<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>Komentarze do: Ostatni raz z&#160;Kurtem. Montage of Heck</title>
	<atom:link href="https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck</link>
	<description>Jedyny blog społeczno-literacki. Zero lajfstajlu. Nie mówię jak żyć. Mówię, że można inaczej.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 31 Aug 2023 14:15:00 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=4.8.25</generator>
	<item>
		<title>Autor: Kama</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-9021</link>
		<dc:creator><![CDATA[Kama]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2015 18:45:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-9021</guid>
		<description><![CDATA[Dzięki za ten wpis. Twoje słowa to moje myśli, to również moje wspomnienia. Długo trawiłam w sobie tę fascynację. Nie. Może raczej podziw. Nie wiem jak to nazwać. Wydawało mi się, że dorosła, nowoczesna kobieta nie powinna się przyznawać się do fascynacji Nirvaną i Kurtem. Poleciałam z nurtem. Słucham elektroniki, nosze szpilki i sukienki. Nie siedzę już na krawężniku w kraciastej koszuli i trampkach. Ale w tamtym uwielbieniu był jakiś ważny fragment mnie, który próbowałam zabić. A on jest bardzo ważny i bez niego nie mam 100% siebie.
Dzięki, dobrze wiedzieć, że ktoś jeszcze tak czuł i nadal czuje.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dzięki za&nbsp;ten wpis. Twoje&nbsp;słowa to&nbsp;moje myśli, to&nbsp;również moje&nbsp;wspomnienia. Długo trawiłam w&nbsp;sobie tę fascynację. Nie. Może raczej podziw. Nie&nbsp;wiem jak to&nbsp;nazwać. Wydawało mi się, że&nbsp;dorosła, nowoczesna kobieta nie&nbsp;powinna się przyznawać się do&nbsp;fascynacji Nirvaną i&nbsp;Kurtem. Poleciałam z&nbsp;nurtem. Słucham elektroniki, nosze szpilki i&nbsp;sukienki. Nie&nbsp;siedzę już na&nbsp;krawężniku w&nbsp;kraciastej koszuli i&nbsp;trampkach. Ale&nbsp;w&nbsp;tamtym uwielbieniu był jakiś ważny fragment mnie, który&nbsp;próbowałam zabić. A&nbsp;on jest bardzo ważny i&nbsp;bez niego nie&nbsp;mam 100% siebie.<br />
Dzięki, dobrze wiedzieć, że&nbsp;ktoś jeszcze tak&nbsp;czuł i&nbsp;nadal czuje.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Malwina</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-7735</link>
		<dc:creator><![CDATA[Malwina]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 08 Jul 2015 08:34:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-7735</guid>
		<description><![CDATA[Uwielbiam Nirvane od zawsze:) Nie ma to jak powspominać licealne rockoteki... Glany, kabaretki, czarne mini i koszulki z ulubionymi kapelami...]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Uwielbiam Nirvane od&nbsp;zawsze:) Nie&nbsp;ma to&nbsp;jak powspominać licealne rockoteki&#8230; Glany, kabaretki, czarne mini i&nbsp;koszulki z&nbsp;ulubionymi kapelami&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Yumi -sama</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-2005</link>
		<dc:creator><![CDATA[Yumi -sama]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 30 Apr 2015 16:13:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-2005</guid>
		<description><![CDATA[Według mnie on nadal żyje. Żyje i trafia w serca kolejnych ludzi.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Według mnie on nadal żyje. Żyje i&nbsp;trafia w&nbsp;serca kolejnych ludzi.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Wojciech</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1994</link>
		<dc:creator><![CDATA[Wojciech]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 27 Apr 2015 19:28:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1994</guid>
		<description><![CDATA[Son of a gun najlepszy :P Pamiętam jak kiedyś mocno hejtowałem Noel G. z Oasis za 


&quot;Seems to me that here was a guy who had everything, and was miserable about it. And we had fuck-all, and I still thought that getting up in the morning was the greatest fuckin&#039; thing ever, &#039;cause you didn&#039;t know where you&#039;d end up at night. And we didn&#039;t have a pot to piss in, but it was fucking great, man&quot;.



a teraz jakoś bliżej mi do tej filozofii :v. Anyway, good times. Wieczór przy Nirvanie - dzięki Malvina ;)]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Son of a&nbsp;gun najlepszy :P Pamiętam jak kiedyś mocno hejtowałem Noel G. z&nbsp;Oasis za&nbsp;</p>
<p>&#8222;Seems to&nbsp;me that here was a&nbsp;guy who had everything, and was miserable about it. And we&nbsp;had fuck-all, and I&nbsp;still thought that getting up in the morning was the greatest fuckin&#8217; thing ever, &#8217;cause you didn&#8217;t know where you&#8217;d end up at night. And we&nbsp;didn&#8217;t have a&nbsp;pot to&nbsp;piss in, but it was fucking great, man&#8221;.</p>
<p>a teraz jakoś bliżej mi do&nbsp;tej filozofii :v. Anyway, good times. Wieczór przy Nirvanie &#8211; dzięki Malvina ;)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: A.</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1993</link>
		<dc:creator><![CDATA[A.]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 27 Apr 2015 07:37:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1993</guid>
		<description><![CDATA[Jestem starsza od Ciebie 5 lat, Malvino, więc &quot;za moich czasów&quot; muzyka Kurta była nawet bardziej na topie. Pamiętam, że moja koleżanka miała taką książeczkę ze wszystkimi tekstami jego piosenek, a ponieważ ja jeszcze nie wszystko kumałam ze słuchu, to je sobie PRZEPISYWAŁAM do zeszytu!!! Wydaje mi się, że niezgoda na rzeczywistość, tak jak trafnie to ujęłaś, była chyba najważniejszą dla mnie rzeczą w jego muzyce, a przy &quot;Something in the way&quot; również ryczałam tak, że już bardziej się nie da. No i ta koszulka z podobizną Kurta, nabyta na Stadionie Dziesięciolecia, noszona niczym największa relikwia... Ach, te wspomnienia!
Dziękuję, Malvino, za ten tekst. Zabrałaś mnie w miejsce, w którym byłam jeszcze taka inna...]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem starsza od&nbsp;Ciebie 5 lat, Malvino, więc&nbsp;&#8222;za moich&nbsp;czasów&#8221; muzyka Kurta była nawet bardziej na&nbsp;topie. Pamiętam, że&nbsp;moja koleżanka miała taką książeczkę ze&nbsp;wszystkimi tekstami jego piosenek, a&nbsp;ponieważ ja jeszcze nie&nbsp;wszystko kumałam ze&nbsp;słuchu, to&nbsp;je sobie PRZEPISYWAŁAM do&nbsp;zeszytu!!! Wydaje mi się, że&nbsp;niezgoda na&nbsp;rzeczywistość, tak&nbsp;jak trafnie to&nbsp;ujęłaś, była chyba najważniejszą dla mnie rzeczą w&nbsp;jego muzyce, a&nbsp;przy &#8222;Something in the way&#8221; również ryczałam tak, że&nbsp;już bardziej się nie&nbsp;da. No i&nbsp;ta koszulka z&nbsp;podobizną Kurta, nabyta na&nbsp;Stadionie Dziesięciolecia, noszona niczym największa relikwia&#8230; Ach, te wspomnienia!<br />
Dziękuję, Malvino, za&nbsp;ten tekst. Zabrałaś mnie w&nbsp;miejsce, w&nbsp;którym byłam jeszcze taka inna&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gall Anonim</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1992</link>
		<dc:creator><![CDATA[Gall Anonim]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2015 13:44:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1992</guid>
		<description><![CDATA[Ja akurat z twórczością Nirvany i Kurta zapoznałem się dzięki mojemu wujkowi, ale akurat jeżeli chodzi o wszystkie utwory zespołu mam tylko kilkanaście ulubionych piosenek. A Kurt miał swój styl bycia, który robił wrażenie na wielu osobach i za to ogromny szacun dla niego, że dalej był sobą pomimo swojej sławy. Szkoda tylko, że tak szybko musiał odejść od nas. A odnośnie twojego postu jest mega zajebisty i fajnie mi się go czytało. :)]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ja akurat z&nbsp;twórczością Nirvany i&nbsp;Kurta zapoznałem się dzięki mojemu&nbsp;wujkowi, ale&nbsp;akurat jeżeli chodzi o&nbsp;wszystkie utwory zespołu mam tylko&nbsp;kilkanaście ulubionych piosenek. A&nbsp;Kurt miał swój styl bycia, który&nbsp;robił wrażenie na&nbsp;wielu osobach i&nbsp;za to&nbsp;ogromny szacun dla niego, że&nbsp;dalej był sobą pomimo swojej sławy. Szkoda tylko, że&nbsp;tak szybko musiał odejść od&nbsp;nas. A&nbsp;odnośnie twojego&nbsp;postu jest mega zajebisty i&nbsp;fajnie mi się go czytało. :)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Ratio</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1991</link>
		<dc:creator><![CDATA[Ratio]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2015 12:13:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1991</guid>
		<description><![CDATA[Fajny wpis :) Szkoda natomiast, że (sądząc po małej liczbie komentarzy) spływa po czytelnikach. Mam wrażenie, że większość z nich nie rusza już nic, co nie jest rozkminianiem tematyki związków, ewentualnie &quot;diagnozą pokolenia&quot; o tym, w jakich to popieprzonych czasach żyjemy i jacy to my pokręceni  ;) pozdr.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Fajny wpis :) Szkoda natomiast, że&nbsp;(sądząc po&nbsp;małej liczbie komentarzy) spływa po&nbsp;czytelnikach. Mam wrażenie, że&nbsp;większość z&nbsp;nich nie&nbsp;rusza już nic, co nie&nbsp;jest rozkminianiem tematyki związków, ewentualnie &#8222;diagnozą pokolenia&#8221; o&nbsp;tym, w&nbsp;jakich to&nbsp;popieprzonych czasach żyjemy i&nbsp;jacy to&nbsp;my pokręceni  ;) pozdr.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Maritylla</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1990</link>
		<dc:creator><![CDATA[Maritylla]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2015 12:35:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1990</guid>
		<description><![CDATA[A ja pamiętam, że pierwszą piosenką Nirvany, którą usłyszałam była &quot;The man who sold the world&quot;- puściła mi ją mama. I ten głos mnie zahipnotyzował... I hipnotyzuje do dzisiaj- może nie z taką siłą jak wtedy kiedy byłam nastolatką ale jednak... I dziękuję Bogu za internet- że mogłam zobaczyć i usłyszeć więcej niż w pięknych latach 90-tych... Na film też się wybiorę...]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>A&nbsp;ja pamiętam, że&nbsp;pierwszą piosenką Nirvany, którą usłyszałam była &#8222;The man who sold the world&#8221;- puściła mi ją mama. I&nbsp;ten głos mnie zahipnotyzował&#8230; I&nbsp;hipnotyzuje do&nbsp;dzisiaj- może nie&nbsp;z&nbsp;taką siłą jak wtedy kiedy byłam nastolatką ale&nbsp;jednak&#8230; I&nbsp;dziękuję Bogu za&nbsp;internet- że&nbsp;mogłam zobaczyć i&nbsp;usłyszeć więcej niż w&nbsp;pięknych latach 90-tych&#8230; Na&nbsp;film też się wybiorę&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: At</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1989</link>
		<dc:creator><![CDATA[At]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2015 01:25:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1989</guid>
		<description><![CDATA[Też zaliczyłam epizod z Nirvaną. Nirvana jednak nie była dla mnie. Za słabe pierdolnięcie - szybko przeszłam do Sepultury =p]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Też zaliczyłam epizod z&nbsp;Nirvaną. Nirvana jednak nie&nbsp;była dla mnie. Za&nbsp;słabe pierdolnięcie &#8211; szybko przeszłam do&nbsp;Sepultury =p</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Szymon S.</title>
		<link>https://malvina-pe.pl/post/350-kurt-cobain-nirvana-montage-of-heck#comment-1988</link>
		<dc:creator><![CDATA[Szymon S.]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2015 00:54:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://malvina-pe.pl/?p=740#comment-1988</guid>
		<description><![CDATA[U mnie zaczęło się od przyniesionej do domu przez starszego brata składanki NIRVANA GOLD (to w ogóle było legalne wydawnictwo?), potem pierwsza kupiona kaseta w życiu, czyli
IN UTERO - rok 2000, może 2001. Kombinowanie nagrań od znajomych i znajomych
znajomych, drukowane tłumaczenia tekstów, wygniecione i wielokrotnie kserowane
tabulatury, pierwsze chwyty na gitarze ćwiczone właśnie na kawałkach Cobaina i
spółki. Potem  lektura BĄDŹ JAKI BĄDŹ, kilku innych książek, które już niewiele wnosiły do tematu, aż w końcu udało się od kogoś przegrać kasetę VHS, na której był zajechany zapis koncertu z ’93, film dokumentalny (po angielsku, ze skasowanym początkiem i końcem) i występ
UNPLUGGED… potężna chwila, bo przez miesiące widziałem tych ludzi tylko na
zdjęciach, słuchałem ich muzyki, czytałem o nich, ale nigdy nie widziałem
ruszających się, żadnego teledysku, nagrania koncertu czy wywiadu. Pamiętam, że
siedziałem przed telewizorem i po raz pierwszy dotarło do mnie, że oni naprawdę
żyli, że nikt ich nie wymyślił, że to też byli ludzie. Dziś pewnie ciężko to
sobie wyobrazić.

Ale z tym filmem mam spory problem. Nawet nie chodzi o to, że ciężko mi stwierdzić do kogo jest
skierowany. Nie opowiada historii Cobaina w wyczerpujący sposób, pozwalający wejść
w temat komuś, kto fanem nigdy nie był i nie interesował się każdą sekundą
życia swojego idola. Nie wnosi też niczego nowego dla kogoś, kto choćby
przeczytał książkę Michaela Azerrada i zna mniej więcej płyty tria z Aberdeen.
Największą wartością MONTAGE OF HECK jest potężne nagromadzenie prywatnych
zapisków Kurta, jego rysunków, notatek, wycinków z dzienników, filmów
rodzinnych, zdjęć, jednym słowem – mnóstwo materiału, którego wcześniej nie było
dane oglądać zwykłemu śmiertelnikowi. I tu jest pies pogrzebany, bo Cobain był
wręcz definicją artysty, który nienawidził sławy właśnie przez to, że wpieprzała
mu się w prywatne życie, dlatego że miał poczucia bycia wiecznie obserwowanym i
prześwietlanym - przez ludzi, którzy nigdy go nie znali i nie widzieli z
odległości bliższej niż barierki pod sceną. A nie mogę oprzeć się wrażeniu, że
ten film w dużej mierze składa się z rzeczy, których sam Kurt nigdy nie chciał
pokazać, które dzielił z najbliższymi lub były tylko jego. Miałem podobny
niesmak gdy zostały opublikowane jego dzienniki. Największym wydarzeniem około-Nirvanowym
od 1994 było chyba wydanie „You know You’re right” i całego „With the lights
out”, bo dotykało to muzyki – a tym Cobain akurat chciał się dzielić ze światem.
W momencie, w którym grzebiemy w jego prywatnych zapiskach sytuacja przypomina
ojebanie szuflad zmarłego wraz z późniejszą próbą sprzedaży ich zawartości,
ewentualnie zrobienie fanowskiego filmu z tego, co znalazło się w owych szufladach.
I jakkolwiek zdaję sobie sprawę, że było to zrobione z błogosławieństwem
Courtney, Frances czy Krista, niesmak pozostaje. Tym bardziej, gdy w wywiadzie
z Brettem Morgenem słyszę później, że udało mu się zrozumieć Kurta i spojrzeć
na świat jego oczami. No sorry, albo ktoś mnie tu robi w człona, albo – myśląc
o tym samym Kurcie Cobainie - myślimy jednak o kompletnie innej postaci. Jeżeli
ktoś zabiera się za robienie filmu o tak kultowej postaci dwadzieścia lat po
jej śmierci (a podczas tych dwudziestu lat zostało powiedziane, napisane i przeanalizowane
już chyba wszystko w temacie), to twórca musi zacząć od zadania sobie pytania „czy
ja mam w ogóle coś nowego do przekazania?”. Film powstał, więc odpowiedź na to
pytanie musiała być twierdząca. Ale liczyłem na coś więcej niż rollercoaster po
wszystkim, co intymne w życiu lidera Nirvany.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>U&nbsp;mnie zaczęło się od&nbsp;przyniesionej do&nbsp;domu przez&nbsp;starszego brata składanki NIRVANA GOLD (to&nbsp;w&nbsp;ogóle było legalne wydawnictwo?), potem pierwsza kupiona kaseta w&nbsp;życiu, czyli<br />
IN UTERO &#8211; rok 2000, może 2001. Kombinowanie nagrań od&nbsp;znajomych i&nbsp;znajomych<br />
znajomych, drukowane tłumaczenia tekstów, wygniecione i&nbsp;wielokrotnie kserowane<br />
tabulatury, pierwsze chwyty na&nbsp;gitarze ćwiczone właśnie na&nbsp;kawałkach Cobaina i<br />
spółki. Potem  lektura BĄDŹ JAKI BĄDŹ, kilku innych książek, które już niewiele wnosiły do&nbsp;tematu, aż w&nbsp;końcu udało się od&nbsp;kogoś przegrać kasetę VHS, na&nbsp;której był zajechany zapis koncertu z&nbsp;’93, film dokumentalny (po&nbsp;angielsku, ze&nbsp;skasowanym początkiem i&nbsp;końcem) i&nbsp;występ<br />
UNPLUGGED… potężna chwila, bo przez&nbsp;miesiące widziałem tych ludzi tylko&nbsp;na<br />
zdjęciach, słuchałem ich muzyki, czytałem o&nbsp;nich, ale&nbsp;nigdy nie&nbsp;widziałem<br />
ruszających się, żadnego teledysku, nagrania koncertu czy&nbsp;wywiadu. Pamiętam, że<br />
siedziałem przed&nbsp;telewizorem i&nbsp;po raz pierwszy dotarło do&nbsp;mnie, że&nbsp;oni naprawdę<br />
żyli, że&nbsp;nikt ich nie&nbsp;wymyślił, że&nbsp;to też byli ludzie. Dziś pewnie ciężko to<br />
sobie wyobrazić.</p>
<p>Ale z&nbsp;tym filmem mam spory problem. Nawet nie&nbsp;chodzi o&nbsp;to, że&nbsp;ciężko mi stwierdzić do&nbsp;kogo jest<br />
skierowany. Nie&nbsp;opowiada historii Cobaina w&nbsp;wyczerpujący sposób, pozwalający wejść<br />
w temat komuś, kto fanem nigdy nie&nbsp;był i&nbsp;nie interesował się każdą sekundą<br />
życia swojego idola. Nie&nbsp;wnosi też niczego nowego dla kogoś, kto choćby<br />
przeczytał książkę Michaela Azerrada i&nbsp;zna mniej więcej płyty tria z&nbsp;Aberdeen.<br />
Największą wartością MONTAGE OF HECK jest potężne nagromadzenie prywatnych<br />
zapisków Kurta, jego rysunków, notatek, wycinków z&nbsp;dzienników, filmów<br />
rodzinnych, zdjęć, jednym słowem – mnóstwo materiału, którego&nbsp;wcześniej nie&nbsp;było<br />
dane oglądać zwykłemu śmiertelnikowi. I&nbsp;tu jest pies pogrzebany, bo Cobain był<br />
wręcz definicją artysty, który&nbsp;nienawidził sławy właśnie przez&nbsp;to, że&nbsp;wpieprzała<br />
mu się w&nbsp;prywatne życie, dlatego że&nbsp;miał poczucia bycia wiecznie obserwowanym i<br />
prześwietlanym &#8211; przez&nbsp;ludzi, którzy&nbsp;nigdy go nie&nbsp;znali i&nbsp;nie widzieli z<br />
odległości bliższej niż barierki pod&nbsp;sceną. A&nbsp;nie mogę oprzeć się wrażeniu, że<br />
ten film w&nbsp;dużej mierze składa się z&nbsp;rzeczy, których&nbsp;sam Kurt nigdy nie&nbsp;chciał<br />
pokazać, które dzielił z&nbsp;najbliższymi lub były tylko&nbsp;jego. Miałem podobny<br />
niesmak gdy&nbsp;zostały opublikowane jego dzienniki. Największym wydarzeniem około-Nirvanowym<br />
od 1994 było chyba wydanie „You know You’re right” i&nbsp;całego „With the lights<br />
out”, bo dotykało to&nbsp;muzyki – a&nbsp;tym Cobain akurat chciał się dzielić ze&nbsp;światem.<br />
W momencie, w&nbsp;którym grzebiemy w&nbsp;jego prywatnych zapiskach sytuacja przypomina<br />
ojebanie szuflad zmarłego wraz z&nbsp;późniejszą próbą sprzedaży ich zawartości,<br />
ewentualnie zrobienie fanowskiego filmu z&nbsp;tego, co znalazło się w&nbsp;owych szufladach.<br />
I jakkolwiek zdaję sobie sprawę, że&nbsp;było to&nbsp;zrobione z&nbsp;błogosławieństwem<br />
Courtney, Frances czy&nbsp;Krista, niesmak pozostaje. Tym bardziej, gdy&nbsp;w&nbsp;wywiadzie<br />
z Brettem Morgenem słyszę później, że&nbsp;udało mu się zrozumieć Kurta i&nbsp;spojrzeć<br />
na świat jego oczami. No sorry, albo&nbsp;ktoś mnie tu robi w&nbsp;człona, albo&nbsp;– myśląc<br />
o tym samym Kurcie Cobainie &#8211; myślimy jednak o&nbsp;kompletnie innej postaci. Jeżeli<br />
ktoś zabiera się za&nbsp;robienie filmu o&nbsp;tak kultowej postaci dwadzieścia lat po<br />
jej śmierci (a&nbsp;podczas tych dwudziestu lat zostało powiedziane, napisane i&nbsp;przeanalizowane<br />
już chyba wszystko w&nbsp;temacie), to&nbsp;twórca musi zacząć od&nbsp;zadania sobie pytania „czy<br />
ja mam w&nbsp;ogóle coś nowego do&nbsp;przekazania?”. Film powstał, więc&nbsp;odpowiedź na&nbsp;to<br />
pytanie musiała być twierdząca. Ale&nbsp;liczyłem na&nbsp;coś więcej niż rollercoaster po<br />
wszystkim, co intymne w&nbsp;życiu lidera Nirvany.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
