Dzień Ojca

Od jakichś ośmiu lat nie dopuszczam do siebie myśli, że ten dzień istnieje, że się dzieje, że 23 czerwca świat celebruje ojcostwo. Dziś przeczytałam maila od szefa, który napisał tylko jedno zdanie: „Podbijmy teksty wokół dnia ojca”, a mnie jebło. Nagle przypomniałam sobie, że mój ojciec prawdopodobnie wciąż żyje, gdzieś tam jest, mieszka w kawalerce po babci, dwadzieścia metrów kwadratowych, śpi na brzydkiej jak noc kanapie w stylu rokoko, którą kupił jakieś dziesięć lat temu, utrzymuje się za nie wiem co, bo był taksówkarzem, ale stracił prawko za jazdę po pijaku i nie ma ze mną kontaktu od 2014 roku, kiedy to bardzo subtelnie nazwał mnie kurwą i kazał wypierdalać. It’s a lot, wiem. 

Mój ojciec nie należał do najlepszych ojców świata, to już ustaliliśmy. Pił, bił, darł mordę, znęcał się psychicznie nade mną i nad matką, która ostatecznie zostawiła go tuż przed moją maturą, perfect timing, no ale lepiej późno niż wcale. A jednak jest moim ojcem. Im jestem starsza, tym mniej go nienawidzę, a tym bardziej mu współczuję.

Dumnie dzierżył pałeczkę patologii, którą przekazali mu jego rodzice, których z kolei patologicznie zaszczepili ich rodzice i tak dalej. Toksyna ciągnie się z pokolenia na pokolenie, dlatego ja postanowiłam to przerwać i zrezygnowałam z trybu „rozmnażanie”, a w zasadzie po prostu ominęła mnie ta przygoda, bo od trzech lat jestem sama i w tym czasie mój termin przydatności niestety upłynął. Nikt normalny nie robi sobie dziecka w wieku 37 lat. 

Kurde, jestem stara. Jestem stara, a wciąż czasami zastanawiam się, czy tata byłby dumny, gdyby wiedział, że wydałam powieść i za chwilę wydam kolejną? Czy byłby dumny, że zrobiłam Koronę Maratonów Polski w rok? Czy byłby dumny z faktu, że pracuję w największym dzienniku w Polsce i kupiłam mieszkanie?

Niestety, znam odpowiedź.

Nigdy nie byłam dla ojca wystarczająca. Ani jako młoda dziewczyna („za patyczakiem nikt się nie będzie oglądał”, „zrób coś z tymi włosami”, „zdrowe dziewczyny mają cycki i dupę”, „czwórka to nie ocena, to porażka”) ani jako młoda kobieta („jak możesz mieszkać z facetem bez ślubu?”, „adidasy w twoim wieku?”). Mój ojciec sądził, że najważniejszą rolą kobiety jest rodzenie dzieci. Zaraz po tym obsługa męża. A może na odwrót, ciężko powiedzieć. A, no i jeszcze sprzątanie, gotowanie, rozchylanie nóg, takie tam.

Sporo będzie mojego ojca w drugiej powieści. Sporo będzie też mnie. I mojej mamy. Choć to nie opowieść o nas.

Czemu piszę ten tekst? Kurde, sama nie wiem. Chyba stęskniłam się za wylewaniem na Was własnych pomyj. I za takim niezobowiązującym stukaniem w klawiaturę, którego pewnie nikt już nie przeczyta, bo straciłam fanpage. Ale tak najbardziej to chyba piszę ten tekst, bo widzę, jak świat się zmienia i jak zmienia się podejście do ojcostwa. Coraz częściej spotykam facetów z wózkami, ojców noszących dumnie noworodki na piersi, objaśniających dzieciom świat. Za każdym razem mnie to rozczula, choć nie powinno, bo przecież taka jest Wasza zasrana rola – być dobrymi ojcami, mężami, mężczyznami. 

Dlatego dziś, w Dzień Ojca, nie będę składać życzeń ojcom, a matkom. Tym wszystkim heroinom, które za PRL-u, w latach wczesnego kapitalizmu i dziś zastępowały i zastępują swoim dzieciom ojców. Ojców nieobecnych ze względu na saksy, wódę, kochanki, nieudane biznesy, przegrane pieniądze i generalnie, patriarchat. A w szczególności składam w Dzień Ojca życzenia mojej Mamie, która – choć czasem nam nie po drodze – nigdy mnie nie opuściła, a zawsze wspierała. Dzięki R., że jesteś mi matką, ojcem i przyjaciółką w jednym. 

A do Was, Panowie – keep doin’ what u doin’. Świat się zmienia i na szczęście Ziemia już nie krąży wokół kutasa. O ile za kilkadziesiąt lat nie zabije nas katastrofa klimatyczna, nadejdzie czas matriarchatu. I bardzo, kurwa, dobrze. 

0 Like

Share This Story

Ludzie
  • Aneta S

    My tez tesknilismy!!

  • Grabisz sobie

    Grabisz sobie tym stwierdzeniem o normalności i dzieciach w wieku 37 lat.

  • Aggie

    Dzieki za nowy tekst!