Gdzie się podziali normalni faceci?

W dupie. Tak mam ochotę odpowiedzieć, kiedy po raz kolejny słyszę utyskiwanie trzydziestoletnich singielek twierdzących, że wszyscy godni uwagi mężczyźni:

A. Wyginęli.
B. Są już zajęci.
C. Nigdy nie istnieli.

Ja wiem, że im jesteśmy starsze, tym bardziej „rynek” się kurczy. Zdaję sobie sprawę, że trzydziesto- czy czterdziestolatce trudniej jest poznać wolnego faceta w swoim wieku niż studentce, no bo wiadomo, życie towarzyskie zwalnia, imprez jakby mniej, a większość interesujących, potencjalnych partnerów została już jakiś czas temu zaobrączkowana. Ja to wszystko naprawdę rozumiem.

Czego nie rozumiem, to fakt, że ci wolni, fajni, zabawni faceci wciąż są na wyciągnięcie ręki, a tak wiele kobiet ich nie dostrzega. I nie, nie mówię tu o wąsatych Januszach w zaawansowanej ciąży spożywczej przyspawanych do pilota i browara. Mówię o gościach z własnymi zajawkami, oczytanych, zabawnych, aktywnych, nierzadko po rozwodach (back to market), którzy przeżyli swoje, dzięki czemu wiedzą, czego chcą od życia i szukają kobiety, z którą będą mogli stworzyć dojrzały związek.

 

QUO VADIS, MARIOLKO?

 

I tak się zastanawiam, w czym tkwi problem? Może wcale nie w tych nieszczęsnych chłopach, których non-stop usiłujemy zaprogramować zgodnie z własnymi potrzebami i wymaganiami, a w nas samych? W tym, że po dłuższym czasie singlowania same już do końca nie wiemy, czego chcemy od mężczyzny i od związku, więc zwyczajnie fajnych, dojrzałych facetów albo nie zauważamy, albo – co gorsza – odstraszamy? Bo jak w miarę ogarnięty gość spotyka księżniczkę, która mu pokazuje listę warunków do spełnienia, to facet zwyczajnie spierdala w podskokach, bo już wie, że nie na tym polega związek?

A może to kwestia kobiecej bierności i oczekiwania na księcia, który po prostu któregoś dnia wyskoczy z niewiadomokąd, niewiadomojak i powie: „Czekałem na Ciebie całe życie”? W sumie, skoro tak jest na filmach, to w życiu też mogłoby się przydarzyć, nie?

A może problemem nie do przeskoczenia są dla nas czynniki, które powinny być co najwyżej wyzwaniem? Na przykład fakt, że facet jest rozwodnikiem? Albo że ma dzieci? Albo że jest fenomenalny, ale ma amputowaną rękę do łokcia?

No bo jak to jest, że wszędzie dookoła słyszę „NIE MA JUŻ NORMALNYCH FACETÓW”, a jakoś życie pokazuje, że jest zupełnie inaczej?

 

GATUNEK CHRONIONY

 

Obracam się w towarzystwie dość aktywnych kobiet, które pracują, uprawiają sporty, podróżują, chodzą do kina, teatru, muzeów. Imprezują, uczą się, robią kariery, kilka to rozwódki z dzieciakiem pod pachą. 90 procent z nich, nawet po dłuższym okresie samotności, nie miała problemu, żeby poznać wieloletniego partnera.

Przykład? Jagoda wyhaczyła swojego B. na Badoo. Anka dała się zaprosić do teatru byłemu uczniowi, który swego czasu przychodził do niej z żoną na korepetycje z angielskiego. Małżeństwo się rozpadło, ale numer do Anki został w komórce. Izka zapisała się na wspinaczkę i tam poznała K. Też rozwodnika. Gośka wpadła na Pawła, jak odbierała syna z przedszkola. Martyna poznała Wojtka na treningu dla puszystych, i choć ona ma nadwagę zaledwie 5-kilogramową, a on 30-sto, to jednak dała się zaprosić na sok z marchewki.

No i ja. Michała kojarzyłam z boxa. Wydawał się być spoko gościem i tyle. Facet zupełnie nie w moim typie, więc ani motylków ani porywów serca. Ale był. Zawsze obok. Gotowy pomóc, przyjść, pogadać. Jeszcze ze cztery lata temu trzymałabym go we friendzonie, szukając swojego ideału, który gdzieś tam na pewno czeka. Niespełna rok temu postanowiłam jednak dać szansę mężczyźnie, który ewidentnie o mne zabiegał. I to byla jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie wiem, czy będziemy razem do końca życia, nie wiem, czy „to ten”. Jest „tym” tu i teraz i tu i teraz pracujemy nad sobą tak, żeby było nam razem dobrze.

A przecież chyba o to w miłości chodzi? Żeby dwojgu ludzi było ze sobą po prostu dobrze?

 

Fot. Lesly B. Juarez, unsplash.com

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • Tristan piromantyk

    Eh Malv Malv Malv, Targasz mną jak szmatą , raz śmiesznie raz nie , ocipieje tutaj kiedyś na tym blogu. Ale nadal dobre

  • Prawdę rzeczesz! :-D

  • _TB_TB_

    Stary dowcip: dlaczego rycerze na białych koniach wyginęli?
    .
    .
    .
    Słabo się rozmnażali.
    (Batum-tss)

  • Aleksandra Kandybowicz

    Nic dodać nic ująć, babą się czasem w dupie przewraca i chcą niewiadomo czego.

  • Dobre pytanie, ale odpowiedz jeszcze lepsza! <3

  • k

    zaden nie jest fajny .a ty za to jestes wspaniała bo to ONI mieli ego .Łał

  • Kalor

    Z tą listą wymagań to prawda. W dużych miastach, wśród wyedukowanych, dobrze zarabiających i ogólnie kumatych ludzi powyżej 30 roku życia przypada jakieś 1,5-2 laski na faceta (było iść na studia?). Wiadomo nikt nie chce zejść szukać do klasy niżej. Tymczasem panny zachowują się tak, jakby to one rozdawały karty i stawiały warunki. Ogarnijcie się, albo będziecie same do końca życia! Jak stwierdził znajomy: jeśli może mieć taką samą, tylko 5 lat młodszą i bez traumatycznych przeżyć i urazów do facetów, to nad czym tu się zastanawiać?

    • Znalezienie fajnego faceta to najczęściej efekt uboczny pracy na własną zajebistością…

      • enclosure81

        So true!

    • Britney Szpears

      Może nad tym ze młodsza będzie z tobą dla kasy i tak czyś siak będzie oglądać sie za facetami młodszymi albo w swiem wieku i będzie miała problem z seksem ze starszym,wiem co mowię,nie chciałabym 5 lat starszego, nie dość ze wyglad juz nie ten to dochodzą traumy, starsi faceci są zgorzkniali, zrzędliwi albo udają młodzieniaszków co jest żałosne. Kobieta do seksu zawsze znajdzie sobie kogoś młodszego,mężczyzna po 30ce juz musi za to zapłacić(wiem ze faceci lubia myślec ze jest inaczej ale po co sie karmić złudzeniami) i może dlatego kobiety tak wybrzydzają bo wiedza ze zawsze znajda chętnego a mężczyźni jednak szybciej sie starzeją seksualnie i estetycznie w oczach kobiet i musza nadrabiać kasa przez co szybko robia sie zgorzkniali i w kółko gadają ze kobiety to materialistki…w sumie racja ;) kobietom tez sie nie chce wchodzić w związki są wygodne i mówią tak ze fajnych facetów nie ma żeby wreszcie znajomi sie odczepili i przestali pytać

  • Wielebny

    Strasznie podoba mi się ten wpis, tym bardziej że został napisany przez kobietę. Kierujesz się zdrowym rozsądkiem, a nie tak zwaną solidarnością jajników, w przeciwieństwie do wielu Twoich koleżanek, które bezmyślnie stają w obronie swojej płci.

    • Adrian

      Racja…Wyczuwam zdecydowanie zdrowy rozsądek, co jest niestety rzadkością w tych sprawach u płci pięknej ;)

      • Z rozsądkiem się zgodzę, tekst genialny ale, już nie do końca z tą solidarnością. Baba z jajami to cenny skarb. Oczywiście są kobiety które obwiniają za wszystko mężczyzn a całe ich niepowodzenie z pewnością jest „Waszą winą” i spotykając się w swoim kółeczku bezpieczeństwa klepią się po pleckach. Tak samo Panowie jest w waszym przypadku :) Męskie grono też nam nie szczędzi „Bo to zła kobieta była”. Nie generalizowałabym i większością na szczęście już też bym tego nie nazwała :)
        Trochę zdrowego rozsądku jednak mamy :)

        • Wielebny

          Nie zrozumiałaś mojego przekazu z „solidarnością jajników”

  • O.

    Sytuacja z wczoraj, 30 lat kobieta, umówiona z facetem, który ma 38 lat, na konkretna godzinę, facet sie nie zjawia, inf po 2h, ze sie nie wyrobił. Tak, wiec, odp na Twoje pyt: wyginęli.

  • Takim Mariolkom tłumaczę zawsze: jeśli ciągle trafiasz na nienormalnych facetów, to znaczy, że coś jest nie tak nie z mężczyznami, a z tobą. Niczym nie różnisz się od trzydziestoparolatka, który twierdzi, że nie da się znaleźć pracy, bo wszystkie sensowne stanowiska są zajęte i dlatego nadal mieszka u rodziców i bierze kieszonkowe. A fajnych i sensownych mężczyzn jest naprawdę sporo. I wcale nie trzeba być kobietą piękną, z doktoratem i kasą na koncie, żeby stworzyć udany związek. Trzeba być natomiast normalną, bo normalny facet jest zainteresowany związkiem a nie prowadzeniem prywatnej terapii za darmo. Dlatego trzydziestoletnią singielką byłam tylko przez miesiąc po rozwodzie, choć do ideału kobiety to mi naprawdę daleko.

  • Pilot Akrobata

    Świat się spauperyzował, gdzie kobiety mają pa..ę a mężczyźni pi..ę. A wszystko to w ramach wojny płci https://www.youtube.com/watch?v=NB0rI3k9RFw. Wszystkie te trendy ktoś już przewidział w filmie SEXMISJA z tym że w tym filmie nie przewidziano że facet facetowi będzie opierdzielał pindola a do tego zmierza nasza cywilizacja nie wierzycie http://ciekawe.org/2015/01/24/dokad-zmierza-ludzkosc-eksperyment-calhouna/ .

  • Angrzej Machnik
  • placekjagodowy

    „Albo że jest fenomenalny, ale ma amputowaną rękę do łokcia?”

    Uśmiechnęłam się na ten fragment, bo mój mężczyzna miał amputowaną rękę aż do ramienia. Jest tak zajebistym i kochającym facetem, że taka tam ;) ręka, a raczej jej brak, nie przeszkadza w niczym.

    Na wspinaczkę też razem chodzimy :D

  • Aby odpowiedzieć na tytułowe pytanie używam teorii „żółtego autobusu”.
    Mówi ona o tym, że 3 lata temu, o godzinie 4 rano pod nasze osiedle podjechał żółty autobus i zabrał ze sobą w nieznane wszystkich atrakcyjnych, wolnych ludzi.

    No i jest posucha.

    Teoria często zamyka dyskusje.
    I zamyka szansę na najważniejsze i gorzkie pytanie, które warto by sobie zadać. Brzmi ono
    „A może nie jestem wyjątkowo atrakcyjny/a, interesujący/a, mądry/a żeby zainteresować sobą normalnego faceta/kobietę?”

  • Smok

    Jak zawsze świetny tekst!

  • Natalia!

    Malv, to nie jest tylko problem 30-stek, ale także 20-stek, śmieszne.

  • sink.zodiac

    No przecież, że o to! A Tobie życzę wielu motylków w brzuchu <3

  • taa noo

    ,,No i ja. Michała kojarzyłam z boxa. Wydawał się być spoko gościem i tyle. Facet zupełnie nie w moim typie, więc ani motylków ani porywów serca. Ale był. Zawsze obok. Gotowy pomóc, przyjść, pogadać. Jeszcze ze cztery lata temu trzymałabym go we friendzonie, szukając swojego ideału, który gdzieś tam na pewno czeka. Niespełna rok temu postanowiłam jednak dać szansę mężczyźnie, który ewidentnie o mne zabiegał. I to byla jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie wiem, czy będziemy razem do końca życia, nie wiem, czy „to ten”. Jest „tym” tu i teraz i tu i teraz pracujemy nad sobą tak, żeby było nam razem dobrze.”
    – Malvina uwielbiam cię za ten tekst :D mam ten sam przypadek , mojego znam ponad rok z Crossfitu a dopiero teraz zaczął o mnie zabiegać , mam dokładnie takie same odczucia :D , też postanowiłam dać mu szanse :)

    • KaZet

      Ja wiem ze zawsze
      wygodne bylo uzasadnianie swoich decyzji. Pisanie, dalam szanse itd. –
      zastanawiacie się czasem jak to brzmi? Teraz już rozumiem tekst ze facet musi
      kobiete wychodzic – sluzy wlasnie uzasadnieniu swojej sytuacji. Nie chodzi o
      wielkie porywy serca, niestety wiekszosc wychodzonych zwiazkow, wywodzi się z
      tego ze brakuje kandydatow na porywy serca i troche wlasnie z leku przed
      samotnoscia. Zwykle tez jak pojawia się kandydat te porywy powodujace, ten
      uwodzacy przez rok idzie w odstawke.

      Co do kobiet,
      fakt duzo kobiet po 30tce nadal mysli ze rozdaje karty, odrzuca wszelkie
      propozycje, ksiezniczkuje, uznaje facetow za niegodnych. A czy wy myslicie ze
      faceci Was zapraszaja żeby się tylko z Wami bzyknac czy od razu się zenic? Tez
      chcemy Was poznac i możliwe ze po 1 spotkaniu już na wiecej nie będziemy mieć ochoty.
      Niektóre znajome chodza do klubow z nabzdyczona mina, liczace ze facet będzie się
      zabijal o nie i wychodzace z nich same. A niby dlaczego facet ma się zabijac,
      wychodzic, ciagle starac, przeciez tez was nie zna, nie wie czy w ogole warto.
      Bo tak się przyjelo? Faceci Was rozleniwiaja tak jak i niektóre z Was facetow,
      zazwyczaj Ci rozleniwieni nie za wiele sa warci. Przebieraja, wybieraja a tak
      naprawde nie chca nikogo poznac tylko zyja w swoim swiecie mitow w które nie
      wiadomo czemu wierza.

  • Ostatni akapit najlepszy! U mnie się to podobnie zadziało, średni podrywa barmana na piwo „jak dla Ciebie 10 zł” patrzę na tablicę – cena regularna 10 zł, ale później się wykazał ratując mnie wodą z cytryną:) Kto by patrzył na ideały? One są świetne ale tylko na filmach :)

  • …bo w miarę ogarniętemu gościowi nie zawsze się chcę na randkę umówić. Wyobraź sobie. Saturday fuckin’ night. Kumpli, browara i pilota nie widujesz w tygodniu, bo Ligę Mistrzów oglądasz w barze w drodze z pracy. Jak masz szczęście to z kumplami. A tak korpo, gym, pasja, rodzina, samorozwój. Jesteś w końcu ogarniętym facetem. I kiedy w końcu możesz spędzić z ziomkami trochę czasu, pogadać, napić się i nie patrzeć na zegarek i w telefon, to czy masz ochotę poświęcić pół tego wieczoru na jakąś laskę, której wiesz że pewność siebie kończy się tam, gdzie jej skóra styka się z makijażem? Wiesz, bo masz 30+ i ponad dekadę barowego doświadczenia. I nie musi to być bar. Masz też ponad dekadę doświadczenia na dobrze zapowiadających, się nudnych randkach, na których czas stał w miejscu. Po prostu szkoda nocy, szkoda czasem czasu.

    Ja bym dopisał punkt D. „Nie chce im się”.

    Taki facet, o którym piszesz wszystko już widział. Literalnie, chude, rude, cycate, płaskie, korpulentne w każdej odmianie umysłowej. Taki facet wie też jak się nie wpieprzyć po uszy, a uczucia trzyma na krótkiej smyczy. Kiedyś obsługiwał karabin maszynowy, a teraz ma snajperkę. Rzadko strzela, ale najczęściej trafia. Na oślep atakują średniacy, to też dziewczyny narażone są na taki właśnie dziki ostrzał. Stąd pewnie wrażenie A,B oraz C.

    • A.

      Wydaje mi się, że, niezależnie od płci, ludzie się pogubili. Oczywiście, że są laski z traumami, roszczeniowe, z listą nierealnych wymagań. Ale są też faceci, którym się nie chce, którzy się boją, którzy nie chcą iść na kompromisy. Prawda jest taka, że jest tyle samo porąbanych dziewczyn po 30, co porąbanych kolesi po 30- po prostu o dziewczynach się więcej mówi, bo „zegar biologiczny”, a faceci generalnie „mają czas”, no i zawsze mogą mieć młodszą. To niesprawiedliwe, no ale życie to dziwka. ;)

      Sądzę, że jest tyle samo normalnych facetów, co normalnych dziewczyn. Ale każdy miewa słabszy okres. Każdy czasem dostaje po głowie. Wszystko jest chyba tak naprawdę kwestią timingu. Żeby dwie osoby trafiły na siebie w odpowiednim momencie i nie przegapiły się nawzajem, bo akurat którejś z nich się nie chce, boi się, czy wolałaby kogoś bardziej w swoim typie. Dotyczy tak samo obu płci.

  • Tak wlasnie. O to chodzi w milosci. Tylko tyle i az tyle.

  • Malcoo

    Normalni faceci nie wyginęli – tylko może jeszcze nie trafili na odpowiednią osobę.
    Bo żeby kogoś poznać, trzeba chcieć i coś działać w tym kierunku. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, czy relacja nie będzie absorbująca i wartościowa. Trzeba poświęcić odrobinę czasu choćby na chwilę rozmowy.
    Z własnej obserwacji wiem, że się kobietom często nie chce poznawać drugiego człowieka. Można zapraszać je na kawę, lody, obiad, spacer po górach, rower, squash, teatr czy koncert – a wiele z takich normalnych propozycji (niezobowiązujących, bezpodtekstowych) spotyka się z całkowitym milczeniem drugiej strony. Ewentualnie z: „wiesz, muszę się zastanowić..[ze 3 miesiące]”. Wiem co piszę – kilka razy miałem wielki problem żeby znaleźć chętną na wyjście do kina, na dobrą sztukę, czy koncert. Dlatego ostatnio nie wybiegam zanadto w przód i kupuje bilet tylko dla siebie – nie mam zamiaru się nikogo prosić i być zlewanym, bo szacunek należy się wszystkim. Dodam, że jestem atrakcyjnym (ponoć, nie mnie oceniać), inteligentnym, zabawnym, samodzielnym i zaradnym 30-stolatkiem. Takim z wieloma pasjami, zainteresowaniami ale i mającym czas na rozmowę z drugim człowiekiem.

    • Pati

      Jeśli mieszkasz w Krakowie, to ja chętnie potowarzyszę w wypadach/sporcie/koncertach :)

      • Malcoo

        Dziękuję. Niestety mieszkam w innym województwie:/

    • Hatrik

      Zgadzam się ze wszystkim, co zostało wyżej napisane. Od jakiegoś czasu mam dokładnie takie same obserwacje – jakby większość z nas po prostu zatraciła umiejętność rozmowy. Nie raz spotkałam się z kimś nowo poznanym na kawie, lodach, obiedzie. Miła atmosfera, wzajemna wymiana informacji: co, gdzie, kiedy, ile? Tylko w takich rozmowach najczęściej brakuje odpowiedzi na pytanie: jak? Jaki/jaka jesteś? Jaki masz stosunek do życia, innych ludzi, relacji? Niby wszystko ok, fajna randka, ciekawe towarzystwo, a po jej zakończeniu zostaję z niedosytem. Bo czego ja się tak naprawdę dowiedziałam o tej drugiej osobie? Czy umiem choć trochę opowiedzieć jaka ona/on jest? I często czynię podobnie – zamiast usilnie szukać kogoś chętnego do spędzenia ze mną czasu w określony sposób, po prostu kupuję bilet tylko dla siebie. I w pojedynkę robię, to sprawia mi przyjemność.

      • Malcoo

        W mojej ocenie – umiejętność rozmowy to jedno, a chęć poznania drugiej osoby to drugie. Mało rozmawiamy na tematy ważne, w szczególności ciężko nam się wypowiadać o sprawach i tematach trudnych. Może to jednak też wynikać z nieśmiałości lub powolnym „otwieraniu” się na nową osobę. Jednak brakuje też tej ciekawości, wnikliwości, kolejnych rozmów. Żeby drugą osobę poznać, trzeba trochę czasu na rozmowach spędzić. I nawet jeśli to nie będzie partner „ten jedyny”, to zawsze można poznać i uzyskać przyjaciela.
        A propo biletów – to korzystanie z kultury i sztuki daje mi wiele przyjemności, jednak czasem chciałbym to doświadczenie „piękna” dzielić z kimś nie całkiem obcym.

    • Późne rokokoko

      Mam podobne spostrzeżenia. Znajome twierdzą, że jestem atrakcyjnym facetem, sam wiem, że nie jestem głupi, mam sporo zajawek, jestem samowystarczalny, mam mieszkanie, samochód itd. Jak twierdza znajomi tzw. dobra partia :D Trafiają się kobiety, które zdradzają chęć bliższego poznania po czym kiedy proponujesz mają nagle ważniejsze sprawy. Ale nie to, że raz proponujesz i akurat ma już inne plany. Ciągle ma inne plany. Bo ważniejsze jest np. skręcanie mebli. No to sorry, ale ja się nikogo prosił nie będę, żeby łaskawie mi poświęcił czas. Jest takie powiedzenie: Nie trać czasu dla kogoś kto nie ma czasu spędzić go z Tobą. Albo inny przykład – jak potrzebuje sobie pogadać, to potrafi dziewczyna zadzwonić może poesemesować, ale jak proponujesz wypad do kina to nie, bo ona musi cośtam… Friendzone? To ja się nie zapisuję.

  • Krzysztof Ellwart

    Można zaryzykować uniwersalną tezę, że wszystko się zmieniło. Albo że priorytety nam się po… zresztą sami wiecie.
    Jak się kończy Calineczka?
    Singielka z wyboru siedzi sobie na kwiatku, podlatuje do niej gentleman z pięknymi skrzydłami i w pierwszych słowach pyta, czy zostanie jego żoną. Wcześniej nie rozmawiają w ogóle, ona nie stawia wymagań, on ją o nic nie pyta.
    Ona odpowiada, że nie jest godna.
    A on, że jednak jest.
    Ona się zgadza.
    Na koniec zmienia jej imię. I żyli długo i szczęśliwie.
    Pewien model relacji bezpowrotnie odszedł. Więc jeśli warunki się zmieniły to takie są konsekwencje.

  • Teraz to w ogóle ta „normalność” jest na maksa w cenie. Wszyscy jej szukają i każdy się nią określa. A ilość singli = constans :)

  • solange

    Rozmowa z moją kuzynką-przyjaciółką:
    „- Eeeeej, taaaaki fajny snowboardzista do mnie pisze na badoo…ale taki niewysoki… :(
    – Daj szansę! Inaczej Malvina Pe będzie ci się śniła po nocach!”
    ;)

  • Tak sobie myślę:
    Dlaczego faceci nie mówią „normalnych kobiet już nie ma”? Bo raaaczej nie mówią.
    Wiemy, że tam są i spoko. To że wybija komuś 3ka z przodu nie ma dla faceta znaczenia.

    Teoria spiskowa:
    Po 30(++) bieguny się odwracają.
    Kobiety desperacko pragną związku, mężczyźni albo tak albo nie. Zapał umiarkowany.
    Po 30(++) facetom łatwiej o związek/kobietę, bo one bardziej o to zabiegają.
    Czyli, jeżeli facet jest gotowy i chętny na związek, po 30(++) jest mu łatwiej :#

  • Malwina

    Bardzo mądry wpis. Wychodzi na to, że trzeba się kierować zdrowym rozsądkiem, aby dać szansę miłości… ? Rozsądna miłość. Dziwnie to brzwi… jakby oksymoron:D, ale prawdziwe.

  • Prawidłowa odpowiedź brzmi… A! Wyginęli.

    Chociaż na pierwszy rzut oka może się to wydawać śmieszne bądź absurdalne, to zaglądając do rocznika statystycznego śmieszne czy absurdalne być przestaje.
    Wiek trzydziestu lat, jaki podałaś, to akurat ten wiek, kiedy liczba kobiet przypadających na jednego mężczyznę rośnie. O ile przed trzydziestką na jedną kobietę przypada więcej jak jeden mężczyzna, to po tym wieku tendencja się odwraca i wraz z wiekiem rośnie do ponad 280 kobiet na 100 mężczyzn*.

    Podsumowując, rzeczywiście – chociaż pewnie pisałaś to jako tezę absurdalną – mężczyźni wyginęli. Czym później tym konkurencja większa.

    ___
    * Dmochowska Halina (Red.). Mały Rocznik Statystyczny Polski, Warszawa, 2015, s. 98

  • A. v. 2.0

    No popatrz, popatrz – jaki odważny :D! Gdy żadnej zainteresowanej w pobliżu nie ma to narzeka, a gdy jednak któraś nieśmiało i subtelnie (;D) zainteresowanie wyrazi – próbuje odstraszyć, bo pewnie faktycznie sam się boi ;]… Tak czy siak ja tam się wagi (oraz ewentualnych konsekwencji) swoich deklaracji raczej nie obawiam :)…

    PS Skoro bliżej Ci do 40-stki to prawdopodobnie średnią wieku mamy adekwatną do tematu ;).
    PS 2 Właśnie się zorientowałam, że ktoś jeszcze się tu podpisuje jako A., więc śpieszę wyjaśnić: pozostałe komentarze nie są mojego autorstwa – stety lub nie ;).

    • Późne rokokoko

      Kiedyś, pod wpisem ze zdjęciami Pajonka :P cytowałem jeden z opisów, którego użyłem onegdaj na pewnym portalu randkowym. Dziś zacytuję kolejny (choć oczywiście zupełnie niepoprawny politycznie, bo przecież liczy się wnętrze itd.): „Kobieta jest dla mężczyzny niczym książka. Jeśli nie spodoba mu się okładka nie zechce zajrzeć do środka.” :) Twojej okładki „A.” nawet nie widziałem, a mam być przeszczęśliwy gdyż raczyłaś wykazać zainteresowanie moją skromna osobą :) Bez urazy, to owszem, bardzo miłe, ale bez przesady :)

  • S.

    Problem leży chyba w w subiektywnej ocenie samego siebie. Jak się pannie wydaje, że jest nad wyraz zajebista to też ma oczekiwania z kosmosu. A w rzeczywistości jest przeciętną dziewczyną zasługującą na przeciętnego faceta.

    W byciu przeciętnym nie ma nic złego. To otoczenie często próbuje nam kształtować oczekiwania wobec świata.

  • Najsmieszniejsze jest narzekanie ze teraz mezczyzni stali sie zniewiesciali. Moze dlatego ze kobiet w pewnym momencie powiedzialy ze dosc maja bycia lekcewazonymi i jako pierwsze „zmeznialy”?
    Swoja droga jeszcze 50-60 lat temu kobiety noszace spodnie czy pracujace nie wszedzie.byly dobrze postrzegane. Wiec dzisiaj dla rownagi usmieszek politowania wsrod niektorych wywoluje kogut domowy ktory gotuje sprzata i odbiera dzieci ze szkoly. Wielka mi afera :)

  • Wojt

    Krawiec kraje jak mu materiału staje. Tam prawdziwi faceci gdzie te wspaniałe wymarzone kobiety. Ciekawe jest oczekiwanie na świetnie zbudowanego opalonego przystojnego faceta sama będąc zaniedbana z celilitem i w nieładzie, i jeszcze pretensje. Jednak duch w narodzie nie ginie, widać są kobiety które wiedzą jak sie sprawy mają i wyrażają swoją opinie gratuluję i dziękuje!

  • Późne rokokoko

    Po pierwsze – no sorry, nigdy nie byłem miłym typem. Posiłkując się opisem mojej osoby, którego autorką jest jedna moja ex (z którą jestem w bardzo dobrych stosunkach, więc nie wynika on ze złośliwości czy zemsty): „Jestem gburem, ale zyskuje przy bliższym poznaniu”.

    Po drugie – jestem facetem czyli wzrokowcem co wcześniejszy wpis miał w mniej oczywisty sposób zasygnalizować. I bynajmniej nie chodziło mi w nim o to, że miałaś prezentować swoje wdzięki tutaj publicznie. Raczej o to, że jako facet potrzebuję najpierw bodźca wzrokowego żebym zainteresował się jakąś kobietą. Żadne wpisy czy też oświadczenia o zainteresowaniu mi „nie robią”, więc dziwne dla mnie było Twoje oczekiwanie, że w Twoim przypadku będzie inaczej. Choćby z uwagi na fakt, że odwrotnie do Ciebie nie śledziłem Twoich wcześniejszych tutaj wypowiedzi ani nic w tym stylu. A skoro już tak dużo ulubionych sentencji przytaczam to oto kolejna „Kobieta powinna faceta przyciągnąć urodą a zatrzymać intelektem”. Odwrotnie to raczej nie zadziała.

    Po trzecie – nie sądzę, żeby to było miejsce do szukania znajomości a już na pewno nie jestem tutaj w tym celu. Zauważyłem bowiem pewna prawidłowość, choć zaobserwowaną na zbyt małej grupie, żeby uogólniać. Otóż znajomościom internetowym brakuje jednej bardzo istotnej cechy – nie macie wspólnych znajomych, którzy w pewien sposób przez sama swoja obecność dodają danej osobie pewien kredyt zaufania i większą zażyłość czy atrakcyjność na zasadzie „skoro znajomi ją (tą osobę) lubią i znają to znaczy, że to fajny człowiek”. Myślę, że kontakty internetowe są pozbawione tego aspektu i dlatego się nie sprawdzają. Przynajmniej w mojej opinii.

    P.S.
    Ani trochę się nie zastanawiałem czy moje „oświadczenie majątkowe” miało jakikolwiek wpływ na Twoje zainteresowanie. Zresztą z Twoich wypowiedzi wynikało jasno, że nie.

    P.S.2
    Dalsze prowadzenie tej rozmowy publicznie zaczyna być mocno żenujące…

  • Ci nie-w-moim-typie to podstępne bestie. Niby cię nie kręci, ale tak podejdzie, tak zaprosi na kawę, że nim się obejrzysz, już masz kowadło na głowie i po ptokach.

  • „nie mówię tu o wąsatych Januszach w zaawansowanej ciąży spożywczej przyspawanych do pilota i browara”- to zdanie wywołało u mnie napad śmiechu do tego stopnia, że obudziłam wspólokatorkę z drugiego pokoju.
    Tekst rewelacyjny!