbrzymie predyspozycje do umartwiania się, nieufności, podejrzliwości, przewidywania najgorszego, no i tego pochodzącego jeszcze z czasów PRL cwaniactwa oraz wewnętrznego przekonania, że jak mnie drzwiami nie wpuszczą, to oknem wlezę. 

Wciąż nie kumamy, że czasem lepiej po prostu pocałować klamkę. W sensie: nic na siłę. 

 

Dom zły

 

Kolejna kwestia to rodziny, z których się wywodzimy – skażone tą „niezdrową polskością”, o której napisałam wyżej. Jak się człowiek przez pół życia napatrzył na wiecznie rozdarte mordy rodziców, zapłakaną matkę, WALKĘ o każdą dobrą chwilę albo o NORMALNOŚĆ, to nic dziwnego, że później przenosi te schematy na swoje relacje z ludźmi i myli gówno z gliną, lepiąc związki, które rozpadają się od samego początku i które nigdy nie powinny były mieć miejsca, a o które nomen omen  walczy jak lwica o małe. 

Słowem: jeśli dorastasz w przekonaniu, że wszystko, co Cię dobrego w życiu spotyka, musisz sobie od tego życia wyszarpać, wywalczyć, to nic dziwnego, że później, kiedy powinien być czas na stabilizację, względny spokój i przyjemności, Ty latasz z szabelką i robisz rozpierdol wokół własnej kuwety. 

 

Pop-kultura i ja, mnie, o mnie

 

 

Wbrew pozorom to, co przypływa zza oceanu, też nie jest takie do końca pro. XXI wiek i obecne wytwory szeroko dostępnej kultury to czas egoistów, era me, myself and I. Odchodzimy od kolektywizmu, coraz mocniej gloryfikując indywidualizm i potrzeby jednostki. Z jednej strony to dobrze, bo mocniej skupiamy się na sobie – swoim samorozwoju, zrozumieniu mechanizmów, które nami kierują, doskonaleniu siebie. Z drugiej, mam wrażenie, że trochę za bardzo się w tym zapętliliśmy, przez co coraz częściej traktujemy ludzi instrumentalnie, jak narzędzia do realizacji własnych celów i potrzeb. Ten model funkcjonowania przenosimy też na związki, relacje miłosne, oczekując od partnerów, że dopasują się do nas, niejako przerabiając ich na swój obraz i podobieństwo, WALCZĄC o usilne, wzajemne „zgranie”. 

Tymczasem ludzie są jak puzzle. Albo do siebie pasują, albo nie. Możesz próbować coś tam dociąć, uciąć… Ale tym sposobem ryzykujesz, że Ci się cała układanka rozpierdoli. Zamiast przerabiać, urabiać, kombinować, nie lepiej skupić się na znalezieniu właściwego puzzla? 

Just askin’.

 

*

 

– Wiesz, dlaczego nie zamieniłbym swojej kobiety na żadną inną dupę na świecie? – zapytał mnie B. tego samego dnia. 

Tym razem to ja uniosłam brwi lekko ironicznie. Nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko, zapłacił za kawę i na odchodne rzucił przez ramię: 

– Pójdziemy sobie dzisiaj poleżeć na trawie. 

 

 

P.S. Do niedzieli jestem w Bieszczadach. STOP. Tekstu spodziewajcie się po weekendzie. STOP. No chyba, że coś mi na łeb padnie i będę siedzieć przy laptopie w górach. W co wątpię. STOP. Buzi. STOP.

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • chockate

    I’m glad that you’re just askin’ :*

  • Olga Gruszecka

    I tak wlasnie zawsze bylo, albo za malo, albo za duzo. Szarpaniny (w przenosni) i wieczna walka i szczescie. Az tu pewnego pieknego dnia pierdolnelam to wszystko i tak samo z siebie sie ulozylo i do mnie przyszlo, ze za miesiac wychodze za najwspanialszego czlowieka na swiecie. Tak jak powiedzal B., my za to sobie gramy na kompach :) szczescia nigdy nie wyrwiemy prosto z gardla, raczej samo do ciebie przyjdzie, a jak ludzie do siebie pasuja, to o walce nie ma mowy.

  • Mike

    Pozwolisz Malv, że się nie zgodzę. Życie wcale nie jest takie piękne łatwe i przyjemne jakbyśmy tego chcieli (to nie bajki Disney’a). Czasem trzeba walczyć, żeby coś w życiu zdobyć lub osiągnąć. Nie przebiegniesz maratonu nie wyciskając wcześniej siódmych potów na treningu, czyż nie? Tak samo jest w związku, nad którym również musisz pracować by był udany. Wiadomo, męczyć się w toksycznym związku nie można, ale nawet jeśli nie jest on idealny – w moim przekonaniu warto nad nim trochę popracować by stał się dla nas satysfakcjonujący.

    • Ale o to właśnie chodzi, żeby nie traktować pracy nad związkiem w kategoriach walki, a żeby przychodziła ona naturalnie.

    • Tomek

      Trenujesz przed maratonem ale:
      a) nie znosisz treningów, chcesz tylko mieć co do powieszenia nad łóżkiem;
      b) lubisz biegać a udział w maratonie to naturalna kolei rzeczy?
      No właśnie.

  • Jerzyq

    „.. to nic dziwnego, że później, kiedy powinien być czas na stabilizację, względny spokój i przyjemności, Ty latasz z szabelką i robisz rozpierdol wokół własnej kuwety. „-Ha,ha
    rozjebałaś mi system.

  • Walczyć trzeba. Własnie o to, żeby to życie było łatwe i przyjemne, bo samo z siebie nie będzie. W związku też, ale nie o związek, ale o siebie i to żeby nie zostać dwugłowym smokiem, po to, żeby zostać takim puzzlem jakim się chce być ewentualnie trochę wciśniętym, ale nie przyciętym.

    „Polskie” podejście nie wynika z romantyzmu ani rejtanowania, tylko z katolickiego przekonania, że „będziemy razem aż do śmierci”, gdzie nie wiadomo dlaczego bycie w tym samym związku całe życia jest wartością samą w sobie.
    Masz 100% racji, że znalezienie właściwego puzzle’a jest ideałem, tylko o ile znalezenie drugiej połowy jabłka jest relatywnie łatwe, to znalezienie drugiej połowy duriana graniczy z niemożliwością….

  • Karol Janson

    Jak powszechnie wiadomo, trawa ułatwia związki :)

  • Amen!
    A Kordiany i Wertery należałoby z dymem puścić.

  • Daniel Chrzciciel

    Raz się tak zapędziłem. Raz. To było jakieś trzy lata temu, kiedy byłem strasznie sfrustrowany, że nikt z zewnątrz nie traktuje mojego związku poważnie. Doszedłem więc do wniosku że jest w nim najwyraźniej za mało pierdolnięcia i efektów specjalnych, i że skoro tak biednie to wygląda to najwyraźniej za słabo się staram. Wydawało mi się wtedy, że w takim razie powinienem co najmniej dla swojego faceta podbijać inne państwa i dawać mu je w prezencie.

    A potem po kilku miesiącach stawania na głowie, robienia samych niezwykłych, fantastycznych, szalonych rzeczy zapytałem go, co mu się najbardziej podobało, żeby wiedzieć w którą stronę mam iść.

    Powiedział, że najfajniej to w sumie było jak zamówiliśmy taką zajebistą megapizzę w pizzerii obok i wpieprzyliśmy ją całą w łóżku, bo akurat on miał doła i nie miał ochoty nigdzie iść.

    Tak więc tak. Jak nie ma wojny to chyba nie warto nie wiadomo jak walczyć.

    Teraz, trzy lata później jesteśmy bardzo szczęśliwi razem, więc chyba poszło dobrze :).

    Buzi.

    Nienawidziłem Kordiana.

  • No właśnie! Taki frazes mi się przypomniał: jeśli ktoś zasługuje na Twoje łzy to na pewno Cię do nich nie doprowadzi! Frazes, frazesem ale że tak powiem – couldn’t agree more!

  • Nemesis Nave

    Tekst jeszcze lepszy niż zwykle. Buziaki Pajonku i baw się dobrze w górach.

  • Tomek

    Głównej winy nie ponoszą wierszoklepci ale kościół katolicki. Agentura obcego państwa watykan (specjalnie z małej) co drąży Polską gospodarkę na równi z zagranicznymi korporacjami którym według zindoktrynowanej lewizny mamy być wdzięczni że po zniszczeniu rodzimego biznesu do spółki z Aaronem Bucholtzem i resztą „dają” nam pracę za średnio 500€ miesięcznie :D :D :D Wierszoklepci pisali takie bzdury bo też zostali zmanipulowani powtarzaniem w stanie pół-hipnozy „moja wina.. nie jestem godzien” otoczeni zewsząd wizerunkami umęczonych twarzy. Ta podłość i fałsz ze strony kościoła klecholickiego poniekąd tłumaczy rozwój turbosłowiaństwa, albo – żeby pozostać w temacie – zachodni indywidualizm, typowy efekt wahadła, im bardziej do czegoś mnie namawiają tym bardziej tego nienawidzę i tym bardziej lubię coś przeciwnego. Bywa że w karykaturalny sposób. Gdyby cierpienie uszlachetniało to osoby traktujące się jak kupa byłyby liderami grup a Kordian byłby bożyszczem kobiet :D Jednak narodem wybranym to właśnie że jesteśmy. Tyle że jak uczy historia w nieco innym sensie niż się interpretuje ten zwrot ;>
    P.S Kolega nich z takimi deklaracjami o dupie zaczeka aż miną dwa lata, wtedy będą znaczyć coś więcej niż wynurzenia kolesia otumanionego hajem hormonalnym :)

    • „Kolega nich z takimi deklaracjami o dupie zaczeka aż miną dwa lata,
      wtedy będą znaczyć coś więcej niż wynurzenia kolesia otumanionego hajem
      hormonalnym :)”

      A skąd ty wiesz, ile on lat jest z tą swoją? Było o tym w tekście? Coś przegapiłam? ;]

  • Tomek

    „..polscy politycy (?!) (Geremek, Mazowiecki, Buzek, Saryusz-Wolski, Bartoszewski)..” Troll or just fucking stupid shit? Albo jasnowidz co przewidział mój wpis o KK o_O Skoro wmówili ci polskość owych zdraj.. yy tzn. polityków^^, nie dziwota że wmówili też naturalność szabelkowania w związku z kobietą :P

    • Przykro mi, ale nie wiem, kto i co miał mi wmawiać? Taki już średnio rozgarnięty jestem. Nie bardzo orientuję się również co wymienieni z nazwiska politycy Ci zawinili, że obrzucasz ich inwektywą. Niestety nie mogę się odnieść do fragmentu komentarza zamieszczonego w języku obcym, tzw. makaronizmu. Rzeczonego języka nie znam, ale szczęśliwie blog póki co zawiera treści spisane w języku polskim, zatem nie cierpię nadto na swojej niewiedzy. W zasadzie do całości trudno się odnieść, bo równie dobrze mogłeś napisać, że jestem głupi i mam ocharane drzwi. Nie obraź się, ale niewiele wsadu merytorycznego w Twoim komentarzu. Psycholog ze mnie żaden, ale dostrzegam za to ponad przeciętną miarkę agresji. Niepotrzebnej moim zdaniem.

      • Tomek

        Twój komentarz jest tak typowy że prawie mi Ciebie szkoda. Nie wiesz kto ci miał wmawiać polskość tych sprzedawczyków, nie wiesz co mi i większości Polaków zawinili, nie wiesz o czym napisałem mimo że to komentujesz.. normalnie kretyn wypisz wymaluj! Dostrzegasz u mnie ponad przeciętną agresję (jestem mieszkańcem kraju kolonialnego to mi wolno) i dlatego używasz takich słodkich pacy-picznych zwrotów jak „co ci zawinili” żeby chyba jeszcze bardziej mnie zdenerwować hmm? ;) Jeśli nie jesteś resortowym dzieckiem to żal mi Cię bo być ruchanym w dupę na każdym kroku i nie być tego świadomym to straszna rzecz.

        P.S Postaraj się nie strzelić na mnie focha i zrób taki eksperyment. Przestaw się na pewien czas – powiedzmy trzy miesiące – na alternatywne źródła informacji, niezależna, najwyższy czas i tym podobne i zobacz czy przypadkiem Twój obraz świata nie nabrał większej spójności, tzn. już nie jest tak że widzisz w rzeczywistości jakiś zgrzyt ale zbywasz to bo mądry pan co jąka się tylko po polsku napisał że jest fajnie. Spróbuj co ci szkodzi :)

        • Patrzę, czytam i przecieram oczy ze zdumienia. Odbiegłeś od tematu wpisu w stronę znaną tylko sobie i bliską abstrakcji. Jesteś wulgarny, ordynarny i zrobiłeś wiele by mnie obrazić. Zachowujesz się jak prostak. Nie, nie obraziłeś mnie, bo zakładam, że słowa o „kretynie”, „ruchaniu w dupę” pisała osoba, która nie kontroluje swego umysłu. Nikt rozumny nie zdobył by się na podobne słowa w stosunku do drugiej osoby. Dlatego traktuję Cię w tych kategoriach; osoby niespełna rozumu. Boleję, ponieważ Twoje zachowanie jest potwierdzeniem faktu o wszechobecnym chamstwie, nienawiści i pikującej obyczajowości. Obrazić nie obraziłeś, ale wstydzę się za Ciebie.
          Wystarczy powodów bym nie czuł się zobowiązany do odpowiedzi. Można się różnić i spierać, ale można czynić to kulturalnie i na poziomie. Nie miałem żadnej przyjemności poznając Cię, a szacunku pozbawiłeś się sam. Jesteś miernym człowiekiem.

          • Tomek

            Matko kochana ależ ty jesteś patetyczny O_O Naprawdę niezły styl. Do rzeczy. Poprawka – razem odbiegliśmy :D Powiem więcej – Ty zacząłeś nawiązując do polskojęzycznych targowiczan z niedoborem skóry na genitaliach. Wolę być ordynarny i szczery niż fałszywie przymilny, ot taka filozofia prostego chłopka roztropka ;> Jesteś człowiekiem albo naiwnym albo złodziejskim (w zależności po której stronie stoisz). A panią Malvinę bardzo szanuję za to że przepuściła tak niewygodne posty wiedząc na pewno że w komentarzach zdarzają się różni pożyteczni idioci. Pozdrawiam panią gorąco :)

          • Tomku, Mordeczko kochana jedyna, poczułbym się szczerze zmartwiony gdybyś zamilkł. Przyznam, punkt dla Ciebie. Początkowo byłem przekonany, że Ty tak na serio, ale szczęśliwie uzmysłowiłem sobie, że jaja sobie robisz, bo tacy ludzie istnieją jedynie w historiach z kawałów. Brawo dla Ciebie. Dałem się zrobić. Głupia cipa ze mnie. Nie doszedłem jedynie co starasz się zyskać i dodać sobie, obrażając ludzi wokół. Masz zapewne ukryty cel, więc jeśli przynosi Ci to zamierzoną ulgę i jest remedium na cokolwiek, nie odmawiaj sobie. Wal śmiało.
            Na koniec chciałbym Cię uspokoić. Jestem bądź mogę być owym resortowym dzieckiem, bo to najwyraźniej dla Ciebie bardzo ważne. Nie mniej, jak rany Boga, proszę Cię tylko Tomaszu, podaj choć przybliżoną definicję. Chciałbym do cholery wiedzieć kim jestem. Pozdrawiam oślepiony blaskiem Twej inteligencji. Resortowe dziecko i anglosaski podżegacz wojenny w jednym.

          • Tomek

            Uważam że powinniśmy zakończyć naszą rozmowę bo wydaje się prowadzić w dziwnym kierunku :l

        • „…Chcę jednak, żeby mój blog był otwartą przestrzenią do dyskusji, więc tak długo, jak długo nie obrażasz mnie i moich czytelników oraz nie zamieszczasz komentarzy o treści rasistowskiej/ksenofobicznej/mizoginicznej/homofobicznej etc., możesz sobie pisać, na co masz ochotę…” – komentarze 18.05.2016.

          Malvina, to są Twoje słowa napisane pod wpisem – Jak zaliczyłam swoją pierwszą ścianę, czyli…
          Nie ukrywam, że jestem zaskoczony, iż komentarz @Tomek został zaakceptowany i opublikowany. W mojej opinii posunął się dużo za daleko. Tobie pozostawiam jednak ocenę i ustosunkowanie, jak mocno identyfikujesz się z własnoręcznie napisanymi deklaracjami.

          • Tomek

            Czyżbyś poczuł się urażony opinią jakiegoś zaściankowego fashysty? Przecież ja choćbym chciał aż do zasrania majtek to nie jestem w stanie Ciebie obrazić gdyż poziom jaki reprezentuję opluwając zacnych mężów stanu co uczynili Polandię zieloną wyspą stawia mnie w jednym rzędzie z zapitym menelem! Albo!.. Przeczuwasz że taka opinia może otworzyć komuś oczy i chcesz aby nie mógł jej poznać, resortowy jelonku ;)

  • m0gart

    Bardzo nie lubię słowa „walka” w ujęciu związków. Bo z kim walczymy? Kto jest naszym wrogiem? Druga osoba? Przeciwności losu? Bez sensu. Jeśli o nasz związek musimy walczyć z naszą kobietą lub facetem, to jest to jakaś poroniona pomyłka. A stwierdzenie o walce o związek z przeciwnościami losu… c’mon. Jeśli są przeciwności, to staramy się i pracujemy razem, więc „walka” też tu średnio pasuje.
    Zauważyłem, że bardzo lubimy stosować wojenno – militarną nomenklaturę. Walczymy o związek, otwieramy front robót, prowadzimy kampanię wyborczą… Albo stwierdzenie, że w miłości i na wojnie nie ma chwytów niedozwolonych. Nasze słowa determinują nasze myślenie i działanie, więc jeśli podchodzimy do naszej kobiety czy faceta jak do przeciwnika, którego trzeba pokonać, udowodnić swoją rację i wyższość, podkreślić swoją przewagę, to na dłuższą metę nie przyniesie to nic dobrego.
    Podobnie jest z prowokowaniem kłótni w sytuacji, gdy jest za dobrze, za spokojnie. Niektórzy tak mają, że funkcjonują dobrze tylko wtedy, gdy jest źle, co najczęściej wynika z dysfunkcyjnego domu rodzinnego, gdzie awantury były na porządku dziennym, więc taki człowiek podświadomie dąży do stanu sobie doskonale znanego, w którym potrafi się odnaleźć i w którym – paradoksalnie – czuje się bezpiecznie. Gdy jest za spokojnie, to wkrada się napięcie, bo „jest za dobrze, coś pewnie jest nie tak”, wkradają się nerwy i w końcu dochodzi do samospełniającej się przepowiedni, czyli kłótni czasami o byle co.
    I po co to wszystko, skoro można spokojnie funkcjonować i po prostu cieszyć się sobą nawzajem?

    • Bozena Łępa

      Brawo, brawo, brawo.

  • Bieszczadzenia ostro zazdroszczę.

  • Zuzanna Marcinkowska

    Doskonale piszesz :)
    A ja to doskonale czytam :D

  • Maritylla

    Uważam, że w dobrym związku jedna osoba ma dla drugiej tyle wyrozumiałości co dla siebie. Dla wad, potknięć, niedoskonałości, gorszych dni. A próba przerobienia i nakłaniania do czegoś co nie leży w naturze tej drugiej, powoli doprowadza do rozpadu.

  • figaluna

    Eeejmen sister! Bardzo jasno. Bardzo w punkt.

  • sonia

    Z każdym tekstem czytam Cię bardziej, mocniej, więcej.
    P.S. Najczęściej czytam w pracy i chyba będę musiała przestać to robić, ponieważ siedząc z innymi pracownikami w biurze, czasami użyjesz w tak nieoczekiwanym i absurdalnym momencie takich sformułowań, że ciężko mi się powstrzymać od parsknięcia i oplucia monitora.

  • Magdalena Wyborska

    A mi panowie w salonie firmowym Apple przecięli kartę :)))

  • Mateusz

    Choć wszystko miało swoje czasy i swoich poetów i to nie tak że Kordian, Tristan czy Romeo źle myśleli o swoich związkach ;) to tekst jest naprawdę świetny.

  • Podzielę mój komentarz, żeby mi zaliczyło go do spamu.
    1.
    Wtrącę się, chociaż nie jestem żadnym B. ;) Moim zdaniem negatywnie
    zinterpretowałeś ten tekst. Może jesteś romantykiem i walka kojarzy Ci
    się z czymś wzniosłym. Dla mnie nad związkiem nawet nie powinno się
    pracować, a co dopiero walczyć. Związek trzeba PIELĘGNOWAĆ, czyli to ma miejsce, gdy DWIE osoby są zaangażowane i sprawia im to więcej
    przyjemności, niż wysiłku! Nie męczy ich to mocno na dłuższą metę.
    Podkreśliłabym chętnie to zdanie.

  • 2. Piszesz: „(…)o związek należy walczyć.Udane przejście przez kłopoty cementuje związki, pokazuje ich moc.Jak zbudować głęboki związek, zaufać partnerowi, mając świadomość, że ten przy najbliższych komplikacjach da dyla… Należy walczyć.Trzeba wykazać się elastycznością,zrozumieniem i chęcią kompromisu,poświęceniem dla drugiej”.

    Ty to nazywasz walką?Trochę słabo-moim zdaniem. Dla mnie to podstawy, które wykonuje się, jeżeli się naprawdę kogoś kocha, a nie żadna walka! Aczkolwiek z tym poświęceniem to bywa różnie – Ty się będziesz ciągle poświęcał, kiedy ta druga strona wcześniej nigdy tego dla Ciebie nie zrobiła? I pewnie nie zrobi, skoro po raz kolejny z rzędu to Ty musiałbyś się „poświęcić”. Tutaj też lepiej podejść do tego z
    rozsądkiem.

  • 3.Dla mnie walka jest wtedy, kiedy dwie osoby się szarpią, męczą i są nieszczęśliwe przez swoje działania, ale nadalpróbują, bo tak wszyscy trąbią, że nie wolno się poddawać (do tego często dochodzą inne czyn.: uzależnienie,brak perspektyw,toksyczny związek,kredyty,dzieci itp.). Walka jest też wtedy,kiedy jedna osoba nie widzi, że jej zmagania nie przynoszą skutków, a ona nadal walczy.Sama ze sobą przede wszystkim. Ta 2osoba też się szarpie – z myślami i wyrzutami. Próbują po raz enty, ale jakoś znów nie wychodzi.To jest właśnie walka- coś wyniszczającego.
    Czasem trzeba się pogodzić z tym, że z tej mąki chleba nie będzie,tyle. Im więcej kryzysów,które są spowodowane niedopasowaniem,kłótniami itd. (bo mogą być też kryzysy spowodowane czyn. losowymi:choroba, zwolnienie z pracy, śmierć kogoś z rodziny itd.),tym gorzej świadczy o relacji,dlatego zgadzam się z autorką tekstu.Miłość nie karmi się trupami, krwią,bólem i łzami (co nie znaczy, że życie nam tego wszystkiego zaoszczędzi), tylko radością i szczęściem(pary).Kończę i pozdrawiam.

  • Lorelei

    Dzięki za ten komentarz. Dawno temu już brałam się za ten serial, ale jakoś mnie nie porwał. Obejrzałam jakiś fragment odcinka czy coś, więc nawet nie miałam podstaw do wyrobienia sobie zdania, ale jakoś porzuciłam Przystanek. Jeszcze dziś do niego wrócę.