7 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim zrobisz tatuaż

Na wstępie umówmy się – żaden ze mnie hardkor czy znawca. Nie mam nawet rękawa, choć to pewnie kwestia najbliższych kilku lat. Póki co noszę dwa tatuaże. Pierwszy, zrobiony przed 14 laty. Drugi – dwa dni temu. Różnica jest taka, ze pierwszy z nich wygląda jak gówno, drugi – jak dzieło sztuki. Dlaczego? Bo dziś już wiem, że do trwałego malowania ciała trzeba po prostu dojrzeć. A przede wszystkim, mieć pełną świadomość tego, co się robi.

 

Cofnijmy się w czasie. Mam 16 lat, siedzę sama w domu, oglądam MTV i własnoręcznie, na kostce, wyparzoną igłą i atramentem, dziaram. Chcecie wiedzieć, co?

KURT

Kurt, kurwa, Cobain. Nie muszę chyba dodawać, że słucham wtedy Nirvany, onanizuję się do „Rape me”, a piątego kwietnia zawsze zapalam świeczkę. Mam totalnego jebca na punkcie samobójcy z Aberdeen. Taki wiek. No więc tatuuję sobie KURT, a potem zakładam skarpetki i czekam, aż rodzice wrócą od znajomych. Ojciec idzie spać, matka zauważa plamę krwi. „Co ci?”, jedno spojrzenie, szybki ruch ręką, słodka tajemnica zbuntowanej szesnastolatki wychodzi na światło dzienne. Krótka pogadanka o tężcu, HIV i zagrożeniu życia, parę siwych włosów i decyzja zapada. Najpierw szczepionka, później „profesjonalne studio tatuażu”.  Dostaję pieniądze i krzyż na drogę.

Idę do kolegi Patryka, bo taniej. Za kasę, która mi zostaje, kupuję fajki. Wzór wymyślam na miejscu, w międzyczasie jaramy. Ja papierosy, Patryk zioło. Taka jestem szalona. Taka jestem głupia. Noszę ten tatuaż do dziś. Trochę z sentymentu, trochę dlatego, że nie miałam pomysłu, co z nim dalej zrobić.

*

Cofnijmy się w czasie. Mam 29 lat. Leżę na zafoliowanym łóżku i patrzę na Mayę, jak przygotowuje tusz i maszynki. Zerkam na kalkę odbitą na żebrach i boję się jak sam skurwysyn. Bo jeśli dziś artystka będzie miała zły dzień, to ja z tym jej złym dniem zostanę już na całe życie. Maya kicha głośno, siąpi nosem, ale wygląda, jakby wiedziała, co robi. Sram żarem.

 

#1. Tatuaż jest na całe życie

 

Niby oczywista oczywistość, ale nawet Johnny Depp o tym zapomniał, kiedy tatuował sobie imię VINONA na ramieniu czy innym pośladku. To chyba najgorsze, co można zrobić – uwierzyć, że osoba, z którą jesteś dziś, będzie już na całe życie…

Depp był w o tyle komfortowej sytuacji, że z Vinony mógł zrobić Vino. Ale co na przykład z taką Natalią? Albo Olgą? Mariuszem? Zbigniewem?

Ludzie zbyt łatwo ulegają modzie. A później mnożą się kolejki do wypalania tribali, Marlenek i kolorowych motylków na dupie. Sęk w tym, że tatuażu nigdy do końca się nie pozbędziesz. Wypalanie to koszt rzędu 200-300 zł za sesję. Na efekty czekasz od 3 do 7 miesięcy. Czasami wystarczą trzy sesje. Czasami dwanaście to za mało. Zwłaszcza, jeśli tatuaż jest kolorowy. Anyway, ślad i tak zostaje. Możesz więc chodzić, jak wyprany w perwolu, ewentualnie pokryć starą dziarę nową. I nic więcej nie zrobisz, Bożenko. Więc zastanów się raz jeszcze. Nadal chcesz mieć swojego „Stefana” na cycku?

 

#2. Tatuowanie boli

 

Nie, nie jak ukłucie komara. To jest kilkugodzinny, permanentny rozkurw receptorów. Jeśli nie jesteś odporny na ból i mdlejesz przy zastrzyku, odpuść.

Intensyfikacja bólu zależy od miejsca, w którym tatuujesz. Łatwiej jest na udzie czy brzuchu, gdzie mamy więcej tkanki tłuszczowej, trudniej na kostce, kręgosłupie czy żebrach, gdzie warstwa skóry jest cienka, a tym samym ból sięga zenitu.

Moje dziaranie na kostce trwało niecałą godzinę. Pogryzłam wtedy swojemu chłopakowi rękę do krwi.

Dwa dni temu przez prawie cztery godziny Maya tatuowała mi żebra. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie spodziewałam się odruchów wymiotnych i gryzienia własnego nadgarstka tylko po to, żeby przenieść źródło bólu gdzieś indziej i zrobić mały mindfuck własnemu mózgowi.

Jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłam tak potwornego bólu. Nawet wtedy, kiedy przejechał po mnie samochód i rozpierdolił mi nogę na prawie-pół. Nie wiem. Chyba tylko poród bez znieczulenia i amputacja na żywca mogą być gorsze.

Jeśli nie jesteś na to gotowy (a nigdy nie będziesz), odpuść.

 

#3. Tatuowanie to sztuka

 

Taka inna forma malarstwa. Czy grafiki użytkowej. Dobry tatuator to dobry rysownik.

Każdy z nich ma swój styl. W Warszawie, jeśli chcesz proste linie i geometryczne wzory, idziesz do Krisa. Jak chcesz zajebiście zrobiony motyw zwierzęcy, uderzasz do Grześka z Azazela albo Luka lub Mai z Art Force Tattoo. Jest też Najgorsze Studio w Mieście i Caffeine, ale ich wtajemniczonym nie muszę przedstawiać.

Generalnie chodzi o to, żeby wzór, który chcesz zrobić, dopasować do odpowiedniego artysty. Jak ktoś ma komiksową kreskę, to Ci nie pierdolnie naturalistycznego tygrysa na całe plecy. Zanim wybierzesz tatuatora, przejrzyj dokładnie jego prace i zastanów się, się czy będzie w stanie zrobić dokładnie to, czego oczekujesz. Nie kieruj się opiniami innych, słuchaj własnej intuicji. Ja tak zrobiłam i nie żałuję. Znajomi polecali Panasa albo Igora. Wybrałam Mayę i dziś wiem, że nie mogłam trafić lepiej. Mój koliber jest arcydziełem. Zdechnę z tym ptakiem na żebrach i jestem z tego dumna.

 

#4. Na dobry tatuaż trzeba czekać

 

Większość renomowanych tatuatorów w Polsce jest tak obłożonych robotą, że trzeba liczyć się z oczekiwaniem na dziarę od 3 do nawet 12 miesięcy. Oczywiście, możesz iść do pani Krysi ze „Studia Pirsingu i Tatuarzu Krystyna”, tylko potem nie dziw się, że Twój lew na łopatce wygląda jak morświn na wierzbie.

No chyba, że Twój tatuator właśnie przyleciał do Polski, nie gawarisz po naszemu, tylko po ruski i angielksi, generalnie nikt go nie zna, więc też nie ma do niego zaufania. Ja tak miałam z Mayą. Zobaczyłam jej prace, przepadłam na amen, a potem zadzwoniłam, żeby umówić się na dziaranie. Kiedy usłyszałam, że pierwszy wolny termin ma za dwa tygodnie, najpierw była euforia, a potem panika. No bo jak to tak? Wolna? To znaczy, że albo chujowo dziara, albo chujowo dziara. Postanowiłam z nią pogadać.

 

#5. Poznaj tatuatora swego

 

Zanim zdecydujesz się, u kogo robić tatuaż, najpierw poznaj człowieka. Idź, porozmawiaj z nim, powiedz, jaki masz pomysł, zobacz, czy on to czuje. Jeśli nie, odpuść. Jeśli tak, pogódź się z faktem, że Twój wzór prawdopodobnie nigdy nie będzie w 100% taki, jak go sobie wymyśliłeś. Dobry tatuator jest jak dobry fryzjer gej – wie lepiej od Ciebie, czego potrzebujesz.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby dać sobie narzucić czyjś koncept. Chodzi o to, żeby zaufać człowiekowi, który ma większe doświadczenie niż Ty. Jeśli tatuator mówi Ci, że ciemniejsze kolory będą wyglądać lepiej, zaufaj mu. Jeśli mówi, że zrobi to odrobinę inaczej, niż zakładałeś, zaufaj mu. To artysta, nie malarz ścienny Wiesiek. Z całym szacunkiem dla Wieśków, ale…

Zaufaj mu.

Ja miałam problem, żeby całkowicie oddać się w ręce Mai. Ale urzekła mnie swoją wiedzą, profesjonalizmem, klimatem seksownej, wydziaranej dupy. I suma summarum, zrobiła mi z żeber jesień średniowiecza. Nie mogło być lepiej.


#6. Ceń tatuatora swego

 

Jak chcesz motylka nad tyłkiem za pińcet złotych, idź do Pani Krysi.
Jak chcesz tatuaż z prawdziwego zdarzenia, idź do artysty i wydaj kasę taką, jaką musiałbyś zapłacić za średniej jakości obraz ścienny.

W Warszawie jedna sesja (6-8h) to koszt rzędu 1000-1400 PLNów. W innych miastach może ze dwie stówy taniej. Biorąc pod uwagę, że tatuaż zostaje z Tobą 4ever, nie ma się nad czym zastanawiać.

 

#7. Bądź pewny

 

Jeśli o ból trzewi przyprawiają Cię teksty z cyklu „jak ty z tym będziesz wyglądać na starość?”, nie idź i nie tatuuj się. Jeśli obawiasz się wirusa HIV, tężca, żółtaczki, kup sobie zestaw małego chemika, ale nie tatuuj się. Jeśli chodzenie w folii spożywczej i smarowanie się 5 razy dziennie maścią Cię przerasta, nie dziaraj. Zawsze, gdy czujesz, że robisz coś wbrew sobie – odpuść.

 

Mała rada dla tych po drugiej stronie mocy

 

Nie tatuujesz się? Nie lubisz tego? Nie podoba Ci się malowanie własnego ciała? Żyj i daj żyć innym. Uszanuj to, że są na tym świecie ludzie, którzy świadomie wybrali wzór, miejsce, czas i symbolikę. Przespali się z pomysłem. Przemyśleli i z pełną świadomością poszli raz na zawsze zmienić swoje ciało. Nie pytaj ich „na co ci ten tatuaż?„.

Inteligentni ludzie nie lubią głupich pytań. 

0 Like

Share This Story

Style
  • jeszcze_nie_wydziarana

    Śliczny tatuaż, to na pewno, nie w moim stylu, ale uroku nie można m odmówić. Świetna robota! Poza tym, twój artykuł pomógł mi zdecydować czy naprawdę chcę ten tatuaż, nie owijasz w bawełnę, tego mi było trzeba!

  • Gosia D

    o kurczę! a ja chciałam małą rybkę nad kostką haha chyba odpuszczę bo boję sie bólu :/

  • #8. Pomyśl o swoich dzieciach, one urodzą się z takim samym tatuażem tylko po drugiej stronie.

  • Oliwia

    Ból to kwestia indywidualna, miałam robiony wokół nadgarstka i czułam drapanie ale o żadnym bólu nie mogło być mowy ;)

  • Żanet

    Dokładnie ból kwestia indywidualna 7,5 h dziaranych placów nawet nie drgnęłam mam dziare na łopatce okolicach zeber i kręgosłupie , szyja najbardziej przyjemny tatuaż ,pozwoliłam sobie na drzemkę i mialam pretensje ze 2h dziarania to krótko , biceps przez całe dziaranie robiłam sobie zdjęcia , przeglądałam facebooka i oczywiście gadałam i jedyne co mnie bolało to tatuaż na przedramieniu przy zgięciu łokcia . Na tą chwilę mam zamiar dziarać placy do końca , udo , tatuaż ciągnący się pod piersiami , schodzący na bok , przedramię i na drugiej rękaw .

  • Moniq

    Piękny tatuaż :) Mnie najbardziej zaskoczyło, że wygojony, profesjonalnie zrobiony tatuaż czasem boli długo po zrobieniu. Może nie tyle, że boli, ale skóra czasem lekko ciągnie, delikatnie szczypie, jest bardziej przesuszona i to ponoć normalne. Nie jest to problemem, bo to takie ledwo wyczuwalne, ale nie wiedziałam wcześniej ;) Na ból polecam posmarować się wcześniej Emlą, przy dużych tatuażach to nie zadziała, bo czucie odzyskuje się po godzinie, ale mały spokojnie da się bezboleśnie zrobić. Nie zgadzam się z myśleniem, że tatuaż musi boleć – nic nie musi.

  • Justyna B

    szkoda że nie pokazałaś starego tatuażu :P

  • leszcz

    Jesteś moim mistrzem! Uwielbiam twój tekst <3 jestem w trakcie robienia rękawów

  • mnie żebra nie bolały tak bardzo jak biodro … zwłaszcza na sam koniec jak przyszło do „dopieszczania” bielą … ciało zorane i spuchnięte a tu jeszcze ryje dziadu tą igła … ;)

    ps. mam tatuaż w tym samym miejscu co ty na boku i wbrew moim prywatnym hejterom ciąża mi go nie zepsuła ;)

  • Troszkę postraszyłaś ^^ ale warto 10x przemyśleć sprawę. I pod wpływem tekstu na pewno młody adept sztuki „cielesnej” tak zrobi. Ale żeby zawsze trzeba było tyle zagryzać zęby? Zależy od wzoru… Mój, dość prosty, był planowany na 2h, bo to pierwszy w karierze, a wyszłam z salonu po 45 minutach. Nie wiem, po prostu położyłam się na kozetce i miałam ochotę zamknąć oczy. Każdego boli zupełnie inaczej. Mnie tylko w momencie wjechania na talerz biodrowy, w który igła w jednym miejscu weszła za głęboko (mam taką bliznę na 2mm). Ale efekt jest genialny. Dodam jeszcze, że profesjonalne studio da poprawki w cenie – bo zawsze po zagojeniu wyjdą jakieś braki. Czyli trzeba się liczyć z „powtórką z rozrywki” za jakiś czas. Ale tatoo to decyzja na cale życie jak pisałaś, i naprawdę warto by był jak najpiękniejszy.

  • Troszkę postraszyłaś ^^ ale warto 10x przemyśleć sprawę. I pod wpływem tekstu na pewno młody adept sztuki „cielesnej” tak zrobi. Ale żeby zawsze trzeba było tyle zagryzać zęby? Zależy od wzoru… Mój, dość prosty, był planowany na 2h, bo to pierwszy w karierze, a wyszłam z salonu po 45 minutach. Nie wiem, po prostu położyłam się na kozetce i miałam ochotę zamknąć oczy. Każdego boli zupełnie inaczej. Mnie tylko w momencie wjechania na talerz biodrowy, w który igła w jednym miejscu weszła za głęboko (mam taką bliznę na 2mm). Ale efekt jest genialny. Dodam jeszcze, że profesjonalne studio da poprawki w cenie – bo zawsze po zagojeniu wyjdą jakieś braki. Czyli trzeba się liczyć z „powtórką z rozrywki” za jakiś czas. Ale tatoo to decyzja na cale życie jak pisałaś, i naprawdę warto by był jak najpiękniejszy.

  • Nataszka

    zgadzam się oprócz tego że boli, a mam pawie pióro którego oś przebiega dokładnie po kręgosłupie ;) Chyba kwestia odporności na ból

  • Patrycja

    Uwierz,że wolisz być dziarana niż rodzić dzieci ;) wiem z doświadczenia. Gdy rodzilam mało co narzeczonemu zębów nie wybilam a jak sie ostatnio dziarałam to praktycznie nic nie czułam ;) i myślę,ze najgorzej to boli jednak na szyji ;)

  • Powiem szczerze, że oczami wyobraźni widzę siebie jak robię sobie parę lat temu tatuaż z Kurtem – także rozumiem sprawę. Dziś bym postawiła na coś jednak bardziej pozytywnego na np. tatuaż motywacyjny ( właśnie sobie to określenie wymyśliłam ) :)

  • Katarina

    Moje dziaranie na kostce też trwało około godziny. I nie był to ból nie do wytrzymania.

  • To bardziej uczucie „nie, nie boli, ale weź już, k.. , przestań!” :D Wczoraj drugi tatuaż mi doszedł na ręku. Fajna sprawa, jeśli jest przemyślana. Moje były. Piękny ten koliberek :)

  • mam już ..znalazlam ją

    Maya… artforce

  • ładny

  • kamil

    Ja na swoje pierwsze malowanie wybrałem właśnie żebra. Wiele osób mi to odradzało, nawet tatuażysta który mówił ze on ma dziary wszędzie tylko nie w tym miejscu. Gdybałem więc chwilę ale stwierdziłem że jeśli mam być zadowolonym to musi to być w tym a nie innym miejscu. Położyłem się na kozetce, ściskając w garści słoiczek ketanolu, usłyszałem złowrogi bzyk silniczka i…poszło gładko. Nawet nie zauważyłem kiedy minęło tych 7 godzin i nie musiałem się ratować pastylkami. Z rozpędu zrobiłem sobie jeszcze jeden mały tatoo na tej sesji i już mam kolejny termin na luty ^_^

  • „jak morświn na wierzbie” :D :D :D
    Ja przymierzam się do drugiego tatuażu (rękawa właśnie…) i do poprawki pierwszego (tak, to był >ten pierwszy tatuażKurt<….) musiałam sobie zrobić na kilka minut przerwę na kubek wody. Tak się zastanawiam, czy można zrobić tatoo w znieczuleniu??
    Tak czy owak, będę robić. Soon.

  • No nie wierze!! Czyzby Maja z Art Force Tatoo??

  • May

    Super tekst! Miałam 16 lat jak zrobiłam sobie pierwszy tatuaż – trupia czaszka, miał być na 4 lata (wierzyłam w to, heheszky, szalona szestnastka). Po 4 latach nie zniknął, nie ruszał się nigdzie. Decyzja – przykrywamy! Wiedziałam że i tak będę tatuować się dalej, więc nie zastanawiałam się nawet nad usuwaniem. Posiedziałam, pomyślałam, wymyśliłam – chcę czarną panterę! Polatałam trochę po mieście w poszukiwaniu odpowiedniego studia, przedstawiłam swoją wizję. Teraz rozwinę temat dwóch tatuatorów. Jedno studio, wchodzę, mówię „chcę panterę na tą czachę!” (no dobra, moja gadka trwała dłużej ale to tak w uproszczeniu), on na mnie patrzy z półuśmieszkiem „noo ale to najpierw trzeba rozjaśnić, idź tu i tu, potem zrobię Ci takie i takie”. Wszystko z taką wyniosłością typu „gówniara chce tatuaż hehe ale ja wiem wszystko najlepiej, niech ona nie myśli, że ma jakiekolwiek pojęcie”. Już wiedziałam, że tam nie wrócę. Poszłam do kolejnego studia, znowu ta sama gadka z mojej strony, jeden z tatuatorów mówi „wiem! Czekaj chwilę, usiądź sobie, zaraz do Ciebie wracam!”. Toteż rozsiadłam się, myślę „jest git!”, on wraca z tabletem, szpera w googlach, pokazuje jaką ma wizję, ja nie jestem przekonana w 100% ale stwierdziłam, że on zna się lepiej na tym, dużo skór już wymalował, więc zaufam. Mówię, że potrzebuję w miarę szybko terminu bo wyjeżdżam, wcisnął mnie, dałam zaliczkę i czekam na termin. Wróciłam w wyznaczonym terminie, pokazał mi dwie wersje wzoru, wybrałam jeden z nich, dopasował go na mojej skórze tak, żeby zakryć poprzedni malunek i działa. Pogadaliśmy o tym, o tamtym, wyszłam ze studia z nakazem powrotu jak się zagoi i pokazania się. Powróciłam, spojrzał, mówi „ok, tu i tu linię poprawimy, jak masz teraz czas to poczekaj pół godzinki aż skończę, a jak nie to się umówimy na przyszły tydzień”. Czas miałam, przejechał mi po ciele kilka razy, podziękowałam i wyszłam. I wiesz co? I pomimo pierwotnego „nie jestem pewna czy będę zadowolona”, cieszę się, że mu zaufałam, bo jestem mega zadowolona z tego, co mam na ciele! Minęły prawie 3 lata od mojej ostatniej wizyty tam i wiem, że wrócę niebawem!
    PS.: Jeśli o ból chodzi, to może ja jestem masochistką, ale dla mnie to było przyjemne doznanie! Mam tatuaż na ramieniu, gruba nie jestem więc tkanki tłuszczowej super dużo tam nie ma, a sam proces tatuowania był dla mnie czystą przyjemnością, serio :)

  • Lubie to :)

  • Nie zgodzę się z punktem 1 – oczywiście trzeba brać pod uwagę, że tatuaż robi się na całe życie, ale jeśli się człowiek po latach rozmyśli, można się owej dziary pozbyć tak, że ślad po niej nie zostanie, takie technologie w XXI-ym wieku są ;) Trzeba tylko brać pod uwagę, że to jest cholernie drogie – o wiele droższe niż samo tatuowanie… Ja za tatuaż na palcach zapłaciłam 150 zł, za kilka zabiegów usuwania najnowszym laserem – ponad 1000 zł :D

  • kedziorkedzierski

    A ja jestem ciekawy dlaczego ten koliber leci z rylcem?

  • Andrzej

    Zastanawia mnie tylko jedno jak strasznym mieczakiem musisz być skoro z powodu tej małej igielki prawie się zerzygalas…A co do pytania „na co ci ten tatuaz” może ludzie chcą wiedzieć po co zrobiłaś sobie ptaszka kurwa pieska czy coś innego może ciekawi ich to czy ma to dla Ciebie jakieś ważne znaczenie czy po prostu jesteś genetycznym zjebem i malujesz sobie ciało by po prostu lepiej wyglądać..czytając twoje wypowiedzi mam wrażenie jakbym czytal pamiętnik zbuntowanej nastolatki..bladego pojęcia nie masz o tatuazach i artystach a twój slang jest gorszy niż dzisiejszej
    młodzieży,dziękuję pozdrawiam

  • zane

    Zgadzam się ze wszystkim. Grunt to myślenie – też jak ze wszystkim :) Jak człowiek myśli, to nie będzie robił sobie chińskiego dania, przepraszam – znaczka nad tyłkiem za 500 zł. O porządnego tatuatora wcale niełatwo. Ja w końcu oddałem się Adamowi :P http://lastdrakkar.com/galeria/adam/ Bolało, ale było warto :D Tak serio to ból był do zniesienia, no ale każdy ma inny próg bólu. No i odkryłem, że rzeczywiście tatuaże uzależniają, bo planuję kolejny.

  • martyna

    mam 18 lat, planuję właśnie „ten” pierwszy tatuaż, to na początek nic wielkiego :) dzięki za rady, napewno jeszcze 2 razy się zastanowię zanim wybiorę odpowiedni studio..

  • Weronika

    Tatuaż nie boli wcale tak mocno. Mam m.in dwie stopy wydziarane, gdzie to jedne z najbardziej bolesnych miejsc (bardziej od żeber ) :)

  • Rafal.w

    Mdleje przy pobieraniu krwi…….. mam pol rekawa i kilka plus wzorow xD

  • Lil

    Nie ma głupich pytań, więc można śmiało pytać po co! Są tylko głupie odpowiedzi!

  • Kasia S.

    genialnie wszystko opisane – dzięki :) w marcu bedę dziarać się po raz pierwszy ale bólu się nie boję – przeżyłam poród (prawie)bez znieczulenia więc nic nie moze być gorszego :) trzymajcie za mnie kciuki :)

  • kici

    Niedawno umówiłam się na swój pierwszy tatuaż.
    Najbardziej mnie rozwalają teksty o tym, jak tatuaż będzie wyglądał na starość. Jeśli będę miała szczęście dożyć 80, kiedy skóra faktycznie jest już pomarszczona, to nie sądzę, żebym przejmowała się tym, jak wygląda mój tatuaż. Nie sądzę, żeby odmawianie sobie czegoś całe życie, ze względu na to, co mogę sobie myśleć w wieku 80 lat było rozsądne. Bo wtedy mogę być śliniącą się sklerotyczką, babcią przykutą do łóżka lub dawno znajdować się 2 metry pod ziemią. Serio? Życie jest krótkie, i tak relatywnie niedługo ciała nas wszystkich zostaną spalone lub zjedzone przez robaki, tak samo tych, którzy traktowali swoje ciała jak „świątynię, której nie można naruszyć” jak i tych, którzy wydziarali się od stóp do głów.

  • Kazimierz Gryglicki

    „U Oli to nie boli”, przedramię bardziej łaskocze niż boli, bardziej denerwujące jest przechodzenie procesu gojenia niż samo tatuowanie.

    Z moim pierwszym tatuażem poczekałem 28 roku życia, w sumie nie żałuje bo to małe dzieło sztuki, nie szpecące jak dziecinna dziara ;)

  • Ja swój pierwszy tatuaż zrobiłem w wieku 39 lat tak więc byłem już dojrzałym chłopcem. Potem poszło jak z płatka – żebra też zaliczone ale nie z takim rozmachem jak u Ciebie.
    Pozdrawiam

  • Jarek

    witam czy tatuaz na rece boli ?

    • Malwina

      Nie, sama robiłam i nic nie bolało w dodatku niektórzy używają znieczulenia

      • Camasz

        tylko po co to znieczulenie???? w sumie to ma boleć i to tylko dla tego żeby nie każda PI..A mogła go sobie zrobić ;)

  • Alex

    Jeżeli Twój tatuaż sprawia Ci radość, to możesz mieć nawet węża rzecznego na dupie, nikogo to nie powinno obchodzić.

  • Monika Waszynska

    Wszystko potwierdzam ;-) u mnie na początku największy strach był przed bólem- jest do przeżycia, a z każdym kolejnym tatuażem coraz trudniej znaleźć mi wzór, który mi odpowiada- apetyt rośnie w miarę jedzenia ;-) w kwestii tatuażysty- pozostaję wierna ekipie z warszawskiego Jah Love Tattoo Studio.

  • Klaudia Kucia

    Oooj tak zgadzam sie zwlaszcza punikt 5 i 6.. Dobry tatuator to podstawa ! Ja polecam Piotrka Nowackiego z Blood & Pain Tattoo bo to super gosc z podejsciem doswiadczeniem i niesamowitym talentem :D

  • Małgorzata Rawska

    Powinno być „nie gawarit” po naszemu czyli „nie mówi”, „gawarisz” to „mówisz” (2 os. l. poj.) Odmiana przez osoby po prostu. To tylko życzliwa uwaga, nie wymądrzanie się ;)

  • fadek

    Z tym bólem to gruba przesada. To, że jesteś osobą, która tak ciężko znosi ból to nie znaczy, że inni będą gryźć wargi, czy nadgarstki. Tak, też mam duży tatuaż na żebrach.