Kryzys wieku średniego

kryzys-wieku-sredniego-3-malvina-pe

– Chcę sobie kupić motocykl – głos po drugiej stronie słuchawki brzmi stanowczo i zdecydowanie.
– Cześć Kuba – witam się w mało wyszukany sposób.
– Chcę sobie kupić motocykl, a moja kobieta tego nie rozumie, więc dzwonię, bo mam mało czasu – promocja na Ducati kończy się za trzy dni, a ty podobno znasz się na sprawach damsko-męskich, swoją drogą nie pojmuję, jakim cudem, skoro masz 31 lat i mieszkasz z kotem, ale…
O Kubie musicie wiedzieć cztery rzeczy: 1. Gada jak pojebany. 2. Jest dla mnie jak brat. 3. Nie, nigdy z nim nie spałam. 4. Ma 39 lat i żonę w pakiecie z bliźniaczkami. W sensie – dziećmi.
– … pomyślałem, że może w końcu się na coś przydasz i powiesz mi, jak wytłumaczyć kobiecie, po co facetowi w moim wieku motocykl.
– A po co facetowi w twoim wieku motocykl?
– No jak to, „po co”? Żeby znów poczuć wiatr we włosach…
– Jesteś łysy.
– To przenośnia była. Chodzi o to, żeby poczuć wolność. Wyruszyć w podróż, gdzie mnie oczy poniosą, sam na sam ze sobą i silnikiem o pojemności 1200 ccm. Okiełznać bestię, zrealizować swoje marzenie ze szczenięcych lat – teraz, kiedy w końcu mnie na to stać. Mieć coś swojego.
Milczę. Kuba też milczy.
– Powiesz coś? – pyta po kilkunastu sekundach.
– Czekaj, myślę.

 

*

 

– Podsumowując: motocykl to ma być taka „twoja rzecz”, która będzie ci przypominać, że mimo bycia ojcem, mężem i łysiejącym pracownikiem korporacji poginającym do roboty w szarym garniturze, wciąż masz jaja na swoim miejscu?
– Jesteś bezczelna. I wredna. Ale tak, mniej więcej o to chodzi.
– I w ten właśnie sposób wytłumaczyłeś żonie, dlaczego chcesz motór?
– Mniej więcej.
– Co ona na to?
– Że to zbędny wydatek, który zrobi nam dziurę w domowym budżecie, moja egoistyczna zachcianka i dowód na to, że mi na starość odbija.
– Hmmm…
– „Hmmm”? To jest twoja odpowiedź?
– Czekaj, myślę.

 

*

 

– Opowiedz mi, jak wygląda przeciętny dzień twojej żony.
– A co ma piernik do wiatraka?
– Nie interesuj się, po prostu odpowiedz.
– Nooo… Rano to wiesz, wstajemy, na szybko kawa, śniadanie, ogarnianie grajdoła. Marta zwykle zawozi dzieciaki do przedszkola, bo ma po drodze do pracy, a potem jedzie prosto do biura. Kończy pracę o 16, odbiera Zosię i Matyldę. Wracają do domu i w sumie to nie wiem… No pewnie coś gotuje, bo jak wracam z pracy o 18, to jemy razem kolację. Wieczorem coś tam pierze albo dziewczynkom w lekcjach pomaga albo co. W sumie nie wiem…
– Nie wiesz, jak wygląda dzień twojej żony?
– No wychodzi na to, że nie bardzo…
– A jak sądzisz, czy ona w ciągu całego dnia ma tak z godzinkę absolutnie dla siebie? Żeby na przykład usiąść sobie z kawą i książką? Albo żeby wyskoczyć na drinka i obiad z przyjaciółką? Po prostu porobić „coś swojego”, co tylko jej sprawia przyjemność i nie jest związane ani z tobą, ani z dziećmi?
– No nie wiem, może i nie ma…
– No widzisz. Ty chcesz mieć „coś swojego” i czuć się męsko, a ona chce „coś swojego” i czuć się kobieco.
– To czemu do cholery o tym nie mówi?!
– Nie mówi?
– Przecież głuchy nie jestem! Nigdy nie powie: „wyjdź z dziewczynami, bo chcę kawę wypić”, tylko narzeka, że w pracy ciężko, albo że w domu dużo roboty, albo że z Rudym na paintball jadę…
– No właśnie w ten sposób mówi ci, że nie ma czasu dla siebie.
– Ja pier… Wy to jednak popieprzone jesteście! Facet, jak czegoś chce, to komunikuje wprost. Jak chcę, żebyśmy wyszli do kina, to mówię „chodźmy do kina”. Jak chcę, żebyśmy pojechali w góry, to mówię „jedźmy na weekend w Bieszczady”. Jak chcę loda, to mówię… ok, nieważne. Ale wprost!
– Stary, masz czterdzieści lat…
– Trzydzieści dziewięć!
– …masz czterdzieści lat i nadal jesteś jak dziecko we mgle. Kobiety nie mówią konkretami. Chcesz mieć zadowoloną żonę, motor i święty spokój?
– Chcę!
– To weź się raz na jakiś czas postaw w roli Marty i pomyśl, czego może jej brakować, czego może chcieć. Czasu dla siebie? Żebyś jej pomógł w domu? Adoracji? Kiedyś mi opowiadałeś, że zdarzało ci się kiedyś robić dla niej kolację i podawać wino do wanny..
– Kobieto, to było dziesięć lat temu, zanim się dziewczyny urodziły!
– Kuba! Proste pytanie: dlaczego twoja żona nie chce, żebyś kupił motocykl?
– …
– Kuba?
– Czekaj, myślę…

 

*

 

[dwa dni później]
– Chyba wiem…
– Słucham.
– Marta boi się, że jak kupię motocykl, to będę w domu jeszcze rzadziej? Już teraz się w zasadzie non-stop mijamy. Faktycznie się od siebie oddaliliśmy… Kurwa.
– Brawo Ty. Kupisz Ducati?
– Nienawidzę cię…
– Wiedziałam, że mądry z ciebie facet.

 

Tekst po raz pierwszy ukazał się w magazynie „Logo” [nr 8, sierpień 2016] oraz na logo24.pl

Fot. Daniel Nanescu, Splitshire.com

0 Like

Share This Story

Damsko-męskie
  • http://www.siadamipisze.pl Rozi

    Nie nazwałabym tego kryzysem wieku średniego, tylko czymś w stylu „Jestem facetem i się przecież nie domyślę”. Bo się nie domyśli. Tak już jest.

    • http://marcinkaminski.pl/ Kamyk

      Bo my wolimy nazywać rzeczy po imieniu, zamiast „domyślać się”. I to znacznie ułatwia komunikację w życiu.

    • m0gart

      Kryzys wieku średniego objawił się chęcią kupowania Ducati. Natomiast niedomyślanie się i nieumiejętność odczytywania Waszych subtelnych sygnałów i sugestii jest wręcz dla nas fizycznie niemożliwe. Dlaczego? Bo jesteśmy tak biologicznie zbudowani, że nie dostrzegamy niewielkich zmian w tonie głosu, w barwie skóry (gdy się czerwienicie ze złości), drobnych gestów wskazujących na Wasz nastrój. Po prostu Wy rozpoznajecie więcej, a do tego niestety spodziewacie się, że my pod tym względem jesteśmy identyczni, a nasza niedomyślność jest li tylko wynikiem naszej niechęci i złej woli. I mamy gotowy przepis na problemy.

    • Wielebny

      Wtrącę swoje trzy grosze na temat „domyślania się”. Panuje powszechne przekonanie, że kobieta nic nie mówi wprost, a facet POWINIEN się domyślić, że to on się ma dostosować. Ja się z tym nie zgadzam. Otóż może i jestem facetem, ale jednak na tyle inteligentnym, że nierzadko faktycznie zdarzało mi się domyślać. Miewałem sytuacje w stylu „domyśl się”, w których faktycznie domyślałem się o co chodzi. Ale nawet wtedy ucinam takie rzeczy. Albo powie wprost, o co jej chodzi, albo będę ignorował jej fochy. Nawet jeśli wiem, o co jej chodzi. Ja chcę to od niej usłyszeć. Druga sprawa jest taka, że ja nigdy nie mam pewności, że dobrze się domyślam.

      Ja sobie brzydko mówiąc „wychowuję” kobietę. Bo nie podoba mi się to społeczne przyzwolenie kobietom na niedojrzałość emocjonalną.

      • http://www.siadamipisze.pl Rozi

        Dokładnie tak jest jak piszesz.
        Nigdy nie oczekiwałam od mężczyzn domyślania się. Wręcz tego nie znoszę. Bo albo jesteśmy dojrzałymi ludźmi, świadomymi swoich potrzeb albo bawimy się w coś, co i tak nie ma sensu.
        I działa to w dwie strony, chociaż u kobiet czasem przejawia się to „domyślanie się” w nadinterpretację. Czyli widzą to, czego tak naprawdę nie ma, czasem tworząc problem, bo skoro mężczyzna mówi „Ok” to oznacza, że jest okej. Tymczasem kobieta, może stworzyć piękną historię na ten temat od „Czyli jednak jest coś nie tak?” do „Bo Ty mi przecież nic nie mówisz”.,, Takie typowe.
        I świat byłby piękny, a komunikacja o wiele prostsza, gdyby, tak po prostu, mówiło się o co chodzi.

        • wisznu

          „u kobiet czasem przejawia się to „domyślanie się” w nadinterpretację”

          Oj, tak, ostatnio żona się ze mną kłócila a ja komplentnie nie wiedziałem o co. Po długiej dyskusji udało mi się z niej wycisnąć, że wkurwiała się na mnie o sprawy, które sobie sama wyinterpretowała – sam nawet nie wiem z czego.

          Ja rozumiem, że kobeity tak muszą, kiedy mają małe dzieci, które jeszcze sa mało komunikatywne. Ale czemu się im to przenosi na dorosłych facetów?

          • Wielebny

            Bo my, faceci, zatrzymujemy się w rozwoju umysłowym w wieku 10 lat, a dalej już tylko rośniemy.

            I kupujemy sobie droższe zabawki

  • https://paniodbiologii.pl/ Pani od biologii

    Uwielbiam Cię czytać <3 Siłą rzeczy, mój facet też ma tę przyjemność od czasu do czasu :D

  • m0gart

    Mam skomentować? Czekaj, myślę.

    No dobra. Spróbuję z tej strony.

    To, że się nie dogadujemy – znaczy faceci z Wami, kobietami – to fakt znany od dawna. Wy nas pewnie też nie do końca rozumiecie. Bo najczęściej jest tak, że każde sądzi, że to drugie jego/jej nie rozumie, że gdyby się owo drugie choć trochę postarało, to na pewno by zrozumiało, a wtedy już tylko kwiatki, motylki, tęcza i wieczna szczęśliwość.
    Prawda?
    No nie do końca.

    Bo ani my, ani Wy, nawet za bardzo się nie staramy o to zrozumienie, a i nie do końca potrafimy się starać. Operujemy czasami na zupełnie innych płaszczyznach. Jak w tekście: Kuba by chciał wprost, kawę na ławę, a Marta nie bardzo potrafiła wyartykułować, o co jej tak naprawdę chodzi.

    Kiedyś znajoma opowiadała, jak była na babskim wieczorze. Jedna z koleżanek narzekała, że chciała pójść w minioną sobotę z mężem na kolację i do kina. Przez cały dzień sugerowała, nawiązywała, wspominała wyjścia wcześniejsze. Wieczorem mąż zadowolony zasiadł z piwem przed telewizorem, a ona sama wściekła poszła spać. Znajoma zapytała wówczas:

    – A powiedziałaś mu, że chcesz pójść wieczorem na kolację i do kina?

    – No wprost nie, ale przecież dawałam mu do zrozumienia!
    – A widzisz. Ja, jak chcę, żeby mój mnie zabrał, to mówię mu o tym już od rana: „słuchaj, może poszlibyśmy wieczorem na kolację i do kina?” I tak kilka razy w ciągu dnia. W końcu dociera i idziemy. I zobacz, wszyscy są zadowoleni: ja, bo spełniło się to, na co miałam ochotę. On, bo sprawił mi przyjemność, a faceci po prostu lubią uszczęśliwiać swoje kobiety. Ale trzeba wprost i bezpośrednio, bo inaczej skutek jest odwrotny.

    Tak, drogie panie. Czasami komunikat wprost wyrażony wprost czyni wręcz cuda. Nie niuanse, nie nawiązania, nie sygnały, lecz jasne wyartykułowanie własnych potrzeb. Wiem, że to dla Was wbrew naturze, ale warto potrenować, bo nauczenie się tej techniki potrafi wręcz wyprowadzać związki z ciężkich kryzysów.

    PS Świetny tekst, Malv, jeden z lepszych ;)

  • Martyna Kubicka

    narzeczony przyjaciółki nauczył ją jeździć na motorze. teraz oboje są wkręceni.
    nie mają dzieci, wiem, to zmienia wszystko

  • Beti

    Tekst świetny, Malwina. Uwielbiam czytać, co naskrobiesz.
    Naszła mnie jednak taka refleksja…

    … coraz częściej dochodzę do wniosku, że jednak nie jestem kobietą..

    Wśród moich koleżanek również panuje niepojęty dla mnie ‚trend’, by wszystko komunikować facetowi w sposób zawoalowany. Chce taka wyciągnąć swojego lubego na imprezę, to zamiast powiedzieć klarownie, po polsku: ‚Rusz tyłek, idziemy się odchamić’ to ta nie… Aluzje, triki, fochy, ciche dni. No ludzie! Chcę iść do kina, to mówię, że idziemy do kina. Chcę wyjść na piwo z kumpelą, bo czuję, że mnie zaraz trafi jasny szlag z nadmiaru obowiązków, to mówię, że idę. Nie chce mi się zmywać naczyń / gotować / umyć wanny to komunikuję, że teraz jego kolej. Buntuje się? Trudno. Talerzy w końcu zabraknie / pizza co dzień zbrzydnie każdemu / wanna zostanie brudna. Sam się podda. Oj, ile byśmy zaoszczędziły nerwów, gdybyśmy nauczyły się mówić wprost. Polecam. ;)

    • Karol Janson

      How you doin ? ;)

      • Beti

        Nie narzekam. :)

    • wisznu

      „pizza co dzień zbrzydnie każdemu”
      i tu się mylisz. Prędzej kasy na pizze zabraknie. żeby nie zanudzać – od niecałych 10 lat prawie codziennie robie sobie do roboty kanapki z serem. Myslisz, ze mi zbrzydło?

      • Łukasz

        Mam nadzieję, że Twoja wypowiedz to prowokacja? :D

      • Beti

        Czepiasz się szczegółów. Smacznych kanapek z serem! :-)

    • Łukasz

      Uwielbiam słuchać głosu rozsądku… albo raczej zwyczajnie rozsądnego podejścia – zwłaszcza kiedy takie słowa padają z ust kobiety.
      Dochodzisz moja droga do bardzo błędnego wniosku, bo ja Ci mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że akurat w tej materii jesteś Kobietą z krwi i kości – co oznacza w tym przypadku spory zasób logiki i poukładania w głowie.
      Nawet najbardziej domyślny facet odgadnie może co najwyżej max 30% tego co jego kobieta chce żeby się domyślił. Jesteśmy w dość prosty sposób skonstruowani i dlatego najczęściej potrzebujemy dość bezpośredniego podejścia. Najśmieszniejsze dla mnie jest to,że wiele dziewczyn (bo kobietami to ich nie nazwę) zamiast spokojnie usiąść i porozmawiać ze swoim lubym na nurtujące ją tematy: braku wolnego czasu, oddalania się od siebie, obowiązków domowych czy wielu innych woli bawić się w gierki, aluzje i fochy… no i ciche dni. Zasada jest prosta: zbierasz to co zasiałeś. Takie podejście jest świadectwem niedojrzałości emocjonalnej – na oko jakieś wczesne liceum, mniej więcej ten sam opziom jak kobiety myślące TAK a mówiące NIE a potem dziwiące się że wyszło NIE… a on się nie domyślił że ma być TAK.
      Zgodzę się jednak że mąż i ojciec dwójki dzieci powinien mieć o wiele więcej oleju w głowie oraz o wiele bardziej dbać o swoją żonę. Trochę się z artykułu przebija jego „Ja,ja,ja” a gdzie w tym wszystkim miejsce dla jego lepszej połówki? No właśnie, nie zastanawiał się póki nie został zapytany. Takie zachowanie w wieku lat 40 nie świadczy za dobrze o człowieku.
      Tak więc pozostaje mi mieć nadzieję, że rzekome zreflektowanie się o którym mowa na końcu artykułu – nie jest fikcją literacką.

      „Oj, ile byśmy zaoszczędziły nerwów, gdybyśmy nauczyły się mówić wprost. Polecam. ;)”
      Ty to wiesz i ja to wiem… pewna rzesza mądrych ludzi też. Tyle, że mówienie wprost, rozmawianie i komunikowanie o swoich potrzebach wymaga zaangażowania i szczerości… co stoi w poważnym konflikcie z największą chorobą dzisiejszych czasów – pójściem na łatwiznę.
      M.in dlatego ludzie non stop narzekają, biadolą i bawią się w jakieś gierki zamiast normalnie, szczerze porozmawiać. Łatwiej walnąć focha, ubrać się i trzasnąć drzwiami niż porozmawiać o rzeczach, których nie potrafimy u drugiej strony zaakceptować, wysłuchać opinii drugiej strony i znalezc konsensus. Brzmi prosto i jest proste… wymaga tylko zaangażowania.
      Finito.

    • http://braciasamcy.pl/index.php?/profile/521-subiektywny/ Subiektywny

      Beti, jesteś w ekstremalnej mniejszości :)
      Komunikacja szyfrowana w kodzie ‚domyśl się bo jak nie to będzie źle’ jest podstawowym kobiecym systemem komunikacji werbalnej i niewerbalnej w związku.

  • piotrosc .

    No okej, ale może jakaś kobieta jest w stanie mi to wytłumaczyć? Dlaczego nie można jasno zakomunikować czegoś co jest bardzo ważne dla nas drugiej osobie??? Czy tu chodzi o to, że jak sam do tego nie dojdzie i się nie domyśli to znaczy, że tak naprawdę mu nie zależy?

    • Iskra

      Na początku się czeka, aż sam się domyśli i zrozumie. Potem pora przejść do konkretów, ale jak kobieta do nich przechodzi, to często jest tak, że mężczyzna wcale nie chce ich usłyszeć, bo bywa, że nagle jego duma zostaje urażona, rozwiane zostają jakieś wątpliwości (których z pewnych względów wolał nie rozwiewać) i taka rozmowa z jasnym daniem do zrozumienia czego się potrzebuje może się zakończyć dość nieprzyjemnie. Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyźni nie chcą szczerości i jasności sytuacji, bo to dla nich na rękę, bo skoro nic nie powiedziała, to znaczy, że jest ok i jak zrobię tak jak uważam, to nic się nie stanie. Każdego cierpliwość się kiedyś kończy, a jeżeli facet nie zauważa, że w jego związku dzieje się źle, bo nie potrafi patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa to i tak powiedzenie dosadnie przez kobietę czego potrzebuje długoterminowo nie zmieni za wiele. W pewnym wieku ludzie się po prostu aż tak nie zmieniają, tylko kamuflują.

      • piotrosc .

        Jacy Ci faceci są beznadziejni :) tylko mnie się wydaję, że to co opisujesz to sytuacja, która jest wynikiem zaniedbania związku przez bardzo długi okres czasu. I tu wina zawsze jest po obu stronach. Oczywiście jak już jesteśmy na etapie, w którym przyzwyczailiśmy drugą stronę do pewnych ‚wygód’, to zmiana może być bardzo trudna. Szczerości nie boją się faceci. Szczerości boi się człowiek, który boi się, że będąc szczerym nie otrzyma akceptacji drugiej osoby, dotyczy to tak mężczyzn jak i kobiet. Tylko, że jak nie jesteśmy szczerzy w relacji z najbliższą nam osobą to co to za relacja?

  • lidkaS

    ugh, sama jestem kobietą i nienawidzę szczerze tej cechy pt. ‚domyśl się’, u ludzi obu płci, bo choć u kobiet zdarza się to chyba częściej, to trafiłam na parę egzemplarzy męskich, którym też się zdarzyło strzelić focha (a jak!) bo się się nie domyśliłam czegoś. zawsze w takich sytuacjach mówię, że fakultetu z czytania w myślach nie robiłam, zdolności nadprzyrodzonych nie mam, więc jak ktoś czegoś chce, niech to powie. a jak nie chce mówić, to niech liczy się z tym, że przekaz niewerbalny do mnie nie dotrze. i czasami to skutkuje – „wychowałam” tak parę osób. a czasami ktoś rzuca oskarżeniem o brak empatii i idzie w siną dal. good4me.

  • S.

    Jakby moja kobieta zajmowała się wszystkimi domowymi sprawami jednocześnie pracując jak ja lub więcej to mi byłoby zwyczajnie wstyd.

    Ale jak widać u niektórych to normalne. Jak mamusia całe życie sprzątała, gotowała i ogarniała dzieciaki a tatuś gapił się w telewizor to przecież tak powinno być, no nie?

    • Iskra

      Ooo, brawa dla tego Pana! Dokładnie tak samo uważam, a mężczyźni tego pokroju zwykle strasznie się buntują w dorosłym życiu, żeby tych obowiązków domowych nie wykonywać, bo przecież są one „kobiece”. Tylko czasy się pozmieniały i skoro ja tak samo przynoszę kasę do domu, bo pracuję, a nie zajmuje się tylko (aż?) domem, to dlaczego wszystko mam oganiać sama? Niestety wiele kobiet sobie na to pozwala, bo one z kolei zostały tak nauczone przez matki, że „tatuś musi sobie odpocząć”, a dziewczynki w domu pomagały mamie.
      Chociaż u mnie w rodzinnym domu było podobnie, to mama od zawsze miała pomoc taty w pracach domowych wymagających męskiej ręki np. w remontach, ogrodzie itd. Inne prace domowe były wykonywane przez nas- kobiety, z tym, że moja mama nigdy nie mówiła, że tak powinno być, co więcej powtarzała, że powinien być podział obowiązków i tego się trzymam w swoim życiu. Niestety, tacy którzy pomagają i są ogarnięci pod tym względem (czyt. wiedzą do czego służy i jak użyć mopa) są już chyba na wymarciu :P.

  • Karol Janson

    Bardzo głęboki tekst, po którym mam tylko jedno, pytanie:

    Gdzie ta promocja na Ducati ? :D

  • Późne rokokoko

    Bier Ducata chłopaku! :D :P KIedy weżmiesz? Jak będziesz emerytem z metalowym biodrem i trzesącymi łapami? Bierz póki jest promocja! Ubezpiecz się na życie dobrze, ale bierz. A żona niech się nauczy mówić a nie liczy na domyślanie się i przekazy podprogowe. Mówienie zamiast czekania na czyjeś domyślenie się upraszcza życie. BIERZ! LwG ;P

  • Późne rokokoko

    A tak BTW, to hasło „kryzys wieku średniego” zostało wymyślone przez zazdrosne baby – dlaczego facet, którego wreszcie stać na spełnienie swoich marzeń od razu ma mieć jakiś kryzys? Po prostu dorósł do różnych pomysłów psychicznie i finansowo. No ale lepiej wtedy takiemu cisnąć „kryzysem”, żeby go zdyskredytować… A nóż widelec się ugnie pod presją ośmieszenia i nie spełni swoich marzeń i jedna z drugą zazdrosny babsztyl będą szczęśliwe, że se sterują facetem jak marionetką… [kij w mrowisko] :P

    • Kasia

      To nie do końca tak :) Kobiet też dotyka kryzys wieku średniego, tylko przeżywają go kompletnie inaczej, niż mężczyźni. Bardziej „w środku” i bardziej na smutno.
      Ale fakt, o kobiecym kryzysie wieku średniego mówi się znacznie rzadziej :)

  • Krzysiek

    Hahah nieźle trafiłaś z terminem tego wpisu biorąc pod uwagę że miesiąc temu sam sobie dwa kółka sprawiłem, w sumie lepsze to niż panienka na boku co do kryzysu wieku średniego ;)

    A czemu moto? Bo jeżdżąc samochodem 20 lat mam powyżej uszu stania w korkach, ludzi zamulających jazdę do których musiałem się dostosować jeszcze jako wkurzony temperamentny kilkunastolatek po zrobieniu prawka.
    Poza tym na tym jak jedziesz turystycznie choćby to czujesz zapach otoczenia (co jest chujowe w mieście akurat ale tylko tam), czujesz w nim swoją obecność u jesteś tego częścią. W samochodzie to jakbyś oglądała wszystko siedząc w inkubatorze, jak obraz z telewizora.

    I nie zgadzam się że to ucieczka od partnera i od codzienności, zarąbiście by było jakby partner też to kiedyś polubił bo na razie to średnio ;) no ale moja nie była kierowcą więc panikuje. Ty znając po tylu latach wożenia się samochodem odpały ludzi za kółkiem wiesz czego się spodziewać i jak rozsądny jesteś nie narażasz się tak jak wyobrażają sobie to inni co ten temat znają z kretyńskich straszących tylko ludzi mediów i artykułów typu „lekarz-łowca skór” „motocyklista-dawca organów”

  • http://100smakow.com.pl/ maciejkurowski

    taki skecz mi się przypomniał, bardzo w temacie
    https://www.youtube.com/watch?v=Pb-Hpb5fTgQ

  • KaZet

    Kobiety niemówiące konkretami. Kobiety uwielbiaja mowić o dojrzałości i ważności komunikacji. Przychodzi co do czego nie umieją komunikować. Bo są kobietami. Czytaj ani to dojrzałe ani nie żadnej komunikacji.

  • Busqitos

    Malv, jeśli nie spędzają razem czasu to niech kupi ten motocykl. i będzie to jedna z lepszych decyzji bo jak kiedyś uda im się zostawić dzieciaki i wybrać w te Bieszczady czy gdzieś indziej tylko we dwoje właśnie na motocyklu, to będą bliżej siebie niż kiedykolwiek a żona na pewno doceni męża i zobaczy go w nowym świetle, nie tylko jako szarego garniturka i człowieka którego nie ma w domu a faceta z pasją. To również moze pomóc szeroko pojętej „rutynie”.

  • http://entropysphere.wordpress.com/ entropysphere

    Jeśli oboje pracują w korpo to stać ich na opiekunkę do dzieci raz w tygodniu. Mogą wtedy wyjść razem czy nawet pojechać gdzieś na tym motocyklu.
    Również nie wiem w czym problem żeby kobieta wyszła raz w tygodniu z koleżankami a mąż został w domu z dziećmi nawet jeśli oznacza to zamówienie pizzy.
    Ludzie robią sobie problemy. bo mogą…

  • http://braciasamcy.pl/index.php?/profile/521-subiektywny/ Subiektywny

    „Kryzys wieku średniego” tak naprawdę jest momentem w życiu mężczyzny, gdy może on zrealizować młodzieńcze pasje i zainteresowania. Gdy jest młokosem – ma mnóstwo wolnego czasu i pustą kieszeń, więc w większości przypadków pozostają wyłącznie marzenia o Harleyu-Davidsonie czy przysłowiowym czerwonym kabriolecie. Później następuje dłuuugi etap „żona, dom, dzieci” więc gro czasu, energii i środków materialnych idzie w wiadomym celu. Dopiero wiele, wiele lat później można wrócić do myśli o owym Harleyu, kabriolecie czy corocznym, dwutygodniowym rejsie żaglówką po Morzu Śródziemnym z kumplami (pozdrawiam Tomku !). Bo są na to środki.
    Swoją drogą kobiety nie znoszą tego momentu w życiu mężczyzny, bo czują że tracą wówczas nad nim ‚kontrolę’. Wcześniej można było umiejętnie wabić go na kobiece atuty, ewentualnie sterować równie umiejętnie wbijając mężczyznę w poczucie winy (jak możesz! nie dbasz o dzieci! nie dbasz o dom, o mnie! myślisz o sobie ty egoisto!). A teraz myk! Wsiada na Ducati i tyle, jest tylko on i jego maszyna. Kryzys wieku średniego to żaden kryzys, to moment w którym realnie mężczyzna jest w stanie zrealizować swoje marzenia i pasje sprzed pi-razy-drzwi dwudziestu lat. Fajna sprawa :) Negatywną konotację ‚kryzysu’ nadały temu zjawisku zaniepokojone utratą swojego dotychczasowego wpływu na mężów czy partnerów kobiety. Tyle i aż tyle.

    PS. Wbrew pijarowemu jazgotowi – mężczyźnie w w/w momencie życia wcale nie jest potrzebna nowa, młodsza kobieta. Jedyne co potrzebuje to poczucie, że teraz może zająć się w życiu własnymi potrzebami, które dotąd były na trzecim czy nawet czwartym planie. Bo zawsze było coś ‚ważniejszego’ do zrealizowania…

  • http://architekturasukcesu.pl Patryk Wójcik

    Mijamy się. Nie wiem czego potrzebuje i o czym marzy moja żona. Czasami zastanawiam się nawet, czy my w ogóle się znamy. W końcu minęło tyle lat. Wszystko się zmieniło od tego czasu. Nie wiem czy jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia, z poczucia obowiązku, czy ze strachu. Nie wiem tego i tak strasznie nie chcę o tym myśleć. Nie chcę się tego dowiedzieć. Chce kupić motor. To idealna metafora opisująca problemy par w pewnym wieku. Nie chodzi mi o wiek samych partnerów, ale o pewien etap rozwoju związku. Jako psycholog, spotykam się z tym często. Wypalenie, pustka i wzajemne oskarżenia. To prawie codzienność, dla takich par. Najgorsza jest jednak obojętność, kiedy żyjąc blisko, przestajemy zwracać na siebie uwagę. Do wszystkiego, można się przecież przyzwyczaić?

    Każda para, czy każdy związek, dojdzie do takiego etapu w swoim życiu, jeżeli uwierzy w kilka powszechnych kłamstw. Pierwsze kłamstwo mówi o tym, że związek po prostu jest. Jak już się zaczął, jak się w niego weszło, tak już będzie trwał. Jest niezmienny jak skała. Nie trzeba o niego dbać. Nie trzeba się nad nim zastanawiać. Nie trzeba nawet o nim myśleć. Związek po prostu jest. Kwiaty kupowaliśmy kiedyś. Na randki chodziliśmy kiedyś. Bo wszystko zmienił czas, dzieci i pieniądze. Kiedyś przecież było inaczej, prawda? Kolejne kłamstwo mówi o tym, że namiętna miłość gaśnie. Jeżeli uwierzyliśmy w kłamstwo pierwsze, to druge będzie tylko jego skutkiem. Jak można utrzymać swoją miłość na poziomie namiętności, jeżeli nas to w ogóle nie obchodzi? Namiętność nie mija, ona po prostu się zmienia. Zadajmy więc sobie pytanie, czy wiemy w którą stronę chcemy, aby ona się zmieniła? Ostatnie kłamstwo, które jest konsekwencją poprzednich, mówi o tym, że dobrze to już było, a najlepszy czas mamy już za sobą. No i zdecydowanie tak jest, jeżeli tak myślisz, to tak właśnie będzie. Nie musisz być nawet zaskoczony. Jeżeli nie dbasz o swój związek skończy się namiętność, a wszystko co dobre, będzie już za tobą. Związek nie jest dany nam raz na zawsze. Związek to ciągła zmiana. Jeżeli zmienia się mój partner, a ja stoję w miejscu, w pewnym momencie, przestaniemy się rozumieć. Najpierw będą to drobne różnice, a później przepaść, która będzie nas dzieliła. Przestaniemy się rozumieć i wszystko się zmieni.

    O związek trzeba dbać. Związek trzeba robić, czyli w każdym dniu na niego pracować. Myślicie, że to łatwe? Wcale nie. Jak by było to łatwe, to na ulicach spotykalibyśmy pełno szczęśliwych par i małżeństw. Spotykalibyśmy ludzi zakochanych po uszy, nawet po wielu latach wspólnego życia. Jednak optymistyczne jest to, że są tacy ludzie. Żyją wśród nas. Nie są tak widoczni, bo takie życie nie jest standardem. Zamiast zapytać żonę o to, jak minął jej dzień, wolimy mecz i telewizor. Zamiast wspólnych wieczorów, wolimy przeciągać pracę do granic możliwość. Zamiast wspólnych wyjść, wolimy samotne wypady do koleszków. Nie ma reguły, czy to mężczyźni, czy kobiety. Oboje jesteście odpowiedzialni za swój związek. Każdy z Was go tworzy i wnosi do niego coś szczególnego. Pamiętacie moment, kiedy pojawiła się miłość? Tęsknicie za tym uczuciem? Jeżeli tak, zamiast swojego motoru, który dla wielu będzie symbolem egoizmu, zastanówcie się, co możecie zrobić dla swojej ukochanej osoby. Zastanówcie się, czy możecie jej pomóc, jakoś ją wyręczyć.

    W życiu każdego z Was, co chwila możecie spotykać na swojej drodze dylematy. Sam spotkałem się z jednym, ostatnio. Miałem do wyboru oglądanie drugiej połowy meczu Polska –Kazachstan, albo dokończenie pierogów dla mojej głodnej Żony. Wybór był dla mnie prosty. Mecz przeminie, nic w moim życiu nie zmieni. Z moją Żoną układam sobie życie i chcę o nią dbać w każdy możliwy sposób. Wybór był prosty. I powiem tylko tyle, że pierogi smakowały znakomicie:)

    • http://braciasamcy.pl/index.php?/profile/521-subiektywny/ Subiektywny

      Panie Patryku,
      O jakość związku trzeba dbać. Owszem – ale razem !
      A z tego co obserwuję, słyszę i widzę (poniekąd zawodowo) to gro owego ‚zabiegania’ zostało w jakiś magiczny sposób zrzucone na mężczyznę.
      Jest to jakiś przeokrutny w swej nielogiczności miks zachowań rodem z XIX wieku w połączeniu z nowoczesnym modelem ‚partnerskim’ rodem z XXI.
      Więc ty mężczyzno masz non-stop zabawiać, uwodzić, komplementować, zapraszać, organizować, pamiętać, nagabywać, zaskakiwać, przynosić kwiaty i drobne upominki (czyli ‚dbać’ o jakość związku) a z drugiej strony jest pozycja często bierna – oczekująca i co jeszcze gorzej – roszczeniowa. Klasyczny układ zabiegającego petenta. Nie brzmi miło, prawda ?

      Jak to się ma do partnerskich związków XXI wieku, których sam jestem zwolennikiem (tych prawdziwych – z takimi samymi uprawnieniami i takimi samymi OBOWIĄZKAMI dla obu stron). Ano nijak…
      A tu mężczyzna ma bawić i zabiegać jak w wieku XIX ale już obowiązki domowo-życiowo-partnerskie to ma mieć jak w wizji partnerskiej z XXI.
      Proszę wybaczyć, ale odpowiem żartobliwie stylizowanym pytaniem:

      -Ale co tho jesth za intheres? Ja phanu mófie, że tho jesth słabhy intheres…

      • http://architekturasukcesu.pl Patryk Wójcik

        Oczywiście, zgadzam się, że o jakość związku trzeba dbać razem. Jednak w sytuacji, kiedy nikt nie dba, może być jeszcze gorzej. Wielokrotnie z moimi klientami rozważamy ten dylemat. Kiedyś ktoś o związek dbał, jakoś z upływem czasu i on, i ona przestali. Czasami ktoś musi być impulsem do zmian. Ktoś musi przełamać schemat. Tak więc jeżeli mam wybrać, czy jestem za tym, aby mężczyzna w takiej sytuacji, wziął sprawy we własne ręce i zaczął dbać jako pierwszy. Czy też, żeby ten mężczyzna siedział obrażony i domagał się równouprawnienia. To zdecydowanie jestem za sposobem pierwszym. Uważam, że lepiej działać niż się domagać. Uważam, że lepiej być wzorem i pokazać, że można się zmienić, niż czekać na zmianę. Dbanie razem o związek, kiedy nikt już o niego nie dba, jest chyba najtrudniejsze do osiągnięcia. Ktoś musi być punktem zapalnym, iskrą prowadzącą do zmiany. No cóż, w swoim życiu tak postrzegam rolę mężczyzny, że potrafi wziąć on ciężar każdej sytuacji na siebie. Nie czeka, nie prosi.

        Nie widzę też nic złego w tym, żeby non-stop zabawiać, uwodzić, komplementować, zapraszać, organizować, pamiętać, nagabywać, zaskakiwać, przynosić kwiaty i drobne upominki. W końcu chodzi o zabawianie, uwodzenia, komplementowanie KOBIETY NASZEGO ŻYCIA. Nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, żeby zastanawiać się, czy mi się to opłaca. Czy jest to sprawiedliwe, czy oboje dajemy po równo. Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby bawić się w wyliczanki.

        • http://braciasamcy.pl/index.php?/profile/521-subiektywny/ Subiektywny

          „Nie widzę też nic złego w tym, żeby non-stop zabawiać, uwodzić,
          komplementować, zapraszać, organizować, pamiętać, nagabywać, zaskakiwać,
          przynosić kwiaty i drobne upominki. W końcu chodzi o zabawianie,
          uwodzenia, komplementowanie KOBIETY NASZEGO ŻYCIA. Nigdy nie przyszło mi
          nawet do głowy, żeby zastanawiać się, czy mi się to opłaca”

          Proponuję, w ramach swoistego ćwiczenia i ciekawostki, kiedyś się zastanowić. Ale tak solidnie i głęboko. Można dojść do intrygujących wniosków.
          Pozdrawiam, S.

  • motomycha

    mój ojciec jak się dorobił i osiagnal wreszcie co chcial to wydał dużo pieniędzy na samochód bo dorobił się w końcu a samochody zawsze go cieszyły.. babka zaś się zaśmiała że to kryzys sredni :) a dziadek czyli teść usłyszał za sciana i sie wydarl „zamilcz kobieto..co nie lubilas ze ze mna jezdzic do Swiątnik motocykielem?!! na ryby bys ze mna nie poszla! ” to nie jest kryzys wieku sredniego tylko kryzys czlowieka wbitego w system monetarny… Pracuje latami tracac w pracy tą mlodziencza expresyjnosc i spontanicznosc dostosowywujac sie do jedynej slusznej formy zasad etatystycznego savuarwiwru gdzie zawod definiuje czlowieka czyniac z niego wyżętą z życia szmatę wbitą w niewiadomo skad wzięty system tygodnia pracy ,która ze wszystkich sił próbuje wykreować pozytywy odkladajac plany i marzenia.. w koncu sil i testosteronu coraz mniej to wybiera sie te najbardziej infantylne do zrealizowania .. :) zazwyczaj te ktore utknely w pamieci ostatnich dni mlodosci…. niewiem kobiety maja bardziej skomplikowane umysly a jednak nie posiadaja odwagi do realizowania planow ktore nie sa zwiazane z prozą życia :P