Kobiety, które chcą (za) bardzo

kobiety-ktore-chca-za-bardzo-malvina-pe

Przychodzi taki moment w życiu każdej kobiety, że poznaje mężczyznę, na punkcie którego totalnie traci głowę. Nie może jeść, bo myśli o nim. Nie może spać, bo myśli o nim. Nie może w spokoju odpalić PornHuba, bo… No wiadomo. MYŚLI O NIM. Możemy to nazwać zauroczeniem, ewentualnie głupotą, nomenklatura nie ma większego znaczenia, kiedy chodzi o emocje i tymczasową blokadę mózgu.

Taka kobieta, kobieta totalnie zauroczona, bardzo chciałaby mieć potwierdzone info, że mężczyzna, który skradł jej serce (i zdrowy rozsądek), też jest zakręcony na jej punkcie niczym ruski termos. Niestety, większość z nas musi zachowywać w stanie tej emocjonalnej epilepsji powściągliwość. Udawaną, bo udawaną, ale jednak. Żeby nie wyjść na wariatkę, stalkerkę, desperatkę, nachalną, mało kobiecą, zbyt męską, no generalnie taką, która CHCE ZA BARDZO. Bo w naszym kręgu kulturowym przyjęło się, że to mężczyzna wypatruje króliczka, goni go, następnie upolowuje i zjada. Jest to naturalna kolej rzeczy, atawizm nie do przeskoczenia, nawet dziś, w czasach, kiedy to kobiety zarządzają, płacą za seks i trzymają facetów pod butem. Niby możemy inicjować, ale nie za bardzo. Niby nikt nam nie broni powiedzieć otwarcie do mężczyzny „hej, podobasz mi się, chcę cię”, ale robiąc to, musimy się liczyć w faktem, że facet szybciej straci nami zainteresowanie. Bo Wy już tak macie.

A nas to wkurwia.

 

*

 

– Minęły trzy dni, a on wciąż nic nie napisał! Nie rozumiem! – Anka kurczowo ściska w dłoni telefon, aż jej knykcie zbielały. – Przecież randka się udała. Jakąś godzinę po pożegnaniu już siedzieliśmy na messangerze! I pisaliśmy do pierwszej w nocy! I sam się odezwał dwa dni później! A potem, jak ja zagadałam pierwsza, odpisał w dwóch słowach i od tamtej pory cisza. O co chodzi? – Anka zawiesza głos i patrzy na mnie z napięciem. Najwyraźniej czeka, aż ja wyjaśnię tę mrożącą krew w żyłach tajemnicę.
– Może umarł? – stawiam najbezpieczniejszą hipotezę. Trupa nie można winić w zasadzie o nic. Chłopak jest bezpieczny.
– To wcale nie jest śmieszne, Pajonk! On mi się naprawdę spodobał… – Anka smutnieje. – To był pierwszy fajny facet, jakiego spotkałam od ponad roku. Nie dość, że elokwentny, z poczuciem humoru i własnymi zajawkami, to jeszcze, kurna, naprawdę niezły. Na tyle, że jak nie patrzył, to rozbierałam go wzrokiem. Ilu takich masz na wyciągnięcie ręki?
Rozglądam się dokoła. Siedzimy w knajpie na Artystycznym Żoliborzu, jest w zasadzie pusto, jeśli nie liczyć jednego literata koło siedemdziesiątki, skrobiącego coś w kajeciku i siorbiącego setę na pobudzenie wyobraźni.
– No właśnie – konstatuje Anka. – Albo alkoholicy, albo żonate dziady, co szukają wrażeń, albo młodsi, których kręcą cycate trzydziestki. A jak już się trafia ktoś fajny, normalny, przystojny, to musisz zgrywać niedostępną, tajemniczą i chuj wie, co jeszcze, bo jemu laski same do wyra włażą, bo on wie, że jest towarem deficytowym i skrzętnie z tego korzysta!
– A gdybyś była na jego miejscu, to byś nie korzystała? – pytam, jak na typową hedonistkę przystało.
– Nie wiem, może, ale nie w tym rzecz! Chodzi o to, żeby nie tracić nawzajem swojego czasu! Jeśli mu się podobam i go interesuję jako kobieta, niech to okaże. Jeśli interesuje go jedynie seks ze mną, niech powie na pierwszej randce „chodźmy do łóżka”. Jeśli widzi we mnie wyłącznie potencjalną kumpelę, niech mi to powie wprost. A jeśli w ogóle nie chce mieć ze mną do czynienia, bo na przykład uważa, że jestem nudna, brzydka i uchynięta, niech do kurwy nędzy nie pisze, nie dzwoni, a na koniec randki nie dziękuje za cudowne spotkanie i nie podaje swojego numeru telefonu! – Anka ewidentnie się zapowietrza.
– Może koleś bada grunt? Może potrzebuje więcej czasu? No come on, spotkałaś się z nim ile, dwa razy? Gdzie ci się spieszy? – pytam.
Anka wbija we mnie wzrok wyraźnie osłupiała.
– Stara, mam 33 lata. Nie mam czasu na zabawy w kotka i myszkę. Dla nas era randkowania się skończyła. To nie jest „Seks w Wielkim Mieście”, tylko Warszawa, Polska. I samotność, z którą nie chcę się wiązać do końca życia… Rozumiesz?

Z żalem przyznaję, że owszem.

 

*

 

Pan Elokwentny już nigdy więcej nie napisał ani nie zadzwonił do Anki. Polubił za to jej dwa posty na Facebooku i jedno zdjęcie na Instagramie.

I tego to ja już totalnie nie rozumiem.

 

Tekst po raz pierwszy ukazał się w magazynie „Logo” [nr 11, listopad 2016] oraz na logo24.pl

Fot. Andrew Welch, Unsplash.com

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • julia
    • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

      Nakręcono też film pod tym tytułem, ale warto tylko dla prologu i nagiej Scarlett Johansson :)

    • Wero

      Wero

    • Wero

      Z jednej strony zgadzam się z Wami a propos desperackiego poszukiwania kogoś kto wypełni pustkę w życiu, z drugiej zastanawiam się jak to jest że chcecie żeby kobieta miała swoje życie, pasje a jak już je ma to jest zbyt samodzielna, niewystarczająco oddana Wam mężczyznom w spędzaniu wspólnie czasu? Ot taka patowa sytuacja;)

      • piotrosc .

        Co ma samodzielność do pasji? Człowiek bez pasji jest po prostu nudny bo nie ma czym się podzielić z drugim człowiekiem. Partnerstwo polegać ma na dzieleniu się sobą czy wypełnianiu sobą? To drugie do mnie kompletnie nie przemawia.

  • B.

    Szkoda tylko, że jak jest się kilka lat z facetem, którego się kocha, któremu się ufa, to i tak masz wrażenie, że jak powiesz za dużo, za bardzo się postarasz, to dostaniesz po dupie i Cię zostawi. Co jest z nami nie tak? Przecież dajemy z siebie wszystko, żeby było dobrze tej drugiej połówce.

    • m0gart

      Nie rozumiem Cię, droga B. Dlaczego jesteś z facetem, przy którym boisz się postarać, co do którego masz obawy, że Cię zostawi, jak zrobisz coś nie tak? Nie zazdroszczę Ci życia w ciągłych nerwach i stresie.

    • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

      Nie znam ani jednego faceta, który zrezygnował ze związku, bo miał za dobrze. To, że powie „bo byłaś dla mnie za dobra” oznacza, że nie chciał powiedziec prawdy.
      Niestety, najczęściej to co Ty piszesz oznacza „ja mu aż tyle daje a on nie odpowiada tym samym”… Sorry, ale tak to nie działa.

    • Pionierka

      Po co Ci taki związek? Po co Ci relacja, w której musisz pilnować każdego słowa i prowadzić jakieś gierki?

      • S.

        Pewnie wedle zasady:
        „lepszy taki niż żaden”

  • Monika Sto

    Może i w „naszym kręgu kulturowym przyjęło się, że to mężczyzna wypatruje króliczka, goni go, następnie upolowuje i zjada” tylko, że bardzo duża część tych mężczyzn nie potrafi już tego robić. Sami oddali nam prym w tej dziedzine a potem maja problem z tym, że to kobieta przejmuje inicjatywę.
    I chyba najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafia powiedzieć czego chcą.

    • Daniel

      Obowiązkiem faceta jest rozpocząć, otworzyć i nadać kierunek. To wszystko. Nie jest obowiązkiem faceta słać kwiatów, pisać ckliwych smsów i siedzieć po kilka godzin na gadugadu czy innym messangerze. Tym bardziej nie jest obowiązkiem faceta namawiać, nakłaniać, przekonywać, łasić się, szukać uznania itd. Jedna propozycja spotkania. Druga propozycja spotkania. Jeżeli nie ma odpowiedzi – koniec. Life goes on.

      Problem jest w tym, że kobiety NIE WIEDZĄ czego chcą bo to się zmienia co dwie sekundy. To jak próba złapania bańki mydlanej. To, że facet wie czego chce nic mu nie daje, bo kobieta nie wie, albo chce czegoś innego, i co wtedy? Do tanga trzeba dwojga.
      Zgadzam się, że jest problem z komunikowaniem zamiarów przez facetów, ale nie chodzi o artykułowanie, tylko o przekaz. Można to przecież zrobić na wiele sposobów. Niestety, większość ludzi jest tak zdesperowana i tak panicznie boi się odrzucenia, że nie potrafi sięgnąć po to czego pragnie. Dotyczy to obu płci.

      • Monika Sto

        Ja nie nazawała bym tego „obowiązkiem” a co do reszty to jestem gotowa się nawet zgodzić.
        Choć miło by było żeby facet czasem namawiał, nakłaniał(czyt.postarał się) a nie od razu odpuszczał przy pierwszych „kłopotach” w dzisiejszych czasach ludzie chcą wszystko od razu a podobno najlepsza zabawa to gonić króliczka a nie go złapać ;)

        • S.

          „Najlepsza zabawa to gonić króliczka”
          Czyli lepiej marzyć niż spełniać marzenia?

  • booklover

    Dziewczyny, come on. Ja wiem, że stereotypy mocno się trzymają, nawet w dużych miastach. Ale pieprzyć to, to ja wpierdalam króliczka!

  • Arek

    „Czy wypada kobiecie robić pierwszy krok?” brzmi: „Jasne, że tak!” i to wcale nie dlatego, że tak mówię, ale dlatego, że:
    http://volantification.pl/2016/11/10/czy-kobiecie-wypada-zrobic-pierwszy-krok

    • ruda_grażyna

      No więc gdzie leży prawda?!!

      • S.

        Po środku. Nie pytaj o złote środki. Sama podejmuj decyzje. No i nigdy w sprawach miłosnych nie kieruj się tym co Ci radzą koleżanki.

    • Łukasz

      Zgadzam się z przytoczonym artykułem ale tutaj akurat dziewczyna trafiła na frajera, który nie potrafił nawet powiedzieć „nic z tego nie będzie”.

  • Anka

    Epilog jest tutaj kluczowy, jak już pisał kiedyś Pan Ikea: jak facet nie dzowni, nie pisze to po prostu Cię nie chce. I nie, nie umarł, nie umarła mu ciotka, babcia, pies,chomik. Nie, nie ratuje świata przed zagładą. Po prostu mu nie staje na Twój widok. Ale pojęcie tej prawdy zajęło mi jakieś hymm 10 lat?

    • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

      A Volant pisze, że kobiecie wypada pierwszej okazać zainteresowanie, a nawiązywanie relacji to czynność dwustronna.

      I jak żyć? ;)

      • Daniel

        Wolant trochę się myli. Po okresie wstępnego randkowania to kobieta pierwsza nadaje etykietki, nadaje ton relacji. Facet może zareagować na dwa sposoby: pójść za tym, albo nie.
        Wyobraź sobie, że facet po 3 tygodniach znajomości przedstawia Cię swoim rodzicom jako swoją partnerkę, a byliście raptem na 4-5 randkach. Trochę nie halo?
        Moim skromnym zdaniem szybki „związek” jest patologią, bo zakłada, że ludzie pozbawiają się wolności. I w imię czego? Dlaczego nie możemy po prostu dobrze się bawić, poznawać nawzajem coraz bliżej i pozwolić energii płynąć? W pewnym momencie wiadomo już, że jest się razem i koniec. Nie ma żadnych wątpliwości i samo gadanie o tym jest pozbawione sensu.
        Pozostaje kwestia zaznaczenia granic co jest zdradą, a co nie, i płynąć dalej.

        • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

          ‚Wyobraź sobie, że facet po 3 tygodniach znajomości przedstawia Cię swoim
          rodzicom jako swoją partnerkę, a byliście raptem na 4-5 randkach.
          Trochę nie halo?’ < Dla mnie nie halo, ale znajdą się takie, co się ucieszą.

          My point: internet (i jego przedłużenie w postaci reala) jest pełen ludzi, którzy kategorycznym tonem wygłaszają złote myśli: 'faceci to, kobiety to', często ze sobą sprzeczne, i zapewniają, że ich wersja jest uniwersalna. W mojej opinii porad należy grzecznie wysłuchać i zastanowić się, czy jest w nich jakaś mądrość, a postąpić pod kątem tego, czego się samej/samemu od relacji chce. Jeśli potencjalnemu kandydatowi nie spodoba się moje podejście do życia, to lepiej, żebym się dowiedziała o tym szybko niż żebym próbowała go wmanewrować w znajomość jakimiś trickami z zestawu 'czego każdy facet chce', nie?

        • Pionierka

          Zdarzyło się, że po jakichś 5 tygodniach znajomości (licząc od dnia, kiedy pierwszy raz w życiu się zobaczyliśmy) przedstawił mnie rodzicom jako swoją dziewczynę. Dlaczego to miało być nie halo? To właśnie podobało mi się w nim najbardziej – odwaga, niepatrzenie na schematy, niezastanawianie się, czy coś się powinno, czy nie, jak ktoś to oceni, kompletny brak kalkulowania i wyliczania. to właśnie było to płynięcie. Płynęliśmy kompletnie nie licząc się z tym, jak otoczenie to oceni.

      • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

        Macie obie racje.
        Tyle, że zainteresowanie okazuje sie tylko tym którzy są interesujący.
        Wystarczy być atrakcyjną fizycznie i psychicznie osoba i wszystkie rozterki znikną.

        • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

          No cóż, logika, obserwacje życiowe i nawet przykład z tamtego tekstu podpowiadają mi jednak, że ktoś musi zrobić pierwszy krok ;)

          • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

            Nie sądze, żeby Brad Pitt albo Angelina Jolie mieli problem z tym czy ktoś do nich zagada albo oni kogoś :)

          • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

            Nie znamy Brada i Angeliny. Może z początku jedno było znacznie bardziej zainteresowane niż drugie i starało się to drugie do siebie przekonać ;)

          • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

            Przecież oni obje mają adoratorów na pęczki. Mieli ogromny wybór :)

    • Daniel

      Lepiej późno niż wcale.
      Pocieszę cię, że z kolei faceci nie wiedzą, że jak kobieta bez powodu zagaduje do niego o jakieś pierdoły, to znaczy, że jest facetem zainteresowana.
      Na szczęście niewiedza służy tym, którzy wiedzę mają. :)

    • xyz

      Anka, też tak uważam.
      I wszelkie analizowanie jest zbędne, bo to takie proste…

  • ruda_grażyna

    Matko, jakie to w punkt!!! Story of my life od jakiegoś roku. Co ciekawe, zaliczając kolejny raz podobną akcję – czyli dobrze żarło i zdechło, niektóre z powierniczek mojej rozpaczy powątpiewały czy aby nagły brak zainteresowania i zakończenie relacji nie był spowodowany tym, że dałam ZA MAŁO znaków, że jestem na tak i się kandydat zniechęcił… Teraz to wydaje mi się, że jednak za dużo tych znaków dawałam. Z jednej strony panowie nie chcą księżniczki, z drugiej jak kobieta wychodzi z inicjatywą (kontrolowaną) to źle. Idzie zwariować… A niby to kobiety są skomplikowane.

    • Daniel

      A jakie znaki dawałaś?

      • S.

        Zapewne znaki desperacji i psychozy, że nie chce być sama.

        • ruda_grażyna

          Jak Ty mnie rozszyfrowałeś Szerloku, brawo!

    • Łukasz

      Z ciekawości,
      Jak się zaczynała znajomość i co rozumiesz przez dawanie znaków?
      Osobiście nie znam dojrzałego mężczyzny z charakterem, który nie doceniłby wyjścia z inicjatywą przez kobietę czy to kontrolowaną czy nie – a uwierz mi że mam baaaardzo szerokie grono znajomych.
      Z drugiej strony nie na darmo jest stare porzekadło: że nie ważne jak się zaczyna a ważne jak się kończy. Jeśli facet nie potrafi Ci powiedzieć wprost ” że nic z tego nie będzie” a ucina znajomość w tak tchórzowski sposób to prawdopodobnie nie dorósł do poważnego związku. Ale to moje zdanie.

    • K

      Napisałabym od siebie: kobiety, które chcą (za) bardzo i mężczyźni, którzy sami nie wiedzą, czego chcą i lecą w *uja.
      Tak się składa, że u mnie też bardzo dobrze żarło i zdechło, ale za to jak zdechło! Do tej pory czuję smród..
      W wielkim skrócie: pewnego deszczowego dnia poznałam miłego pana P. Znałam go „z widzenia”, często jeździliśmy tym samym tramwajem, czasami widywałam go na mieście lub w drodze do pracy. I pewnego dnia po prostu się poznaliśmy. Z chęcią dałam mu numer, bo nie mam durnej checklisty w kieszeni, a facetowi absolutnie niczego nie brakowało. Po prostu był w moim typie. Zadzwonił na drugi dzień, spotkaliśmy się i przegadaliśmy dobre 10 godzin. Nie mogliśmy się nagadać, było tak miło..I potoczyło się. Oczywiście, moje koleżanki mówiły „wiesz K, nawet jeśli było zajebiście, to pamiętaj, żeby się nie narzucać, nie odpisuj mu za często i nie biegaj na randki codziennie, nie bądź za miła, bo cię kopnie w dupsko i tyle będziesz miała”. I tak też zrobiłam. Fakt faktem, miałam mało czasu, ale gdybym bardzo chciała, to ten czas też by się znalazł. Przez mniej więcej pierwszy miesiąc „dawkowałam” te nasze spotkania, chociaż ciągle czułam wielki niedosyt. Pan P był jednak bardzo zdeterminowanym graczem i nie odpuszczał ani na chwilę. Też miał swoje sprawy, naukę, zajęcia, pracę, którą kończył bardzo późno, a mimo tego, potrafił znaleźć dla mnie czas, nawet na zwykły spacer po parku. I tak się wszystko dobrze toczyło – jeden miesiąc, drugi, trzeci, czwarty..Cały czas dostawałam kwiaty, drobne upominki, jedliśmy kolacje w różnych miejscach, wygłupialiśmy się, dużo rozmawialiśmy..Okazało się, że mamy wielu wspólnych znajomych (nie mam fejsbuka i niestety nie stalkowałam pana P), więc było jeszcze fajniej. Kiedy tak rozmawialiśmy albo spacerowaliśmy, myślałam sobie „ale mi się fajny facet trafił” i cieszyłam się sama do siebie.
      Aż w końcu nadszedł sądny dzień. Pan P miał urodziny. Zaprosił mnie na kolację. Postanowiłam zrobić mu małą niespodziankę i upiekłam jego ulubione ciasto, kupiłam świeczki i zjawiłam się w jego mieszkaniu na długo przed kolacją. Był zaskoczony i bardzo zadowolony. Kolacja była świetna. I standardowo odprowadził mnie do mojego mieszkania. Na drugi dzień mieliśmy iść do kina..I pan P coś się nie odzywał. Zbliżała się godzina wyjścia, więc złapałam za telefon i dzwonię..dzwonię..cisza. Sekretarka. Czekałam do późnego wieczora, żadnego znaku. Zadzwoniłam po raz kolejny. Nic. Zadzwoniłam na drugi dzień – cisza. Zaczęłam się naprawdę martwić i histeryzować, co mogło się wydarzyć. Zadzwoniłam do naszego wspólnego kolegi, zapytać czy wie co z P, bo nie odbiera. Powiedział, że wszystko z nim w porządku, tylko przez ostatnie dni nie żałował sobie alkoholu..Strzeliłam focha. Minęło kilka dni, później tydzień, później dwa..a pan P nie dawał znaku życia. Ja też się nie odzywałam i cierpliwie czekałam. Prawie umarłam od tych analiz, co mogło pójść nie tak, czy coś powiedziałam, nie tak zrobiłam..ale wszystko było w jak najlepszym porządku. Od tamtego dnia minęło kilka miesięcy.
      *Nasz wspólny kolega się żeni. Dostałam zaproszenie na ślub. Ale przyszła panna młoda, po paru głębszych u mnie, powiedziała mi kilka dni temu „wiesz, nie wiemy co jeszcze z gośćmi, bo P. powiedział, że nie przyjdzie jeśli Ty będziesz. Co się stało między wami?!”. I szczęka mi opadła. Dosłownie. Co zrobiłam temu facetowi, że nie chce mnie widzieć? Czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie?
      Wiele osób (już chyba na pocieszenie) próbowało mi wmówić, że może między nami nie było nic wyjątkowego. Że może to nie to. Że po prostu tak musiało być..Ale jak ja mam to rozumieć? Biegałam na głupie randki, dostawałam mnóstwo kwiatów, wydawał dużo pieniędzy na obiady, kolacje, drobne prezenty, opowiadał o bardzo prywatnych sprawach łamiącym się głosem, potrafił przejechać pół miasta, żeby porozmawiać ze mną chociaż 15 minut..I tak kilka razy w tygodniu przez 4 miesiące. I serio, miałam to traktować jako co? On dawał mi znaki, ja też nie pozostawałam dłużna, bo co będę księżniczkować, jeśli mężczyzna mi się podoba?
      Powinnam nadrobić kilka wpisów, m.in. „Jak odróżnić pizdę od faceta?” :) Wszystko byłoby fajnie, gdyby łaskawie, pan P. po 2-3-4-5 randkach powiedział/napisał mi „wiesz, to nie to, nie czuję tego, jesteś za brzydka, za niska, za chuda, za głupia i dajmy sobie spokój”. A tak 4 miesiące zawracałam sobie głowę totalnym tchórzem, który nawet nie miał odwagi się wytłumaczyć, tylko z dnia na dzień zerwał ze mną kontakt i nie chce mnie widzieć. Aż strach teraz znowu się do kogoś uśmiechnąć..

      • ruda_grażyna

        No to przebija wszystkie moje doświadczenia. Wow. Współczuję.

      • S.

        O! No i to jest faktycznie tragedia. Tego to już nawet żaden facet Ci nie wytłumaczy. Trafiłaś na wariata. Aczkolwiek słuchanie koleżanek odnośnie tego jak masz traktować faceta to przepis na klęskę.

        • A.

          Zgadzam się – świr totalny, tu nie ma czego analizować, ani się nad czym zastanawiać! Trzeba się cieszyć, że odpuścił zanim się coś zaczęło, bo to psycholstwo mogłoby z niego wyjść po kilku latach związku (been there, że tak powiem).

  • Agnieszka Kulawczyk

    No, faceci mają więcej czasu, nie spieszy im się do założenia rodziny. W tych czasach, gdy często do 25-26 roku życia z wygody (!) mieszkają z rodzicami nie spieszy im się podwójnie. Widzą za bardzo napaloną laskę, to uciekają, bo się boją zobowiązań. To głupie. Nikt jednak nie powiedział, że facet, którego znamy z dwóch randek jest mądry. Poza tym – moim zdaniem- dodawanie na FB do znajomych faceta, którego zna się tak krótko jest.. dziwne. Przecież równie dobrze on mógł zrazić się do Anki po jakimś poście, który zamieściła na FB, albo jego siostra (brata o to nie podejrzewam, ale po namyśle :D) mogła podejrzeć jej profil i stwierdzić, żeby dał sobie spokój. Chore, nie? Ale prawdziwe niestety…

    • Pionierka

      Jak ktoś zraziłby się do mnie po tym, co napisałam na fejsie to znaczy, że nie jesteśmy dla siebie i im szybciej to wyjdzie na jaw, tym lepiej. A jak komuś siostra wybiera partnerki to tym bardziej – podziękowałabym za taką zabawę.

  • Daniel

    „Bo w naszym kręgu kulturowym przyjęło się, że to mężczyzna wypatruje króliczka, goni go, następnie upolowuje i zjada.”

    – to jest największe kłamstwo i oszustwo jakiemu wszyscy zostaliśmy poddani od małego. KAŻDA kobieta intuicyjnie chce gonić i polować i facet który goni za nią, odpycha ją. Nie ma nic złego w tym, że kobieta pisze więcej smsów czy że bardziej chce się przytulać. W przypadku faceta to działa odpychająco. Przestańmy pieprzyć, że to faceci mają się uganiać, bo jest totalnie na odwrót. To, że kobieta nie robi tego wbrew swojej intuicji bo się czegoś boi to już jest jej problem.

    „Niby nikt nam nie broni powiedzieć otwarcie do mężczyzny „hej, podobasz mi się, chcę cię”, ale robiąc to, musimy się liczyć w faktem, że facet szybciej straci nami zainteresowanie. Bo Wy już tak macie.”

    Ponownie: bzdura. Mało który facet oczekuje, że kobieta powie mu WPROST „chodźmy do łóżka” bo to działa z kolei na nas odpychająco. Natomiast nie ma nic złego w jednoznacznym subtelnym przekazie (chociażby poprzez dotyk) jaki kobieta do faceta ma stosunek. Nie trzeba tego mówić drukowanymi literami. Jeżeli facet nie czai subtelnych ale jednoznacznych sygnałów (nie ogarnia) to nikt nikomu nie każe tracić czasu.

    ” A potem, jak ja zagadałam pierwsza, odpisał w dwóch słowach i od tamtej pory cisza. O co chodzi? ”

    A czego do cholery oczekujesz? Dwustronnicowego listu miłosnego parę dni po pierwszej randce? Facet PRZEWAŻNIE ma życie. Ma swoją misję. Ma swój cel. Kobieta jest dla niego wisienką na torcie. MĄDRY facet (nie mylić z inteligentnym) wie, że wisienka mu torta nie zastąpi. Stąd skupie się na torcie, czyli swojej pracy, swojej misji, rzeczach dla niego ważnych.
    W takiej reakcji jeszcze widać neurotyczny egocentryzm i próbę wypełniania własnej próżni czyimś staraniem się. KAŻDY jest odpowiedzialny za swoje szczęście. Gdyby kobiety w końcu sobie to uświadomiły i zaczęły brać odpowiedzialność za swoje szczęście zamiast uzależniać je od facetów, świat byłby piękniejszym miejscem.

    „To był pierwszy fajny facet, jakiego spotkałam od ponad roku. [desperacja wylewa się wszystkimi porami.] Nie dość, że elokwentny, z poczuciem humoru i własnymi zajawkami, to jeszcze, kurna, naprawdę niezły.[dokładnie, gość ma swoje życie, kobieta może co najwyżej do tego życia dołączyć i zająć miejsce, które on jej wskaże] Na tyle, że jak nie patrzył, to rozbierałam go wzrokiem. Ilu takich masz na wyciągnięcie ręki? [wbrew pozorom jest ich bardzo wielu, ale większość nie zdaje Waszych „shit testów” i skreślacie takowych po 2-3 minutach rozmowy]

    – No właśnie – konstatuje Anka. – Albo alkoholicy, albo żonate dziady, co szukają wrażeń, albo młodsi, których kręcą cycate trzydziestki [nie mam zielonego pojęcia jakim masochistą trzeba być, żeby umawiać się ze starszą od siebie kobietą]. A jak już się trafia ktoś fajny, normalny, przystojny, to musisz zgrywać niedostępną, tajemniczą i chuj wie, co jeszcze, bo jemu laski same do wyra włażą [przed chwilą sama sobie odpowiedziałaś dlaczego tak jest, jest po prostu fajny], bo on wie, że jest towarem deficytowym i skrzętnie z tego korzysta! [i co w tym złego? że się od ciebie nie uzależnia od razu? że nie oddaje ci kontroli? że ma inne opcje niż ty? że nie pozwoli się zdominować i manipulować „dawkowaniem miłości”? że ma życie poza tobą?]
    – A gdybyś była na jego miejscu, to byś nie korzystała? [dobry pytanie] – pytam, jak na typową hedonistkę przystało. [nie trzeba być hedonistą żeby wiedzieć, że domeną faceta fundamentalnie jest wolność, przede wszystkim wolność wyboru czy chce czy nie chce się wiązać; na korzyść faceta przemawia też to, że jest w stanie otoczyć siebie samego miłością i być niezależnym – kobieta tego nie potrafi; nie tak naprawdę]

    – Nie wiem, może, ale nie w tym rzecz! Chodzi o to, żeby nie tracić nawzajem swojego czasu! Jeśli mu się podobam i go interesuję jako kobieta, niech to okaże. [czyt. niech odda mi kontrolę i pokaże pierwsze symptomy uzależnienia ode mnie] Jeśli interesuje go jedynie seks ze mną, niech powie na pierwszej randce „chodźmy do łóżka” [może po prostu nie zrobiłaś na nim aż tak dużego wrażenia jak ci się wydaje?]. Jeśli widzi we mnie wyłącznie potencjalną kumpelę, niech mi to powie wprost. [sama sobie przeczysz w tym momencie. To, że NIE WIESZ jakie on ma wobec ciebie intencje działa PRZYCIĄGAJĄCO. Nie możesz przestać o nim myśleć] A jeśli w ogóle nie chce mieć ze mną do czynienia, bo na przykład uważa, że jestem nudna, brzydka i uchynięta, niech do kurwy nędzy nie pisze, nie dzwoni, a na koniec randki nie dziękuje za cudowne spotkanie i nie podaje swojego numeru telefonu! – Anka ewidentnie się zapowietrza. [jeżeli Anka nie wie, co oznacza podanie komuś swojego nr telefonu, to Anka powinna trochę się poedukować w temacie]

    – Może koleś bada grunt? Może potrzebuje więcej czasu? No come on, spotkałaś się z nim ile, dwa razy? Gdzie ci się spieszy? – pytam. [spieszy się. Ściana jest nieubłagana. Żadna kobieta jeszcze przed nią nie uciekła. Szkoda, że żadna kobieta nie chce sobie uświadomić, że można przestać się ściany bać]
    Anka wbija we mnie wzrok wyraźnie osłupiała.
    – Stara, mam 33 lata. Nie mam czasu na zabawy w kotka i myszkę. Dla nas era randkowania się skończyła. [totalna bzdura] To nie jest „Seks w Wielkim Mieście”, tylko Warszawa, Polska. I samotność, z którą nie chcę się wiązać do końca życia… Rozumiesz? [czyli cały ten BUL wynika z lęku przed samotnością. Sugerowałbym terapię i uświadomienie sobie czym NAPRAWDĘ samotność jest. Od Anki bije desperacja podszyta lękiem, nie potrzebą. Wcale się nie dziwię, że chłopak ma wątpliwości co do jej osoby.]
    Z żalem przyznaję, że owszem.

    Pan Elokwentny już nigdy więcej nie napisał ani nie zadzwonił do Anki. Polubił za to jej dwa posty na Facebooku i jedno zdjęcie na Instagramie.

    I tego to ja już totalnie nie rozumiem.

    Zatem wyjaśnię Wam: Pan Elokwentny jawi się tutaj jako facet, który wie czego chce i który ma swoje standardy. Zna też swój instynkt i w przeciwieństwie do Anki, nie jest zdesperowany. Jest stabilny. Ma życie i opcje. Nie boi się samotności. Wyczuł desperację na odległość i postanowił trzymać się od niej z daleka. Podanie nr uznał, za mało niebezpieczne – zawsze może adresata zablokować – a z drugiej strony nie chciał zranić jej uczuć (widząc jak zdesperowana jest) na koniec randki. Anka sama sabotuje swoje życie próbując przed nim uciec.
    Rady dla Anki:
    1. Idź na terapię.
    2. Zacznij medytować. Ale tak na serio, a nie że przez tydzień a potem nie bo „nie widzę efektów”.
    3. Zrób sobie research na temat samotności. Wiedza jest pierwszym krokiem do pokonania lęku.

    I zamiast chodzić na randki, zajmij się swoim życiem.

    • Justyna

      GENIALNE! :)

    • S.

      Mądrze prawisz. Kobiety nie chcą brać odpowiedzialności za swoje szczęście / życie. Najpierw trzeba umieć być szczęśliwym samemu ze sobą a nie czekać, że ktoś nas uszczęśliwi. A facet faktycznie ceni sobie wolność wyboru i święty spokój. Na co mu wariatka, desperatka, która swój lęk przed życiem będzie przerzucać na relacje.

      • malusia

        I znowu to samo – „wariatka”, „desperatka”…

        To że trafiła na gościa, który nie ma odwagi powiedzieć, co mu się nie podoba i czego się boi, to oda razu „wariatka, desperatka”.

        Kompletnie tego nie rozumiem.

        Kobiety są dobre w jednych rolach, mężczyźni w innych. Jest duża szansa, że będąc razem, będą się wspomagali, dopełniali, będzie im łatwiej, przyjemniej, ciekawiej. Czy jest w tym coś złego, że kobiety do tego dążą? (już pomijam tu biologię i temat macierzyństwa).

        Czy jest coś złego w tym, że chciałyby być traktowane uczciwie i z szacunkiem?

        Jeśli kobieta przejmuje na siebie role męskie i żeńskie i zaczyna być samowystarczalna i niezależna, dba o swoją karierę i rozwój, to też dla co niektórych źle, bo staje się niedostępna i mało kobieca.

        Dotyczy to tak samo oczywiście traktowania mężczyzn przez kobiety.

        • marcus1a

          Przepraszam, czy Pan Elokwentny jest terapeuta nowo-poznanej-Anki? Dlaczego ma jej mowic, co mu sie w niej nie podoba i czego sie w niej boi?
          2 razy w zyciu spotkalem desperatki (szczytem byla jedna, ktora podpieprzyla mi pare kluczy do mieszkania i jak wszedlem, to zastalem ja naga… ta sama laska na drugim spotkaniu juz wybierala imiona dla dzieci…).
          Wedlug Ciebie 2 spotkania, laska wbija mi na kwadrat jak w jakims holyuckim romansidle, piszac mi scenariusz jako meza/ojca/partnera/kochanka, no i ja sie mam jej jeszcze tlumaczyc?

          • malusia

            A co to ma do naszej bohaterki Anki ? Wszystkie teraz będziesz oceniał przez pryzmat tych dwóch dziewczyn?

          • marcus1a

            Czesto unikasz odpowiedzi, zadajac pytania zmieniajace zakres semantyczny rozmowy?
            Twoje pierwsze pytanie z cyklu „a co ma piernik do wiatraka” ma za zadanie skierowanie rozmowy na niekonczacy sie temat… zostawiam wiec bez odpowiedzi.
            Na Twoje drugie pytanie odpowiedz jest jasna – nie wszystkie (juz sporo lat temu doszedlem do tego, ze generalizowanie to przydatny proces myslowy, ale potrafi byc bardzo
            krzywdzacy… wszyscy lekarze biora, wszyscy policjanci to idioci,
            wszyscy ksieza to pedofile, wszyscy politycy to zlodzieje, rozowe w dresach to blachary, itd.). Nie wiem, skad Ci sie wzial pomysl, ze w ogole po takim spotkaniu ocenialbym wszystkie kobiety przez jego pryzmat. Aktualnie od 6 lat jestem w mega-szczesliwym zwiazku.
            Odpowiesz teraz na moje wczesniejsze pytania?

        • S.

          Desperatka dlatego, że na silę chce kogoś znaleźć bo jak sama twierdzi czas jej ucieka a nie dlatego, że facet coś tam coś tam bo to jest obracanie kota ogonem.

          Jak kobieta chce być niezależna i męska to nikt jej nie zabrania. Tylko jak chce być męska to niech później się nie dziwi, że nie może znaleźć mężczyzny, który by z nią wytrzymał dłużej niż miesiąc.

          • malusia

            „To był pierwszy fajny facet, jakiego spotkałam od ponad roku. Nie dość,
            że elokwentny, z poczuciem humoru i własnymi zajawkami, to jeszcze,
            kurna, naprawdę niezły”
            To mało? Nie chodzi o to, że jej się spieszy, ale że chce być traktowana z szacunkiem. Na poważnie.

            Mój znajomy oświadczył się po tygodniu. Gdyby ona go przegoniła, traktując jak desperata i wariata, nie przeżyłaby z nim 30 wspaniałych lat. Zmarła na raka rok temu.

          • Daniel

            Nie mogę uwierzyć, że są na tym świecie faceci, którzy są gotowi wejść w relację na cały życie z kimś, kogo nie znają. To jest prawdziwa desperacja albo skłonność do ryzyka i tym razem się udało.
            Moim zdaniem zachowanie laski z tytułowego wpisu to typowy ból kobiety zbliżającej się do ściany, która na dodatek być może (nie wiem nie znam) nie ma nic do zaoferowania poza tłustymi ramionami.

          • S.

            No i ?
            Czyli jakby nie zerwał znajomości to by żyli szczęśliwie przez 30 lat ?
            Nie ma reguły a gdybanie co by było gdyby to przesada. Jak ktoś nas nie chce to się to z pokorą przyjmuje na klatę i żyje dalej a nie pisze alternatywne scenariusze.

        • Daniel

          Chcesz być traktowana UCZCIWIE i dostać prosto z mostu na randce tekstem: „Wybacz, znam swoją wartość. Mam wiele opcji poza Tobą i szczerze to nie prezentujesz sobą zbyt wiele poza biżuterią. Nie podoba mi się Twój śmiech i uważam, że używasz zbyt ciężkich perfum. Poza tym odnoszę wrażenie, że jesteś pełna lęku i desperacji. Życzę powodzenia. Więcej się nie spotkamy”
          … Tak, oczywiście, każda kobieta o tym marzy.

          Nie widzę w fakcie, że facet nie odpisuje od razu i nie pisze elaboratów, jako brak szacunku. Kobiety kłamią nagminnie targane biologicznym programem znalezienia sobie dobrej puli genów. Jak facet zarzuci kobiecie, że jest nieuczciwa, to ona powie, że musi mieć wybór, musi się zabezpieczyć przed psycholami itd.

          To działa w obie strony. Z tą różnicą, że moim zdaniem faceci mniej kłamią, za to nie mówią całej prawdy. Chwała im za to.

    • malusia

      Czegoś tu nie rozumiem.

      Facet dał kilka wyraźnych sygnałów, że ta znajomość jest dla niego atrakcyjna:
      – zaprosił na randkę,

      – dał jej numer telefonu,

      – szybko po randce przegadał z nią wirtualnie do 1.00 w nocy,
      – dwa dni później znów się odezwał .

      Po czym zamilkł.

      Skoro nie odpowiadało mu takie szybkie tempo zawierania znajomości, to dlaczego sam takie tempo narzucił? Dlaczego z nią siedział pół nocy prosto po randce?

      Czy to aby na pewno chodzi o jej rzekomą desperację ? (nie znoszę tego słowa).
      Może coś się mu po prostu nie spodobało w trakcie kolejnych rozmów, ale dlaczego nie miał odwagi o tym powiedzieć wprost? Gorzej, podgląda ją z boku, obserwuje i lajkuje na fejsie.

      Po co te wszystkie cholerne gierki, udawanie niedostępności, tworzenie maski, jak to nam dobrze w samotności?
      Co jest złego w tym, że kobieta nie chce być sama?

      Moim zdaniem to tak naturalne, jak spanie i jedzenie i nie widzę żadnej desperacji w tym, że kobieta chce kochać i być kochana.

      • S.

        Każdy chce być kochany. It doesn’t make her special.
        Zamilkł bo najprawdopodobniej uznał ją za wariatkę. A wariatce się nie tłumaczy bo i tak nie zrozumie. Poza tym czy kobiety zawsze mówią wprost, że „nic z tego nie będzie” ? Nie sądzę.
        A po co coś tam klikał na fejsie i instagramie ? Bo najprawdopodobniej jest idiotą. Ale to już dla mnie zagadka bo nie mam konta na żadnym z wymienionych portali.

        • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

          Nie musiał uznac za wariatkę, po postu mu nie podeszła. Na pocieszenie, żeby jej nie było przykro, dał 3 lajki :)

          • S.

            Aaa to po to są te lajki :D

        • malusia

          nie wiem, czy jest idiotą, na pewno jest tchórzem.

          • Daniel

            Nie, nie jest tchórzem. Tchórzem by był gdyby ciągnął to dalej i powiedział jej, że jest słaba dopiero na 5tej randce, po tym jakby się przekonał, jaka ona jest w łóżku.

    • http://withlove.pl/ Justyna Sekuła

      „Gdyby kobiety w końcu sobie to uświadomiły i zaczęły brać odpowiedzialność za swoje szczęście zamiast uzależniać je od facetów, świat byłby piękniejszym miejscem”. O to, to. Ale to chyba głębszy problem z gatunku tych o poczuciu własnej wartości, lubieniu samej siebie i umiejętności bycia ze samą sobą, zanim zacznie się być z kimś.

    • anna baron

      Myślę, że Anka też ma swoje życie prywatne, zawodowe i w ogóle posiada zestaw cnót wszelakich, podobnie jak Elokwentny. To nie ona jest tutaj osobą, która nie szanuje czasu i uczuć drugiej. Nie stwierdzono bólu pupy z powodu tego, że ktoś nadaje na innych falach. Stwierdzono słusznie urażone uczucia z powodu tego, że ktoś potraktował nas najpierw nieuczciwie (jeżeli faktycznie twoja psychoanaliza jest trafna i Elokwentny Ani nie trawił od pierwszego wejrzenia), a potem całkowicie bez klasy. Wrażliwość, ale przede wszystkim proste dobre wychowanie wymaga przynajmniej uprzejmej i delikatnej wiadomości, informującej o tym, że poprzednio zainteresowany jednak owo zainteresowanie stracił. Szczególnie, jeśli wcześniejsze komunikaty były zgoła odmiennej treści. Nie można zranić uczuć drugiej osoby bardziej, niż robiąc fałszywe nadzieje, a potem wytrzeć sobie tymi nadziejami podłogę. Dotyczy to osób wszelkiej płci, aparycji i światopoglądu, udanych, a tym bardziej nieudanych randek. Każdy zasługuje na minimum szacunku. Jeśli kogoś na to minimum nie stać, to mogą być dwie przyczyny: albo się boi albo nie stawia się z drugą osobą na równej płaszczyźnie. O ile pierwsze można wybaczyć, o tyle drugie jest niewybaczalne. I to nie tylko w relacjach damsko-męskich.

  • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

    ‚Nie może jeść, bo myśli o nim.’ < O, przydałoby mi się przed świętami.

    A tak poza tym, to rozumiem, że Ankę zabolało, bo chcieć a nie móc boli, ale na zdrowy rozsądek (hehe) to nie wiem, czy coś straciła. No sorry, ale jak kogoś zniechęca, że drugi człowiek ma własną wolę, emocje i pragnienia, a nie tylko funkcję trofeum na półce…

    • Daniel

      Desperacja zniechęca.

      • https://tianlandia.wordpress.com Tianzi

        No nie da się ukryć, ale ja nie piszę o desperacji.

  • A.

    Nie kumam już tego świata, muszę powiedzieć. Zakończyłam niedawno z hukiem ośmioletni związek, mam 37 lat i Bóg mi świadkiem, błogosławię fakt, że jestem sama. I będę sama, jeśli będzie taka potrzeba, do usranej śmierci- bo wolę to, niż bawić się w jakieś gierki i rozkminy, kto pierwszy ma się odezwać i czy aby za bardzo się nie uśmiecham, bo go spłoszę. Oraz co oznacza, że on coś zalajkował lub nie zalajkował. LITOŚCI! Samotność jest spoko, lepiej być samej, niż z jakimś frajerem, MILION razy lepiej. I myślę, że Anka powinna zrozumieć, że z właściwą osobą nie będzie miała takich problemów, bo normalni ludzie zachowują i komunikują się normalnie. Ot, i cała tajemnica. Tego, czy każdemu z nas pisana jest ta właściwa osoba… nie wiem. Ale jakoś wierzę, że tak. Mimo, że właśnie bardzo mocno oberwałam od osoby, którą przez wiele lat uważałam za właściwą. Mimo to, czuję w kościach, że jeszcze coś jest przede mną… coś bardzo radosnego i cudownego w swej prostocie. I nie będzie miało znaczenia, kto pierwszy, a kto drugi, i kto ile dał.
    Anka, jeszcze wszystko przed tobą, całe życie! Olej frajerów i ciesz się sama sobą!

    • A.

      A wszystkie tutaj madrosci i racje sprowadzaja sie do tego ze… Anki maja za duzo czasu na myslenie! I wymyslaja.
      Jak wyzej w dyskusji… zajac sie zyciem wlasnym nalezy. Wtedy nawet oswiadczyny po tygodniu nie beda przejawem desperacji. Anki, zrozumcie to w koncu!
      Ja podobnie jak Ty A. ;) ciesze sie zyciem i soba po nastoletnim zwiazku! A wiem, ze najlepsze dopiero przed nami…!

  • Anna

    Ja mam tylko jedno pytanie – siedzi i marudzi, że on jej nie chce, ale… on dał jej przecież numer. Dlaczego nie zadzwoniła?!

    • Łukasz

      Pewnie dlatego, że w naszym kraju ( bo nawet nie kręgu kulturowym) często przyjmuje się, że jeśli to dziewczyna w początkowych fazach znajomości zadzwoni/napisze pierwsza (tudzież jak w tym przypadku wyjdzie nieco z inicjatywą) to zostanie uznana za łatwą tudzież desperatkę.
      Jednym słowem bzdura, co ciekawe we Francji, Włoszech czy Hiszpanii ludzie jakoś nie mają podobnych rozterek podobnie jak takich rzędu: kto ma zrobić pierwszy krok.
      U nas wciska się bzdury że inicjatywa leży tylko po stronie faceta.
      Co najciekawsze bardzo duży % polskich kobiet nie potrafi właściwie zareagować na kulturalną zaczepkę i jak tu już ktoś merytorycznie wspomniał – zamiast normalnej rozmowy zazwyczaj odpalają swoje gierki w postaci shit testów… a potem jest płacz:
      „To był pierwszy fajny facet, jakiego spotkałam od ponad roku. Nie dość,
      że elokwentny, z poczuciem humoru i własnymi zajawkami, to jeszcze,
      kurna, naprawdę niezły. Na tyle, że jak nie patrzył, to rozbierałam go
      wzrokiem. Ilu takich masz na wyciągnięcie ręki?”

      Po ulicach – zwłaszcza w stolicy drepcze masa fajnych facetów… tylko trzeba się rozglądać i być otwartym. Niestety wielu ludzi zna to słowo tylko ze słownika.

      • Anna

        Inicjatywa była po jego stronie – zaprosił na randkę, dał numer. W tym przypadku skorzystanie z numeru to już jej reakcja na inicjatywę… bądź tejże reakcji brak.

        Z tą inicjatywą to ja poniekąd rozumiem kobiety. Z jednej strony dookoła słyszymy, jak to mężczyzna jest myśliwym i jeżeli same mu się podłożymy, to on zrezygnuje, bo co to za frajda? Z drugiej strony, mężczyźni dziś coraz częściej oczekują tego partnerstwa, o którym również wszyscy dookoła trąbią. I wpadamy w takie błędne koło wzajemnych oczekiwań. Problem w tym, że to się czasami łączy. Kobieta XXI wieku wykazuje inicjatywę – jedną, drugą, trzecią i w końcu budzi się z ręką w nocniku, bo mężczyzna rzeczywiście się rozleniwił, skoro ona wszystko ogarniała, a teraz ona uświadamia sobie, że w zasadzie niesie całą relację na własnych plecach. Ona się męczy, on uważa, że wszystko jest w porządku, bo sama go przecież przyzwyczaiła do takiej normy i w końcu przychodzi koniec, albo nieszczęśliwy związek trzymający się już tylko na słowo honoru. Trzeba znaleźć balans, bo jednak jesteśmy różnych płci, mamy inną biologię i inaczej funkcjonujące umysły a co za tym idzie – inne modus operandi. Ot, życie.

        • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

          Jest spora różnica mięzy pokazywaniem inicjatywy a rozleniwianiem faceta.
          Możesz raz czy dwa razy zadzwonić, może nawet wyjść z inicjatywą co można razem zrobić, a jednocześnie nie prać, prasować i obsługiwać.

        • Łukasz

          Pardon za poślizg – byłem trochę zajęty.
          Powiem Ci, że jak już słyszę te stereotypowe dyrdymały o myśliwych i sarenkach to mam ochotę puścić pawia. Prócz tego moim zdaniem jest duża różnica między wyjściem z inicjatywą a podkładaniem się.

          „Kobieta XXI wieku wykazuje inicjatywę – jedną, drugą, trzecią i w końcu budzi się z ręką w nocniku”.
          Powiem Ci że obracam się w wielu środowiskach i powiem jedno. Kobiety wykazujące mniejszą lub większą inicjatywę to naprawdę rzadkość. Z kolei co druga określa siebie mianem pewnej siebie, charakternej itd ( faceci wiele lepsi też niejednokrotnie nie są) ale kiedy przychodzi do zrobienia jakiegoś małego niewinnego kroku w stronę realizacji marzeń albo poznania kogoś nieznajomego to jest niejednokrotnie panika.
          Dlatego dorastamy emocjonalnie by móc umieć ocenić po wyjściu z inicjatywą raz, drugi czy trzeci – czy ta osoba jest tego warta czy nie. Jeśli nie należy się rozstać i otworzyć się na poznanie kogoś kto nie tylko to doceni ale i będzie potrafił odwzajemnić.
          Zgadzam się z Tobą – trzeba znalezc balans, jednak moim zdaniem aby to zrobić należy wiedzieć co można komuś zaoferować i ile jest się w stanie dać z siebie… ważne jest również czego oczekujemy w zamian i czego nie zaakceptujemy. Owszem różnica płci, inna biologia i inny sposób myślenia odgrywa tu pewną rolę, tyle że pewne kwestie pozostają proste i intuicyjne – problem polega na tym że ludzie komplikują je na własne życzenie albo wręcz dorabiają do tego jakąś krzywą ideologię z prostego względu – brak im charakteru by spróbować coś w sobie zmienić i wyjśc ze swojej strefy komfortu, tym samym otworzyć się na coś nowego.
          Pozdrawiam.

  • Maciek

    „albo młodsi, których kręcą cycate trzydziestki.”

    Odbieram to tak, jakby chodziło tylko o fizyczność. Wielu młodszych gości woli starsze od siebie kobiety z prostego względu – wiecie czego chcecie, macie za sobą już jakiś bagaż doświadczeń i nie zaczniecie bawić się ich uczuciami.

    Nie chodzi tu wcale o szukanie nauczycielek, zastępczyni dla mamy czy realnego doświadczenia rodem z kolorowych filmów. Wielu z nas po prostu jest zafascynowana tym, jakie jesteście. Lubi z Wami rozmawiać, zaskakiwać, wytrzyma Wasze grymasy i gorsze dni.

    Młodsze „laski”, nazywam je tak celowo, w wielu przypadkach nie potrafią docenić starań, adoracji, sygnałów, zaproszenia do gry. Urok większości z nich znika w momencie, gdy zaczynają mówić.

    Nie piszę tu z perspektywy statystycznego 20-kilku latka, ale z perspektywy 20-kilku latka, który chyba za szybko dorósł i jest oceniany przez pryzmat swoich rówieśników.

    @Malv, twój wpis dotyczy zupełnie czegoś innego, więc mój komentarz może jest trochę od czapy, ale akurat chciałem to z siebie wyrzucić.

    • S.

      Młodszych kręcą trzydziestki bo one zwykle zdążyły się już pokapować, że ich skóra traci jędrność i widzą po sobie upływ czasu. Co powoduje, że są często bardziej śmiałe, mniej wybredne i bardziej zdecydowane (lub zdesperowane) od młodszych, ckliwych rówieśniczek, które adoratorów mają na pęczki i mogą przebierać do woli i nadal wierzą w księcia z bajki Disneya.

      • http://www.malvina-pe.pl/ Malvina Pe.

        Nie. Trzydziestki zdążyły się pokapować, czego chcą, co jest dla nich ważne i mają trochę bardziej wyjebane na to, co powiedzą inni na ich temat. A zmarszczki? Uwierz mi, są naprawdę ciekawsze rzeczy do roboty niż kontemplowanie własnych zmarszczek przed lustrem ;) Zmarszczki to naturalna kolej rzeczy i dojrzała, pogodzona ze sobą i z życiem kobieta nie ma z nimi problemu.

        • S.

          „zdążyły się pokapować, czego chcą,”
          Tak ?
          „Stara, mam 33 lata. Nie mam czasu na zabawy w kotka i myszkę. Dla nas era randkowania się skończyła. ” A to, to co jak nie desperacja ?

          Być może są kobiety, które wiedzą czego chcą. Ja takich nie spotkałem.
          Za to spotkałem mnóstwo takich, które mówią, że wiedzą czego chcą.

          „…pogodzona ze sobą i z życiem… ”
          No i o to się rozchodzi :)

          PS. Tak naprawdę to nikt do końca nie wie czego chce. Każdy tylko próbuje to odnaleźć. Jednym wychodzi to lepiej innym gorzej. Tyle.

        • Łukasz

          Kluczowe słowa: „dojrzała” i „pogodzona ze sobą” i to bynajmniej nie w temacie zmarszczek.

      • Pionierka

        Chyba Twoja traci :) Jak ktoś w wieku 20 lat jeszcze wierzy w bajki to jest zwyczajnie durny.

        • S.

          No a mało durnych ludzi na tym świecie ? Jest pełno takich, którzy wierzą w bajki a są znacznie starsi.

          A no traci. Ale mi to nie przeszkadza :)

  • http://www.kinoswinka.pl/ Ania Kalemba

    To o mnie! Nawet imienia nie zmieniłaś! :D

  • http://starczewska.com Wiola Starczewska

    Dlatego, kiedy dobiję do 30, wyprowadzam się do Rio de Janeiro:) A na razie luz, mogę skupić się na pracy, jodze i czytaniu książek i mieć gdzieś chodzące wokół mnie „towary deficytowe”.

  • S.

    To trochę zabawne. Kobiety są nieprzyzwyczajone gdy facet im mówi „nie” lub zwyczajnie je olewa. Gdy się taki trafi to są zdziwione i lamentują, że faceci są dziwni no bo jak to możliwe, że ona może się komuś nie podobać.

    Facet na okrągło dostaje od jakiejś kosza przez co się do tego przyzwyczaja, przyjmuje odmowę na klatę i żyje dalej.

  • Pionierka

    Nie sprawia wrażenia spiętej. Jeśli już to na Tobie zrobiła takie wrażenie, a to jest pewna różnica ;)
    Z mężczyznami, którzy mają problem ze znalezieniem właściwej kobiety jest pewnie taki sam problem, jak z kobietami, które narzekają na brak właściwych mężczyzn. Może trzeba zacząć od przyjrzenia się sobie? Nie znam fajnych, sympatycznych i serdecznych ludzi, którzy mieliby problem ze znalezieniem równie fajnego partnera/partnerki.

    • Łukasz

      Tutaj przyznam Ci rację, może troszeczkę znadintepretowałem. Cóż, jestem tylko człowiekiem a słowo pisane niestety czasem stwarza pole do powstawania nieporozumień. :)

      „Z mężczyznami, którzy mają problem ze znalezieniem właściwej kobiety
      jest pewnie taki sam problem, jak z kobietami, które narzekają na brak
      właściwych mężczyzn. Może trzeba zacząć od przyjrzenia się sobie? .”

      Zasadniczo się z Tobą zgadzam, że poszukiwania przyczyny takiego stanu rzeczy należy zacząć od spojrzenia na siebie. Spora część wspomnianych Panów jak się okazało nie wychodzi na miasto zbyt często i dosyć rzadko zaczepiają kobiety, które im się podobają – albo robią to nieco nieporadnie. Niestety jest też grupa która ma bardzo kiepskie doświadczenia z kobietami mimo wykazanej inicjatywy i kulturalnego podejścia. Prawdę mówiąc dopiero rozmawiając z tą grupą usłyszałem takie odzywki ( w odpowiedzi na kulturalną zaczepkę) których nie życzyłbym najgorszemu wrogowi.

      „Nie
      znam fajnych, sympatycznych i serdecznych ludzi, którzy mieliby problem
      ze znalezieniem równie fajnego partnera/partnerki”

      Ja niestety znam i to płci obojga a że są to osoby na których mi zależy to staram się im pomóc to zmienić. :)
      Bycie fajnym, serdecznym i sympatycznym niestety nierzadko nie przekłada się na powodzenie u płci przeciwnej oraz nawiązywanie trwałych relacji. Szczególnie w przypadku mężczyzn niejednokrotnie ich pewność siebie i charyzma nie ma przełożenia na relacje z kobietami – wystarczy że spotkają fajną dziewczynę, zaraz miękną im nogi i zapominają języka w gębie.
      Smutne ale prawdziwe.

      • Pionierka

        Moim zdaniem przekłada się bardzo mocno na nawiązywanie trwałych relacji, niekoniecznie na samo powodzenie rozumiane jako: ciągle ktoś mnie podrywa. Osoby mniej pewne siebie, stresujące się w kontaktach z płcią przeciwną po prostu muszą sobie odpuścić szukanie partnera/partnerki w klubach, w serwisach randkowych (umarłabym, gdybym miała iść na randkę z kimś nieznajomym) czy przez zagadywanie na ulicy. To nie jest jedyna droga. Równie dobrą jest zaczynanie od tworzenia relacji koleżeńskich, takich zwyczajnych, codziennych, które z czasem mogą przerodzić się w coś więcej.Jak się kogoś zna od pół roku na neutralnym gruncie to nogi miękną mniej niż przy zagadywaniu na ulicy.

        • Łukasz

          Z jednej strony zgadzam się z Tobą że należy nastawić się na poznawanie nowych ludzi i nawiązywanie tym samym nowych znajomości. Z drugiej aczkolwiek…

          „które z czasem mogą przerodzić się w coś więcej”.
          No właśnie, mogą ale nie muszą. :)

          Masa ludzi wpada w tzw strefę przyjazni bo myślą że aby kogoś spróbować w sobie rozkochać należy się z nim najpierw zaprzyjaznić – a wbrew pozorom to dość częsty błąd.
          Nie mówię że z przyjaciółką/przyjacielem nie można stworzyć wspaniałego związku – bo można.
          To jasne że zapraszając na „kawę” kogoś kto znasz na neutralnym gruncie jakiś czas to nogi Ci raczej nie zmiękną… a przynajmniej nie aż tak.
          Co do pewności siebie to można się jej nauczyć – umiejętność jak każda inna.

          „stresujące się w kontaktach z płcią przeciwną po prostu muszą sobie
          odpuścić szukanie partnera/partnerki w klubach, w serwisach randkowych
          (umarłabym, gdybym miała iść na randkę z kimś nieznajomym) czy przez
          zagadywanie na ulicy.”

          Nie zgodzę się, nie muszą :). Trzeba po prostu próbować i rozmawiać z ludzmi, poznawać ich. Moim zdaniem nie należy wykluczać prawie żadnej opcji… no może z wyjątkiem domu pogrzebowego :D. Prócz tego takie podejście wymaga trochę odwagi i otwarcia się na nieznane ( zachowując jednocześnie zdrowy rozsądek). Fajnych ludzi można spotkać dosłownie wszędzie, trzeba być tylko otwartym i gotowym na ich poznanie.

          Moim zdaniem tego typu sytuacje są świetnym testem charakteru i pewności siebie a raczej tego czy się ją posiada czy nie. Mogę być nieśmiały, mogę podejść do dziewczyny w klubie i się kulturalnie przywitać, mogę zostać potraktowany po chamsku…. ale mogę też spotkać kobietę, którą być może będę przytulać przez kolejne 60 lat. I wiesz co? Zaryzykuję. :)

  • Łukasz

    Raczej czy mieszkałem bo to już czas mocno przeszły. :)
    Owszem, takie naturalne podejście jest super, tyle żeby doszło to do skutku muszą być spełnione 2 proste czynniki:
    1. Facet ( zazwyczaj) powinien się przełamać, po ludzku przywitać i zacząć jakoś normalnie rozmowę. Jeśli wszystko będzie ok to powinien pózniej poprosić o numer telefonu i załóżmy nazajutrz zadzwonić. Moim zdaniem samo sms-owanie jest dobre dla gimnazjalistów i licealistów. Dorośli ludzie bardziej wolą bezpośrednie rozmowy. Ale to moje zdanie.
    2. Kobieta musi dać gościowi szansę i podjąć rozmowę. Niestety często co niektóre Panie usiłują grać niedostępne i stosują zabawne zagrywki w stylu „rzucę, że mam chłopaka” i zobaczę jak zareaguje.
    Poniekąd dlatego masa facetów oblewa takie testy a dziewczyny potem płaczą, że nie ma fajnych gości. Bo kto lubi bawić się w takie gierki?

    A skąd wiesz, że są żonaci i zajęci? Znasz ich wszystkich co do jednego tak dobrze? ;)
    Ja wiem z czego to wynika – zazwyczaj z niskiego poczucia własnej wartości i braku pewności siebie, mimo że to naprawdę świetni ludzie. Niestety ich problem ( w większości) polega na tym, że nie potrafią przenieść pewnych umiejętności/cech z życia zawodowego na prywatne… takich jak pewność siebie, charyzma, determinacja i parę innych. Często boją się również próbować. To jest ta smutna grupa, która tłumaczy sobie nie podejście tym że na bank zostaną odrzuceni i upokorzeni. Najciężej tłumaczy się jednak tym, którzy w jakiś sposób zostali ośmieszeni czy upokorzeni kiedy wykazali inicjatywę… stąd zgadzam się że kobiety potrafią być okropne. Byłem nawet świadkiem kilku takich sytuacji.

    „Pytanie, gdzie i jak szukają drugiej połówki. Recepty na to jej znalezienie nie posiadam…”
    Tutaj trafiłaś w sedno, zazwyczaj w ogóle nie szukają. Często wierzą w bzdety rodem z kobiecych czasopism że drugiej połówki nie powinno się szukać tylko że sama powinna nas znalezc, że nic na siłę itp bzdety brane dosłownie.

    Jak dla mnie recepta jest prosta, trzeba szukać, próbować i poznawać nowych ludzi. Kraków tez nie od razu zbudowano. :)

  • Łukasz

    Cóż, masz prawo do własnego zdania i szanuję je – co nie znaczy że muszę się z Tobą zgadzać. :)
    Tak jednak jak Tobie nie pasuje mieszkanie z rodzicami do 28 roku życia ( co osobiście uznawałem za małe upokorzenie) tak ja np nie potrafię nazwać „kobietami”, dziewczyn które zaszły w ciążę w wieku lat „nastu” i bynajmniej nie mam tu na myśli 18 latek. Trochę mnie przeraża brak odpowiedzialności zarówno u nich jak i u ludzi, którzy mieszkają z rodzicami dla własnej wygody w wieku 30 czy 30-kilku lat. Tak wiem, bywam surowy.
    Co najśmieszniejsze ( jak się przyjrzałem z ciekawości badaniom Eurostatu) tak pociągający dla wielu naszych rodaczek Hiszpanie, Portugalczycy czy Włosi wcale nie wypadają w tej materii lepiej… rzekłbym że średnio opuszczają dom rodzinny pozniej od Polaków. Oczywiście to średnia i badania więc należy brać to z przymrużeniem oka.
    Osobiście nie chciałem marnować pieniędzy na wynajem a wolałem przycisnąć pasa i mieć gdzie mieszkać z moją drugą połówką, skutkiem czego nikt z jednej czy drugiej rodziny nie wytyka mi teraz tego że mi pożyczył na mieszkanie. Nie muszę się też martwić o wysokość raty kredytu… a zamiast tego mogę się zastanowić czy kupić bez okazji pojedynczą różyczkę czy cały bukiet albo na jaki film się wybrać, tudzież do jakiej restauracji. Bardzo wyzwalająca perspektywa. :)

    • Pionierka

      Z finansowego punktu widzenia nie ma absolutnie żadnej różnicy, czy rodzice finansowali Ci dach nad głową, jak mieszkałeś z nimi, czy wręczyliby Ci ekwiwalent pieniężny jednorazowo. Zresztą to długie mieszkanie z nimi też mogliby Ci wytykać. Wytykanie zależy od relacji rodzinnych, a nie od formy pomocy.

      • Łukasz

        Zgadza się z „zimnego” – finansowego punktu widzenia nie ma to różnicy. Tyle że ani nie finansowano mi dachu nad głową ani nie poratowano rzeczonym ekwiwalentem. :)
        Żyjemy w kraju gdzie z jednej strony męczy się temat że ludzie pózno wyprowadzają się od rodziców, z drugiej że masa polaków wynajmuje mieszkania,z trzeciej że ogromna większość rodzin siedzi na hipotekach i kiepsko u nich z oszczędnościami. Aha no i dzieci tez nie ma za wiele. Każdej stronie towarzyszy krytyka. Ale kiedy zapytasz jak się dorobić, to zapada cisza.
        TRochę mi to przypomina sytuację kiedy chłopak zadał na ulicy pytanie (jeszcze wtedy) Prezydentowi a ten odpowiedział w taki sposób że ze śmiechu z krzesła spadłem.

  • motomycha

    na ten temat nie da sie wylonic wzoru ani zasady. Za kazdym razem jest inny czas dla kazdego z osobna jak ktos chce sie dostosowac do ogólu to bedzie w ktorejs sferze rzycia nieszczesliwy..aczkolwiek nie mozna z matematyki robic debilki bo statystycznie mozna byc wlasnie tym elementem ktoremu sie niewiedzie i nie jest to czyms paranormalnym po prostu jestes bledem statystycznym jak Neo w Matrixie :)))))

  • agata

    Z niecierpliwością czekam na tekst o ‚uzaleznieniu sie od faceta’, bo moze to troche nierozsądne,ale w Twoich felietonach znajduję zawsze tak wiele prawdy i szczerosci, po prostu pokazujesz,ze mozna zyc inaczej.

  • Malco

    Z tekstu wynika, że rozmów i spotkań trochę było.. A gdzie była szczerość? Moim zdaniem powinna leżeć ona u podstaw każdej relacji – nie tylko nowej.. Zachowujmy się dojrzale – jak coś nie odpowiada, powiedzmy to sami (a nie przez np. znajomych po miesiącach). Z kolei jeśli się partner podoba, to komunikujmy też to dość jasno. Wszelkie „gierki”, zgrywanie „tajemniczych”, „niedostępnych” w „naszym” wieku raczej zniechęcają. Bo mając te 30 lat człowiekowi może brakować tylko miłego towarzystwa. Ale szczęście lepiej budować we względnym spokoju – niż w aktach desperacji.

    • malusia

      Pełna zgoda :) SZCZEROŚĆ przede wszystkim.

  • S.

    To nie desperacja. To obłęd.

  • http://www.omeetslife.wordpress.com omeetslife

    Jak mówią – nie znam się, ale się wypowiem. Doświadczenia w randkowaniu i „polowaniu” dużego nie mam, ale oczy i uszy owszem, więc cośtam widzę i słyszę. Z mojej perspektywy to wygląda trochę tak, jakby ci wszyscy mężczyźni, którzy tak głośno skandują, że „kobiety też mogą wykonać pierwszy ruch” i że nawet bardzo chcą, uciekali gdzie pieprz rośnie, gdy na taką kobietę właśnie trafią. Tylko dlaczego? Bo nagle im się przypomniało, że to zaburza ich wizerunek samca alfa? Bo przecież nie opowiedzą znajomym, rodzinie, dzieciom, że to nie oni „zdobyli”? Bo się przestraszyli mentalnej kastracji? Że to nie oni mają „jaja”? Tak to widzę i słyszę ja. Szkoda tylko, że te stereotypy, bo tak to chyba trzeba nazwać, nadal mają taką moc. Przecież inaczej wszyscy mieliby łatwiejsze życie. Oczywiście nie twierdzę, że wybór partnera/ki byłby natychmiastowy i wszystko wydarzałoby się już i raz na zawsze, bo wiadomo, że w grę wchodzi tu wiele innych czynników. Ale może byłoby trochę milej i mniej dramatu?

  • malusia

    Niektórzy mają więcej przyjemności z dawania niż z brania. Jeśli jednak ktoś czuje frustrację z tego powodu, że tylko daje, a nic nie otrzymuje w zamian, to długo to nie potrwa. Ktoś, kto wciąż tylko daje, w końcu się tym zmęczy. Jak wszędzie, musi być równowaga.

  • Rysiek

    Takie tam luźne gatki z moim przyjacielem [P]awłem (i ja, [R]ysiek) na temat. Mniej lub bardziej:

    P: Ja tam do starszych kobiet nic nie mam. Ale! bo to istotne – często babki koło 30 mają parcie na ślub i dziecko, a z tym jest już problem.

    R: Okres randkowania się skończył i nie ma czasu na grę w kotka i myszkę. Taa, no pewnie jest to problem, ale z drugiej strony one zaniżają swoje standardy w tym momencie przez co poszerza się grupa docelowa. Może nie w każdym wypadku jest to
    złe?

    P: Ale to już 25 latki ciśnie, no ale stary.Nie ma „okres randkowania się skończył”, właśnie o to chodzi, że nie ma. To takie pierdolenie. Równie dobrze 20 latki mogłyby tak mówić, ale prawda jest taka, że jak znajdziesz kogoś fajnego z kim się dogadujesz i tak dalej to zaczynasz od randkowania. Tu trochę randkujesz, tam trochę randkujesz spotykacie się idziecie do łóżka stwierdzacie, że w sumie pobędziecie
    sobie chwile razem i… oglądałeś film odlot?

    R: No. Tylko im się coś w głowach przestawia, że 30tka to magiczna granica i chuj
    bombki strzela jak nie capną jakiegoś delikwenta do tego czasu. Oglądałem dawno temu i nie łącze wątku chyba? Poza tym uważam, że randkowanie jest ważne i nie można tego pominąć w momencie, gdy chcesz stworzyć związek. Jakoś musisz stwierdzić czy dana osoba Ci odpowiada, a jakoś nie wyobrażam sobie wziąć dziewczyny do siebie po pierwszym spotkaniu. Może wyolbrzymiam, ale te lamenty
    bijące z różnych historii wskazują właśnie, że tego oczekują te panny.

    P: Ogólnie motyw przewodni. Babka chciała przeżyć przygodę życia ale poznała
    jakiegoś chłopaka i cały czas przekładała tą przygodę. Film jest z perspektywy dziadka który cały czas sobie wyrzuca, że przez niego nie przeżyła tej przygody. I ona miała książkę z napisem „Moja Wielka Przygoda” czy coś takiego. Konkluzja jest taka, że w tej książce wklejała zdjęcia ze swojego życia. Ślub, dziecko, wspólne wakacje etc.

    Wychodząc codziennie z domu nie wiesz co się stanie, może coś Cie potrąci,
    może zrobisz coś co zmieni Twoje życie, może coś takiego się po prostu wydarzy. Gdy wchodzisz w związek to zawsze wchodzisz w niego „na chwile”. Ważne jest, żeby się z kimś zaprzyjaźnić na tyle żeby się chciało z nim żyć. A nie żeby znaleźć ideał.
    Gdy chcesz wejść w związek z założeniem, że będzie na zawsze to oczywiście, że ta osoba ucieknie. Bo ona nie wie, że będzie na zawsze. Ale na chwile nawet jeśli tak chwila będzie miała ostatecznie trwać 50 lat, bardzo chętnie wejdzie. Oszukiwanie samego siebie? Możliwe, ja na to mówię psychologia. Bo relacje międzyludzkie polegają na manipulacji. Nawet jeśli jest to manipulacja samego siebie. A i tak, kobieta może zrobić pierwszy krok. Nie ma problemu. Byleby nie zrobiła za dużego, bo jeśli ktoś
    zamiast zrobić krok od razu kogoś przygwoździ to ta druga osoba ucieknie. To jest jak z łowieniem ryb. Możesz zarzucić przynętę, ale gdy za mocno pociągniesz to żyłka się urwie. Dlaczego ludzie tego nie rozumieją to ja nie wiem. Ale tak, sam wielokrotnie żyłkę
    zerwałem.

    R: Czyli życie jako wielka przygoda. Tak, zdecydowanie tak. Bo jak inaczej to traktować? Jako karę? No bez przesady! Tyle rzeczy może nam się udać, spodobać, zachwycić. No ale odbiegam od tematu. Tak, uważam, że trzeba się z drugą osobą zaprzyjaźnić żeby z nią być. I wytrzymać. A ciężko to zrobić jeśli od początku są oczekiwania typu – chodźmy do ołtarza. Albo z drugiej strony – chodźmy do łóżka, a potem jeszcze pogram sobie w Call of Duty. Z tym „na chwilę” to nie jestem przekonany. Decyzja o stworzeniu związku
    powinna nieść za sobą pewne obciążenie, stajemy się w końcu odpowiedzialni nie tylko za swoje szczęście, ale też trochę za szczęście tej drugiej osoby (nie, nie mówię tu, że mam kogoś uszczęśliwiać. Raczej mam nie być powodem do smutku). Owszem, związek nie musi być do końca świata i dzień dłużej, oboje mamy prawo z niego wyjść jeśli stwierdzimy – to nie to, ale z góry zakładanie, że to będzie „na chwilę i zobaczymy co dalej” jakby podcina całemu przedsięwzięciu skrzydła.

    P: Właśnie chodzi o to, że wchodząc w relacje nie zakładasz, że będzie na zawsze. A jeśli zakładasz to nie wyjdzie. Wchodzisz na zasadzie „póki co jest ok. więc po co psuć?”. Masz taki czas niepewności. Na dobrą sprawę nie znasz tej osoby. Znasz tylko swoje wyobrażenia o niej. Jak możesz po kilku spotkaniach stwierdzić „ok będziemy razem”? no proszę Cie, to dopiero jest nieodpowiedzialne. Później oczywiście. No chyba, że trafisz na wieczne dziecko… Ale znowu „skoro jest dobrze to po co psuć?”. Jak się popsuje to inna kwestia. Podejmujesz decyzje, że chcesz z kimś być i chcesz tą osobę kochać, ale nie musisz tego robić podczas pierwszego tygodnia czy miesiąca. W przeciągu pierwszego roku już by wypadało.
    A to mówię z własnego doświadczenia. Przez pierwszy rok mojego związku (wiesz o którym mówię) myślałem, że w każdej chwili może się rozpaść. Możliwe nawet, że dlatego się bardziej starałem. A później się okazało, ze trwał 5 lat. To też jest kwestia, że ktoś sobie robi nadzieje, a ty możesz to spieprzyć. Jak ktoś podchodzi na luzie to ty też.

    R: No i ok, w takim wypadku odczuwasz presję – chcesz, starasz się, chcesz pozbawić się tej niepewności. Podchodzisz na luzie ale z jakimiś celami. Mimo wszystko. To czy do nich razem dojdziecie to już osobna sprawa.

    P: Presja – to jest chyba słowo klucz w tym wszystkim.

  • S.

    No a Ty jak zwykle idealnie to podsumowałaś ;)

  • S.

    No widzisz. Tu dochodzimy do tej checklisty. Mieszka z rodzicami to frajer. Co tam, że dzięki temu kupił mieszanie bez kredytu, wybudował dom czy uzbierał kapitał i rozkręca biznes. Frajer i maminsynek. Lepiej, żeby mieszkał w wynajmowanej kawalerce a po ślubie wziął kredyt na tą kawalerkę. Będzie wtedy prawdziwym mężczyzną albo przynajmniej będzie stwarzał pozory dorosłości.

    • Agnieszka Kulawczyk

      Nie wydaje mi się, że użyłam słowa „frajer”, a gdybym postanowiła określić tak faceta mieszkającego z rodzicami, to napisałabym to wprost. Cóż, wydaje mi się, że wynajem kawalerki zamyka się w 1200-1500 zł, więc jeśli wynajmując kawalerkę chłopak zaprzepaszcza szanse na kupno mieszkania/rozkręcenie biznesu/studia podyplomowe/kurs rozwoju osobistego, to dziwię się :D
      Chyba, że nasz bohater mieszka z rodzicami suszy ich lodówkę, nie dokłada się do mieszkania. JEST i oszczędza na siebie, na SWOJĄ lepszą przyszłość. Tak, wtedy faktycznie może oszczędzić większość pensji. Szkoda tylko, że decydując się na dziecko musisz liczyć się z tym, że będzie ono na Twoim utrzymaniu do 30stki. Dziwne, powiedziałabym ostrzej, ale widzę, że obecnie trend jest, aby to było normalne. Wrzucam to do jednego worka ze studiowaniem 2 lub 3 kierunków humanistycznych, studiami dziennymi, przygodnym seksem i niebadaniu się na HIV.

      • S.

        Masz rację, trochę przesadziłem tudzież napisałem niejednoznacznie.
        1500zł czy nawet 1000zł razy 12 miesięcy to już robi się spora suma. Mieszkanie w grupie z rodzicami czy z lokatorami wychodzi zwyczajnie taniej niż mieszkanie w pojedynkę. Jak wspomniała słusznie pionierka, zależy to od relacji w rodzinie. Jak są dobre to ja nie widzę hańby w tym, żeby mieszkać z rodzicami jeżeli w ten sposób będzie łatwiej zgromadzić kapitał który można na coś mądrego przeznaczyć (PS. nie mam na myśli samochodu).

        Jest to takie same wyrzeczenie jak mieszkanie samemu jedząc przez cały rok (czy dłużej) jedynie najtańszy makaron z biedronki. Jeżeli nie zwiększamy swoich dochodów a chcemy zaoszczędzić to po prostu trzeba z zredukować wydatki. Aczkolwiek jeżeli ktoś mieszka z rodzicami i suszy im lodówkę to absolutnie się z Tobą zgadzam.

        Jeżeli relacje w rodzinie są dobre i wyprowadzka na „swoje” ma być tylko manifestacją samodzielności to uważam to za skrajną bezmyślność.

  • S.

    Jak druga strona nie daje Ci nic w zamian to najwyraźniej ma Cię w dupie.

  • S.

    Masz pecha, że spotykasz głównie takich facetów.

  • anna baron

    Owszem, bo nie mamy zamiaru padać ofiarą czyjejś historii zawodów miłosnych. Nowa znajomość wymaga nowego podejścia, otwarcia się i asertywnej postawy. Jeśli ktoś chce się mścić na niewinnej osobie za to, że ktoś kiedyś źle go potraktował, to gratuluję dojrzałości emocjonalnej i moralnej.

    • S.

      Nie zrozumiałaś. Nikt się nie mści. Kobiety często robią facetom nadzieję i nie dają jasnych sygnałów, że nic z tego nie będzie tylko trzymają delikwenta w takim stanie niepewności.
      Gdy facet zachowa się analogicznie do kobiety to potem kobiety wznoszą larum, że faceci tacy i owacy.
      To takie prawo Kalego. Nam wolno im nie.

      • Łukasz

        Tu się muszę zgodzić chociaż to nie tylko domena kobiet i nierzadko wynika to z faktu, że ludzie nie wiedzą jak się zachować, tudzież co powiedzieć… no i brakuje im odwagi/pewności siebie by to powiedzieć.
        Stąd zabawy sms-ami, facebookami, mailami, etc
        Nawet jeśli ktoś się komuś nie podoba z wyglądu tudzież uznajemy go za desperata to można wszak powiedzieć mu że jedyne i max co można mu zaoferować to przyjazn i jakąś niezobowiązującą wspólną kawę raz na jakiś czas. Trudne?

        Podejdzmy do tego merytorycznie.
        Rozwijając co do wspomnianej przez Ciebie niepewności:

        Ile kobiet przy kulturalnej zaczepce potrafi podać błędny numer telefonu byle tylko delikwent się odczepił zamiast powiedzieć kulturalnie że nic z tego nie będzie i się pożegnać? Wbrew pozorom ( i temu co same mówią) całkiem sporo. :)

        Ile kobiet podając swój nr telefonu nie odbiera potem bo zmieniły zdanie albo są niepewne/ niezdecydowane? Patrz wyżej.

        Ile kobiet odbiera taki telefon ale mówi potem że są „wiecznie zajęte” Patrz wyżej.

        Czasem Panowie dublują te zachowania i wtedy zazwyczaj pojawia się wspomniane larum, bo jak oni mogą?
        No niestety takto. Ta sama sytuacja co z kokietowaniem dla zabawy albo osławionymi „shit testami”.
        Wszystko jest ok póki my to stosujemy ale jak druga strona zacznie to stosować to pojawia się wspomniane oburzenie. Akcja powoduje reakcję. Wracając jeszcze do shit testów to odbicie powoduje wielokrotnie tak niekłamaną konsternację u drugiej strony że to aż zabawne jest.
        Zgodzę się jednak że nierzadko w ten sposób traktowane są osoby, które na to nie zasługują.

      • anna baron

        „nie dają jasnych sygnałów, że nic z tego nie będzie tylko trzymają delikwenta w takim stanie niepewności.” – a co to innego, jeśli nie niedojrzałość, nieważne, czy w wydaniu kobiety czy mężczyzny? Nigdy nikogo w taki sposób nie urządziłam i oczekuję, że mnie również nikt tak nie potraktuje. Nie jesteśmy w gimnazjum, gdzie były takie jazdy.

    • Łukasz

      Anno, nikt nie chce padać ofiarą czyichś zawodów miłosnych czy gierek. Zgadzam się z Tobą w kwestii nowego podejścia, otwarcia się i asertywności.
      Tyle że pomijając opisany tu przykład – zawsze znajdzie się grupa facetów, którzy będą sobie zagadywać, uwodzić i wyciągać numery (np) dla sportu..
      Podobnie jak grupa kobiet która buduje swoją wartość ( a raczej ego) wprost proporcjonalnie do ilości facetów, których spławi najpierw kokietując dla zabawy.
      Często obie grupy bawią się tym i chcą sprawdzić… a nierzadko udowodnić że wciąż mają to „coś”. Ale to dłuższy temat…

      • anna baron

        „Zawsze się znajdzie” nie oznacza, że tak jest dobrze i należy to zaakceptować. Cieszę się, że się zgadzasz.

        • Łukasz

          Nie wspomniałem nigdzie, że tak jest dobrze i należy to zaakceptować. :) Osobiście uważam to za wysoce niemoralne i naganne. Ktoś może powiedzieć że to naturalnie taki niewinny flircik – niestety kiedy w grę wchodzi dawanie komuś nadzieji, tudzież wykorzystywanie czyjegoś zaangażowania… cóż… kopnąłbym solidnie w dupę takiego faceta.

    • Hrabia Wroński

      Twój tekst wciąż przypisywałbym bardziej kobietom niż mężczyznom.
      (Na podstawie obserwacji i rozmów).

  • https://bralgu.wordpress.com/ Wojciech Chajec

    „Pan Elokwentny już nigdy więcej nie napisał ani nie zadzwonił do Anki.
    Polubił za to jej dwa posty na Facebooku i jedno zdjęcie na Instagramie. I tego to ja już totalnie nie rozumiem.”
    No niestety ja też go nie ogarniam… Fascynację tajemniczymi, niedostępnymi kobietami i niechęć do tych, które” chcą za bardzo” rozumie jak najbardziej.

  • Łukasz

    Zastanawia mnie w sumie gdzie bywasz że znajdujesz takie wybrakowane egzemplarze… albo raczej gdzie one Ciebie znajdują?
    A swoją drogą szukasz czy tylko czekasz aż ktoś inny wyjdzie z inicjatywą?
    Pytam tak z czystej ciekawości.
    Pozdrawiam.

  • Łukasz

    Twoja wypowiedz świetnie pokazuje że nie trzeba być śmiałą by być szczęśliwą. Z inicjatywą w prawdzie nie wychodzisz ale potrafisz właściwie na nią reagować. :)

    Wiele kobiet płacze że nie może znalezć fajnych facetów tyle że same popełniają jednocześnie 2 błędy, które wykluczają poznanie owego:
    1. Nie wychodzenie z jakąkolwiek – mniejszą lub większą inicjatywą.
    2. Nieumiejętność reagowania na inicjatywę wspomnianych facetów. ( tak, gierki, udawanie niedostępnej – a raczej nieprzystępnej, shit testy itd)

    Z drugiej strony ciekawy paradoks. Uważasz się za nieśmiałą a powiedziałaś gościowi wprost, prosto w twarz po wstępie że chcesz z nim być – efekt był taki że uznał Cię za charakterną babkę, która wie czego chce od życia i ma odwagę po to sięgać. Ja mu się nie dziwię że stracił głowę, bo tego rodzaju pewność siebie i świadomość tego czego się chce jest u kobiet bardzo pociągająca. No i nie ma tu miejsca na gierki, bo to przełamanie konwenansów.

    „Nie ma żadnego problemu, jak kobieta bardzo chce. Problem jest, jak ona bardzo chce dupka, a nie fajnego faceta.” – w samo sedno.

    Dodałbym od siebie, że jeśli kobieta wie czego chce i nie bawi się w gierki to wielokrotnie zwiększa szanse na poznanie tego drugiego a w przeciwnym przypadku tego pierwszego. I to chyba na tyle.

    • Pionierka

      Bo moja nieśmiałość (rany, ale będzie osobiste wyznanie) wynika głównie z faktu, że jako dziewczyna bardzo przeciętna pod względem wyglądu jako nastolatka nie budziłam żadnego zainteresowania płci przeciwnej. Więc wyrobiłam w sobie przekonanie, że większości facetów po prostu się nie podobam, nie mam u nich szans. Te braki musiałam nadrabiać osobowością i charyzmą, co dało taką dośc piorunującą mieszankę. Dlatego w życiu nie podejdę sama, bo boję się usłyszęć; kobieto, gdzie z taką twarzą, co ty sobie wyobrażasz, że ja lubię pasztety? Ale jak ktoś okazuje mi zainterewsowanie, to znaczy, że ten element możemy pominąć, więc już nie mam się czego bać. A pomijając paniczny strach przed odrzuceniem i upokorzeniem to ja się niewielu rzeczy boję ;)

  • http://rozwijaszsie.pl zagrajmywzycie.pl

    A co tu jest do rozumienia? Pan Elokwentny przypadkowo wpadł w warzywniaku na Ankę II, która miała większe cycki i zakładała krótsze spódniczki i była bardziej bezpośrednia, do tego stopnia, że na drugiej randce zamiast dziękować za cudowne spotkanie, dziękował za zajebiste bzykanie. Tyle. Tak więc na trzecie spotkanie wybrał Ankę II, bo był pewien, że czeka go zajebiste bzykanie, a nie Ania robiąca maślane oczka przy małej czarnej, która może da się zmacać i przelizać na koniec, bo wrażenia na coś więcej nie robiła tylko udawała, że trzeba się z Nią pomęczyć. Proste jak to jebanie z Anią II. Nie komplikujmy sobie. W większości przypadków chodzi o bzykanie. Jeśli nie chodzi to gość będzie pisał i przypominał o sobie. No chyba, że jest jakimś emocjonalnym niedorozwojem.

  • Bozziaak

    Ponoć Faceci są prości- jak chce napisać, to napisze. Jak chce się spotkać, to zadzwoni. Więc po co gierki- pisanie CODZIENNIE, zaproszenia na randki, godzinne rozmowy. Napisałam raz, RAZ! I owszem, odpisał, zaprosił do siebie, ale nagle nasza rozmowa ograniczyła się do „nie”, „tak”, „ok”, czyt. „spierdalaj”. O co chodzi? Wystarczy prosta wiadomość: nie interesujesz mnie, nic z tego nie będzie. To Wy Panowie macie problem z komunikacją. Malwino, propsuję tekst- w samo sedno!