Dlaczego jestem sama

Żyjemy w epoce JAizmu. Oznacza to, że stawiamy na pierwszym miejscu siebie, nie kolektyw. Można by długo wymieniać, co do tego doprowadziło: upadek komunizmu w Europie i wjazd dzikiego kapitalizmu, migracje zarobkowe, a tym samym powstawanie coraz większej liczby rodzin nuklearnych, rosnąca świadomość społeczna i korzystanie z nowych dróg rozwoju (psychoterapia, mindfulness, itp.)… I jakkolwiek nie widzę nic złego w dbaniu o siebie i własne potrzeby, tak już w przedmiotowym traktowaniu ludzi, którzy mają nam służyć wyłącznie do zaspokajania własnych potrzeb tudzież realizacji swoich celów, widzę zgniliznę. Bo ten trend będzie postępował, jestem o tym głęboko przekonana. Skąd to wiem? Ano, z Tindera. 

 

Samotność bez wyboru

 

Jestem sama od trzech lat. Rozstanie odchorowywałam ponad pół roku. Po około dziewięciu miesiącach postanowiłam wrócić na portale randkowe. No i się zaczęło. Albo raczej zaczął – armagedon. 

Pierwszy mężczyzna, z którym się spotykałam (dwa miesiące) był narcyzem i patologicznym kłamcą (pozdrawiam Michała G, wspinacza, który kiedyś w nocy wlazł mi na balkon [3. piętro], bo stwierdził, że będzie to zajebiście dobry sposób na powiedzenie „przepraszam” po tym, jak spóźnił się jakieś 5h na nasze spotkanie, bo wolał spędzić ten czas z przyjaciółką, która się w nim podkochiwała, o czym on doskonale wiedział, ale trzymał ją w odwodzie i udawał przed nią, że to, co mnie i jego łączy, to czysto platoniczna relacja, podczas gdy ze mną sypiał, jadł moje żarcie i nazywał przy ludziach swoją dziewczyną. A, jak mi stanął w oknie z kapturem na głowie o godzinie 23, prawie się zeszczałam w gacie ze strachu, naprawdę świetny sposób na przeprosiny, ludzki taki). Drugi (cztery miesiące) był dobrym gościem, ale mnie kontrolował. A trzeci (dwa miesiące) uciekł, gdy dowiedział się, że kiedyś spróbowałam narkotyków xD

W międzyczasie przewinęło się wieeeeelu innych panów. Z niektórymi tylko pisałam, z innymi spotkałam się kilka razy. O, na przykład taki Piotr, muzyk. Na dzień dobry powiedział mi, że nie chce związku, po czym jakiś miesiąc później oświadczył, że się zakochał xD. Marek – pisaliśmy przez dwa tygodnie, rozmawialiśmy przez telefon po półtorej godziny, cały czas powtarzał, jaki to mamy świetny vibe i jak bardzo cieszy się, że w końcu poznał inteligentną, ciekawą osobę. Umówiliśmy się, że spotkamy się, jak wrócę z urlopu. Gdy byłam nad morzem, nagle zamilkł. Zapytałam, co jest, na co on: „Miałem trochę problemów rodzinnych, poza tym zakochałem się. Mówię ci, historia na książkę! Bądźmy w kontakcie”. Uroczo, prawda?

Zastanawiam się, czy mam na czole wielki napis: TYLKO DO RUCHANIA, bo 90% facetów, których poznaję, oświadcza już na pierwszym spotkaniu, że nie chce wchodzić w zamkniętą relację. Friends with benefits? Proszę bardzo. One night stand? Chętnie. Robienie loda w przerwie na reklamy? Skorzystam. Ale nie, nie bądź moją dziewczyną, nie szukam kuli u nogi, której będę musiał zaparzyć miętę, jeśli kiedyś przypadkiem zachoruje. I tak sobie rozmyślam, czy to wspomniany JAizm, moda na relacyjne airbnb, czy może zwykłe skurwysyństwo?

Czy naprawdę w świecie, w którym seks bez zobowiązań jest na wyciągnięcie ręki, nie potrzebujemy już bliskości, czułości, więzi z drugim człowiekiem? Kiedy się bawimy i jest fun, jesteśmy razem, ale kiedy zaczynają pojawiać się problemy, znikamy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? I dlaczego teksty typu „ma być miło”, „no drama”, „FWB only” pojawiają się głównie na profilach facetów? Bo biorą dla siebie z feminizmu tylko to, co im pasuje, czyli wyzwolenie seksualne kobiet, ale o krok dalej już nie pójdą, bo im spadnie poziom testosteronu, kiedy potraktują kobietę jak człowieka, a nie dziurę, w którą mogą wsadzić kutasa?

Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. 

 

Bo jesteś Ty

 

Jak już wspomniałam, byłam ostatnio nad polskim morzem (nie jestem fanką, ale inflacja mnie zabija – mam kredyt hipoteczny, ale o tym innym razem) i spotkałam się tam z przyjacielem, z którym nie widziałam się jakieś pięć lat. P. (który właśnie został tatą) nie mógł uwierzyć w to, że od trzech lat gram solo, choć – taka prawda – wcale tego nie chcę. Zaczął mnie więc, jak na prawdziwego dziennikarza przystało, wypytywać o różne kwestie typu wzrost, długość Wacława, spektrum zainteresowań, i tak dalej. Dość szybko okazało się, że moje wymagania wcale nie są wygórowane. Tak mi się przynajmniej do tej pory wydawało. Szukam inteligentnego, mentalnie otwartego typa, który ma swoje pasje, z którym będę mogła podróżować, śmiać się, jeść dobre rzeczy i zbudować coś więcej.

Niby banalne, ale…

– Ja to sobie tak myślę, choć oczywiście mogę się mylić, że ty chłopów onieśmielasz – stwierdził P. po chwili zadumy. – Po pierwsze, masz własne zdanie. Po drugie, masz własne mieszkanie. Po trzecie – wydałaś powieść, a za chwilę wydasz drugą. Po któreś tam – masz swój własny zespół w robocie. Uprawiasz sport, znasz języki, idziesz po swoje. Mnie osobiście się to zajebiście podoba, ale ja to jestem jakieś dwa procent męskiego społeczeństwa w tym kraju. Na dodatek masz gadane i jesteś w stanie prowadzić intrygującą rozmowę. Faceci się tego boją. 

 

Oferujesz za dużo

 

Tak. Właśnie tak powiedział mi mój przyjaciel. „Oferujesz za dużo”. Czyli, żeby być pełnowartościową kobietą na singielskim rynku mam oferować mniej? Mam udawać kogoś, kim nie jestem, tylko po to, żeby facet poczuł się dobrze, by przypadkiem nie nadgryźć jego kruchego ego? Gdzie jesteśmy jako społeczeństwo, kiedy kobieta, by być chcianą i pożądaną, musi udawać głupszą, biedniejszą i bardziej zakompleksioną niż jest w rzeczywistości?

Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej czuję, że to jest jakaś pierdolona farsa, jakiś 1984 Orwella.

Czy rzeczywiście kobiety wciąż godzą się jak te owce iść za parą jaj i robić dla tej pary jaj wszystko tylko dlatego, że rodzice, kościół i cały ten patriarchalny cyrk wpoili nam, że para jaj jest lepsza od jednej waginy? Czy w tym kraju wszyscy faceci są pierdolnięci, czy może to ze mną coś jest grubo nie tak, bo oczekuję odrobiny szacunku i traktowania mnie przez mężczyzn jak równej, a nie biednej, zagubionej sieroty, sexy-wampa czy opiekunki domowego ogniska? Ja wiem, że Polska mentalnie jest na dalekim Wschodzie, gdzieś w okolicy tajgi syberyjskiej, ale come on. 

 

Wolę być sama niż być z kimkolwiek

 

Jest takie fajne powiedzonko hiszpańskie: „No necesito el hombre para dormir, sólo necesito mi cama”, co znaczy: nie potrzebuję faceta, żeby spać, potrzebuję tylko mojego łóżka. I ja się tego trzymam. Dlatego zapewne, jak któregoś pięknego dnia za 30 lat umrę w swoim mieszkaniu, znajdą moje zwłoki w połowie zjedzone przez psa i kota po kilku tygodniach, gdy na klatce zacznie walić trupem.

Tak to widzę. 

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • A ja jestem z innej bajki, ale sobie czytam. I mnie zainspirowało. Aż napisałem komentarz. Taki trochę ku pokrzepieniu czy jak tam zwał. A trochę chciałem pokazać jak to widać z innej bajki.

    Przy okazji wcale nie przepraszam, że mam penisa, ale jako jego posiadacza irytuje mnie daleko bardziej to zjawisko traktowania kobiet, no tak jak wyżej. Bo mi robią zły PR do tego stopnia, że nie poczuwam się w ogóle do tej grupy. Aż ostatecznie rozdzieliłem to sobie to na dwa gatunki: facet i mężczyzna. Ja z tych drugich. Proszę nie mylić.

    Niezależnie od płci, poszukiwania towarzystwa w tych czasach wyglądają podobnie. Ale ja miałem też okazję poznać głębokie wyjątki, tak że trochę mniej czarno to widzę.

    Albo nie: widzę tak samo czarno, tyle że statystycznie. Ale jako jednostka mam w dupie statystyki oraz ludzkość jako całość. Bardzo lubię pojedynczych ludzi za to. Jednostki, w sensie.

    I jako jednostka można ominąć statystyki. A ludzkości jako statystyczna całość może iść do diabła. W przenośni albo dosłownie. Z maseczką na ryju i tinderem w sercu.

    Tak tylko chciałem.

    A jak ktoś chce przeczytać dłuższy komentarz to zostawiam ślad po sobie:
    https://www.martinlechowicz.com/dlaczego-jestes-sama,8285

    Pa, Malwina Pe.

    Martin

    PS. Ja się ciebie nie boję, bo wydałem więcej książek niż ty. Ha! Tak że widzisz, nie jest tak źle. Zawsze się trafi ktoś z większym.

    • Mario

      Jezu ale cringe XD

      • No fakt, trochę cringe i próba wypromowania się na moich plecach. Ale pomyślałam sobie: niech dzieciak ma.

        • Marcin

          heh dla mnie odwrotnie w sumie to przez blog Martina trafiłem tutaj ;-) szkoda że z taką pogardą traktujesz kogoś kto ma trochę inne poglądy na świat, i specyficzny sposób wypowiadania się, bo tak jak napisałem: jak dla mnie to jest na odwrót

          • Marcin, okej, cieszę się. Jednakże nie uważam, żebym wypowiedziała się o kimkolwiek z pogardą.

          • Arkadiusz

            Skoro twoim zdaniem, określanie czyichś wypowiedzi jako żałosne, a nazywanie ich autora: „dzieciakiem, który próbuje wybić się na twoich plecach” (XDDD), choć nawet człowieka nie znasz, nie jest pogardliwe to nawet nie trzeba czytać dlaczego jesteś sama.
            Naprawdę mi Ciebie żal i życzę powodzenia w życiu. Obyś kiedyś znalazła prawdziwego partnera.

          • Słuchaj, nie wiem, z jakiego translatora korzystasz, ale cringe nie znaczy żałosny, więc może po prostu najpierw sprawdź, co znaczy cringe w mowie potocznej. A współczucia nie potrzebuję, dzięki :)

          • Szymon Pe

            Sprowadzenie dorosłej osoby, która w kulturalny sposób prezentuje nieco inny pogląd na Twoją opinie do „dzieciaka” jest pogardą. Nie ważne jak mocno to wyprzesz.

  • Janis

    Zajebisty tekst. W końcu ktoś zaczął mówić o tym otwarcie!

  • Mario

    Mam udawać kogoś, kim nie jestem, tylko po to, żeby facet poczuł się dobrze, by przypadkiem nie nadgryźć jego kruchego ego? Gdzie jesteśmy jako społeczeństwo, kiedy kobieta, by być chcianą i pożądaną, musi udawać głupszą, biedniejszą i bardziej zakompleksioną niż jest w rzeczywistości?

    Według mnie trafiłaś w sam środek. Interesuję się ostatnio redpillem i można uogólnić całą
    jej filozofię do tego, żeby być lepszym od kobiety. Lepiej zarabiać, lepiej się starzeć, być silniejszym itp. Ja zauważyłem u siebie to samo, że czuję się niepewnie przy kobiecie, która miała więcej partnerów ode mnie. Nie mam ego w tych zdrowych granicach. Postanowiłem nic z tym nie robić i nawet nie szukać dalej.

    Aha, mój sąsiad zmarł sam w swoim mieszkaniu. Nie słyszeliśmy go od dwóch miesięcy. Straż weszła oknem, przyjechał zakład pogrzebowy. Smród był słodki i penetrujący. Mimo to chyba jego śmierć nie różniła się zbytnio od innych.

    • Redpill to straszne guano jest. Nie idź tą drogą, porfa.

  • A ja myślałam, że mój brat to ciężki przypadek (bo w sumie jest). Ale nawet i siorka ma podobne problemy do twoich. Ciężko o dobrego partnera w tych czasach. A przynajmniej takiego, co nie będzie podkładał świń.
    Tylko że ja już powinnam się zamknąć bo zaraz mi wleci 15-sto lecie ślubne.

  • ktostamtaki

    Malvina, jesteś osobą pewna siebie, inteligentną zdecydowaną, mówiącą jasno czego pragniesz, oczekujesz, z pomysłem na życie, ambicjami, które krok po kroku zaspokajasz. Też w wieku, w którym żyjesz już według swoich zasad, wypracowanego porządku i stylu życia. To naturalna kolej rzeczy. I wszystko to jest super. Wydaje mi się, że tak Ciebie postrzegają mężczyźni. Czytając Ciebie ja mam takie wrażenie. Jednak związek z taka osobą jest rzeczą trudną. Osobiście bałbym się, że związek z kimś o tak silnej osobowości wiązałby się z koniecznością uległości, próbami dostosowania się i znalezienia przestrzeni dla siebie w Twoim świecie. W przeciwnym razie leciały by tylko pioruny. Domyślam się, że taki uległy, pełen tolerancji typ ciepłego gościa nie jest dla Ciebie atrakcyjny.

    Poza tym przyciągasz mężczyzn w typie macho, twardych, zdecydowanych, którzy karmią swoje ego zdobywając kobiety i traktują to bardziej jako konkurencję sportową. Dla takiego jest się księżniczką dopóki się jej nie bzyknie.

    Taki typ mężczyzny zdecydowanego, o pewnej pozycji społecznej i zawodowej, świadomego swojej zajebistości pewnie Ci imponuje i bardziej przyciąga uwagę niż „ciepły misio”. Bo nie wiem czy umiałabyś szanować gościa, który lata dookoła Ciebie, całuje po stópkach i robi wszystko, aby Tobie było dobrze i to traktuje również jako swoje szczęście. Bo i tacy faceci też są, jednak raczej nie w kręgu Twoich zainteresowań.

    Wiem, generalizuję, szufladkuję i przedstawiam skrajności, posługuję się kontrastami, ale to tylko po to, aby wybrzmiało to, co chce przekazać. To nie jest w żadnym razie atak, a jedynie próba pokazania drugiej strony medalu. Bardzo lubię Ciebie czytać i naprawdę jesteś fajną, wyróżniającą się z tłumu i przykuwającą uwagę kobietą. A obok takich trudno przejść obojętnie.

    • Wbrew pozorom potrafię iść na kompromis i nie terroryzuję ludzi, z którymi mieszkam pod jednym dachem ;)

      • ktostamtaki

        Nie posądzam Cię o to :) Trzymam kciuki, abyś spotkała kogoś z kim doczekasz błogiej starości. Ja mam te szczęście mieć koło siebie taka kobietę. Zazwyczaj pojawia się ktoś taki, gdy tego się najmniej spodziewamy. Tak było w moim przypadku. Byłem zatwardziałym singlem i było mi z tym na tamten czas dobrze. I choć początki były burzliwe, a walizki nie raz czekały w pogotowiu, to chyba się dotarliśmy. Niedawno strzeliła nam dyszka, a mi jej wciąż mało :)

        • Gratuluję. Z jednej strony fajnie to czytać, z drugiej myślę sobie – chyba jestem uszkodzona…

      • Ula

        Zgadzam się z przedmówcą.
        Poza tym ja sama jestem uprzedzona do Tindera. Kiedyś, dawno temu byłam na Sympatii (krótko bardzo, raczej w ramach eksperymentu) i mężczyźni poznani tam bardzo mnie rozczarowali. Wszyscy, każdy inaczej. Żaden się nie nadawał do związku.
        Wiesz, co mnie się wydaje? Że mężczyźni on-line stosują inne techniki, niż w życiu „normalnym”. Traktują sobie jak towar na sprzedaż, a kobiety jak towar do nabycia. Bardzo powierzchownie. Odnoszę też wrażenie, że wydaje im się, że skoro w „normalnym” życiu nie spotkali kobiety i nie udało im się stworzyć związku, to 
        on line im się uda. Jakby po drugiej stronie światłowodu mieszkały jakieś inne istoty, inny gatunek kobiet niż poza światłowodem.
        Ja się tak zaraziłam do internetowych randek, że skasowałam konto wiele lat temu i nigdy nie przyszło mi już do głowy randkować w ten sposób.
        Co prawda znam udane związki, które miały swój początek na Tinderze, ale są to raczej wyjątki, a tez osoby, które Tindera używały same przeszły długą drogę wewnętrznej zmiany i rozwoju.

  • Tak, dokładnie tak! Właśnie takiego związku bym chciała, gdzie wieczorem oglądamy sobie Netflixa i jemy lody waniliowe, a pół h potem idziemy do łóżka (albo na kuchenny blat) i dzieją się tam rzeczy, które nigdy obok wanilii nie stały. Związku, w którym facet nie będzie oceniał mojej wartości na podstawie tego, czy umiem zrobić pierogi albo co powie na mój temat jego matka. Te bieguny: związek-seks; święta-ladacznica tkwi w męskiej świadomości jakoś na maksa mocno, tak jakby zostali jedną nogą w latach 90-tych ubiegłego wieku. Przez inceli tudzież facetów, którzy feminizm uważają za zło (czyli przez jakichś 80% mężczyzn w tym kraju), jestem postrzegana jako „szon na jedną noc”. Co z resztą? Zakładam, że albo są zajęci, albo im się po prostu nie podobam. W końcu daleko mi do Emily Ratajkowski. Czy czuję się przez to gorsza? Tak, bo tak zostałam wychowana, że kobieta bez mężczyzny jest chuja warta. I choć na poziomie poznawczym wiem, że to nieprawda i że jestem mega inteligentną, zdolną i fajną babką, to na poziomie emocjonalnym jest kurewsko ciężko.

  • Krzysiek

    A nie ma innej alternatywy niż ten cały Tinder? Od 2013 o nim słysze i nawet do dzisiaj w gadkach singli się przewija. Kiedyś było masa stronek które poumierały ale to sie jakoś dziwnie utrzymuje. Bardzo dobrze zaprojektowane, przemyślane. Syfiarz pokroju dawnej sympatii.onet.pl gdzie codzienne wchodzenie tam daje iluzje dziesiątek jak nie setek ludzi do „poznania” (chociaż to niewłaściwe słowo bo do poznania to trzeba z kilkunastu spotkań jak nie więcej) – starczy przewinąć Tego typu gówna dają tylko iluzje nieograniczonych możliwości i same napędzają tego typu postawy w ludziach po obu stronach barykady. Jeszcze dzisiaj gdzie można sobie przerabiać zdjęcia w dowolny sposób – taki rodzaj cyfrowego draga na rzeczywistość która nie istnieje. W pełni dostępny, legalny, zarąbiście destrukcyjny i uzależniający.

    I można gadać że ludzie są pojebani, niedojrzali itd itp… ale prawda jest taka że tego typu wynalazki do „poznawania się” same to wywołują i napędzają. Właściwie to nawet zamykają masy ludzi w tym chorym obiegu i zostawiają ostatecznie samych i nieszczęśliwych. Ale jest ta jazda ok nie ma co się martwić wejdę i kogoś jeszcze poznam. Chwilowy haj chwilowy dół. I błędne koło się kręci.

    Pomijam (nie wiem czy to prawda) historyjki gdzie niektórzy goście potrafili wykradać rzeczy z mieszkania babki u której w domu wylądowali.

    • Zgadzam się na sto pro. Tylko wiesz, ludzie w moim wieku w większości mają już rodziny. Praca nie jest od poznawania typów czy tam typiar, a nawet jeśli, patrz wyżej + pandemia i home office. To nie są studia czy liceum, gdzie miałeś 1500 okazji na poznanie nowych ludzi. Wiadomo, nie siedzę w domu 24 h, chodzę na treningi, spacery z psem, na hiszpański, umawiam się ze znajomymi. No ale jakoś nigdy w ten sposób nie poznałam nikogo interesującego. Wróć. Poznałam. Kilka razy. Każdy miał partnerkę i każdy chciał mieć ze mną romans. Ich zdziwienie, gdy mówiłam „go fuck yourself” nie znało granic. Prawie jakbym odrzucała milion dolarów. I tak się zastanawiam – kiedy to pokolenie narcystycznych dupków przekonanych o swojej wyjątkowości wyłącznie z racji posiadania fiuta między lewym a prawym udem w końcu wymrze?

      • Krzysiek

        A i sama warszawka temu poznawaniu sie ludzi też specjalnie nie sprzyja. Prawie każdy latający za swoim życiem, robotą hobby itp… Kurde jestem tylko 3 lata od Ciebie starszy ale też wychowany na blokowisku gdzie każdy każdego znał (z miasta ok 10 tys. ludzi) a zagadanie do kogoś gdzieś tam nie było objawem dziwactwa ani desperacji – tu z każdym jak się chciało można było pogadać w każdym miejscu. Wjechałem do tej Warszawy 20 lat temu (spieprzyłem po skończeniu studiów) i uderzył mnie autyzm tamtego tłumu, ludzie na co dzień mijani w różnych miejscach chcą Cię mieć w dupie i mają. Czujesz to najbardziej na samym początku jak zaczynasz tam życie póki nie wyrobisz sobie swojej siatki znajomych. Speed datingi i cały ten dzisiejszy sposób randkowania jaki daje efekt to już wiemy. Każdy zajęty przede wszystkim sobą. I idzie to potem w kontakty z innymi. O znajomych łatwo, o rozrywki łatwo, o przyjaźnie i prawdziwą bliskość już trudno, o zrozumienie to… Łatwiej już kupić czas u terapeuty.

        Co do fiutów mających połówki i szukający kochanki… wiesz oni są tacy pewni siebie bo te ich babki zrobiły z nich w sporej części sensownych w rozmowie gości – jakby z nimi pogadać wcześniej to by tacy sensowni się nie wydawali – chyba stąd ta pewność siebie urosła. Z innej mańki nieźli durnie że takie coś singielce proponują, kurde też miałem parę razy sytuacje że spotykałem się z kobietami które jak się okazało miały facetów – w sobotę albo niedziele chcesz coś dla siebie zrobić spotkać się z kimś najbliższym a tu dupa bo na „dziesiątki” sposobów ta osoba „zajęta”. Jak odkrywasz o co biega to no cóż – opierdol i koniec znajomości. Kurde nie mogą sobie poszukać kogoś takiego w grupce żonatych/zajętych? Wtedy podział na dwa osobne życia nikogo by tu nie dziwił ani nie kaleczył. Znam to.

        A przez to miejsce, przez tego bloga gdzie pokazujesz jaka jesteś i co Cię boli (zakładam że większość to prawda) – może to jest jakaś opcja do rozważenia czy wypróbowane i nie ma sensu?

  • Cześć, też tam byłam. Tinderowałam we Wrocławiu na potęgę. Bardzo mnie to zmęczyło, efekty były początkowo mierne. Po czasie zaczęłam się zachowywać jak moi randkowicze. Pamiętam jedną sobotę, w którą miałam dwie randki. Rano pojechałam z jednym panem na Ślężę, a wieczorem spotkałam się z innym na piwo. Haha, miałam chwilowy ubaw. Moim największym wsparciem w tamtych czasach była moja przyjaciółka, która cierpliwie wysłuchiwała tych wszystkich historii. Po czasie stwierdziłam, że to ja wybieram źle, że ciągnie mnie do jakiś dziwnych typów, których moja chora i destrukcyjna część rozpoznaje już po zdjęciu profilowym, odnajduje te negatywne fluidy już w dwuzdaniowym opisie. Dałam więc mojego tindera przyjaciółce, żeby kilku facetów mi polajkowała. Zabawne, że ja bym tych panów nawet nie wzięła pod uwagę- tacy normalni… No i tym sposobem znalazłam M. z którym jestem ponad 5 lat. Wcale mi się nie podobał, taki zwykły, bez fajerwerków i początkowych motyli. Dałam mu jednak szanse, bo wiesz co? Chciał mnie. Po prostu był za mną. Nie bał się, że znam języki, mam dobrą pracę, blablabla. Dałam mu szansę, choć początki nie były łatwe. Dużo się ze sobą sama szarpałam. Przegadywałam sporo tematów na terapii. Nie żałuję tego wyboru :) M. nadal mnie zadziwia i fascynuje swoim prostym podejściem do życia. Mówi tak i myśli tak. Nie ma gier, drugiego dna. Czuję się przy nim bezpiecznie, pewnie. No taki chłop, co to pach nie goli, lubi motoryzację, podróże samochodem, wypady rowerem, piwo po pracy i drzemki po obiedzie.
    Z Twoją historią zapewne utożsamia się mnóstwo kobiet, które randkują, bądź randkowały (większość moich przyjaciółek i bliskich znajomych). Każda z nas spotkała na swojej drodze zwariowanego „wspinacza” (btw. tych nigdy nie lajkowałam), zakochanego muzyka, informatyka, który nadal mieszka z mamą, czy utalentowanego kucharza, który nagle po 3 mc przestaje się odzywać (pozdrawiam Cię Zuzia). W moim gronie- gorących czterdziestek, jesteśmy już w bezpiecznych przystaniach, ale uwierz, wiele sztormów, chorób morskich, niewiernych żeglarzy mamy za sobą.
    Trzymam kciuki i kibicuję. Bardzo Cię lubię, choć nie znam osobiście. Pozdrawiam

    • Natalia

      Mój obecny mąż wspinał się 10 lat tak na marginesie. Mówi że to najbardziej po…e towarzystwo na jakie trafił. Więc cos w tym jest

  • I ja też takowego znalazłam. Choć trochę to trwało. Nie ma co się poddawać.

  • Artur

    Sporo zostało już napisane w komentarzach, ale wrzucę też coś od siebie.

    Ogólnie wszyscy uważają się za fajnych, nie widzą w sobie nic złego. Tylko ONI, CI TAMCI są jacyś dziwni. Najpierw szukamy w innych cech negatywnych, które odrzucamy, a dopiero potem cech, które nas łączą.
    Każdy z nas ma na koncie jakieś krzywe zachowania w stosunku do innych. Ja też i Ty Malv również. Jedna wiadomość na Tinderze, która nie trafi w klucz odpowiedzi i unmatch są na porządku dziennym.
    Jesteśmy już skrzywieni, nie umiemy zejść ze swojego narcyzmu o poziom niżej. Zadajmy sobie najpierw pytanie, ale tak uczciwie – co zrobiliśmy i co mogliśmy zrobić, żeby kogoś lepiej poznać, okazać zainteresowanie dłuższe niż kilka dni. POZNAĆ KOGOŚ, nie mówić tylko o sobie, o swojej pracy, zainteresować się drugim człowiekiem. Wiele osób odrzucamy, bo czekamy na kogoś, kto powali nas pierwszym wrażeniem, a potem będzie jeszcze ciekawiej.
    Stereotypizacja jest w nas tak powszechna, że na jej podstawie budujemy obraz danego człowieka. To ogromna pułapka. Nie dajemy drugich szans. W swej niewątpliwej inteligencji jesteśmy przekonani o słuszności naszych obserwacji.
    Jesteśmy tak wspaniali, że to o nas powinni się zabijać, my nie musimy się starać poznawać człowieka, a co dopiero budować relację. Mamy swoją checklisty, które odznaczamy i sprawa załatwiona. Jeśli ktoś przejdzie checklistę pozytywną to od razu MUSI pojawić się miłość. Samo spełnienie warunków nie sprawi, że ktoś zakocha się w nas. Przeskakujemy pewien element budowania relacji.
    Przeszliśmy do etapu transakcyjności relacji.
    Zgińmy :)

    • Utożsamiam się. Z tym „zgińmy” zwłaszcza.

  • Artur

    Dodam jeszcze o sobie, że nie chce mi się już w to bawić. 33 lata, mieszkanie na kredyt (jak większość), raty mnie nie dobijają ;) zająłem się sobą, dużo hobby, biegałem turbo wyniszczające zawody, wziąłem się za fotografię, zaczynam kickboxing. Czy to znaczy, że jestem jakąś dobrą partią i ktoś POWINIEN zakochać się we mnie? No nie.

  • Grażyna

    Jeżeli chodzi o starość i umieranie w samotności….ale tak to zazwyczaj wygląda. Możesz mieć 11 dzieci i trzech mężów, starość jest czym jest. U mnie w rodzinie mam 3 ciocie powyżej 90-lat. Mężowie zmarli ponad dekadę temu. Jednej dzieci kłócą się o jej nieruchomość, nie specjalnie się przejmując jej uczuciami. Kolejna nie miała dzieci – dzięki temu zaoszczędziła sporo pieniędzy i ma 2 opiekunki. Kolejna nie miała męża i dzieci i trzyma się najlepiej z całej rodziny zero demencji , depresji i przygnębienia. Lubię ją odwiedzać. Przeżyła 2 wojny światowe i tyfus na kt. zachorowała po wojnie. Atak Hitlerowców na dom i wiele innych rzeczy. Pojęcie samotności i szczęścia zależy od nas samych – tak ona mówi.

    • Krzysiek

      To jest rozpieprzające. Któryś raz z kolei to widzę w swojej dalszej rodzinie – rodzic (nawet jeden) umrze ceremonia, pogrzeb a potem wielka wojna wliczając wtrącanie się małżonków tych ludzi (których w sumie to nie powinno bezpośrednio obchodzić) o działki, samochody itp… Jeszcze wkręcanie w te wojny pozostałego przy życiu rodzica który teraz ma mega przepaść bo partner od 40 czy więcej lat zmarł, z najbliższej rodziny poza zazwyczaj dorosłymi już mającymi swoje życie wnukami nic dla takiego wdowca nie zostało poza skłoconymi dziećmi. Jeszcze przede mną więc może jestem zbyt naiwny żeby to ogarnąć (moi jeszcze żyją) ale jest to jakieś posrane do kwadratu. I nie są to ludzie którzy się niczego w życiu nie dorobili.

      • Weronika

        Krzysiek takie są realia. Totalnie posrane jak mówisz. Ale poobserwujmy jakie przekazy są dookoła nas: „zrób sobie gromadkę dzieci jako inwestycja na twoją przyszłość=starość” ”Zegar biologiczny chodzi czas ucieka – zrób sobie gromadkę dzieci – bo kto Ci poda szklankę wody na starość?” Odpowiedź potwierdzona życiem i naukowo : Nie! twoje dzieci nie podadzą ci tej szklanki! Posrane są komunikaty i schematy, kt. jesteśmy codziennie karmieni. Sama Malwina ogólnie nie ma powodów do złego samopoczucia – bo te dzieci i trzeci mąż to raczej na grobie zatańczy niż poda tą szklankę. Ale przekazy istniejące wokół nas każą się nam źle czuć.
        Kolejny ciekawy punkt – szukamy domu opieki dla starszych osób dla cioci- ona sama powiedziała że najwyższy czas, bo sama sobie przestaje radzić i to ją przeraża – tak starość przeraża i jest okropna. W gminie i powiecie cioci nabudowano 150 placów zabaw – a ani jednego godziwego domu dla osób starszych. Polskie starzejące się społeczeństwo z przewagą ludzi grubo starszych – a nasi politycy dalej budują placyki zabaw – na kt. ani jednego dziecka nie uraczysz albo 2 na krzyż w przerwie od ekranu komputera. Termin oczekiwania na dostanie się do wybranego przez ciocię domu to 4 lata. Ile jeszcze pustych placyków potrzebujemy by zrozumieć, że jesteśmy starym społeczeństwem?

  • Natalia

    Fajnie ; że nadal piszesz:) Bardzo lubię Twoje felietony. Odwołując się do tematu moim zdaniem źle szukasz. Tinder to raczej słaby pomysł żeby znaleźć kogoś wartościowego. I moim zdaniem mężczyźni ; którzy się zawinęli bo się zakochali tak samo potraktowali Tindera. Jako miejsce łatwych i szybkich znajomości. Miłość znaleźli poza aplikacjami w realnym świecie. Smutne jest to co piszesz. Ja mam obraz całkiem innego społeczeństwa. Nadal jest wielu wrażliwych i „pięknych ” ludzi. Sama takimi się otaczam i z całego serca tego Tobie życzę. Zwątpiłas w facetów ; ale niepotrzebnie. To są tacy sami ludzie jak
    my. Nie trzeba być głupia cizia w rozmiarze XS żeby mieć kochającego człowieka przy sobie. Co do umierania w samotności to j mam męża i córkę a tez biorę taką opcję pod uwagę. Serio wolę żeby córka podróżowała i korzystała życia niż zmieniała mi pampersy. A mąż to mąż. Dzisiaj jest a jutro może zmienić zdanie i zakochać się w kimś innym. Bo takie jest życie. Nieprzewidywalne.

  • Adam

    Dla Pani Malwiny oczywiście musi być CHAD z kwadratową szczeką, 190 cm wzrostu, własną firmą i mercedesem.

    • Wystarczy 185, wysportowany i z kutasem wielkości twoich trzech.

    • Krzysiek

      Za to tobie i reszcie podobnych chadów sradów i simpów przydałaby sie lobotomia a potem przeróbka na nawóz ekologiczny bo widać że obieg materii w waszym wypadku dał dupy idąc w ślepy zaułek.

  • Jan Wojtyna

    Jako facet z krwi i kości dodatkowo praktycznie w tym samym wieku (rocznik 81) pozwolę sobie stwierdzić co następuje. Ci dobrzy inteligentni etc… którzy się nie boją kobiet twojego pokroju są w większości przypadków zajęci od dobrej dekady. Niestety to co zostaje „na rynku” to niestety albo towar second hand albo z jakimś konkretnym bagażem, bądź defektem. Nie wnikam w to, dlaczego jesteś na tym etapie życia na którym jesteś, gdyż nie jest to moja sprawa, zakładam że jest ku temu wystarczająco dobry powód. Powodzenia, nigdy nie wiesz kogo spotkasz jutro…